Cykl: Henryk Brodaty w ujęciu Smolki. Portret sprzed 150 lat (Część I z IV)
Artykuł powstał na podstawie monografii Stanisława Smolki „Henryk Brodaty. Ustęp z dziejów epoki piastowskiej” (Lwów, 1872), rozdział „Stosunek Henryka do kościoła”, s. 63–80. Elementy graficzne są tylko wyobrażeniem sporu księcia z biskupem w konwencji malarstwa historycznego XIX wieku (AI GENERATED)
Henryk Brodaty przeszedł do historii jako fundator klasztorów, mąż świętej Jadwigi i budowniczy miast. Ta pobożna legenda przesłoniła jednak inną, znacznie bardziej dramatyczną stronę jego panowania. Przez większą część rządów śląski książę pozostawał w powracających sporach z hierarchią kościelną — o dziesięciny od niemieckich osadników, o daniny swoich poddanych, o sądownictwo. Spory te przerywały ugody, po których wybuchały nowe. Pod koniec życia zawisła nad nim klątwa, potem ją zdjęto, a papież tego zdjęcia nie uznał. Umarł, gdy sprawa wciąż była nierozstrzygnięta — a jego zwłokom zagrożono wyrzuceniem z poświęconej ziemi.
Epoka potęgi papiestwa
Żeby zrozumieć, w jak niebezpieczną grę wdał się Henryk Brodaty, trzeba najpierw uzmysłowić sobie potęgę średniowiecznego Kościoła na przełomie XII i XIII wieku. Potęga ta właśnie osiągała zenit. Na tronie Piotrowym zasiadał Innocenty III — jeden z największych mężów wieków średnich. W Niemczech, ubezwładnionych walką domową, zabrakło cesarza o nieugiętym duchu Barbarossy. Król francuski ukorzył się przed podwójnym gromem klątwy i interdyktu. Władca Anglii, również bronią klątwy pobity, musiał uznać się wasalem Stolicy Apostolskiej.
Ta fala nie ominęła Polski. Do niedawna polskie duchowieństwo zajmowało stanowisko dość podrzędne wobec władzy świeckiej. Teraz zaczęło rosnąć w siłę i ambicje. Pierwszym dążeniem polskiego kleru było zdobycie immunitetu dla dóbr kościelnych — chodziło o to, by poddani osiadli w tych dobrach, stanowiący obfite źródło dochodu, zostali zwolnieni z danin i służb należnych książętom. W roku 1215 do uroczystego zrzeczenia się praw książęcych dali się skłonić Leszek Biały, Konrad mazowiecki, Odonicz i Kazimierz opolski.
Dwóch tylko książąt nie wzięło udziału w tym kroku: znany z zatargów z Kościołem Władysław Laskonogi — i Henryk Brodaty. Po Laskonogim także Henryk stanowczo przeciwstawił się tym dążeniom.
Wawrzyniec — biskup twardej ręki
W chwili gdy Henryk obejmował rządy na Śląsku, biskupem wrocławskim był Cypryan, zmarły w listopadzie 1207 roku (Smolka podaje datę 16 listopada; nowsze ustalenia wskazują na koniec października). O ich wzajemnych stosunkach nic nie wiadomo. Następcą został Wawrzyniec, dotychczasowy kanonik wrocławski.
W portrecie kreślonym przez Smolkę nowy biskup to człowiek zupełnie innego kalibru — osobistość sprężysta i niegiętego ducha, wielce troskliwa o znaczenie i niemniej o dochody swojej katedry. Wawrzyniec nie zadowalał się szczupłym zakresem działania, jaki wystarczał jego poprzednikowi, i mieszał się chętnie do spraw ważniejszych, nie ściśle kościelnych.
Na początku obaj żyli w zgodzie. Wawrzyniec bywał u boku Henryka jako doradca i świadek przy wystawianiu dokumentów, pośredniczył w układach o pokój podczas wojen z Laskonogim, a w roku 1217 sam odbył wyprawę do Prus z czeskim księciem Teobaldem. Towarzyszył też Henrykowi w wojnach pruskich w latach 1222 i 1223. Dokument z roku 1211 świadczy, że książę darował biskupiemu stołowi daninę „stan”, jaką mu płacono z Otmachowa — jak zauważa Smolka, był to zresztą jedyny taki przypadek, bo poza tym Henryk świeckiemu duchowieństwu względów nie okazywał.
