W ostatnim artykule pt. „Zabytkowe dzwony wracają do Bazyliki w Trzebnicy” tylko krótko wspomniałem o projekcie „Dzwony Pokoju dla Europy”, choć to właśnie on umożliwił ten historyczny powrót. Dziś chciałbym poświęcić temu projektowi cały tekst, bo zdecydowanie na to zasługuje.
Zaczęło się od remontu.
W 2011 roku pracownicy prowadzący renowację wieży Katedry pw. św. Marcina w Rottenburg nad Neckarem natknęli się na coś nieoczekiwanego: jeden z dzwonów katedralnych nie należał do Rottenburga. Jego historia prowadziła do Gorzowa Śląskiego w Polsce, gdzie zawisł przed wojną i skąd zabrały go władze III Rzeszy. Tamtejsza parafia uważała go za utraconego na zawsze.
Miejscowy biskup Gebhard Fürst wsiadł do samochodu i pojechał oddać dzwon osobiście. To co zastał w Gorzowie Śląskim, było dla niego objawieniem. „Doświadczyłem, jak ogromne, głęboko emocjonalne znaczenie miał ten uroczysty akt dla ludzi” — napisał później. „My, przybysze z Rottenburga, zostaliśmy przyjęci jako niemieccy bracia w wierze i przyjaciele. Bolesna i niesprawiedliwa historia tego dzwonu uczyniła go ostatecznie symbolem nadziei, porozumienia między narodami i pokoju.”
Z tej jednej wizyty wyrosło coś, czego biskup Fürst jeszcze wtedy nie planował: jeden z największych projektów repatriacji zagrabionych dóbr kulturowych w powojennej Europie.
67 dzwonów w dwóch wagonach kolejowych
Żeby zrozumieć projekt „Dzwony Pokoju dla Europy”, trzeba cofnąć się do marca 1952 roku. Osiemnastego i dziewiętnastego tego miesiąca na stację w Wernau w Wirtembergii przybyły dwa wagony kolejowe. Wyładowano z nich 67 dzwonów kościelnych — historycznych, zabytkowych, w większości wielowiekowych — i złożono tymczasowo w ogrodzie i stodole miejscowej parafii pw. św. Erazma.
Skąd się wzięły? To długa historia, która w skrócie brzmi tak: Niemcy hitlerowskie zagrabiły podczas II wojny światowej ok. 100 000 dzwonów kościelnych z całej Rzeszy i terytoriów okupowanych (niektóre źródła podają cyfrę prawie dwa razy większą). Miały zostać przetopione na potrzeby przemysłu zbrojeniowego. Część zniszczono od razu, część trafiła na tzw. Glockenfriedhöfe — „cmentarze dzwonów” — przy hamburskim porcie.


Skala planowanego zniszczenia była niewyobrażalna: według relacji z epoki, Göring miał twierdzić, że w całych Niemczech wystarczy zachować 10 do 12 dzwonów. Kościołom udało się, po żmudnych negocjacjach wynegocjować prawo do zachowania 5–6% stanu posiadania.
Po wojnie zachowane dzwony zaczęto zwracać prawowitym właścicielom — tam, gdzie było to możliwe. Ale ok. 1300 dzwonów z terenów na wschód od Odry i Nysy znalazło się w zawieszeniu. Polska misja wojskowa domagała się ich wydania. Brytyjska administracja wojskowa zakazała ich wydania. Nikt nie chciał płacić za ich przechowanie. W końcu wypracowano kompromis: dzwony zostaną przekazane zachodnioniemieckim parafiom tymczasowo, do dalszej dyspozycji. To tymczasowe rozwiązanie trwało siedem dekad.
Diecezja Rottenburg-Stuttgart — bo o niej tu mowa — otrzymała 67 takich dzwonów. Rozmieszczono je w parafiach na całym obszarze diecezji. Nazwano je Leihglocken — „dzwonami pożyczonymi”. Z biegiem lat ich niezwykłe pochodzenie popadło w niepamięć.


