VI sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 30 września 2024r.
Obradom przewodniczyła Anna Morawiecka. Sesja, w założeniu rutynowa (zmiany w budżecie i WPF, pomoc finansowa dla województwa, korekta zadań PFRON), rozrosła się w długą debatę o priorytetach inwestycyjnych i zakończyła najgorętszym akcentem — doraźnym przyznaniem, w trybie zmiany porządku obrad, dotacji dla parafii w Prusicach, obiecanej jej wcześniej. Tłem był układ sił z pierwszej sesji: rządząca koalicja Samorządowców dla Powiatu Trzebnickiego i PiS (jedenastka) wobec opozycji Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi (dziesiątka). Nad budżetem ciążyła też wrześniowa powódź — zarząd rozwiązywał rezerwę kryzysową, a starościna Małgorzata Matusiak zapowiadała, że skutki powodzi na południu regionu staną się w kolejnych latach priorytetem infrastrukturalnym.
Spór o priorytety: drogi czy strategiczne obwodnice
Osią wymiany zdań stało się pytanie, czy powiat ma gonić „strategiczne wizje”, czy najpierw domykać zaległości. Matusiak broniła podziału jednego z drogowych przetargów na etapy (rejon Przecławic w gminie Oborniki Śląskie), zapewniając „z czystą odpowiedzialnością”, że tańszego, drugiego etapu nie zdejmie z budżetu, bo ta miejscowość na przebudowę czeka kilkanaście lat. Daniel Buczak (zarząd, większość) tłumaczył z kolei logikę wpisywania do budżetu symbolicznych 5 tys. zł na dokumentacje — chodzi o to, by wykonawca w zapytaniu ofertowym „liczył się z kosztami”, a kwotę zawsze można potem urealnić.
Do tego wątku dołączył jeden z radnych, apelując, by mimo braku pieniędzy nie rezygnować z pomysłów strategicznych. Zgłosił do budżetu dwa wnioski inwestycyjne, obszerniej rozwijając koncepcję wschodniej (północno-wschodniej) obwodnicy Trzebnicy — ciągu od Nowego Dworu, za Kociakiem, łączącego drogi wojewódzkie w stronę Zawoni i Oleśnicy, który odciążyłby miasto z ruchu tranzytowego (m.in. od strony Świątnik i Szczytkowic). Zapowiedział, że będzie o to zabiegał u kolegów radnych wojewódzkich, prosząc, by z powiatu poszła choćby „zajawka” na dokumentację.
Kontrę postawił Henryk Cymerman (KO). Uprzedzając, że „narazi się niektórym”, wezwał do poważnej debaty o kolejności zadań: są drogi czekające 10, 15, 20 lat nie tylko na nakładkę, lecz na gruntowną przebudowę, są konieczne chodniki, którymi dzieci mają bezpiecznie dojść do szkół — i dopiero potem obwodnice. „Trzeba ustalić priorytety” — podkreślał. Starościna częściowo się z nim nie zgodziła, ostrzegając, że postawa „nie róbmy nic” oznaczałaby, że nie byłoby dziś choćby zaawansowanej obwodnicy Obornik, zrealizowanej w montażu gminy, powiatu i województwa. Padło też przypomnienie z ław rady, że w latach, gdy budżet powiatu sięgał 60–80 mln, i tak realizowano po 20 kilka milionów w inwestycjach — więc „nie uciekajmy od inwestycji, bo od tego ludzie nas rozliczają”. Ostatecznie obie strony zgodziły się, że tanie projekty (rzędu 30–60 tys. zł) warto ogłosić jeszcze w tym roku, z realizacją przechodzącą na rok następny.
Drogi w gminach — pytania opozycji i odpowiedzi zarządu
W dalszej części radni dopytywali o konkretne zadania: stan sprawy Psary–Krzyżanowice, chodnik od Ligoty (Dino) do ferm, dokumentacje dla Osoli–Wielkiej Lipy, Bagna–Osolina, ulicy Polnej w Osoli. Matusiak referowała etapowanie robót i przyczyny opóźnień — przewlekłe uzgodnienia z Polskimi Wodami, Orange i kolejami, a także trudną sytuację z biurami projektowymi. Wśród zadań na terenie gminy Wisznia Mała wymieniła projekt Dino–Malina (z wnioskiem o wyburzenie grożącego zawaleniem budynku przy drodze), przebudowę Ozorowice–Zajączków oraz zatokę autobusową w Szewcach. Padła też oddzielna propozycja — by powiat zorganizował dla mieszkańców szkolenia z sytuacji kryzysowych i pierwszej pomocy oraz udostępniał na stronie informacje o miejscach zbiórek, bo powódź obnażyła chaos w przepływie informacji.
Dotacja dla parafii w Prusicach — najgorętszy punkt sesji
Po formalnym zamknięciu dyskusji nad budżetem jeden z radnych wrócił do niezałatwionej sprawy: proboszcz z Prusic dzwoni, bo obiecano mu środki na dokumentację remontu zabytkowego kompleksu, a on ma na dniach termin złożenia wniosku do Polskiego Ładu (na ok. 400 tys. zł), do którego potrzebna jest gotowa dokumentacja. Starościna wyjaśniła ograniczenia prawne: w trybie pozakonkursowym dotację można przyznać tylko wtedy, gdy wniosek parafii popiera opinia Inspektora Nadzoru Budowlanego o zagrożeniu bezpieczeństwa lub degradacji zabytku — bez tego groziłaby sesja nadzwyczajna 4 października. Obecny mecenas potwierdził, że zmiana samej uchwały o zasadach dotacji, jako zmiana prawa miejscowego, wymagałaby 14-dniowego vacatio legis, co było nierealne.
