26 marca 2026 r. na polecenie prokuratora z II Wydziału ds. Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Opolu funkcjonariusze Wydziału do Walki z Korupcją KWP we Wrocławiu zatrzymali burmistrza Trzebnicy Marka D. Zatrzymanie miało na celu przedstawienie zarzutów oraz zabezpieczenie dowodów.
Zarzuty obejmują trzy główne wątki. Po pierwsze, przekroczenie uprawnień poprzez realizację inwestycji z budżetu gminy służących celom prywatnym — w tym zlecanie ustne utwardzania dróg na nieruchomościach prywatnych, również własności podejrzanego. Po drugie, zlecanie robót drogowych i chodnikowych z pominięciem procedur zamówień publicznych, bez kosztorysów i bez weryfikacji zakresu oraz wartości wykonanych prac — łącznie wydatkowano w ten sposób ponad 2 mln zł z kasy gminnej. Po trzecie, przyjęcie korzyści majątkowej w siedmiu przypadkach od pracownicy urzędu miejskiego (kwoty od 500 do 1500 zł) — burmistrz miał uzależniać przyznanie nagrody uznaniowej od przekazania mu jej części.
Opisane zdarzenia miały miejsce w latach 2015–2019. Burmistrz nie przyznał się do zarzucanych czynów. Prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe (50 tys. zł), dozór policji, zakaz opuszczania kraju oraz zawieszenie w czynnościach służbowych burmistrza. Grożąca kara to od roku do 10 lat pozbawienia wolności.
W następstwie tego zdarzenia Marek Długozima zwołał dzień później konferencję prasową, która dbyła się przed urzędem miejskim w Trzebnicy. Spotkanie otworzył Przewodniczący Rady Miejskiej, po czym głos zabrał sam burmistrz, a następnie odpowiadał na pytania dziennikarzy.
Oświadczenie burmistrza
Marek Długozima poinformował, że został doprowadzony do prokuratury w Opolu o godzinie 6 rano przez policję, co uznał za niepotrzebne — podkreślał, że stawiłby się dobrowolnie na wezwanie. Oświadczył, że nie przyznaje się do winy, złożył wyjaśnienia i zadeklarował pełną współpracę z prokuratorem. Zarzuty określił jako „niesprawiedliwe”, „nieprawdziwe” i „bezpodstawne”, zapowiadając obronę swojego dobrego imienia przed sądem. Wyraził zgodę na podawanie swojego imienia, nazwiska i wizerunku, chcąc w ten sposób zamanifestować przekonanie o własnej niewinności.
Burmistrz odwoływał się do swojego 20-letniego dorobku na stanowisku, w trakcie którego przeprowadzono ponad tysiąc inwestycji, dając do zrozumienia, że zarzuty są niewspółmierne do jego wieloletniej pracy na rzecz mieszkańców.
Zastosowane środki
Wobec burmistrza prokuratura zastosowała następujące środki zapobiegawcze: kaucję w wysokości 50 tys. zł, zakaz kontaktowania się z pracownikami urzędu miejskiego, zawieszenie w pełnieniu funkcji burmistrza (zakaz wykonywania pracy) oraz zakaz opuszczania kraju. Nie złożono wniosku o areszt.
Funkcjonowanie urzędu
Obowiązki burmistrza przejęła wiceburmistrz Krystyna Haładaj. Długozima zapewnił, że urząd — zatrudniający ponad 100 pracowników — będzie funkcjonował normalnie, a sprawy mieszkańców będą załatwiane na bieżąco. Podkreślił, że ze względu na zakaz kontaktu z pracownikami, od momentu postawienia zarzutów nie kontaktował się z nikim z urzędu, w tym z panią Haładaj.
Stanowisko Przewodniczącego Rady Miejskiej
Przewodniczący Rady zadeklarował pełne wsparcie dla burmistrza, określając zarzuty jako bezpodstawne. Zwrócił uwagę na „ciekawą koincydencję” — zarzuty postawiono w okresie referendalnym, co jego zdaniem jest dziwnym zbiegiem okoliczności. Zapewnił, że Rada Miejska dysponuje stabilną większością i pracuje normalnie, a najbliższa sesja odbędzie się we wtorek.
