Opowieści z Cerekwicy jako zwierciadło losów mieszkańców powiatu trzebnickiego

Pracując nad dziejami naszej gminy, natrafiłem w internecie na stronę Heinza Wembera, na której opublikowane zostało obszerne i niezwykle rzetelne opracowanie dzieła pt. „Unser Heimatort Zirkwitz, Kreis Trebnitz in Schlesien in zeitgeschichtlicher Darstellung” (Nasza rodzinna Cerekwica w powiecie trzebnickim na Śląsku — w ujęciu historycznym). Zeszyty 1 i 2, autorstwa Maximiliana Stillera (Hanower) oraz Waltera Kleina (Rheinau-Holzhausen), wydane w 1991 roku.

Niniejszy artykuł nie powstał bezpośrednio na podstawie oryginalnych kronik, lecz na podstawie opracowania Heinza Wembera, który zebrał, uporządkował i udostępnił materiał źródłowy w formie przystępnej, a jednocześnie wiernej dokumentom. Wember przytacza obszerne cytaty i regesty; gdy piszę „dokument”, mam na myśli dokument w brzmieniu/przytoczeniu u Wembera. Link do tego opracowania umieściłem na dole strony.

Sama kronika jest dziełem bardzo obszernym. Na jej podstawie można by bez trudu napisać pełną historię powiatu trzebnickiego — z dziejami administracji, własności ziemskich, konfliktów politycznych i zmian granic. Tego rodzaju opracowań istnieje jednak już wiele. Dlatego zdecydowałem się na inną perspektywę.

Zamiast kolejnej syntezy dziejów regionu, postanowiłem wydobyć z dokumentów to, co — moim zdaniem — jest najcenniejsze i najrzadsze: historie konkretnych ludzi. Zarówno tych stojących wysoko na średniowiecznej drabinie społecznej — biskupów, wójtów, lokatorów — jak i tych stojących najniżej, których imiona pojawiają się w źródłach tylko mimochodem.

Bohaterowie tych mikro-opowieści byli związani z Cerekwicą, Sędzicami i innymi miejscowościami naszego powiatu, ale równie dobrze mogliby być mieszkańcami jakiejkolwiek wsi dzisiejszej gminy Wisznia Mała. Ich losy nie są bowiem wyjątkowe w skali regionu — są reprezentatywne. Pokazują, jak wyglądało życie zwykłe i niezwykłe w średniowiecznej śląskiej osadzie: kto miał ziemię, kto ją tracił, kto przysięgał, kto kupował, kto fundował, a kto znikał bez śladu.

To próba opowiedzenia historii nie przez wydarzenia, lecz przez ludzi, których imiona — ocalały.


W średniowieczu Cerekwica była wsią biskupią. Nie należała bezpośrednio do Piastów — należała do biskupa wrocławskiego, który sam był lennikiem piastowskich książąt. Ale żyła w ich cieniu, pod ich prawem, w rytmie ich wojen i pokojów.

Gdy Piastowie walczyli między sobą, przez Cerekwicę przechodziły wojska. Gdy fundowali klasztory — Cerekwicka Ziemia szła w posagu. Gdy nadawali prawa — Cerekwica je otrzymywała.

Złoty wiek miejscowości przypadł na XIII i XIV stulecie: czas prawa miejskiego, targu, wójta, jatek, łaźni i szpitala. Potem przyszły wojny, pożary i powolny upadek. Z tamtego okresu zachowało się niewiele imion — garść ludzi wyłowionych z dokumentów, regestów i aktów prawnych.

Oto oni, byli mieszkańcy powiatu trzebnickiego. Wszyscy, których dzięki kronikom poznaliśmy z imienia.


Andreas Rauski (ok. 1190)

Pierwszym znanym właścicielem ziemi w Cerekwicy — nie biskupem i nie księciem — był graf Andreas Cechawus, zwany Rauskim. Kronikarska wzmianka pisze o nim trzy rzeczy.

Po pierwsze: około 1190 roku posiadał ziemię w Cerekwicy — ponad pół wieku przed nadaniem osadzie prawa niemieckiego.

Po drugie: według zachowanej tablicy genealogicznej był synem Benedykta, biskupa poznańskiego. Kronikarz zanotował ten fakt bez komentarza. W XII wieku życie duchowieństwa nie zawsze wyglądało tak, jak chcieliby późniejsi reformatorzy: zdarzały się związki i dzieci duchownych, a w przekazach pojawiają się też „gosposie” mieszkające z księżmi. To nie musiało szokować współczesnych.

Po trzecie: jego siedzibą było Rogerowe pod Trzebnicą (prawdopodobnie dzisiejsze Rzepotowice). Miał brata Wiszlausa, którego dwie córki wstąpiły do klasztoru cysterek w Trzebnicy. Ich posag — wraz z cerekwicką ziemią Rauskego — trafił do klasztoru. W 1208 roku cysterski klasztor wymienił Cerekwicę z biskupem wrocławskim na inne dobra. Tak prywatna ziemia syna biskupa stała się zalążkiem biskupiej Cerekwicy.


Berthold z Cerekwicy (ok. 1264)

21 września 1264 roku Cerekwica otrzymała prawo niemieckie. Ktoś musiał tę lokację przeprowadzić: wytyczyć łany, przydzielić działki, ustalić warunki z biskupem i osadnikami. Kronika sugeruje, że był to Berthold, Niemiec.

Nie wiemy tego na pewno. Ale trzydzieści lat później, w 1293 roku, w dokumencie pojawia się Heinrich von Schawoine, określony wyraźnie jako syn Bertholda z Cerekwicy. To jedyna poszlaka — ale bardzo mocna.

Jeśli to prawda, Berthold był człowiekiem, który przeprowadził Cerekwicę z porządku słowiańskiej osady targowej do świata niemieckiego prawa, sądu i samorządu. Musiał znać prawo, języki i ludzi. Musiał umieć rozmawiać z biskupem po łacinie, z osadnikami po niemiecku i z miejscowymi po słowiańsku.

O nim samym nie wiemy nic więcej. Ale jego syn zrobił coś, co zapisało go w historii Śląska.


Heinrich von Schawoine (1293)

1 sierpnia 1293 roku książę głogowski Henryk III sprzedał prawo do lokacji Festenbergu (dzisiejszą Twardogórę) jako miasta na prawie niemieckim. Kupcami byli dwaj ludzie — jednym z nich był Heinrich von Schawoine, syn Bertholda z Cerekwicy. Ojciec lokował Cerekwicę. Syn współlokował Festenberg.

Kronikarz zanotował z dumą, że Cerekwiczanin współtworzył prawo w innym mieście. Heinrich mieszkał wprawdzie w Schawoine (Zawoni), ale identyfikowano go przez pochodzenie — z Cerekwicą. To miejsce było jego znakiem rozpoznawczym.

Po 1293 roku znika z dokumentów. Miasto, które współtworzył, stoi do dziś.