O co właściwie poszło?
Smolka wskazuje dwie główne przyczyny zatargów — i obie dotyczyły pieniędzy, choć w zupełnie różny sposób.
Pierwsza to sprawa niemieckich kolonistów, których osadami Henryk szczególnie się opiekował. Biskup żądał od nich dziesięciny zupełnej, wytycznej, nie chcąc zadowolić się małdratową — składaną w stałych, z góry określonych ilościach. Pretensje rozciągał zapewne także na nowizny, czyli grunty świeżo wykarczowane i od niedawna uprawne. Henryk ujmował się za kolonistami, a być może chciał ich całkiem od dziesięcin uwolnić. Sprawę rozstrzygnął w roku 1215 Innocenty III, oświadczając wyraźnie, że Niemcy do płacenia dziesięcin są obowiązani.
Druga przyczyna to poddani książęcy. Wawrzyniec zaczął ściągać dziesięciny od grup ludności, które od dawnych czasów zawsze były od nich wolne: Smardów, Łazęków, Stróżów, Popracników i rolników. Prócz tych dwóch głównych przyczyn były i inne, dziś już bliżej nieznane. Po stronie Henryka stanęło rycerstwo krajowe, które z biskupem także liczne spory wiodło, zwłaszcza w sprawie dziesięcin.

Warto przy tym wiedzieć, że ucisk kolonistów nie był dla Henryka wyłącznie kwestią sprawiedliwości. Zbyt ciężkie daniny zagrażały całemu dziełu kolonizacyjnemu, którym książę zajmował się z taką troskliwością. Koloniści zaczęli opuszczać Śląsk i przenosić się do ziem sąsiednich — a to, jak podaje Smolka, było podobno źródłem waśni Henryka z Leszkiem Białym w roku 1225.
Ugody, o których się nie pamięta
Obraz nieprzerwanej wojny księcia z biskupem byłby jednak fałszywy. Konflikt kilkakrotnie kończył się porozumieniem — i za każdym razem wybuchał na nowo.
1217. Po dwóch latach, w których — jak głosi dokument — z rozlicznych zwad rodziły się coraz większe zatargi, a w zatargach wzajemna nienawiść, strony zgodziły się na sąd rozjemczy biskupa halberstadzkiego Konrada. Ten doprowadził do układu. Dokument ugodowy niestety zaginął, ale Honoryusz III potwierdził porozumienie pismem z 15 lutego 1217 roku.
1226. Zgoda nie potrwała długo. Znużony ustawicznymi zatargami Henryk zwrócił się pod koniec 1225 lub na początku 1226 roku do papieża ze skargą na Wawrzyńca. 2 marca 1226 Honoryusz III napisał do biskupa list z upomnieniem, żeby zaprzestał niesprawiedliwego ucisku i nie dawał swemu księciu powodu do słusznych użaleń. Wyznaczył zarazem komisję — opatów naumburskiego i buchawskiego oraz Piotra, dziekana miśnieńskiego — z prawem wezwania biskupa przed sąd poza granicami jego diecezji.
Wawrzyniec nie zaniedbał jednak własnej sprawy. Prawdopodobnie jeszcze przed otrzymaniem papieskiego listu wysłał do Rzymu pismo, przedstawiające całą rzecz w zupełnie innym świetle — i najwyraźniej skutecznie. W niespełna osiem tygodni po pierwszym liście Honoryusz wystosował do niego pismo o zupełnie odmiennej treści: skoro książę i jego rycerze uciskają Kościół, a potem przez odwołanie do Rzymu usiłują uniknąć kar, biskup ma nie zważać na tego rodzaju niesłuszne apelacje i strzec swego obowiązku w obronie Kościoła.

1227 — ugoda najważniejsza. Spór trwał nieustannie aż do następnego roku, kiedy trzem papieskim delegatom udało się położyć mu kres za pomocą dobrowolnej ugody. Warto poznać jej treść, bo pokazuje, że obie strony musiały ustąpić.
Henryk zobowiązał się do zupełnej dziesięciny od dochodu z kopalń złota. Przyzwolił na niektóre ciężary kolonistów, ale wywalczył, że nie są oni obowiązani do właściwej dziesięciny — w jej miejsce biskup miał pobierać po wiardunku od łanu nowizn we wszystkich posiadłościach księcia należących do diecezji wrocławskiej, od granic krośnieńskich do otmachowskich. Wyjątek stanowiły posiadłości przedsiębiorcy kolonizacyjnego, a zarazem sołtysa osady, które zwolniono od dziesięcin zupełnie.