Skala projektu: 54 dzwony, sześć lat, dwa kraje
Po powrocie z Gorzowa Śląskiego w 2011 roku biskup Fürst zlecił systematyczne zbadanie losów wszystkich dzwonów. Projekt badawczy trwał kilka lat. Jego wyniki okazały się zarówno fascynujące, jak i smutne: z pierwotnych 67 dzwonów pozostało w diecezji 54 — 46 wciąż wisiało w kościelnych wieżach, 8 znajdowało się pod bezpośrednią opieką diecezji. Kilka zaginęło, jeden pękł podczas transportu.
W 2019 roku powołano zespół projektowy. W jego skład weszli: prof. Hans Schnieders jako kierownik i zarazem ekspert od dzwonów, siostra M. Faustyna Niestroj — pochodząca z Polski schönstatka, odpowiedzialna za kontakty z parafiami w Polsce i Czechach — oraz Frederic-Joachim Kaminski jako referent teologiczny.
Projekt formalnie zainaugurowano 24 września 2021 roku uroczystym poświęceniem pierwszych nowych dzwonów w Aichtal-Grötzingen. Zaplanowano go na sześć lat i wyceniono na 400 000 euro rocznie — które diecezja pokrywa w całości. Mechanizm jest prosty: jeśli parafia w Polsce lub Czechach chce odzyskać dzwon, a parafia w Niemczech wyraża zgodę na jego zwrot, diecezja Rottenburg-Stuttgart finansuje odlanie nowego dzwonu jako zamiennika. Żadna ze stron nie ponosi kosztów.

Zdecydowana większość dzwonów pochodzi z Dolnego i Górnego Śląska. Mniejsza część z Pomorza, Gdańska i Prus Wschodnich, a tylko nieliczne z terenów Czech. Oznacza to, że duża część z 54 dzwonów ma wrócić do Polski.
Etapy: od Czech przez Warmię po Dolny Śląsk
Projekt przebiega etapami, każdy organizowany wokół konkretnej polskiej lub czeskiej diecezji. Jesienią 2021 roku pierwszy dzwon pojechał do Píšť w Czechach — miasteczka w pobliżu Opawy, gdzie dzwon zabrany w 1944 roku przez lata odliczał czas w wirtembergskiej parafii. Na uroczystości pojawił się 101-letni świadek historii, który pamiętał dzień zabrania dzwonu. Dziadek tego człowieka przekonał wtedy żołnierzy Wehrmachtu, żeby nie zrzucali dzwonu z wieży, lecz ostrożnie spuścili go na linach — bo „nigdy nie wiadomo, czy nie wróci”. Wrócił. Po 77 latach.
W czerwcu 2023 roku Fürst zabrał kolejne dzwony na Warmię — do Fromborka, Straszewie i Żegot. Towarzyszył mu premier Badenii-Wirtembergii Winfried Kretschmann, którego matka urodziła się w Elblągu. Przy pomniku ofiar tragicznej ucieczki przez zamarznięty Zalew Wiślany w styczniu 1945 roku, Kretschmann złożył wieniec.
Kolejne etapy objęły Świdnicę i jej diecezję — dwa dzwony XVII-wieczne powróciły do kościołów w Gniewoszowie i Tłumaczowie.
Teraz nadszedł czas na Trzebnicę i Strzeszów. 12 kwietnia 2026 roku odbędzie się ceremonia przekazania dzwonów bazylice pw. św. Jadwigi Śląskiej, za rok później, 10 kwietnia 2027 roku, dzwony trafią do katedry wrocławskiej oraz do kościołów w Strzeszowie, Sułowie i Woskowicach.
Res sacra i res publica
Projekt jest konsekwentnie opisywany jako inicjatywa katolicka, akt między diecezjami, wyraz pojednania między Kościołami Polski i Niemiec. Wszystko to prawda. Ale autorzy oficjalnej broszury projektu — wydanej w trzech językach w 2021 roku — idą dalej i formułują coś ważniejszego.
Dzwon, piszą, nigdy nie był tylko res sacra — rzeczą świętą, służącą wyłącznie liturgii. Był zawsze też res publica — publicznym
ciałem dźwiękowym, który przez stulecia wyznaczał rytm życia całej społeczności. Ogłaszał narodziny i śmierć, zwoływał na targ i ostrzegał przed pożarem, wybijał godziny pracy i odpoczynku. Jego zabranie było — dosłownie — uciszeniem miejsca.
W tym sensie zwrot dzwonów nie jest sprawą wyłącznie kościelną. Dotyka tej samej wrażliwości, co repatriacja dzieł sztuki, zwrot archiwów, oddawanie szczątków. To uznanie, że wojenna zbrodnia nie skończyła się na zabitych — że dosięgła też pamięci, tożsamości i ciągłości miejsc. I że tę ciągłość można, przynajmniej częściowo, przywrócić.
—
Artykuł powstał na podstawie: Diözese Rottenburg-Stuttgart, Friedensglocken für Europa. Begleitpublikation, Rottenburg 2021




