Tu sesja zrobiła się nerwowa. Radni — z różnych stron sali — naciskali na zarząd, przypominając, że „ktoś księdzu obiecał, a my się teraz migamy”, i że w poprzedniej kadencji dotacje przyznawano bez wchodzenia w takie szczegóły techniczne. Mówiono wprost: „wyjdźmy z twarzą”, tym bardziej że kwota (rzędu 35 tys. zł) nie jest wielka, a parafia przez lata dużo zainwestowała własnym wysiłkiem i przy pomocy gminy Prusice. Jeden z radnych, mocno związany z tą parafią, apelował, by „nie zrazić ludzi”. Wskazywano też, że temat „przeleżał”, skoro na poprzedniej sesji przedstawiano go jako już rozpatrywany. Przewodnicząca ogłosiła 15 minut przerwy, w trakcie której zarząd spotkał się z proboszczem.
Po przerwie znaleziono rozwiązanie proceduralne: zarząd wniósł o zmianę porządku obrad, przesuwając uchwały budżetowe na koniec i wprowadzając osobną uchwałę o przyznaniu parafii pw. św. Jakuba w Prusicach dotacji na sporządzenie ekspertyzy technicznej plebanii, z odpowiednią autopoprawką do budżetu (załącznik dotacyjny). Zmieniony porządek i kolejne uchwały przeszły. Zamykając wątek, starościna przeprosiła, że sprawy nie domknięto wcześniej („burza mózgów”), i pozwoliła sobie na osobistą dygresję o ochronie dziedzictwa sakralnego — że woli wspierać zaniedbane zabytki w parafiach niż „przepych”, którego, jak wspominała po wizycie w Toruniu, doświadczyła „prawie jak w sekcie”.
Sprawy różne: sesje online, komisja ds. dróg, wnioski
W ostatnim punkcie wrócił wątek organizacyjny, który obnażył napięcie na linii większość–opozycja. Paweł Oleś (opozycja) wnioskował o możliwość zdalnego udziału w sesji w wyjątkowych sytuacjach życiowych czy zawodowych. Starościna i prawnik odpowiedzieli, że przepisy ustawy tego nie przewidują, a wprowadzenie takiej możliwości oznaczałoby zmianę statutu; Matusiak wolałaby procedować stacjonarnie. W trakcie wymiany zdań ujawniła się jednak właściwa pretensja opozycji: nie chodzi o tryb online, lecz o to, by o sesjach — zwłaszcza nadzwyczajnych — informować radnych z wyprzedzeniem, bo dzień czy dwa to za późno, by zapoznać się z materiałami.
Henryk Cymerman przypomniał ponadto o złożonym wcześniej wniosku radnych o utworzenie komisji ds. dróg powiatowych, na który — jak zaznaczył — nie otrzymali odpowiedzi, i domagał się profesjonalnych badań natężenia ruchu oraz stanu (erozji) dróg, by priorytety ustalać obiektywnie, „a nie tak, że każdy chwali swoją drogę”. Gdy padło, że powiat dysponuje już przeglądem dróg powiatowych, opozycja odparła, że dokument ten sporządzany jest do celów formalnoprawnych i nie wskazuje, które drogi wymagają najpilniejszej interwencji. Zgłoszono też bieżące usterki (duży ubytek w Wilkowej pod Prusicami, zepsuty wyświetlacz prędkości i zniszczony próg zwalniający w Bagnie). Starościna podtrzymała pomysł, by wszyscy radni wspólnie objechali drogi w poszczególnych gminach, i zapowiedziała na najbliższe sesje uchwałę o powołaniu Rady Seniorów oraz program współpracy z organizacjami pozarządowymi. Na tym obrady zamknięto.
—
VII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 5 listopada 2024r.
Sesję zwołano na wniosek zarządu powiatu, a poprowadziła ją przewodnicząca Anna Morawiecka, która obrady otworzyła po powrocie z urlopu — z tego względu sprawozdanie z prac rady w okresie międzysesyjnym przedstawił w jej imieniu zastępca Jerzy Trela. Na wniosek zarządu do porządku obrad dopisano uchwałę o dotacji dla parafii rzymskokatolickiej pw. Apostołów Piotra i Pawła w Trzebnicy na izolację ścian prezbiterium, a autopoprawki do budżetu zapowiedziano do dalszej części obrad. Formalnie posiedzenie miało charakter porządkowy, w praktyce jednak zdominował je jeden temat, wokół którego natychmiast ułożył się podział większość–opozycja: odwołanie Katarzyny Lech z funkcji dyrektor Zespołu Szkół im. Jana Pawła II w Żmigrodzie.
Odwołanie dyrektor Katarzyny Lech — Robert Adach kontra zarząd
Spór otworzył Robert Adach, występując w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej. Przypomniał, że Katarzyna Lech to doświadczony pedagog, że pod jej kierownictwem szkoła w Żmigrodzie się rozwinęła — pozyskiwała dotacje na kształcenie zawodowe, prowadziła remonty — i że jeszcze niedawno sama starościna oceniała jej pracę bardzo dobrze. Uderzył w uzasadnienie zarządu, oparte na trzech bójkach w szkole w ciągu roku. Argumentował, powołując się na własne rozeznanie i rozmowy z naczelnikami wydziałów oświaty, że kilka bójek rocznie to standard w każdej szkole średniej, i pytał, dlaczego akurat pani Lech musiała każde takie zdarzenie sprawozdawać zarządowi, skoro szkoły z Trzebnicy czy Obornik Śląskich takiego obowiązku nie miały — „czy nasze dzieci ze szkoły są gorsze?”.
Adach otwarcie postawił tezę, że decyzja miała charakter pozamerytoryczny, emocjonalny, być może polityczny, i że jest wymierzona w konkretną osobę pod koniec jej drogi zawodowej — mówił o „ścięciu głowy” dyrektorce z bardzo dobrą oceną, w trybie natychmiastowym, w połowie roku szkolnego. Zwrócił się bezpośrednio do wicestarosty Janusza Szydłowskiego, przypominając, że gdy jego samego chciano kiedyś zwolnić z pracy, radni Platformy zagłosowali w jego obronie — i apelował o podobną empatię oraz o refleksję zarządu. Zapowiedział, że klub KO wystąpi do wojewody o uchylenie uchwały, i prosił obecną na sali dyrektor zespołu szkół zawodowych o wypowiedź co do rzeczywistej skali bójek, „żebyśmy mieli przestrzeń etyczną do oceny”.