Zarazem jednak Henryk uznał obowiązek dziesięcinny tych swoich poddanych, za którymi wcześniej się ujmował — a dawny stan, na zwyczaju polegający, uznano wyraźnie za nadużycie. Rycerzy, którzy od roku 1215 otrzymali od księcia dobra, obciążono obowiązkiem płacenia z nich dziesięcin, zostawiając im jednak wolność wyboru kościoła. Biskup w zamian przyrzekł, że w kasztelaniach krośnieńskiej, żegańskiej, bytomskiej i bolesławieckiej zadowoli się dotychczasowymi daninami.
1230. Tym układem skończyły się już stanowczo spory o dziesięciny — ale wkrótce wybuchły nowe. Tym razem chodziło o wyższe sądownictwo w ziemi nisieńskiej. Do wyższego sądownictwa miał w ogóle prawo tylko sam książę, Henryk nie był więc skłonny do ustępstw, które powagę biskupa znacznie by podniosły, a książęcemu tronowi niemałą ujmę uczyniły. Sprawa wytoczyła się przed Wilhelmem, biskupem modeńskim i legatem papieskim, który w podróży do Prus zatrzymał się we Wrocławiu. Dzięki jego pośrednictwu w pierwszych dniach 1230 roku zawarto układ — zapamiętajmy to nazwisko, bo powróci.
7 czerwca 1232 roku Wawrzyniec umarł. Na tronie biskupim we Wrocławiu zasiadł kanonik Tomasz.
Nowy biskup, nowy konflikt
Tomasz I żył z początku z księciem w dobrych stosunkach. Pośredniczył w zawarciu pokoju z Odonicem w roku 1233 i brał udział w zjazdach Henryka z Konradem mazowieckim w latach 1232 i 1233. W samym początku nowego sporu jeszcze w nim udziału nie brał.
Tymczasem Henryk wplątał się w wojny wielkopolskie. Zarodek nowych zatargów tkwił w samym ich celu: wielkopolskie możnowładztwo przywołało śląskiego księcia, rozjątrzone na Władysława Odonicza za przywileje, jakich ten udzielał Kościołowi, a przede wszystkim arcybiskupowi gnieźnieńskiemu. Metropolita Pełka był więc najzagorzalszym stronnikiem Odonicza, a kler gnieźnieński i dobra arcybiskupie podczas wojny domowej od wojsk Henrykowych dosyć ucierpiały.
Henryk nie dał się olśnić powagą głowy polskiego Kościoła. Uważał Pełkę po prostu za nieprzyjaciela w wojnie domowej, lekceważył jego upomnienia i — jak wyraził się o nim później Grzegorz IX — uciekając się do wykrętów, zuchwale apelował do papieża. Widząc, że nieustannymi upomnieniami niczego nie dopnie, arcybiskup wraz z kapitułą gnieźnieńską oskarżył Henryka przed Stolicą Apostolską na wiosnę 1236 roku.
W tym samym czasie zawikłał się książę w drugi spór — z klerem wrocławskim. Doświadczywszy w licznych zatargach z Wawrzyńcem, jak niebezpieczne dla władzy książęcej mogłoby być zupełnie niezawisłe stanowisko duchowieństwa, Henryk stanowczo oparł się jego dążnościom. Kilku kanoników wrocławskich posłało w roku 1236 zażalenie na księcia do Rzymu — skarżąc się, że książęta i ich urzędnicy rozciągają sądownictwo na kmieci kościelnych, jakby byli ich własnymi poddanymi, i zmuszają ich do danin i służb.
Grzegorz IX nie chciał od razu wierzyć oskarżeniu „niektórych wrocławskich kanoników” i pismem z 24 kwietnia 1236 polecił zbadanie sprawy opatom klasztorów w Lubiążu i św. Wincentego we Wrocławiu. Upoważnił ich jednak ewentualnie do upomnienia Henryka, by porzucił ów zwyczaj przodków — który, jak pisał papież, raczej obłędem należałoby nazwać.