Michał ze Smarkowa (1264)

Tego samego dnia, gdy Cerekwica otrzymała prawo niemieckie, biskup wrocławski Tomasz I wystawił dokument sprzedaży wójtostwa i sołectwa niejakiemu Michałowi ze Smarkowa.

To najpełniejszy portret jednego człowieka w całej kronice.

Michał kupił:

  • cztery wolne łany ziemi,
  • dwór poprzedniego wójta,
  • chmielnik,
  • ogród nad Wischawe (Sulisławice),
  • wszystkie karczmy (z czynszem na rzecz Kościoła),
  • połowę jatek mięsnych,
  • wszystkie jatki chlebowe i szewskie,
  • trzeci denar z sądów,
  • łaźnię,
  • młyn z sadzawką i prawem rybołówstwa.

Dostał też prawo do dwóch lat wolnizny dla mieszkańców — kluczowy element udanej lokacji. Wolnizna — zwolnienia od czynszów, świadczeń, robocizn i niekiedy dziesięcin.

To nie był przypadkowy człowiek. Michał musiał mieć kapitał, doświadczenie i wiedzę prawną. Awansował z sołtysa wiejskiego na wójta miasteczka. Po nim dokumenty znów milkną. Ale wójtostwo przetrwało.


Wójt Heinrich (1267)

Trzy lata po lokacji, gdy miasto dopiero rosło (lokacja: 1264; utrata praw miejskich: 1742), wójt Heinrich postanowił zbudować szpital przed miastem — przytułek dla chorych i ubogich.

Nie wiemy, kim był. Wiemy, co zrobił. Przytułek przetrwał ponad sześćset lat — do 1945 r. jak pisze kronikarz, mieszkały tam starsze kobiety, każda w osobnym pokoju.

Jedno imię. Jeden dokument. I sześć stuleci ciągłości.


Magister Andreas kupuje wieś (1299)

Osiemnastego maja 1299 roku biskup wrocławski Johann potwierdził transakcję, która zmieniła życie kilkudziesięciu ludzi w Senditz (Sędzice) — niewielkiej wsi biskupiej, leżącej kwadrans drogi pieszo od Cerekwicy.

Prybco z Bingerau oraz Baldrycus, Nikolaus i Bartholomäus Plessow sprzedali swoje sołectwo w Senditz. Kupił je niejaki Andreas — kapelan i notariusz biskupa. Cena: siedemdziesiąt grzywien srebra.

Siedemdziesiąt grzywien to był poważny majątek. Za tę sumę można było kupić stado koni albo mały folwark z zabudowaniami. Andreas kupił coś lepszego: władzę. Sołectwo w Senditz obejmowało pięć łanów ziemi — dwa wolne od czynszu, trzy czynszowe — dwa młyny, dwa stawy, ogrody, łąki i pastwiska. A do tego: prawo sądzenia, prawo do trzeciego denara z kar sądowych i prawo do karczmy.

Kim był ten Andreas? Dokumenty mówią o nim trzy rzeczy. Był kapelanem — czyli duchownym w służbie biskupa. Był notariuszem — czyli umiał pisać, czytać i sporządzać akty prawne po łacinie. I był magistrem — co oznacza, że ukończył jakąś szkołę, może katedralną we Wrocławiu, może gdzie indziej. W rejestrze biskupich dóbr z lat 1303 — 1304 pojawia się osobna wzmianka: proboszcz cerekwicki i „Andreas scriptor” — Andreas pisarz — trzymają coś w Senditz, „nieznanym prawem”, jak uczciwie przyznaje skryba. Władza Andreasa sięgała więc obu wsi.

Był duchownym, który kupił sobie kawałek ziemi i panowanie nad ludźmi na niej żyjącymi. Nie był w tym odosobniony — w średniowiecznym Śląsku granica między duchownym a ziemianinem była cienka jak opłatek. Ale to, co stało się trzynaście lat później, pokazuje, że jego rządy nie szły gładko.


Przysięga w katedrze (5 października 1312)

Piątego października 1312 roku — ponad trzynaście lat po tym, jak Andreas kupił sołectwo — chłopi i zagrodnicy z Senditz stanęli we wrocławskiej katedrze na Ostrowie Tumskim i złożyli przysięgę posłuszeństwa swojemu sołtysowi, magistrowi Andreasowi.

Nie była to zwykła formalność. Przysięgę składano na Domie — w katedrze, w obecności kapituły, w sercu biskupiej władzy. Gdyby chodziło o zwykłe potwierdzenie stosunków, wystarczyłby dokument spisany w Senditz lub w Cerekwicy, przy świadkach z sąsiedztwa. Ale tu chłopów ściągnięto do Wrocławia — trzydzieści kilometrów drogi — i postawiono przed ołtarzem, żeby pod przysięgą obiecali, że będą posłuszni, „tak jak inni chłopi są posłuszni swoim sołtysom”.

To zdanie — wie es andere Bauern ihrem Schulzen sind — zdradza całą sprawę. Nie kazano im przysięgać, że będą wierni, że będą płacić czynsz, że będą pracować. Kazano im przysięgać, że będą posłuszni. A to znaczy, że dotąd posłuszni nie byli.

Co się stało? Dokument nie mówi wprost. Ale siedemdziesiąt grzywien, które Andreas zapłacił w 1299 roku, kupiły mu ziemię, młyny i stawy — nie kupiły mu serc chłopów, którzy na tej ziemi żyli od pokoleń, pod innymi sołtysami, na innych warunkach. Andreas był człowiekiem Kościoła, pisarzem, urzędnikiem. Nie wyszedł z pola. Mógł nie rozumieć ani ziemi, ani ludzi, którzy ją uprawiali. Trzynaście lat cichego oporu, wymijania rozkazów, może odmowy pańszczyzny, może zatajania plonów — a potem biskup interweniuje i każe wszystkim jechać do Wrocławia, żeby pod przysięgą zakończyć sprawę.

Dokument wymienia ich z imienia. Wszyscy — dwudziestu pięciu mężczyzn i jedna kobieta. Notariusz spisał ich starannie, jednego po drugim, z zaznaczeniem, kto jest chłopem, a kto zagrodnikiem: Jakob, Nikolaus Posnith, Jan (brat Nikolausa), Luchos, Vincek, Macek, Michahel, Milotha, Michal (brat Vezcho), Peter, Stanek, Karsna, Dobes, Thworek, Ydik, Jassek, Milcycz, Jan (syn Jakoba), Peter Cobilka, Salis, Adam, wdowa po Crizanie, Thvorek, Suna, Secir.

Wdowa po Crizanie

Jedyna kobieta na powyższej liście. Nie ma imienia — jest „die Witwe des Crizan”, wdowa po Crizanie. Pisarz uznał, że wystarczy. Kim był Crizan? Chłopem, skoro jego żona jest wpisana jako Bäuerin. Kiedy umarł — nie wiadomo. Zostawił żonę, która trzymała gospodarstwo, skoro przysięgała z innymi. Nie miała najwyraźniej dorosłego syna, który mógłby przysięgać za nią, bo wtedy jej imię nie pojawiłoby się na liście.

