Dlaczego ten tekst powstał?
W artykule Czego nie wieszczą Wieści Gminne Wiszni Małej? pisałem o tym, czym „Wieści Gminne” w istocie są – i czym z pewnością nie są. To nie jest niezależna gazetka informacyjna, lecz kontrolowany przekaz władz gminy, finansowany ze środków publicznych, pozbawiony krytyki, porównań i realnej debaty.
Nie pełnią one roli obiektywnego źródła informacji, którego zadaniem byłoby rzetelne przedstawianie mieszkańcom zarówno działań, jak i ich kosztów, konsekwencji czy alternatyw. Zamiast tego budują jednolitą narrację sukcesu, w której brak miejsca na pytania, wątpliwości i analizę długofalowych skutków podejmowanych decyzji.
Niniejszy tekst powstał więc z potrzeby uzupełnienia tego przekazu. Choć „Wieści Gminne” obficie informują o inwestycjach i pozyskiwanych środkach, niemal całkowicie pomijają kontekst finansowy tych działań. A bez niego nie sposób rzetelnie ocenić ani ich rzeczywistej skali, ani konsekwencji, jakie będą one miały dla budżetu gminy i jej mieszkańców w kolejnych latach.
Ile gmina dostanie – a ile musi dołożyć?
W grudniowym numerze „Wieści Gminnych”, tradycyjnie już, pierwsze strony poświęcone są „sukcesom” władz gminy. Przedstawiono szereg inwestycji realizowanych lub planowanych w najbliższym czasie. W większości przypadków mocno podkreślono wysokość uzyskanych dofinansowań zewnętrznych – i słusznie, bo są one znaczące.
Na podstawie danych zawartych w numerze można jednak policzyć coś jeszcze:
jaką część tych inwestycji gmina musi sfinansować sama.
Zestawienie (na podstawie danych z numeru grudniowego):
- Łączna wartość opisanych inwestycji: ok. 54,4 mln zł
- Łączna kwota dofinansowań: ok. 41,3 mln zł
- Środki, które gmina musi pokryć sama: ok. 13,1 mln zł
Oznacza to, że:
około 24% wartości inwestycji musi zostać pokryte z budżetu gminy, kredytów lub emisji obligacji.
A mówimy tu wyłącznie o projektach opisanych w jednym numerze biuletynu.
Z artykułu zamieszczonego na czwartej stronie dowiadujemy się również, że w rankingu Fundacji Demokracji Lokalnej za 2025 rok Gmina Wisznia Mała zajęła III miejsce w kategorii gmin do 20 tysięcy mieszkańców. Na stronie Fundacji czytamy, że ranking premiuje gminy o wysokim potencjale gospodarczym, społecznym, środowiskowym i przestrzennym.
To niewątpliwie powód do satysfakcji – warto jednak pamiętać, że rankingi te nie pokazują pełnego obrazu kosztów finansowych, jakie stoją za dynamicznym tempem inwestycji.
Czego w „Wieściach Gminnych” nie przeczytamy?
Wzrost znaczenia dotacji w finansowaniu rozwoju gmin wiąże się z pewnym, rzadko omawianym skutkiem ubocznym. Projekty współfinansowane wymagają bowiem wkładu własnego, który samorządy muszą zapewnić z własnych środków.
W warunkach ograniczonych dochodów oznacza to sięganie po:
- kredyty,
- pożyczki,
- emisję obligacji,
- a także – coraz częściej – liczenie na to, że w przyszłości pojawią się nowe źródła dochodów budżetowych, wynikające z lokowania na terenie gminy dużych przedsięwzięć gospodarczych, takich jak choćby centra logistyczne czy instalacje przetwarzania odpadów, które pozwolą ten system finansowo udźwignąć.
W skrajnych przypadkach błędy w zarządzaniu długiem mogą prowadzić do zachwiania płynności finansowej gminy. Innymi słowy: dotacje, choć korzystne inwestycyjnie, mogą jednocześnie zwiększać presję zadłużeniową i ograniczać możliwości działania w kolejnych latach.