Pytania dziennikarzy i odpowiedzi burmistrza
Dziennikarze pytali o konkretne zarzuty, w tym o prace utrzymaniowe dróg i chodników prowadzone rzekomo bez kosztorysów, o zarzuty łapówkarskie, o budowę podjazdu przed domem burmistrza z pieniędzy publicznych oraz o sprawę skazanych urzędniczek, które wystawiały fikcyjne faktury. Na większość tych pytań Długozima odmawiał odpowiedzi, powołując się na toczące się śledztwo i zakaz wypowiadania się o szczegółach sprawy.
W kwestii podjazdu burmistrz stanowczo zaprzeczył, że zbudował go dla siebie — twierdził, że jest to ciąg pieszo-rowerowy, z którego codziennie korzysta około 100 osób, łączący ulicę Piwniczną ze ścieżką rowerową. Zaprzeczył też, jakoby jego małżonka pouczała robotników lub kazała im sadzić kwiaty przy tej inwestycji.
Jeśli chodzi o proceder fikcyjnych faktur, za który skazano urzędniczki, burmistrz oświadczył, że nie wiedział o tym i gdyby wiedział, natychmiast by go zablokował i wyciągnął konsekwencje wobec pracowników.
Na pytanie o zlecanie prac bez przetargu Długozima odpowiedział, że nigdy nie zajmował się organizowaniem przetargów — jego rolą jako burmistrza było nadzorowanie pracy urzędu, a nie prowadzenie poszczególnych procedur zamówieniowych.
Kontekst medialny
Dziennikarz relacjonujący wydarzenie zwrócił uwagę, że konferencja miała charakter „starannie wyreżyserowany” — za burmistrzem zgromadzono radnych z jego ugrupowania i sołtysów, a nie wszystkie media zostały o niej poinformowane (m.in. Nowa Gazeta Trzebnicka dowiedziała się o niej nieoficjalnie).
Aspekty prawne sprawy
27 marca na antenie Polskiego Radia Wrocław wypowiedział się w tej sprawie mecenas Marek Kasprzyk: komentował aspekty prawne sprawy burmistrza Marka Długozimy w rozmowie z redaktorką Radia Wrocław.
Ocena powagi zarzutów. Mecenas podkreślił, że prokuratura musi dysponować mocnym materiałem dowodowym, skoro zdecydowała się postawić tak poważne zarzuty i zawiesić burmistrza w obowiązkach. Nikt nie pokusiłby się o postawienie tego typu zarzutów bez solidnych podstaw.
Podstawa zawieszenia. Wyjaśnił, że prokurator ma prawo stosować środki zapobiegawcze dotyczące czynności służbowych. W przypadku spraw związanych z zamówieniami publicznymi kodeks postępowania karnego wręcz obligatoryjnie nakazuje zawieszenie takiej osoby w czynnościach. To odróżnia tę sprawę od np. sytuacji prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, który — jak zauważył mecenas — nie miał zarzutów związanych bezpośrednio z zamówieniami publicznymi.
Istota sprawy. W ocenie Kasprzyka kluczowym wątkiem są zamówienia publiczne i wyprowadzanie pieniędzy z budżetu gminy. Zwrócił uwagę na dyscyplinę finansów publicznych — burmistrz ma obowiązek organizować przetargi przy zamówieniach przekraczających 170 tys. zł netto, a prokuratura mówi o kwocie rzędu 2 milionów złotych, co jest sumą niebagatelną.
Czas trwania zawieszenia. Mecenas wskazał, że burmistrzowi przysługuje prawo zaskarżenia decyzji prokuratury do sądu. Zawieszenie działa podobnie jak inne środki zapobiegawcze (np. zakaz opuszczania kraju) — prokurator może je za każdym razem przedłużać. Nie jest znany okres, na jaki zawieszenie zostało zastosowane.
Konsekwencje wyroku. Kasprzyk ocenił, że kariera polityczna po tak poważnych zarzutach raczej ulega marginalizacji. Jeśli chodzi o stronę prawną, to sąd w wyroku decyduje o zakazie pełnienia funkcji publicznych — taki zakaz może być orzeczony nawet dożywotnio.