Odpowiedź starościny Małgorzaty Matusiak była stanowcza. Podkreśliła najpierw, że nie doszło do zwolnienia, lecz do odwołania z funkcji — pani Lech pozostaje nauczycielem. Przedstawiła trzy zdarzenia z okresu od września do kwietnia: pierwsze na lekcji, z której — mimo docierających sygnałów o nieobecnościach — dyrektorka wyszła, zostawiając młodzież bez opieki; kolejne na przerwie, gdy powinien być pełniony dyżur, a pomocy udzielał personel medyczny; trzecie również w czasie przerwy. Zarzuciła dyrektorce, że o rozchodzącym się w mediach społecznościowych nagraniu bijących się uczniów organ prowadzący dowiedział się nie od niej, lecz od osób trzecich, i że do dnia sesji nie zdecydowała się z zarządem porozmawiać. Wyjaśniła, że to Dolnośląski Kurator Oświaty poinformował organ prowadzący o toczącym się wobec Lech postępowaniu dyscyplinarnym (nadal w toku przy wojewodzie), a organ — zgodnie z prawem oświatowym — wystąpił o ocenę pracy: całościowo wysoką, ale z dwoma cząstkowymi ocenami negatywnymi, m.in. w obszarze bezpieczeństwa, które kurator podtrzymał.
Wymiana szybko się zaostrzyła. Adach zarzucił starościnie, że przenosi „prywatne emocje” na sprawę i że ma osobisty problem z panią Lech; Matusiak odbijała, pytając, czy radny jest psychologiem, i prostując, że postępowanie dyscyplinarne oraz ocena pracy to dwie odrębne kwestie. Osobnym punktem sporu stało się samo słowo „donos” — Adach dowodził, że skoro to starościna zawiadomiła kuratorium, to „doniosła”, więc nie może twierdzić, że o niczym nie wiedziała; Matusiak odpowiadała, że rolą organu prowadzącego jest informowanie o nieprawidłowościach. Głos zabrała też naczelnik wydziału oświaty, doprecyzowując, że po kontroli kuratorium wydało zalecenia pokontrolne, a sprawę do komisji dyscyplinarnej skierował kurator, nie starościna; o postępowaniu zarząd dowiedział się w grudniu, miało zakończyć się do końca marca, lecz wciąż trwa. Adach uznał to za argument, by z decyzją zaczekać na finał postępowania.
Szczegółową wykładnię prawną przedstawił obsługujący obrady radca prawny, który omówił konstrukcję art. 66 prawa oświatowego. Wskazał różnicę między ust. 1 pkt 1 lit. b (na której oparto odwołanie) a ust. 1 pkt 2: w pierwszym przypadku ustawodawca stanowi kategorycznie — organ „odwołuje” nauczyciela w razie negatywnej oceny pracy lub negatywnej oceny wykonywania zadań choćby w jednej kategorii; w drugim, dotyczącym szczególnie uzasadnionych przypadków, organ „może” odwołać po zasięgnięciu opinii kuratora. Ponieważ w ocenie sporządzonej w porozumieniu z Dolnośląskim Kuratorem Oświaty negatywne były dwa obszary cząstkowe, organ prowadzący — jak dowodził — był związany i musiał odwołać, bez możliwości innego rozstrzygnięcia. Adach z tą wykładnią polemizował, twierdząc, że przy powołaniu na przesłankę „szczególnie uzasadnionych przypadków” konieczna byłaby opinia kuratora; mecenas odpowiadał, że ta podstawa w ogóle nie miała tu zastosowania. Radny nie ustępował, zarzucając, że „wygodniej jest przerzucić dyskusję o człowieku w paragrafy”, i przywołał scenę z filmu „Faraon” — o armii urzędników, która nie dostrzegła krzywdy jednego człowieka — apelując, by „mówiąc o ludziach, nie zasłaniać się paragrafami”.
Do sporu włączył się Grzegorz Terebun. Jako były członek poprzedniego zarządu zarzucił starościnie mijanie się z prawdą — twierdził, że to ona lub jej współpracownicy zawiadomili kuratorium, więc zarząd wiedział o postępowaniu, i domagał się potwierdzenia, czy odwołanie było jednogłośne, bo — jak mówił — docierały do niego sygnały, że jednomyślności nie było. Powołując się na blisko dziesięcioletnie doświadczenie samorządowe i osobistą znajomość z Lech, postawił trzy pytania: czy o zwolnieniach w starostwie decydują wyłącznie kryteria merytoryczne, niezależne od aktywności politycznej pracowników; jakie są kryteria oceny tych, którzy startowali w wyborach; i czy starostwo wprowadzi zasady gwarantujące, że zatrudnienie nie zależy od zaangażowania politycznego. Matusiak odpowiedziała ostro, wypominając Terebunowi, że „jak zwykle mierzy swoją miarą” i „miewa amnezję”, którą sam koryguje nagrywaniem obrad. Sprawę domknął wicestarosta Janusz Szydłowski: potwierdził jednomyślność zarządu, dodając, że Lech miała możliwość odniesienia się do zarzutów i nie przekonała gremium, a jako ilustrację problemu z przepływem informacji przywołał wyjazd jej zastępcy na program Erasmus bez powiadomienia organu prowadzącego (co Adach natychmiast zakwestionował jako mieszczące się w obowiązkach nauczyciela). Przewodnicząca, powołując się na opinię mecenasa, zamknęła dyskusję w tej części — mimo protestów radnych, którzy skarżyli się, że nie dopuszcza kolejnych głosów.