Jest w tym zdaniu coś, co uderza z dystansu siedmiuset lat: stoi wśród dwudziestu pięciu mężczyzn, w katedrze, i przysięga na równi z nimi. Nie przez pełnomocnika, nie przez krewnego, nie przez sąsiada. Sama. Prawo niemieckie — to samo, które Cerekwica dostała w 1264 roku — dopuszczało wdowy do zarządzania gospodarstwem i do składania przysięgi. Nie czyniło ich równymi mężczyznom, ale dawało im więcej niż większość prawodawstw ówczesnej Europy.

Po przysiędze wróciła do Senditz. Sześćdziesiąt kilometrów. Pieszo, bo chłopi nie mieli koni — przynajmniej nie takich, żeby na nich jeździć. Dwa, trzy dni drogi. Nie wiemy o niej nic więcej. Zniknęła tak samo nagle, jak się na nim pojawiła — jedna linijka w jednym dokumencie, potem siedemset lat ciszy.

Heinrich von Circquicz (Zirkwitz) — kapelan i handlarz ziemią (1306-1334)

W tym samym czasie, gdy Jakob i wdowa po Crizanie trudzili się na polach Senditz, w Cerekwicy urzędował kapłan o imieniu Heinrich. Znamy go z dwóch dokumentów, oddalonych od siebie o dwadzieścia osiem lat, które pokazują dwa zupełnie różne oblicza.

1306. Szesnastego października Heinrich von Circquicz pojawia się jako świadek dokumentu biskupiego. Kronika stwierdza krótko: Er muß also Priester in Zirkwitz gewesen sein — musiał więc być kapłanem w Cerekwicy. Jako kapelan cerekwicki stał pomiędzy dwoma światami. Z jednej strony służył biskupowi, odmawiał msze w kościele Świętego Wawrzyńca, pilnował duszpasterstwa w miasteczku i okolicznych wsiach. Z drugiej — żył wśród chłopów, widział ich pola, znał ich bydło, jadał ich chleb.

Znał też magistra Andreasa — może lepiej niż ktokolwiek inny w okolicy, bo w rejestrze z lat 1303–1304 obaj figurują jako współgospodarze na ziemiach biskupich w Senditz. Proboszcz cerekwicki i Andreas pisarz — trzymający coś razem „nieznanym prawem”, jak bezradnie zanotował skryba. Dwaj ludzie Kościoła, zarządzający biskupią wsią na zapleczu Cerekwicy. Kiedy w 1312 roku chłopi z Senditz jechali do Wrocławia przysięgać posłuszeństwo Andreasowi, Heinrich mógł jechać z nimi. Albo — co bardziej prawdopodobne — mógł być tym, który po cichu doradzał biskupowi, że przysięga jest potrzebna.

1334. Dwadzieścia osiem lat później Heinrich pojawia się w zupełnie innej roli. Jest starszy — o ile żyje, ma co najmniej pięćdziesiąt, a może sześćdziesiąt lat — i sprzedaje ziemię. Razem z niejakim Johannem, zwanym Czachur, sprzedaje dwa łany w Tschachawe (Czachowo) — wsi leżącej tuż obok Cerekwicy, nad strumieniem między wzgórzami — biskupiemu słudze Piotrowi, zwanemu Colanda.

Kapłan sprzedający ziemię chłopu. To nie było niezwykłe — w średniowiecznym Śląsku duchowni posiadali, kupowali i sprzedawali ziemię jak wszyscy inni — ale pokazuje, kim naprawdę był Heinrich: nie tylko duszpasterzem, ale człowiekiem mającym majątek ziemski, prowadzącym interesy, umiejącym negocjować. Piotr Colanda dostał dwa łany i prawo do nich dziedzicznie, ale musiał za to płacić biskupowi roczną dziesięcinę w wysokości jednego wiardunku. Mógł nawet postawić młyn na strumyku między Tschachawe a Radelau (Radłów).

Heinrich żył więc na styku modlitwy i handlu, ołtarza i targowiska. Odprawiał msze w kościele, który pamiętał jeszcze czasy sprzed prawa niemieckiego, a jednocześnie obracał łanami, negocjował ceny i podpisywał się na aktach sprzedaży. Był typowym przedstawicielem średniowiecznego duchowieństwa — nie klasztornym ascetą, lecz człowiekiem osadzonym po kolana w materialnym świecie.

Po 1334 roku znika z dokumentów.

Andreas Pogrell liczy konie (1417)

Minęło osiemdziesiąt trzy lata od przysięgi w katedrze. W Cerekwicy zmieniło się wiele — i niewiele. Kościół stał ten sam. Folwark biskupi stał ten sam. Ziemia rodziła to samo żyto i ten sam owies. Ale ludzie byli inni.

Dwudziestego trzeciego maja 1417 roku biskup wrocławski Wacław wydał dokument, którym przekazywał folwark biskupi w Cerekwicy — dożywotnio, z dworem i polami — Andreasowi von Progrella, „za wiernie oddane posługi”. Pogrell miał folwarkiem gospodarzyć, korzystać z niego i — co wymowne — „strzec innych dóbr biskupich wokół Cerekwicy ile sił starczy”.

Ta ostatnia klauzula mówi wszystko. Czasy były niespokojne. Za piętnaście lat husyci spalą Trzebnicę. Rozbójnicy i bezpańskie oddziały grasowały po drogach. Biskup potrzebował w Cerekwicy nie tylko zarządcy, ale też strażnika — kogoś, kto ma tarczę, siekierę i odwagę, żeby ich użyć.

Pogrell natychmiast po przejęciu sporządził inwentarz — jeden z najcenniejszych dokumentów w całej kronice cerekwickiej, bo nie opisuje kościołów, książąt ani bitew, lecz to, z czego składało się zwyczajne życie:

Trzydzieści cztery stare konie i dwa młode. Jedenaście starych krów, trzy jałówki, sześć cieląt. Dwadzieścia osiem starych świń i dwa stare knury. Dwadzieścia dwie kaczki albo gęsi. Drób młody — bez liczby.

Trzy wozy, nieokowane. Dwa pługi. Cztery brony żelazne.

A w izbie: cztery tarcze, dwie siekiery. Dwa stoły. Cztery łóżka. Jedna poduszka. Cztery prześcieradła. Cztery obrusy. Dwa ręczniki. Dwa duże kotły. Jedna miednica. Dwie kwartkany. Dwanaście kubków drewnianych. Jedna konew drewniana. Trzy koryta na paszę. Trzy niecki do ciasta. Jeden garnuszek. Jedna patelnia do ryb. Dwie beczki. Dwie widły do gnoju. Jedna łopata. Dwa rydla. Osiem worów. Dziewiętnaście nożyc do strzyżenia owiec. Trzy motyki do obornika.