Legat Wilhelm i klątwa
Tak w krótkim czasie do kancelarii papieskiej nadeszły dwie skargi na Henryka. Grzegorz IX nie ociągał się z pomocą: 17 czerwca 1236 wysłał dwa pisma do legata Wilhelma, biskupa modeńskiego, który właśnie wracał z Prus i bawił w Polsce. Ten sam człowiek, który sześć lat wcześniej pośredniczył w ugodzie między Henrykiem a Wawrzyńcem, miał teraz wystąpić przeciw księciu.
Wilhelm przystąpił bez zwłoki do wykonania papieskich rozporządzeń i kilkakrotnie wzywał Henryka przed swój sąd. Ale i jemu nie był posłuszny ufny we wzroście swej potęgi książę — nie stawił się, prawdopodobnie z umysłu, a nie dla rzeczywistych przeszkód, wymawiając się ciągle niemożliwością, a tymczasem apelując do papieża przeciw samemu wezwaniu przed sąd legata. Rozdrażniony tym krnąbrnym postępowaniem Wilhelm rzucił nań klątwę i kazał ją uroczyście ogłosić w całym kraju.
Ekskomunika odcinała od sakramentów i od udziału we wspólnocie kościelnej, a władcy odbierała ważny element autorytetu — choć jej praktyczne skutki polityczne zależały od okoliczności i od tego, czy papież zdecyduje się dołączyć do niej dalsze kroki.
Klątwa zdjęta — i zakwestionowana
To, co nastąpiło potem, jest w tej historii najczęściej pomijane, a zarazem najciekawsze.
Henryk klątwy zbytnio się nie uląkł i wysłał do Rzymu własne poselstwo. Usprawiedliwiał się, że przed sądem legata nie mógł stawić się wskutek choroby, a potem z powodu oblężenia wydartego mu zamku i troski o zagrożone posiadłości. Zapewniał, że mimo to zamierzał wezwaniom być posłusznym. Prosił papieża o zwolnienie z klątwy — jak twierdził, niesprawiedliwie rzuconej — i wyraził gorące życzenie, żeby rozstrzygnięcie wszystkich jego sporów z Kościołem powierzono komisji złożonej z opata strahowskiego oraz praskiego prepozyta i archidiakona.
Za ojcem wstawił się usilnie młodszy Henryk, syn Brodatego, który dwa lata wcześniej został uroczyście wzięty w opiekę Stolicy Apostolskiej. Arcybiskup Pełka, który sam udał się do Rzymu, nie zdołał wyrobić potwierdzenia klątwy i musiał przystać na powołanie komisji, której obaj Henrykowie żądali.
29 września 1237 roku Grzegorz IX wysłał komisji nowe rozporządzenie: miała zdjąć z Henryka klątwę ad cautelam — czyli warunkowo, dla ostrożności — i wezwać go, by w ciągu trzech miesięcy posłał do Rzymu należycie umocowanego pełnomocnika, gdzie długoletni spór miano stanowczo rozstrzygnąć.
Delegaci papiescy okazali się dla Henryka przychylnie usposobieni. Otrzymawszy list, wezwali wprawdzie księcia do przysłania pełnomocników, ale nie czekali na wypełnienie nakazu i klątwę z niego zdjęli. Przeraziło to duchowieństwo wrocławskie, które w słusznej obawie oskarżyło komisję przed papieżem o stronniczość. Skutkiem tego 23 października 1237 Grzegorz IX złożył nową komisję — biskupa płockiego oraz dziekanów płockiego i kruszwickiego — dla zbadania słuszności tej skargi.
Sytuacja stała się zawiła. Henryk uważał teraz rzecz za skończoną i pełnomocników do Rzymu wysyłać nie chciał, musiał jednak posłać posłów dla założenia apelacji przed tronem papieskim. Tymczasem Pełka, wciąż bawiący w Rzymie, wymógł na kardynale wyrok skazujący Henryka na odszkodowanie dla arcybiskupa, zaspokojenie jego pretensji i zwrot kosztów procesu. Posłowie księcia protestowali i punkt po punkcie zbijali roszczenia Pełki.
Śmierć i groźba
W trakcie tych zmagań, 5 stycznia 1238 roku, Grzegorz IX musiał znów groźnie upomnieć Henryka, by zaniechał nadużyć wobec kmieci dóbr kościelnych. U schyłku życia, na kilka tygodni przed śmiercią, książę otrzymał w tym liście groźbę: jeżeli się nie poprawi, trzej nowi delegaci — opat jędrzejowski oraz dziekan i kantor krakowscy — mieli nowymi karami kościelnymi jego krnąbrność przełamać.