Uchwały programowe i pierwsze pytania o drogi
Bezkonfliktowo przeszły uchwały „miękkie”: program profilaktyki boleriozy, program psychologiczno-terapeutyczny dla osób stosujących przemoc domową (przy pytaniach Pawła Olesia o katalog realizatorów i o zakres podmiotowy, wyjaśnionych przez dyrektor PCPR), statut Rady Seniorów oraz powierzenia zadań gminom. Już jednak przy zgodzie na powierzenie zadań gminie Prusice pojawił się temat, który zdominował dalszą część obrad — drogi. Radny zgłosił, by po akcji zima gminy wykonujące zadania powiatu miały zapewnione środki na uprzątnięcie piasku, a Jadwiga Głodowska rozszerzyła to w postulat urealnienia rekompensat dla gminnych zakładów utrzymujących drogi powiatowe i wojewódzkie. Przewodnicząca skierowała obie prośby do zarządu z prośbą o odniesienie się na kolejnej sesji.
Drogi i inwestycje — opozycja rozlicza zarząd
Najgorętsza część sesji dotyczyła realizacji budżetu drogowego. Robert Adach i radne z gminy Oborniki Śląskie — Jadwiga Głodowska i Katarzyna Jarczewska — raz po raz wracali do dokumentacji projektowych rozpisanych na dwa lata, z symbolicznymi kwotami 5000 zł na rok bieżący i większymi na przyszły. Pytali, czy do końca roku zostaną podpisane umowy z projektantami, skoro — jak podkreślali — mimo wcześniejszych zapewnień żadna z tych dokumentacji nie została skutecznie uruchomiona, a mieszkańcy Osolina, Bagna, Wielkiej Lipy czy paniowickich i kotowickich odcinków chodników wciąż czekają. Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Paweł Kazimierczak i starościna relacjonowali stan poszczególnych zadań (skrzyżowanie Pęgów–Lubnów, Domanowice–Kaszyce Wielkie, Przecławice, Laskowa–Korzeńsko, ul. Kasztanowa w Pęgowie), tłumacząc opóźnienia procedurami, koniecznością wyłonienia projektantów i modelem finansowania rozłożonym na lata.
Najostrzejszy spór wywołała gmina Prusice. Robert Adach — powołując się na słowa radnego Daniela Buczaka z zarządu — dowodził, że budowa chodnika przy drodze powiatowej w Zakrzewie to zadanie powiatowe, na które w WPF zabezpieczono środki, i domagał się ogłoszenia przetargu, by poznać choćby cenę. Zarzucał zarządowi, że nie wysłano do gminy żadnego „akcesu”, że okres na uruchomienie przetargów jest „przespany”, a do rady docierają sygnały, że w przyszłorocznym budżecie tej inwestycji w ogóle nie będzie. Przypomniał też własną, sprzed lat, umowę z gminą Prusice na drogę do Kaszyc Wielkich, którą — jak mówił — negowano „z powodów czysto politycznych”, a spór gmina ostatecznie wygrała w sądzie; ostrzegał przed powrotem „złych praktyk nękania”. Starościna odpowiadała, że polityką powiatu jest budowa chodników przy partycypacji gminy 50 na 50, i podtrzymywała stanowisko o kolejności inwestycji (wskazując m.in. na niedokończony chodnik w Domanowicach). Wicestarosta Szydłowski tłumaczył, że przetargi często przekraczają zabezpieczone kwoty, a w trakcie realizacji dochodzą zadania dodatkowe. Adach i Szydłowski spierali się nawet o mechanikę wydatków niewygasających — radny przypominał, że nieuruchomione środki „wygasają” i zadanie znów przesunie się o rok. W tym samym wątku Adach domagał się jasnej deklaracji także co do chodników w Pawłowie Trzebnickim i przy ulicy Wrocławskiej w Prusicach oraz w Brzeźnie, przywołując również wcześniejszy spór o chodnik w Borowie.
Osobny wątek otworzył Paweł Oleś, opisując odbiór drogi dojazdowej do gruntów rolnych Aleksandrowice–Barkowo. Chwaląc samą nawierzchnię, wytknął źle wykonane zjazdy na pola — zbyt wąskie i pozbawione przepustów, przez co pogłębione rowy zamieniają się w zbiorniki, z których woda spłynie na asfalt. Pytał, kto odbierał inwestycję, i deklarował gotowość zorganizowania wizji lokalnej z rolnikami. Dyrektor Kazimierczak wyjaśniał, że zakresem zadania była jezdnia, a nie przebudowa przepustów, które w kilku miejscach przy granicy powiatów zostaną uzupełnione; przy okazji odróżnił tę sytuację od inwestycji Strupina–Górowo, gdzie przepusty pod zjazdami były zaprojektowane od początku. Zarówno Oleś, jak i wspierający go Adach kładli nacisk na inną kwestię — transparentność odbiorów: postulowali, by radni byli o nich informowani i mogli w nich uczestniczyć, wnosząc uwagi do protokołu.
Skargi i interpelacje bez odpowiedzi
Rada rozpatrzyła dwie skargi, obie uznając za bezzasadne. Pierwsza dotyczyła rzekomo bezprawnego przedłużenia terminu udzielenia informacji publicznej oraz nieprawidłowego udzielenia dotacji radnemu Rafałowi Zagórskiemu przez zarząd. Zagórski odniósł się do niej osobiście: wyjaśnił, że dotację dla klubu sportowego przyznał poprzedni zarząd w marcu, jeszcze zanim został radnym powiatu, że zgodnie z KRS nie jest już prezesem klubu (nie będzie więc rozliczał dotacji jako przewodniczący komisji rewizyjnej), a wspieraną przez powiat wystawę owczarków niemieckich w Żmigrodzie organizuje od lat związek kynologiczny. Skargę odrzucono przy jednym głosie wstrzymującym — samego zainteresowanego. Druga skarga, na dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. II Armii Wojska Polskiego w Trzebnicy, dotyczyła skierowania nauczycielki na badania lekarskie w okresie urlopu zdrowotnego oraz obowiązku wykorzystania urlopu uzupełniającego bezpośrednio po nim; obecna na sali dyrektor szczegółowo uzasadniła swoje decyzje przepisami Karty Nauczyciela i interesem organizacyjnym szkoły, a rada uznała skargę za bezzasadną.