Wycenił to sumiennie. Dwadzieścia osiem świń — pięć i pół grzywny, osiem groszy. Po osiem groszy za świnię. Siedemnaście sztuk bydła — sześć grzywien. Trzydzieści jeden koni — dwadzieścia trzy grzywny. Razem: trzydzieści grzywien i pół.

A potem Pogrell napisał słowa, które brzmią jak przysięga — i jak echo tej innej przysięgi, złożonej sto pięć lat wcześniej przez Jakoba i wdowę po Crizanie:

„Das gelobe ich obengenannter Andreas vor mir und vor meinen Erben und ehelichen Nachkommen, wenn der liebe Gott über mich gebietet, das zu lassen und zu verantworten meinem gnädigen Herrn, dem Bischof”.

„Ślubujemy to — ja, wyżej wymieniony Andreas — za siebie i za moich dziedziców i prawych następców: gdy Pan Bóg nade mną rozporządzi, to oddać i zdać sprawę mojemu łaskawemu panu, biskupowi”.

Pieczęć przyłożył i pergamin wysłał do Breslau. Potem wyszedł na podwórze, gdzie piło trzydzieści cztery stare konie — wystarczająco dużo koni, żeby nie ogarniać ich jednym spojrzeniem, ale za mało, żeby nazwać to bogactwem.


Debschitzowie w Cerekwicy, 1819–1900


Prolog: Feldmarszałek gra w karty

Żeby opowiedzieć historię Debschitzów w Cerekwicy, trzeba zacząć od kogoś, kto nigdy tam nie był.

Dwudziestego pierwszego września 1814 roku król pruski Fryderyk Wilhelm III podpisał order gabinetowy, którym darował feldmarszałkowi Gebhardowi Lebrechtowi, księciu Blücherowi von Wahlstatt — pogromcy Napoleona — szereg dóbr na Śląsku. Wśród nich: Cerekwicę, Groß Zauche z folwarkami Haltauf, Ober Kehle i Demme, Tarnast, Schawoine i Łężyce, wraz z lasami, budynkami, prawami, sądownictwem i patronatem kościelnym.

Blücher nigdy nie przyjechał. Krieblowitz pod Kanthem — tam mieszkał, tam leżało jego serce i jego stajnia. Cerekwica była daleko, na wschodzie, za Trzebnicą, na biskupich wzgórzach pokrytych lessem. Nie interesowała go.

Zresztą majątek miał tylko kilka miesięcy. Kapituła katedralna we Wrocławiu zaprotestowała — Cerekwica była od wieków własnością biskupią, sekularyzacja z 1810 roku oddała ją państwu, ale oddanie jej w prywatne ręce wojskowego było czymś innym. Spór ciągnął się cztery lata. Dopiero w kwietniu 1819 roku, na wyraźny rozkaz króla, biskupstwo ustąpiło. Blücher został pełnoprawnym właścicielem Cerekwicy w kwietniu — i umarł we wrześniu tego samego roku.

Jak Cerekwica przeszła z rąk Blüchera w ręce Debschitzów — tego kronikarz nie wiedział i uczciwie to przyznał. Zapisał natomiast plotkę, która krążyła po okolicy przez pokolenia:

Nach Erzählungen soll Blücher sein Gut Zirkwitz in Paris verspielt haben.

Blücher miał Cerekwicę przegrać w karty. W Paryżu.

Lekarz feldmarszałka, doktor Bieske, zostawił taki portret swego pacjenta: „Grał, miał u siebie codziennie towarzystwo do gry, odwiedzał towarzystwa i rzadko kładł się spać przed północą.” A na wiosnę, kiedy kończyły się pieniądze: „Das Geld ist verspielt, Frühjahr ist es, wir wollen wieder nach Krieblowitz” — pieniądze przegrane, wiosna, jedziemy z powrotem do Krieblowitz.

Czy przegrał Cerekwicę bezpośrednio Debschitzowi? Czy był jakiś pośrednik? Kronikarz nie wie. Pisze: konnte bislang nicht ermittelt werden — nie udało się dotąd ustalić.

Wiemy tylko tyle: kiedyś po śmierci Blüchera, a przed 1830 rokiem, właścicielem majątku cerekwickiego został Karl Sylvius Hans Nikolaus von Debschitz z domu Pollentschine. Tak zaczęło się osiemdziesiąt lat rządów jednej rodziny.


I. Ojciec: Karl Sylvius (1777–1843)

Karl Sylvius Hans Nikolaus von Debschitz urodził się siedemnastego grudnia 1777 roku w Pollentschine — niewielkim majątku w dawnym Księstwie Oleśnickim. Pollentschine — dzisiaj Połęcko — leżało na równinie za Trzebnicą, w krajobrazie płaskim i monotonnym, zupełnie innym niż falujące lessowe wzgórza Cerekwicy. Debschitzowie byli szlachtą średnią — nie magnaterią, ale rodziną z herbem, z ziemią i z ambicjami.

Karl Sylvius posiadał oprócz Cerekwicy jeszcze Pollentschine i Pirschen (Brzezinę). Nosił tytuł Landschaftsdirektora wrocławsko-brzeskiej Landszaftu Księstw — było to stanowisko w samorządzie ziemskim, odpowiadające mniej więcej dzisiejszemu marszałkowi sejmiku. Człowiek ustabilizowany, poważany, dobrze osadzony w strukturze śląskiej szlachty.

W Cerekwicy zastał to, co zostawili po sobie biskupi: folwark — dawne Dominium — z dworem, browarem, gorzelnią i więzieniem (Stockhaus). Dziewięćdziesiąt domów mieszkalnych. Jedną karczmę na Rynku. Jedną szkołę katolicką ze stu osiemdziesięcioma dziećmi i jednym nauczycielem. Kościół Świętego Wawrzyńca — ten sam, co zawsze, bez wieży od pożaru z 1800 roku.

Opis Cerekwicy z czasu jego rządów sporządził proboszcz Bernhard Heinke — ten sam, którego odwiedził Eichendorff w 1809 roku. Jest to jedyny opis z epoki, pisany ręką naocznego świadka. Heinke zapisał:

Gerichtsbarkeit ist patrimonial und steht dem Gutsherrn zu, dermalen Herrn von Debschitz.

Sądownictwo patrimonialne — to znaczy pan ziemski jest jednocześnie sędzią. Debschitz sądził swoich ludzi. Miał do tego prawo i obowiązek. Miał też klucze od Stockhausu — murowanego, jednopiętrowego budynku w Masselgasse, naprzeciwko gospody Giesla. Kto złamał prawo, siedział w Stockhausie, a o tym, co jest złamaniem prawa, decydował Debschitz.

Heinke zanotował też coś, co rzuca cień na rządy pierwszego Debschitza:

Sonst hatte der Ort 17 Bauern oder Ackerbürger, dermalen nur noch 7, weil der hiesige Gutsherr und zwey benachbarte Gutsbesitzer Bauerngüter gekauft, die Bauernhöfe cassiret und die Ländereien mit ihren Gütern verbunden haben.