Jak tę sprawę opisuje Nowa Gazeta Trzebnicka
Z publikacji Nowej Gazety Trzebnickiej wyłania się obraz sprawy jako finału długo narastającego kryzysu wokół burmistrza Trzebnicy. Redakcja nie przedstawia zatrzymania Marka Długozimy jako nagłego i oderwanego od wcześniejszych wydarzeń epizodu, lecz jako kolejny etap wieloletniego śledztwa, które — według jej relacji — od dawna obejmowało szereg różnych wątków dotyczących funkcjonowania urzędu i gospodarowania majątkiem publicznym. Już w pierwszych tekstach po zatrzymaniu Nowa mocno podkreślała, że sprawa ma swoje korzenie w działaniach sięgających 2019 roku, a w jednym z wątków zapadły już wcześniej wyroki wobec byłych urzędniczek.
W relacji Nowej kluczowe znaczenie mają trzy grupy zarzutów, które redakcja konsekwentnie eksponuje. Pierwsza dotyczy wydatkowania pieniędzy z budżetu gminy na inwestycje mające służyć celom prywatnym. Druga obejmuje zlecanie robót drogowych i chodnikowych z pominięciem procedur zamówień publicznych, bez kosztorysów i bez należytej kontroli wartości prac. Trzecia to wątek korupcyjny, czyli przyjęcie korzyści majątkowych od pracownicy urzędu przy okazji przyznawania nagród. Nowa wyraźnie akcentuje też skalę sprawy, pisząc o ponad 2 mln zł wydanych z gminnej kasy oraz o 11 zarzutach postawionych burmistrzowi.
Charakterystyczne dla tej narracji jest to, że Nowa nie zatrzymuje się na samym opisie czynności prokuratury. Redakcja wpisuje zatrzymanie burmistrza w szerszy kontekst lokalnego konfliktu politycznego i referendalnego. W tekstach poprzedzających zatrzymanie gazeta opisywała kampanię referendalną jako coraz bardziej napiętą, z zarzutami o straszenie mieszkańców i dezinformację. Dzięki temu późniejsze wydarzenia — zatrzymanie, zarzuty i konferencja prasowa — zostają osadzone nie tylko w porządku śledczym, ale też w porządku walki o władzę i opinię publiczną.
Nowa bardzo mocno akcentuje również tezę, że po zatrzymaniu rozpoczęła się walka o przejęcie kontroli nad przekazem. Dobrym przykładem jest opis sytuacji z dnia zatrzymania, gdy na profilu burmistrza pojawił się wpis o podpisaniu umowy z organizacją społeczną, choć sama informacja o zatrzymaniu nie została tam odnotowana. Redakcja sugeruje, że taki sposób komunikacji miał pokazać mieszkańcom obraz normalnie funkcjonującego urzędu mimo porannych działań policji i prokuratury. W podobny sposób przedstawiane są późniejsze oświadczenia burmistrza i jego otoczenia — jako element budowania linii obrony nie tylko prawnej, ale i politycznej.
Istotnym elementem tego obrazu jest także sposób, w jaki Nowa opisuje konferencję prasową zwołaną po przedstawieniu zarzutów. Z relacji redakcji wynika, że nie była to zwykła konferencja informacyjna, lecz starannie przygotowane wydarzenie, mające pokazać jedność otoczenia burmistrza i jego polityczne zaplecze. W tym ujęciu samo wystąpienie Marka Długozimy, wsparcie przewodniczącego rady i obecność radnych oraz sołtysów tworzą nie tylko scenę obrony burmistrza, ale także demonstrację siły wobec trwającego kryzysu.
W kolejnych publikacjach Nowa rozwija też wątek odpowiedzialności urzędowego zaplecza. Redakcja przypomina, że w jednym z wcześniejszych etapów postępowania skazane zostały dwie byłe urzędniczki, które miały wyprowadzać pieniądze z gminnej kasy poprzez fikcyjne faktury. Gazeta sugeruje zarazem, że ich zeznania i wcześniejsze ustalenia śledczych mogły odegrać ważną rolę w dojściu do obecnych zarzutów wobec samego burmistrza. W ten sposób sprawa przedstawiana jest nie jako jednostkowy incydent, lecz jako element szerszego mechanizmu funkcjonowania urzędu.