Wątek proceduralny wrócił w zapytaniach radnych. Jadwiga Głodowska poinformowała, że na dwa złożone we wrześniu pisma — zapytanie w trybie informacji publicznej i interpelację w sprawie inwestycji drogowych w gminie Oborniki Śląskie — mimo upływu blisko czterdziestu dni nie otrzymała odpowiedzi. Przewodnicząca zapewniła, że pism do niej nie skierowano, i obiecała wyjaśnienie. Wywiązała się dłuższa dyskusja o właściwym trybie i adresacie (biuro rady dla interpelacji, starościna dla informacji publicznej), w której Jerzy Trela i Henryk Cymerman przekonywali, że treść pisma jest ważniejsza niż nagłówek, a radny, który zastosował zły tryb, powinien i tak zostać poinformowany. W tle wybrzmiał argument opozycji, że nie mając przedstawiciela w zarządzie, „może tylko pytać i pisać”.
Spór o zasady: harmonogram sesji, komisje i „równomierny podział”
Katarzyna Jarczewska zaproponowała ustalenie harmonogramu sesji z półrocznym wyprzedzeniem, co ułatwiłoby radnym planowanie obecności. Wicestarosta Szydłowski był sceptyczny, wskazując, że sesje bywają nadzwyczajne; przypomniał zarazem wieloletnią praktykę stałego, comiesięcznego terminu (np. ostatnia środa miesiąca), który sam mobilizuje urzędników do przygotowania projektów. Postulat poparli m.in. Adach i przewodnicząca, kierując go do zarządu.
Najszerzej zabrzmiał głos Rafała Zagórskiego o sprawiedliwym podziale środków drogowych. Odwołując się do wyborczych deklaracji o „równomiernym i sprawiedliwym” podziale, zastrzegł zarazem, że mechaniczne dzielenie po równo także nie byłoby sprawiedliwe — zaproponował powołanie komisji oceniającej stan i długość dróg powiatowych w poszczególnych gminach, by decyzje opierały się na faktach, a nie na tym, „kto komu bliższy”. Klub Koalicji Obywatelskiej, ustami Adacha, dołożył do tego formalny wniosek o powołanie dwóch komisji — infrastruktury i oświaty — argumentując, że rada dysponuje dziś jedynie komisją budżetową i brakuje jej ciała do merytorycznej rozmowy o drogach i o szkołach powiatowych.
W odpowiedzi starościna Matusiak wygłosiła długie, emocjonalne wystąpienie w obronie zarządu. Zarzuciła radnym „obłudę” i wezwała do „rachunku sumienia” — bo, jak mówiła, każdy przychodzi z pakietem potrzeb „na dwa budżety, nie na jeden”, a wszystkich zadań naraz zrealizować się nie da. Broniła dorobku drogowego, wyliczając projekty (w budżecie blisko trzydzieści), pozyskane środki z Polskiego Ładu, funduszu rozwoju dróg, Nadleśnictwa i źródeł unijnych, i przypominała, że gdy obecni rządzący obejmowali powiat, dokumentacji nie było „nigdzie”. Za obraźliwe uznała twierdzenie, że „zarząd nic nie robi”. Adach i Terebun odpowiadali, że nikt nie neguje pracy zarządu — również tej odziedziczonej po poprzednikach — lecz oczekują wieloletniego, wiarygodnego planu inwestycji na całą kadencję, by radni wiedzieli, kiedy realnie powstaną konkretne chodniki i drogi, i by uniknąć corocznej „nerwowości”. Terebun sprowadził spór do wspólnego mianownika: przypomniał, że budżety poprzedniego zarządu przechodziły niemal jednogłośnie, co świadczyło o konsensusie, i deklarował gotowość ustąpienia z części inwestycji we własnej gminie, jeśli gdzie indziej potrzeby okażą się pilniejsze — byle utrzymać poczucie sprawiedliwości w skali całego powiatu.
Sprawy różne i wolne wnioski
Przewodnicząca Anna Morawiecka zaapelowała o wsparcie portu w Urazie, zalanego podczas powodzi, deklarując przekazanie na jego fundację jednej trzeciej swojej diety i prosząc radnych o pomoc w miarę możliwości. Grzegorz Terebun i Robert Adach poszli dalej, przekonując, że skoro to jeden z najważniejszych obiektów infrastruktury turystycznej w powiecie, zarząd powinien rozważyć jego realne, konkretne wsparcie w trybie prawnie dopuszczalnym.
Głos zabrał także zaproszony gość — radny rady miejskiej w Obornikach Śląskich, który przyjechał z dwiema sołtyskami w sprawie remontu drogi powiatowej Kowale–Przecławice–Piekary; przy okazji odczytał obszerną skargę na starościnę dotyczącą braku odpowiedzi na jego pisma o projekt chodnika dla Nowosielec, którą przewodnicząca poprosiła go sformalizować na piśmie lub ustnie do protokołu. Wśród wolnych wniosków padła również prośba o zamontowanie dwóch progów zwalniających przy ul. Wrocławskiej w Prusicach — z uwagi na przekraczaną tam prędkość — którą dyrektor Kazimierczak obiecał rozpatrzeć po uzgodnieniu lokalizacji, oraz apel Katarzyny Jarczewskiej o wzmocnienie kadrowe Zarządu Dróg Powiatowych, przeciążonego pisaniem wniosków o środki i poszukiwaniem projektantów. Na tym przewodnicząca zamknęła obrady.
—
VIII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 29 listopada 2024r.