Dawniej było siedemnastu gospodarzy. Teraz jest siedmiu. Bo tutejszy pan — der hiesige Gutsherr — i dwaj sąsiedni ziemianie wykupili gospodarstwa chłopskie, zlikwidowali zagrody i wcielili grunty do swoich majątków.

Jedno zdanie, a mówi wszystko. Karl Sylvius von Debschitz — Landschaftsdirektor, szlachcic, patron kościoła — kupował swoim chłopom ziemię spod nóg. Nie siłą, nie rozbojem, ale za pieniądze — legalnie, zgodnie z prawem, które sam jako sędzia stosował. Siedemnastu chłopów stało się siedmioma. Dziesięciu straciło niezależność i stało się parobkami albo zagrodnikami, albo odeszło.

Heinke, proboszcz, zapisał to bez komentarza. Ale sam fakt, że zapisał — że policzył i porównał — mówi coś o jego stosunku do sprawy.

Rządy pierwszego Debschitza przyniosły też coś, o czym kronika wspomina mimochodem: w Senditz, należącym do tegoż Debschitza, w 1809 roku urodził się Johann Otto Karl Kolmar von Debschitz — chłopiec, który wyrósł na królewsko-pruskiego generała-lejtnanta, dowódcę 4. Brygady Piechoty, zmarłego w 1878 roku w Görlitz. Człowiek, który wyszedł z Cerekwicy i doszedł dalej niż ktokolwiek z tej wsi — wojskową drogą, jedyną drogą, jaka prowadziła w górę dla syna śląskiego ziemianina.

Karl Sylvius umarł czternastego lipca 1843 roku.


II. Syn: Karl Friedrich, zwany Fritz (1815–1879)

Najlepszy z Debschitzów. Jedyny, którego kronikarz lubi.

Karl Friedrich — Fritz — urodził się dwudziestego czwartego grudnia 1815 roku w Pollentschine. Kiedy ojciec umarł w 1843 roku, Fritz miał dwadzieścia osiem lat i przejął Cerekwicę.

Kronikarz napisał o nim jedno zdanie, które jest jak medal:

Er war ein tüchtiger Landwirt und Gärtner und legte sich einen herrlichen Obstgarten an. Die Obstbäume ließ er sich von Blumen-Schmidt aus Erfurt schicken.

Był dzielnym rolnikiem i ogrodnikiem i założył wspaniały sad owocowy. Drzewka sprowadzał od firmy Blumen-Schmidt z Erfurtu.

To jest zdanie o człowieku, który kocha ziemię. Nie o kimś, kto ziemię posiada — to robił każdy szlachcic — ale o kimś, kto ją rozumie. Kto wie, że jabłonie trzeba sprowadzać z dobrej szkółki, że sad to inwestycja na dwadzieścia lat, że piękno drzewa jest wartością samą w sobie.

Fritz nie tylko uprawiał — budował. W 1861 kupił oddzielną Erbvogtei — wójtostwo dziedziczne, które od średniowiecza stanowiło osobny byt prawny w Cerekwicy — i połączył je z Dominium. Odtąd majątek był jednolity.

W 1864 rozpoczął budowę nowego zamku. Stary dwór — biskupi, potem państwowy, potem Blücherowski, potem Debschitzowski — nie wystarczał. Fritz chciał czegoś godniejszego. Zamek rósł w parku, który Fritz sam zakładał, sadząc drzewa i krzewy — także egzotyczne.

Budowa ciągnęła za sobą nieszczęścia. Robotnik zginął na placu. A w parterze nowego zamku — jeszcze nieskończonego — służący zastrzelił się z dubeltówki myśliwskiej. Z powodu miłości — wegen einer Liebesaffäre, jak lakonicznie zanotował kronikarz.

Fritz dokonał też rzeczy, o której kronika wspomina bez emocji, ale która zmieniła krajobraz: zamknął browar nad Bräuerteichem — działał od wieków, piwo warzono w Cerekwicy może od czasu targu w XII wieku — i urządził w nim mleczarnię. Zamknął też cegielnię w dolinie w stronę Tschachawe. Młyn wodny przy Weißmüllerteich spłonął i nie został odbudowany.

Fritz był patronem szkoły, patronem kościoła, Landesältesterem powiatu trzebnickiego, kawalerem Orderu Korony. Był szanowany — przy jego pogrzebie, dwudziestego dziewiątego grudnia 1879 roku, zeszła się spora część szlachty trzebnickiego powiatu. Pochowano go w rodowej krypcie Debschitzów na cmentarzu w Lossen.

W parku stał jego zamek. W sadzie rosły jego jabłonie z Erfurtu. W majątkach — dwadzieścia trzy setki morgów roli, młyny, łąki, lasy.

Wszystko to zostawił nikomu. Fritz nigdy się nie ożenił i nie miał dzieci.


III. Bratanek: Maximilian (ok. 1850–po 1900)

Maximilian Karl Sylvius Heinrich von Debschitz odziedziczył Cerekwicę po bezdzietnym stryju. Przyjechał z Pirschen — małego majątku w okolicy.

Kronikarz przedstawia go w trzech odsłonach, jak w dramacie.

Odsłona pierwsza: marynarz. Maximilian służył w Kaiserliche Marine do września 1880 roku. Jako kapitan-lejtnant odbył podróż dookoła świata z księciem Heinrichem — bratem cesarza Wilhelma II. Ożenił się z Marią Klarą Elisabeth Buschmann, córką radcy sądu okręgowego. W niedzielę siedemnastego października 1880 roku oboje wjechali uroczyście do Cerekwicy. Było mu trzydzieści parę lat. Był oficerem marynarki, który widział świat. Nie był rolnikiem.

Odsłona druga: upadek. Najważniejszy fragment kroniki o Maximilianie pochodzi nie od kronikarza, lecz od starego Schickflussa — ojca nauczyciela Bruno Schickflussa — który służył jeszcze u Fritza i widział zmianę na własne oczy:

Er war kein Landwirt und so konnten seine Inspektoren Schalten und Walten, wie sie wollten. Nach Meinung des Vaters von Lehrer Bruno Schickfluß, der schon bei Karl Friedrich von Debschitz in Diensten stand, kamen die Gutsinspektoren mit einer Reithose nach Zirkwitz und verließen den Gutshof, um selbst einen Bauernhof zu kaufen.

Nie był rolnikiem, więc inspektorzy robili, co chcieli. Zdaniem starego Schickflussa inspektorzy przyjeżdżali do Cerekwicy w bryczesach, a wyjeżdżali, żeby kupić sobie własne gospodarstwo.

To jest zdanie chłopa, nie historyka. Chłop widzi konkret: bryczesy, w których ktoś przyjeżdża, i gospodarstwo, które ten ktoś kupuje za skradzione pieniądze. Bryczesy — bo inspektor to panicz, nie rolnik. Gospodarstwo — bo to, co ukradł, starczyło na kupno własnej ziemi. Schickfluss patrzył na to dwadzieścia lat i zapamiętał.