Tego w „Wieściach Gminnych” już nie znajdziemy.
Dlaczego to ma znaczenie?
W przypadku przedsiębiorstwa mechanizm jest prosty:
- inwestycja → wzrost przychodów → zwrot nakładów → zysk
W przypadku samorządu wygląda to inaczej:
- inwestycja → wzrost kosztów utrzymania → brak bezpośrednich przychodów → konieczność dalszego finansowania

Szkoła, droga, boisko czy węzeł przesiadkowy:
- nie generują dochodu,
- wymagają stałych nakładów,
- zwiększają koszty bieżące budżetu.
Im więcej inwestycji:
- tym wyższe wydatki stałe,
- tym mniejsza elastyczność finansowa,
- tym większe uzależnienie od kolejnych źródeł finansowania.
Projektowy koniunkturalizm – zniekształcenie priorytetów
Koncentrowanie się na rozwoju napędzanym środkami grantowymi może prowadzić do zjawiska, które można określić mianem projektowego koniunkturalizmu. Polega ono na realizowaniu inwestycji nie dlatego, że odpowiadają one realnym potrzebom wszystkich mieszkańców gminy, lecz dlatego, że akurat na ten typ projektu dostępne są środki zewnętrzne.
W efekcie:
- decyzje inwestycyjne zaczynają podążać za konkursami,
- a nie za realnymi potrzebami wszystkich mieszkańców,
- utrwala się model „projekt dla projektu”.
Zamiast długofalowego planowania i szukania odpowiedzi na to jak poprawić jakość życia wszystkich mieszkańców gminy pojawia się pogoń za kolejnym dofinansowaniem.
Skutek uboczny: rosnące dysproporcje między miejscowościami
Największe inwestycje:
- koncentrują się w większych miejscowościach,
- pochłaniają większość środków własnych,
- generują wysokie koszty utrzymania przez lata.
Mniejsze wsie:
- rzadziej spełniają kryteria dużych programów,
- mają ograniczony dostęp do inwestycji,
- a jednocześnie współfinansują całość poprzez wspólny budżet gminy.
W efekcie powstaje mechanizm, w którym:
duże projekty pogłębiają różnice rozwojowe zamiast je niwelować,
choć na ich finansowanie składają się wszyscy mieszkańcy – również ci z mniejszych miejscowości (choćby poprzez rozliczanie swoich dochodów w gminie).
Wniosek końcowy
„Wieści Gminne” pokazują obraz gminy dynamicznej, aktywnej i skutecznej w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. To obraz prawdziwy – ale niepełny.
Brakuje w nim informacji o:
- realnych kosztach własnych,
- długofalowych konsekwencjach finansowych,
- wpływie inwestycji na równowagę rozwoju całej gminy.
Dlatego ten tekst nie jest krytyką samych inwestycji, lecz próbą uzupełnienia narracji. Bez uczciwego bilansu zysków i kosztów trudno jest bowiem zauważyć, że obecny model rozwoju – realizowany od lat – w praktyce dyskryminuje mieszkańców mniejszych miejscowości, chociaż oni również ponoszą ciężar finansowy inwestycji, z których korzystają głównie większe wsie.
Tak więc, mieszkańcu Wysokiego Kościoła lub innej pomijanej od lat miejscowości w gminie Wisznia Mała — czytając o kolejnych sukcesach naszej władzy w pozyskiwaniu środków zewnętrznych, warto pamiętać, że ich finansowym cieniem są inwestycje odkładane na później. Często właśnie te, które dotyczą naszego, mieszkańców mniejszych miejscowości, codziennego życia: drogi którą codziennie dojeżdżamy do pracy, szkoły, sklepu czy lekarza.
—
Artykuł powstał z wykorzystaniem AI






