Sesja nadzwyczajna w cieniu wniosku o odwołanie starościny
Ósma sesja Rady Powiatu Trzebnickiego, zwołana w trybie nadzwyczajnym i prowadzona przez przewodniczącą Annę Morawiecką, od pierwszych minut toczyła się w atmosferze narastającego konfliktu między koalicją rządzącą a opozycją Koalicji Obywatelskiej. Nad obradami wisiał złożony przez grupę radnych wniosek o odwołanie starościny Małgorzaty Matusiak — i to właśnie do jego uzasadnienia nawiązał na wstępie lider opozycji Robert Adach, zapowiadając, że jedynie „sygnalizuje pewne podstawy merytoryczne”.
Katalog zarzutów okazał się jednak obszerny. Adach wskazywał, że mimo obietnic radni do dnia sesji nie otrzymali projektu budżetu, przez co „są wykluczani z tak ważnej czynności”. Mówił o zwolnieniach merytorycznych urzędników przy jednoczesnym zatrudnianiu osób, które — jego zdaniem — niekoniecznie spełniają wymogi stawiane pracownikom starostwa, o naruszeniu przepisów RODO poprzez upublicznienie adresów zamieszkania osób skarżących organ wykonawczy, o nierzetelnych i nieterminowych odpowiedziach na pytania radnych oraz o nieuzasadnionych wydatkach na cele promocyjne, w tym poszukiwaniu „zaprzyjaźnionej gminy w południowych Włoszech” kosztem dotychczasowej współpracy partnerskiej. Osobno wybrzmiał wątek odwołania dyrektor Powiatowego Zespołu Szkół — Adach mówił wprost o „polowaniu na tę kobietę”, przywołując wszczętą właśnie tego dnia kontrolę towarzystwa, któremu odwołana dyrektor przewodniczy oraz protest rodziców pod szkołą, do której — jak relacjonował — nie wpuszczono ani rodziców, ani radnych. Podsumowując, oświadczył, że nie wie, kto naprawdę rządzi powiatem trzebnickim: „nie jestem przekonany, że powiatem trzebnickim rządzą radni” — mówił, wskazując, że wpływu na decyzje nie widzi ani po stronie ugrupowania związanego z Prawem i Sprawiedliwością, ani samorządowców, ani tym bardziej Platformy Obywatelskiej.
Prezentacja nowego sekretarza powiatu
Odpowiadając na kadrowy wątek wystąpienia opozycji, starościna Małgorzata Matusiak przedstawiła Radzie nowego sekretarza powiatu Roberta Sarnę, pełniącego funkcję od 18 listopada. Zarekomendowała go jako wieloletniego samorządowca, prawnika i radcę prawnego, który przez dekadę pełnił funkcję sekretarza gminy Stoszowice w powiecie ząbkowickim. Sam Robert Sarna zapewnił Radę, że będzie dokładał należytej staranności w wykonywaniu zadań, podkreślając dwadzieścia lat pracy w samorządzie — od stanowisk podstawowych po funkcje kierownicze — w tym blisko dziesięcioletni okres pracy merytorycznej w starostwie powiatowym w Ząbkowicach Śląskich. Prezentacja była o tyle znamienna, że jeszcze chwilę wcześniej Adach wytykał, iż nowego sekretarza, pochodzącego spoza powiatu trzebnickiego, „nikt z nas nie zna”.
Zmiana budżetu: pilny przetarg w Pęgowie powodem nadzwyczajnego trybu
Merytorycznym jądrem sesji była zmiana tegorocznego budżetu. Starościna Matusiak tłumaczyła, że o nadzwyczajnym trybie przesądziła sprawa przebudowy drogi powiatowej Pęgów, ulica Kasztanowa — etap drugi, zadania wpisanego do budżetu dzięki środkom z Lasów Państwowych. Po otwarciu ofert przetargowych okazało się, że w budżecie brakuje kwoty pozwalającej wybrać najtańszego wykonawcę, a rozliczenie dotacji z Lasami Państwowymi musi nastąpić do grudnia. Zarząd rekomendował więc dołożenie brakujących środków, przypominając, że pierwszy etap tej drogi zrealizowano w poprzedniej kadencji przy partycypacji lokalnych przedsiębiorców.
Szczegóły zmian zreferowała skarbnik powiatu. Jedna z radnych dopytywała, co ma zabezpieczyć różnica między najtańszą ofertą a kwotą zapisaną w budżecie, oraz czy zadanie uda się zamknąć przed końcem roku — w odpowiedzi usłyszała, że po przegłosowaniu uchwały przetarg zostanie rozstrzygnięty, a termin jest pilny właśnie ze względu na grudniowe rozliczenie z Lasami Państwowymi. Padło też pytanie o inne kończące się zadanie drogowe, przy którym — jak przyznano — wykonawca nie zdąży w pierwotnym terminie i wystąpiono o aneks do wojewódzkiego funduszu. Uchwałę budżetową przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym się, choć przewodnicząca Morawiecka z rozbawieniem odnotowała, że elektroniczny system liczenia głosów „coś z matematyką” ma nie tak.
„Święto demokracji” kontra „tryb wyjątkowy” — spór o materiały i termin sesji
Prawdziwa burza rozpętała się przy wieloletniej prognozie finansowej. Robert Adach oświadczył, że materiały dotarły do radnych dopiero poprzedniego dnia po południu, w wersji elektronicznej, a załączniki tabelaryczne są nieczytelne nawet po powiększeniu. Opozycja — argumentował — nie miała możliwości spotkać się w klubie i przeanalizować zmian, a ustawa o samorządzie powiatowym wymaga zwoływania sesji w trybie pozwalającym radnym świadomie zapoznać się z projektami uchwał. To właśnie z tego powodu, jak wyjaśnił, wstrzymał się w poprzednim głosowaniu.