Maximilian nie zauważał — albo nie chciał, żeby ktoś zauważył. Kronikarz pisze wprost:

Damit durch die Unehrlichkeit seiner Inspektoren niemand unter dem Adel die schwierige Lage des Gutsherrn merken sollte, nahm er laufend hochprozentige Gelder (7%) von Juden in Leipzig auf.

Żeby przez nieuczciwość jego inspektorów nikt wśród szlachty nie zauważył trudnej sytuacji pana, brał na bieżąco wysoko oprocentowane pożyczki — siedem procent — od Żydów w Lipsku.

Siedem procent to było drapieżne oprocentowanie, nawet na ówczesne czasy. Maximilian pożyczał nie po to, żeby inwestować, ale żeby podtrzymać pozory. Żeby nadal urządzać przyjęcia, jeździć konno, utrzymywać służbę — żeby szlachta trzebnicka nie zorientowała się, że majątek jest pusty w środku.

Dług urósł do miliona marek. Der Schuldenberg wuchs auf eine Million Mark an.

Odsłona trzecia: wyprzedaż. W 1900 roku majątek trafił na sprzedaż przymusową. Kupił go Franz Xaver Graf von Ballestrem — górnośląski magnat węglowy, prezes Reichstagu — za milion siedemdziesiąt pięć tysięcy marek. Milion poszedł na spłatę długów. Maximilianowi zostało siedemdziesiąt pięć tysięcy i mała pensja oficerska.

Zamieszkał w Trzebnicy. Nie wiadomo gdzie — kronika mówi tylko, że verlebte er den Rest seines Lebens in Trebnitz. Resztę życia spędził w Trzebnicy. Jedno pokojowe, ciche, anonimowe zakończenie po dwudziestu latach wystawnego życia na kredyt.


Trzy pokolenia, trzy zdania

O każdym z trzech Debschitzów kronika mówi jedno zdanie, które go definiuje:

Karl Sylvius: Sonst hatte der Ort 17 Bauern, dermalen nur noch 7. — Dawniej było siedemnastu chłopów, teraz jest siedmiu.

Karl Friedrich: Er war ein tüchtiger Landwirt und Gärtner. — Był dzielnym rolnikiem i ogrodnikiem.

Maximilian: Er war kein Landwirt. — Nie był rolnikiem.

Ojciec skupował chłopom ziemię. Syn ją uprawiał. Wnuk ją stracił.

Osiemdziesiąt lat w trzech zdaniach. A jabłonie Fritza, sprowadzone z Erfurtu, rosły pewnie jeszcze długo po tym, jak ostatni Debschitz opuścił Cerekwicę.


Johann Baptist Graf von Ballestrem w Cerekwicy, 1900–1929

W 1900 roku majątek poszedł na sprzedaż. Cerekwica ze wszystkimi budynkami kosztowała milion siedemdziesiąt pięć tysięcy marek. Kupił go Franz Xaver Graf von Ballestrem — dla syna.

Franz Xaver nie był byle kim. Urodzony w 1834 roku w Plawniowicach na Górnym Śląsku, posiadał kopalnie węgla, huty cynku i żelaza, wielkie lasy i rozległe dobra. Był szefem frakcji Centrum w Reichstagu, a od 1898 roku — prezesem całego parlamentu Rzeszy. Cerekwica była dla niego drobnym nabytkiem, prezentem dla syna, który potrzebował własnego majątku.

Syn nazywał się Johann Baptist. Miał trzydzieści cztery lata, nosił stopień królewsko-pruskiego kapitana w stanie spoczynku, był żonaty z Erną, baronówną Saurma von und zu der Jeltsch. Dwudziestego listopada 1900 roku oboje wjechali do Cerekwicy. Kronikarz — nauczyciel Schönberner — opisał ten dzień szczegółowo w Gemeindechronik.

Debschitz wziął swój milion na spłatę długów, siedemdziesiąt pięć tysięcy reszty i małą pensję wojskową, i zamieszkał w Trzebnicy. Resztę życia przeżył cicho, w jednym pokoju, nie wracając do Cerekwicy nigdy.


Hrabia buduje

Pierwszą rzeczą, którą Ballestrem zrobił w Cerekwicy, było remontowanie tego, co zastał. W 1901 roku przebudował zamek, postawił nowy dom dla urzędników i nową oborę. To nie było działanie z rozmachu — to było naprawianie skutków dwudziestu lat zaniedbania pod Debschitzem.

Ale potem przyszedł rozmach.

W 1903 Ballestrem zbudował na gruntach folwarku dwa nowe domy z ośmioma mieszkaniami każdy — dla parobków i robotników dniówkowych. Na podwórzu starej posesji Janiga, rozebranej, żeby zrobić miejsce.

W 1905 sprowadził trzy siostry boromeuszki z trzebnickiego klasztoru i postawił im dom przy drodze do Trzebnicy. Siostry opiekowały się chorymi we wsi i okolicy — wcześniej jedyną opieką medyczną w Cerekwicy była tradycja ludowa i pamięć o średniowiecznej łaźni.

W 1905–1906 kupił sąsiednie majątki: Senditz z folwarkiem Klein Zauche (od Ericha Dihrberga, porucznika w stanie spoczynku) i Ströhof (od Bernharda Wipperta). Posiadłość Ballestremów urosła do łącznej powierzchni prawie dziewięciuset hektarów — blisko czterech tysięcy morgów:

Majątek Hektary Morgi
Cerekwica 489 1 956
Senditz 307 1 228
Ströhof 98,5 394
Razem 894,5 3 578

W 1907 wybudował nową szkołę — obok starej, która już się rozpadała. Plany narysował budowniczy Jantke z Trzebnicy. Koszt: dwadzieścia cztery tysiące marek. Ballestrem zapłacił dwie trzecie, gmina jedną trzecią. Tę proporcję — dwie trzecie hrabia, jedna trzecia gmina — stosował konsekwentnie przy każdej inwestycji. To nie była hojność bez granic; to była formuła.

W tym samym roku został amtsvorsteherem — naczelnikiem gminy zbiorczej obejmującej Cerekwicę, Ströhof, Bolkohof, Groß Schwundnig, Senditz i Klein Zauche. Zastępcą mianowano inspektora Körnicha z folwarku.

W 1908–1909 postawił nową plebanię — starą, dwupiętrową, grożącą zawaleniem, rozebrano. Plany znowu Jantke, koszt dwadzieścia trzy tysiące osiemset marek, proporcja ta sama: dwie trzecie – jedna trzecia.

W 1909–1910 urządził w Senditz fazanerię na sześciu hektarach lasu, hodowlę ryb w stawach (karpie, liny) i gorzelnię kartoflaną. Fazanerią i rybami zarządzał leśniczy Johann Krowiors, gorzelnią — Bormann, później August Hielscher.


Wieża

W 1800 roku, po pożarze podłożonym przez owczarza Pokrifky’ego, odbudowano kościół Świętego Wawrzyńca i położono fundamenty pod wieżę. Ale na wieżę zabrakło pieniędzy. Przez sto dziesięć lat Cerekwica miała kościół bez wieży.