Równocześnie Nowa opisuje wydarzenia po zatrzymaniu jako próbę utrzymania ciągłości władzy w gminie. Duży nacisk położono na przejęcie obowiązków przez wiceburmistrz Krystynę Haładaj oraz na komunikat, że urząd ma pracować normalnie mimo zawieszenia burmistrza. Jednak także ten element redakcja osadza w szerszym sporze, pokazując go nie tylko jako techniczne rozwiązanie administracyjne, ale również jako część działań mających uspokoić mieszkańców i ograniczyć polityczne skutki całej sprawy.
Z tych publikacji wyłania się więc dość wyraźna linia redakcyjna. Według Nowej zatrzymanie i zarzuty wobec Marka Długozimy są nie tyle pojedynczym wydarzeniem, ile momentem, w którym długo narastające problemy prawne, urzędowe i polityczne wyszły z pełną siłą na powierzchnię. Jednocześnie gazeta pokazuje, że po stronie burmistrza trwa intensywna próba obrony własnej pozycji — zarówno w wymiarze procesowym, jak i wizerunkowym.
Jak sprawę opisują inne media?
W relacjach innych mediów sprawa Marka Długozimy przedstawiana jest przede wszystkim jako wydarzenie o dużym ciężarze prawnym i politycznym, ale opisywane raczej przez pryzmat kolejnych faktów niż lokalnych emocji. Najczęściej powtarzają się informacje o zatrzymaniu burmistrza, przedstawieniu mu zarzutów, zastosowanych środkach zapobiegawczych, jego oświadczeniu o niewinności oraz o przejęciu obowiązków przez wiceburmistrz.
Wyraźnie widać, że wiele redakcji skupia się na samym przebiegu postępowania: kiedy doszło do zatrzymania, czego dotyczą zarzuty, jakie decyzje podjęła prokuratura i jakie mogą być dalsze skutki dla funkcjonowania gminy. W takim ujęciu sprawa jest pokazywana przede wszystkim jako poważny kryzys instytucjonalny, który może mieć znaczenie nie tylko dla samego burmistrza, ale również dla pracy urzędu i sytuacji politycznej w Trzebnicy.
Część materiałów mocniej akcentuje również aspekt prawny. Pojawiają się komentarze, że tak poważne zarzuty muszą opierać się na istotnym materiale dowodowym, a zastosowane środki — zwłaszcza zawieszenie w czynnościach służbowych — nie są decyzją przypadkową. W tym nurcie sprawa opisywana jest przede wszystkim jako postępowanie dotyczące pieniędzy publicznych, procedur zamówień oraz odpowiedzialności osoby stojącej na czele samorządu.
Inne relacje więcej miejsca poświęcają reakcji samego burmistrza i jego otoczenia. Podkreślają, że Marek Długozima nie przyznaje się do winy, zapowiada obronę swojego dobrego imienia i przedstawia całą sytuację jako bezpodstawną oraz krzywdzącą. W tym ujęciu równie ważne jak same zarzuty staje się pytanie o to, jak sprawa wpłynie na zaufanie mieszkańców, stabilność urzędu oraz dalszy rozwój wydarzeń w okresie politycznie szczególnie wrażliwym.
Wspólny dla większości mediów pozostaje jednak jeden element: przekonanie, że sprawa weszła w nową, znacznie poważniejszą fazę. Nie chodzi już tylko o plotki, polityczne oskarżenia czy lokalne spory, ale o formalne działania prokuratury, które mogą mieć długofalowe konsekwencje prawne i samorządowe. Dlatego obok emocji i bieżących komentarzy coraz wyraźniej pojawia się pytanie nie o to, czy sprawa jest ważna, lecz jak daleko sięgną jej skutki.
Głos opozycji
Do konferencji burmistrza odniósł się także radny opozycji Sławomir Ćwikła. W swoim wpisie ocenił wystąpienie Marka Długozimy bardzo krytycznie, uznając je nie za spokojne wyjaśnienie sytuacji, lecz za próbę przygotowania linii obrony opartej na przerzuceniu odpowiedzialności na urzędników i osoby funkcjonujące w gminnym systemie.