Do Rzymu nadeszła wtedy wiadomość, że 19 marca 1238 roku, w samym środku tego sporu, Henryk Brodaty zakończył życie.
Wydarzenie to zmieniło cały stan rzeczy. 25 maja 1238 roku Grzegorz IX wysłał wielkie, uroczyste pismo do młodego księcia na Śląsku i w Krakowie. Przedstawił w nim w sposób niezmiernie drażliwy cały tok sporów ojca z Kościołem, wezwał syna do zadośćuczynienia arcybiskupowi i upomniał go surowo, żeby nie wstępował w ślady ojca, zwłaszcza co do ucisku Kościoła. W przeciwnym razie — brzmiały groźne słowa tego listu — miano wydobyć z grobu zwłoki Henryka Brodatego i wyrzucić je ze święconego miejsca.
Znamienne jest, jak zmieniło się przy tym stanowisko samego papieża. Dopóki Henryk żył, Grzegorz IX wahał się wobec klątwy rzuconej na nieugiętego księcia. Teraz, po jego śmierci, nie uznawał już jej zdjęcia dokonanego przez stronniczych delegatów — i całe postępowanie uczynił zawisłym od postawy syna.
Paradoks pobożnego księcia
Jak pogodzić obraz Henryka Brodatego jako fundatora klasztorów i męża świętej Jadwigi z tym, co przed chwilą przeczytaliśmy?
Smolka odpowiada wprost: historia musi walczyć ze skrzywionymi zapatrywaniami na wiele postaci dziejowych — zapatrywaniami wywołanymi przez przypadkowe okoliczności, które jednak tak się zagnieżdżają, że przechodzą z książki do książki i otrzymują w nauce prawo obywatelstwa. Małżeństwo z Jadwigą, opowieści starające się przenieść jej świętość choć w części i na małżonka, wreszcie zwyczajne w owych czasach względy dla klasztorów sprawiły, że niejednemu Henryk Brodaty wydał się księciem niezmiernie pobożnym i Kościołowi uległym. Sam Smolka ostrzega przy tym, by nie dawać zbytniej wiary jednostronnym, ogólnikowym świadectwom legendy o Jadwidze.
W jego ocenie pobożność Henryka nigdy nie sięgała tak daleko, żeby stanąć w sprzeczności ze świeckim interesem książęcej władzy, i zawsze widoczny był w niej pewien praktyczny kierunek. Stąd charakterystyczna asymetria: wobec klasztorów książę był nierównie hojniejszy niż wobec duchowieństwa świeckiego. Klasztory pracowały bowiem na rzecz kraju, uprawiały ziemię w swoich dobrach i sprowadzały kolonistów — a przy tym nie były dla władzy książęcej żywiołem niebezpiecznym, jakim bywało chciwe znaczenia i potęgi duchowieństwo świeckie.
Liczby mówią same za siebie. Wstępując na tron, Henryk zastał na Śląsku trzy klasztory: dwa wrocławskie — Premonstratensów św. Wincentego i Augustynów in Arena — oraz dzieło ojca, Cystersów w Lubiążu. Po trzydziestu sześciu latach jego panowania Śląsk miał ich siedem, z czego dwa założył sam. Jednym z nich był żeński klasztor Cysterek w Trzebnicy — wybudowany, jak zaznacza Smolka, za radą Jadwigi.
Fundował więc Trzebnicę i jednocześnie procesował się z biskupem o dziesięciny. Nie ma w tym sprzeczności, jeśli pamiętać, że dla ludzi tamtej epoki były to dwie zupełnie różne sprawy.
W następnym odcinku: Jadwiga i sieć europejskich koron — jak małżeństwo z córką Andechsów zmieniło oblicze Śląska.
Cykl „Henryk Brodaty w ujęciu Smolki. Portret sprzed 150 lat”:
- Część I: Książę kontra biskup — spór Henryka z Kościołem
- Część II: Jadwiga i sieć europejskich koron
- Część III: Kolonizacja od podszewki — jak naprawdę powstawał nowy Śląsk
- Część IV: Ojciec i synowie — dynastia na rozdrożu

