Ballestrem to zmienił. W 1910 roku sfinansował budowę wieży kościelnej. Gmina zebrała część środków, resztę dołożył hrabia. Trzydziesto dwu metrową wieżę poświęcono dwudziestego czwartego października 1910 roku.

Ballestrem chciał początkowo więcej — chciał postawić zupełnie nowy kościół na terenie rozebranej mleczarni, bliżej zamku. Zrezygnował — może z braku pieniędzy (przebudowa zamku kosztowała właśnie pół miliona), może dlatego, że stary kościół Świętego Wawrzyńca stał w tym miejscu od czasów, kiedy Cerekwica była jeszcze wsią słowiańską.

W 1911 zamontowano zegar wieżowy — z fabryki zegarów w Silberbergu, ustawiony przez pana Sowade z Opola. Koszt: tysiąc dwieście marek. Kronikarz zapisał: „Am 15. August schlug zum ersten Male die Turmuhr.” Piętnastego sierpnia po raz pierwszy wieża wybiła godzinę. Odtąd czas miał dźwięk słyszalny z każdego punktu wsi.

W tym samym roku Ballestrem został honorowym prezesem nowo powstałej Ochotniczej Straży Pożarnej. Dwudziestu ośmiu ludzi zapisało się na ochotnika. Koszty mundurów i sprzętu — Ballestrem.

Koloryzacja archiwalnej fotografii – Zirkwitz ok. 1910 r. (interpretacja kolorystyczna)

Pałac

W 1912 rozpoczął się wielki projekt — przebudowa i rozbudowa pałacu. Do starego budynku, wzniesionego przez Debschitza w 1864 roku, dobudowano równie dużą nową część z wieżą. Wielkie schody prowadziły do wejścia. Wnętrze liczyło blisko sto pokojów. Zamek miał własne zasilanie elektryczne — akumulatory dostarczały prąd stały na oświetlenie i urządzenia domowe, z możliwością przełączenia na prąd zmienny z sieci publicznej.

Koszt budowy: pół miliona marek. Wyposażenie: drugie pół miliona.

Budowę prowadził Jantke z Trzebnicy — ten sam, który projektował szkołę i plebanię. W trakcie prac przybył do Cerekwicy syn regenta Brunszwiku, książę Friedrich Heinrich, który wizytował hrabiego z okazji siedemsetlecia klasztoru trzebnickiego, reprezentując samego cesarza.

Na folwarku w tym samym czasie wyrosły: nowa stajnia z mieszkaniami dla służby, dom dla robotników sezonowych z Galicji (zwanych „Galizierami”), nowa stodoła, szklarnia na terenie dawnej owczej sadzawki, wozownia z miejscem na landau, kalesze i powozy, a przy niej mieszkania dla woźniców i personelu dworskiego. Do tego kołodziejnia i kuźnia — każda z mieszkaniami.


Wspólnota

Ballestrem nie był tylko budowniczym. Był tym, co dzisiaj nazwalibyśmy — choć słowo jest anachroniczne — patronem społeczności.

W 1912 — pięćset marek na sztandar dla Katolickiego Stowarzyszenia Robotników. Sztandar wyhaftowały siostry w klasztorze trzebnickim.

W 1922–1923 — inicjatywa założenia klubu sportowego Zirkwitz-Senditz. Ballestrem objął honorowe przewodnictwo i oddał kawałek łąki w Senditz, między fazanerią a drogą do Ströhof, na boisko. Pierwszym prezesem wybrano nauczyciela Reinholda Wielscha. Grano w piłkę nożną, piłkę ręczną i rzutki.

W 1923 — trzy nowe dzwony do kościoła (stare zabrano w 1917 na przetopienie na amunicję). Osiem, cztery i dwa cetnar ciężkości, w tonie a–cis–e, odlane przez firmę Geitner we Wrocławiu, zawieszone dziewiętnastego stycznia. Dwie trzecie kosztów — Ballestrem.

W tym samym roku na Rynku stanął pomnik ku czci dwudziestu czterech mieszkańców Cerekwicy poległych w pierwszej wojnie światowej. Piaskowiec, wykonanie Krause z Trzebnicy, odsłonięcie dwudziestego trzeciego września.


Najlepsza krowa w Śląsku

Jest w kronice jeden wpis, który nie dotyczy budów, wojen ani śmierci, a który mówi o Ballestremie więcej niż niejedna uroczysta wzmianka.

W roku kontrolnym 1927/28 Trzebnickie Towarzystwo Kontroli Mlecznej wykazało, że najlepsza krowa mleczna w całym Śląsku należy do hrabiego von Ballestrem z Cerekwicy. Nazywała się Reseda. Wydajność: jedenaście tysięcy dziewięćdziesiąt cztery kilogramy mleka rocznie.

Człowiek, który budował zamki o stu pokojach, znał po imieniu swoją najlepszą krowę.


Srebrne wesele i śmierć

Szesnastego lipca 1923 ożenił się jedyny syn hrabiego — Franz Georg — z komtesą Julianą von Saurma-Jeltsch z Laskowic. Młoda para zamieszkała w nowo zbudowanym domu w Senditz. Ballestrem oddał im majątki sendycki i ströhofski.

Dwudziestego czwartego lipca tego samego roku Johann Baptist i Erna obchodzili srebrne gody. Wzięła w nich udział cała wieś — Cerekwica, Senditz, Ströhof. Uroczystości zakończył pokaz sztucznych ogni.

Było to ostatnie wielkie święto.

Przez następne sześć lat zdrowie hrabiego pogarszało się. Chorował długo i ciężko.


Dwudziestego siódmego lipca 1929, w sobotę wieczorem, Johann Baptist Graf von Ballestrem — rittergutsbesitzer auf Zirkwitz, Senditz und Ströhof — zmarł po długiej, ciężkiej chorobie, w sześćdziesiątym trzecim roku życia.

Kronikarz — a raczej autor nekrologu, spisanego staranną, ozdobną frakturą, którego reprodukcja zachowała się w kronice — napisał:

Z nim odszedł człowiek, który w wieloraki sposób zasłużył się dla ogółu. Był patronem katolickiej gminy kościelnej w Cerekwicy, której dobro leżało mu stale na sercu. Zawdzięczała mu przede wszystkim wieżę kościoła i nową plebanię. Trwały pomnik postawił sobie też budową katolickiej szkoły w Cerekwicy.

Zmarły był kapitanem w stanie spoczynku w Królowej Augusty Gwardyjskim Pułku Grenadierów nr 4, kawalerem honorowym suwerennego Zakonu Maltańskiego, posiadaczem Żelaznego Krzyża i innych orderów.

Pogrzeb odbył się trzydziestego pierwszego lipca w Cerekwicy. Rok później, drugiego sierpnia 1930, wybudowano na cmentarzu kościelnym kryptę, do której przeniesiono trumnę w uroczystej procesji.