Starościna Matusiak odpowiedziała ofensywnie. Przypominała Adachowi, że gdy sam był starostą, sesje w trybie wyjątkowym również się zdarzały, a statut powiatu i ustawa przewidują taki tryb w sytuacjach nadzwyczajnych — a taką jest właśnie realizacja zadania w Pęgowie. Kwestię nieczytelnych materiałów skwitowała uwagą, że wystarczyło zadzwonić do biura rady, „bo przecież tak się robi”. Odpierając zaś zarzut o rzekomej ścieżce rowerowej dopisanej do prognozy, stwierdziła: „nie wiem, co pan czyta, jaki ma pan materiał”.
Adach zripostował prośbą, by starościna „nie krzyczała na radnych i nie pouczała”, po czym powtórzył, że radni otrzymali obszerny pakiet zmian po godzinach pracy urzędu, bez dostępu do urzędników mogących cokolwiek wyjaśnić, a za jego czasów sesje odbywały się regularnie raz w miesiącu, poprzedzone komisjami, sesje nadzwyczajne zaś zdarzały się sporadycznie — dziś natomiast „stają się zwyczajem”. Wskazywał, że pytani przez niego radni z obu stron sali nie potrafili wyjaśnić nowych pozycji w załącznikach. „Dzisiejsza sesja jest dowodem na to, że pani nas nie szanuje” — zakończył.
Starościna odparła, że to Adach ma „problem z emocjami”, skoro na każdej sesji zarzuca jej pokrzykiwanie na radnych — „być może mój tembr głosu jest dość wzniosły, ale to nie jest powód, by publicznie mnie obrażać”. Przypomniała, że w poprzedniej kadencji, gdy współrządzili, materiały również nie zawsze docierały na czas, a ona chce „zmienić pewne standardy”. Opozycji wytknęła, że „nie może pogodzić się z utratą zarządzania powiatem”, odsyłając do umowy koalicyjnej, z której wynika, kto współdecyduje o powiecie. Po stronie koalicji głos zabrał również wicestarosta Janusz Szydłowski, zapewniając, że sam otrzymał te same materiały i wydrukowane są całkowicie czytelne. Tłumaczył logikę pośpiechu: bez natychmiastowej decyzji istniało ryzyko, że zadanie w Pęgowie w ogóle nie zostanie wykonane, a równolegle kończy się budowa chodnika w Borówku, gdzie powiat — nie czekając na partycypację gminy Prusice — pokrywa dodatkowe koszty z własnych środków, by rozliczyć się z wykonawcą. Adachowi wypomniał, że jako przewodniczący Rady poprzedniej kadencji sam organizował sesje nadzwyczajne, więc jego zdziwienie jest niezrozumiałe.
Do sporu włączył się Grzegorz Terebun, który dopytywał skarbnik o charakter inwestycji w Borówku, a wicestaroście wytknął, że odnosi się do niewłaściwej uchwały: „znowu pan się nie przygotował”. Następnie zapytał starościnę o ustawowy termin przedłożenia projektu budżetu Regionalnej Izbie Obrachunkowej i organowi uchwałodawczemu, wskazując, że projekt radni otrzymali dopiero dzień przed sesją — „to proszę nie mówić, że został wysłany w terminie”. Obsługa prawna wyjaśniała, że termin 15 listopada ma charakter instrukcyjny i jego przekroczenie nie jest obwarowane sankcją, na co Terebun zastrzegł, iż nie pyta o sankcje, lecz o fakt dochowania terminu. Starościna natomiast oświadczyła „z pełną odpowiedzialnością”, że zarzut nieprzekazania materiałów budżetowych „jest kłamstwem”, a projekt budżetu na 2025 rok wysłano radnym w terminie ustawowym.
Dyskusję puentował Adach: sesja Rady Powiatu to „święto demokracji” — to na sesjach i komisjach, a nie w „telefonach i potajemnych spotkaniach”, powinno się ustalać budżet. Wytknął przy tym, że komisje zaplanowano po sesji, a nie przed nią. Uchwałę w sprawie zmian wieloletniej prognozy finansowej ostatecznie przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym się.
Pieniądze dla organizacji pozarządowych: spór o uczciwość podziału i ścięcie puli
Roczny program współpracy z organizacjami pozarządowymi na 2025 rok, zreferowany przez pełnomocniczkę do spraw współpracy z organizacjami pozarządowymi, formalnie nie wzbudził kontrowersji — w konsultacjach społecznych nie wpłynęły żadne uwagi, a do obszarów zadań dopisano między innymi ochronę zdrowia. Dyskusja zeszła jednak szybko na praktykę rozdziału środków.
Marzanna Jurzysta-Ziętek, dziękując za wysokość tegorocznej puli, nie kryła rozgoryczenia jej podziałem: jej organizacja otrzymała najniższą dotację ze wszystkich, a — jak mówiła — podział powinien być „bardziej realny i uczciwy”, by nie premiować „zaprzyjaźnionego kółka”. Zestawiała dotację na warsztaty pieczenia chleba z symboliczną kwotą przyznaną na rzetelnie skalkulowany spływ kajakowy. Starościna odpowiedziała, przypominając o możliwości społecznego udziału w komisji konkursowej, i szeroko zaprezentowała wieloletni wzrost nakładów na społeczeństwo obywatelskie, podkreślając, że powiat trzebnicki należy pod tym względem do krajowej czołówki, a gminy wydają na ten cel kwoty mniejsze. Jeden z radnych proponował, by dla przejrzystości do komisji konkursowej wprowadzić obserwatorów — przedstawicieli gmin lub radnych niezwiązanych z żadnym wnioskiem — oraz by wspierać wyłącznie zadania przypisane samorządowi powiatowemu.