Najmocniej wybrzmiał w jego komentarzu sprzeciw wobec słów burmistrza, że nie jest możliwe osobiste nadzorowanie wszystkich inwestycji, ponieważ od tego są odpowiednie osoby i odpowiednie narzędzia. Zdaniem radnego taki argument może oznaczać budowanie obrony w oparciu o tezę, że ewentualne nieprawidłowości nie wynikały z działań samego burmistrza, lecz z decyzji podejmowanych na niższych szczeblach urzędu. W interpretacji Ćwikły jest to sygnał niepokojący dla pracowników samorządowych, członków rad nadzorczych, prezesów spółek gminnych i innych osób związanych z funkcjonowaniem gminy.
Radny skrytykował również publiczne deklaracje wsparcia składane przez przewodniczącego rady. Jego zdaniem nie powinny one być przedstawiane tak, jakby wyrażały stanowisko całej rady miejskiej, zwłaszcza w sytuacji, gdy sprawa jest w toku, a pełny materiał dowodowy nie jest publicznie znany. W tym ujęciu konferencja została przedstawiona nie tylko jako wystąpienie obronne samego burmistrza, ale również jako próba politycznego pokazania jedności i utrzymania kontroli nad przekazem.
W swoim komentarzu Sławomir Ćwikła zwrócił też uwagę na odpowiedzi udzielane podczas spotkania z mediami. Jego zdaniem unikanie jednoznacznych deklaracji w najważniejszych kwestiach — dotyczących kosztorysów, zarzutów korupcyjnych czy inwestycji przy posesji burmistrza — pokazuje, że konferencja nie przyniosła rzeczywistych wyjaśnień. W efekcie głos opozycji wpisuje się w szerszy obraz tej sprawy jako nie tylko problemu prawnego, ale także kryzysu zaufania do sposobu sprawowania władzy w gminie.
—
Co może działać na korzyść burmistrza?
Na obecnym etapie sprawy istnieją argumenty, które mogą działać na korzyść Marka Długozimy albo przynajmniej osłabiać przedwczesne, jednoznaczne oceny. Przede wszystkim burmistrz nie przyznał się do winy i publicznie oświadczył, że zarzuty uważa za bezpodstawne oraz będzie bronił swojego dobrego imienia przed sądem. W sensie formalnym wciąż obowiązuje więc podstawowa zasada: zarzuty nie są jeszcze wyrokiem.
Znaczenie może mieć także to, że prokuratura nie wnioskowała o areszt, lecz zastosowała poręczenie majątkowe, dozór policji, zakaz opuszczania kraju i zawieszenie w czynnościach służbowych. Nie unieważnia to powagi sprawy, ale pokazuje, że nie zdecydowano się na najsurowszy środek zapobiegawczy.
W swojej publicznej obronie Długozima próbuje też podważać samą interpretację części zarzutów. W sprawie podjazdu i robót przy swojej posesji twierdzi, że nie chodzi o inwestycję prywatną wykonaną dla jego wygody, lecz o ciąg pieszo-rowerowy służący mieszkańcom. Jeżeli ten argument zostałby potwierdzony dokumentami, zakresem inwestycji i jej faktycznym sposobem użytkowania, mógłby stać się jednym z ważniejszych punktów obrony.
Podobnie wygląda kwestia fikcyjnych faktur i działań urzędniczek. Burmistrz utrzymuje, że nie wiedział o procederze, a gdyby miał taką wiedzę, zareagowałby natychmiast. Również w sprawie przetargów podnosi, że nie zajmował się osobiście prowadzeniem poszczególnych postępowań, lecz sprawował ogólny nadzór nad urzędem. To nie musi go automatycznie zwalniać z odpowiedzialności, ale dla obrony może być argumentem, że ewentualne nieprawidłowości na poziomie wykonawczym nie muszą jeszcze oznaczać jego bezpośredniego sprawstwa.
Pewne znaczenie polityczne może mieć również moment postawienia zarzutów, który zbiegł się z okresem szczególnie gorącym dla lokalnej sceny samorządowej. Sam w sobie taki zbieg nie dowodzi oczywiście niewinności, ale dla części opinii publicznej może być dodatkowym argumentem za ostrożnością w ferowaniu wyroków przed zakończeniem postępowania.
—
Artykuł powstał z wykorzystaniem AI





