Cały majątek cerekwicki przejęła wdowa, Erna Gräfin von Ballestrem.

Koloryzacja archiwalnego planu wsi – Zirkwitz ok. 1938 r. (interpretacja kolorystyczna)

Epilog: przy bramie klasztornej

Szesnastego września 1906 roku cesarz Wilhelm II przyjechał do Trzebnicy, żeby odwiedzić grób swojej przodkini, księżnej Jadwigi. Przy bramie klasztornej witali go dostojnicy.

Kronikarz zanotował:

Am Portal des Klosters begrüßten ihn auch Kapitänleutnant von Debschitz (früher Zirkwitz) und Erzpriester Obst (Zirkwitz).

Kapitan-lejtnant von Debschitz — dawniej Cerekwica — i archiprezbiter Obst z Cerekwicy.

Dwaj ludzie z Cerekwicy. Jeden miał ją i stracił. Drugi w niej nadal służył. Stali obok siebie przy bramie i witali cesarza — tego samego cesarza, z którego bratem Maximilian niegdyś opłynął świat.

Kronikarz dopisał „früher Zirkwitz” — dawniej Cerekwica — w nawiasie, jakby chciał zaznaczyć dystans. Maximilian von Debschitz był kimś z przeszłości. Cerekwica miała teraz nowego pana. Ballestrem budował właśnie wieżę kościelną, nową szkołę, nową plebanię. Inspektorzy Ballestrema nie odchodzili z bryczesami.


Co zostało

W styczniu 1945 roku, kiedy Armia Czerwona wkraczała do Śląska, mieszkańcy Cerekwicy uciekali na zachód treckiem w dwudziestostopniowym mrozie.

Zamek Ballestremów — ten o stu pokojach, z akumulatorami, z wielką biblioteką ewakuowaną z Wrocławia — Rosjanie podpalili. Spłonął doszczętnie.

Wieża kościelna — ta trzydziestodwumetrowa, z zegarem z Silberbergu — stała jeszcze, kiedy ostatni Niemcy opuszczali wieś. Czarna kreska na czarnym niebie, jak napisał ktoś, kto ją widział tamtej nocy.

Stoi do dzisiaj. W Cerekwicy, która teraz jest polska i nazywa się tak, jak nazywała się zawsze — zanim przyszli Niemcy, zanim przyszło prawo, zanim przyszedł Ballestrem. Cerekwica — od cerkiew, kościelna wieś.

Tyle że teraz ma wieżę.

Źródło:

Zur Geschichte von Zirkwitz und Senditz im Kreis Trebnitz in Schlesien

Artykuł powstał z wykorzystaniem AI

  • Andrzej Podrez

    Mieszkam w gminie Wisznia Mała od prawie 20 lat. Od lat obserwuję nierówne traktowanie mieszkańców mniejszych miejscowości, takich jak Wysoki Kościół. Brak realnego dialogu i perspektyw na zmianę, skłonił mnie do stworzenia tej kolejnej, nowej odsłony niniejszego portalu jako miejsca niezależnej analizy działań władz gminy.

    Related Posts

    Chaos w kluczowym dokumencie Projektu Planu Ogólnego Gminy

    Gmina Wisznia Mała stoi przed jednym z najważniejszych procesów planistycznych ostatnich lat — przygotowaniem planu ogólnego, który zdecyduje o przyszłości przestrzennej gminy na wiele lat. Dokument ten określi, gdzie będzie…

    Czytaj dalej
    Wilki wracają do polskich lasów. Czy powinniśmy się bać?

    Wilki wracają do polskich lasów i coraz częściej pojawiają się w pobliżu wsi. Czy powinniśmy się bać? Eksperci podkreślają, że sama obecność wilka w pobliżu zabudowań nie jest jeszcze powodem…

    Czytaj dalej

    Historia

    Trzebnica i Wrocław w Kronice Norymberskiej

    Trzebnica i Wrocław w Kronice Norymberskiej

    Henryk Brodaty — najbardziej zasłużony dla Ziemi Trzebnickiej władca z rodu Piastów

    Henryk Brodaty — najbardziej zasłużony dla Ziemi Trzebnickiej władca z rodu Piastów

    Historia polityczna Ziemi Trzebnickiej: Od pierwszych Piastów do odrodzenia samorządu

    Historia polityczna Ziemi Trzebnickiej: Od pierwszych Piastów do odrodzenia samorządu

    Życie świętej Jadwigi, księżnej Śląska

    Życie świętej Jadwigi, księżnej Śląska

    Śląsk na mapie Homanna — Księstwo Oleśnickie na rozdrożu epok

    Śląsk na mapie Homanna — Księstwo Oleśnickie na rozdrożu epok

    Trzeba nic? O pochodzeniu nazwy Trzebnicy – między językiem a legendą

    Trzeba nic? O pochodzeniu nazwy Trzebnicy – między językiem a legendą

    Opowieści z Cerekwicy jako zwierciadło losów mieszkańców powiatu trzebnickiego

    Opowieści z Cerekwicy jako zwierciadło losów mieszkańców powiatu trzebnickiego

    Mapy świadkami historii. Wisznia Mała 1887 i 1937 – od Cesarstwa do III Rzeszy

    Mapy świadkami historii. Wisznia Mała 1887 i 1937 – od Cesarstwa do III Rzeszy

    Historia powiatu trzebnickiego i Ziemi Trzebnickiej 1138-1945r.

    Historia powiatu trzebnickiego i Ziemi Trzebnickiej 1138-1945r.

    Pod naszymi stopami: geologiczna mapa Wiszni Małej z 1926 roku

    Pod naszymi stopami: geologiczna mapa Wiszni Małej z 1926 roku

    Ponad 3000 lat osadnictwa na terenie Gminy Wisznia Mała

    Ponad 3000 lat osadnictwa na terenie Gminy Wisznia Mała

    Opowieść o Wysokim Kościele – wsi zapisanej w krajobrazie

    Opowieść o Wysokim Kościele – wsi zapisanej w krajobrazie

    Piotrkowiczki – od owalnicy do wielodrożnicy

    Piotrkowiczki – od owalnicy do wielodrożnicy

    Między krzyżem a rzeką. Historia Krzyżanowic

    Między krzyżem a rzeką. Historia Krzyżanowic

    Wisznia Mała – historia zapisana w codzienności

    Wisznia Mała – historia zapisana w codzienności

    Tam, gdzie historia nie potrzebuje pomnika – Szewce

    Tam, gdzie historia nie potrzebuje pomnika – Szewce

    Układ ruralistyczny – dziedzictwo polskich wsi

    Układ ruralistyczny – dziedzictwo polskich wsi

    Kryniczno – najstarsza wieś gminy zapisana w układzie przestrzennym

    Kryniczno – najstarsza wieś gminy zapisana w układzie przestrzennym

    Rogoż – wieś zapisana między folwarkiem a drogą

    Rogoż – wieś zapisana między folwarkiem a drogą