Katarzyna Jarczewska, powołując się na doświadczenie eksperckie przy ocenie ofert, pytała, czy nie można od razu zwiększyć zaplanowanej puli, skoro co roku okazuje się ona zbyt mała wobec lawinowo rosnącej liczby wniosków, w tym od kół gospodyń wiejskich. W tym miejscu opozycja przeszła do kontrataku. Paweł Oleś, uskarżywszy się wpierw na chaos w udzielaniu głosu — „zachowujemy się jak w przedszkolu” — ironizował: „szkoda, że to nie jest rok wyborczy, bo jakby był rok wyborczy, to byśmy pewnie zwiększyli”. Grzegorz Terebun ogłosił zaś „bardzo smutną informację dla organizacji pozarządowych”: w projekcie budżetu na 2025 rok zarząd proponuje pulę znacząco niższą od tegorocznej, co jego zdaniem obnaża rzeczywistą „jakościową zmianę”, jaką reprezentuje starościna. Matusiak ripostowała, że proponowana kwota odpowiada poziomowi, od którego startowano w roku bieżącym, a po otwarciu ofert — jak co roku — zarząd pochyli się nad ewentualnym zwiększeniem; Terebunowi wytknęła, że współtworzył budżety i doskonale zna te realia, „chyba że już zapomniał”. Wicestarosta Szydłowski dodawał, że koła gospodyń wiejskich mają dziś dedykowane środki z budżetu państwa, a organizacje muszą też rzetelnie rozliczać dotacje, z czym bywa problem. Jurzysta-Ziętek dopytała jeszcze, czy konkursy zostaną ogłoszone za pośrednictwem generatora ofert NGO, znacząco ułatwiającego składanie i rozliczanie wniosków — pełnomocniczka potwierdziła, że wnioski będzie można składać zarówno przez generator, jak i w formie papierowej. Program przyjęto jednogłośnie, choć — jak odnotowała przewodnicząca — tym razem zawiodły przyciski elektronicznego systemu głosowania.
Apel w obronie protestujących rolników przyjęty jednomyślnie
Ostatnim punktem porządku był apel Rady do organów ścigania o zaniechanie karania oraz wszczynania postępowań wobec rolników uczestniczących w protestach z lat 2023–2024. Treść apelu zreferowała członkini zarządu Agnieszka Brząkała, przypominając, że impulsem było pytanie radnej Marzanny Jurzysty-Ziętek o pomoc dla rolników mających kłopoty w związku z protestami. Brząkała poinformowała, że po rozmowie z przewodniczącym Solidarności Rolników Indywidualnych poszkodowani mogą zgłaszać się bezpośrednio do niego, a pomoc prawną zapewnia w tym zakresie Instytut Ordo Iuris. Sam apel utrzymany był w podniosłej tonacji: przypominał, że rolnicy „od setek lat zapewniają bezpieczeństwo żywnościowe naszej ojczyzny”, że korzystali z konstytucyjnego prawa do protestu przeciwko założeniom Zielonego Ładu, sprzecznym — w ocenie protestujących — z interesem polskiego rolnictwa, oraz że „zasługują na wsparcie, a nie potępienie”.
W dyskusji Jurzysta-Ziętek podziękowała za apel i poprosiła o kontakt do przewodniczącego związku, by przekazać go zainteresowanym mieszkańcom. Robert Adach pytał, czy na terenie powiatu w ogóle toczą się postępowania policyjne, skoro żadna z gmin nie odmówiła prawa do protestu i wszystkie zgromadzenia były legalne — i apelował, by zarząd użył zasobów prawnych powiatu w obronie mieszkańców, niezależnie od politycznych sympatii: „w przypadku protestu rolników, jak i strajku kobiet stoimy na stanowisku, że ludzie mają prawo artykułować swoje poglądy”. Wątpliwości co do natury spraw rozwiał Daniel Buczak, wyjaśniając, że postępowania prowadzone są pod kątem wykroczeń — protestujący nie przyjęli mandatów, więc sprawy kierowane są do sądu. Jurzysta-Ziętek dopytywała o dalsze losy apelu; usłyszała, że zostanie opublikowany i dołączony do toczących się spraw, a starościna interweniowała już pismem u komendanta policji. Radna sugerowała ponadto, by burmistrzowie i wójtowie gmin powiatu wydali oświadczenia potwierdzające legalność zgromadzeń. Apel przyjęto jednomyślnie — był to jedyny punkt obrad, który połączył obie strony sali.
Rolnicy z Barkowa, czyli spór o to, kto reprezentuje mieszkańców
Zgoda nie przetrwała jednak długo. Jeszcze przy okazji apelu Paweł Oleś przypomniał, że na poprzedniej sesji prosił zarząd o spotkanie z rolnikami, którzy nie mogą wjechać na swoje pola, i mimo obietnicy telefonu w tej sprawie żadnej informacji nie otrzymał. Parafrazując treść przyjętego przed chwilą apelu, mówił, że brak słuchania rolników „pozostawi w pamięci ślad, który trudno będzie zatrzeć, a w sercach żal, który trudno będzie uciszyć”. Starościna odpowiedziała, że „idea samorządności wszystkim jest znana i nie trzeba apelować do radnych, że służymy ludziom”, po czym poinformowała, że spotkanie w sprawie Barkowa jest już zaaranżowane — z udziałem dyrektora, sołtysa, radnej gminy i zainteresowanego rolnika. Dodała przy tym uszczypliwie, że nie ma powodu „ściągać do interwencji tego typu” radnego, który zawodowo realizuje się we Wrocławiu — na co Oleś odparł, że mieszkańcy sami poprosili go o interwencję, a jego obecność „chyba tylko podniosła rangę” sprawy i dała ludziom nadzieję, że coś zostanie załatwione. Wymianę zdań przerwała przewodnicząca Morawiecka, a wicestarosta doprecyzował, że spotkanie odbędzie się już w najbliższy poniedziałek. Na tym akordzie — wyczerpawszy porządek obrad — przewodnicząca zamknęła ósmą sesję Rady Powiatu Trzebnickiego.
—
IX sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 23 grudnia 2024r.
Przedświąteczna sesja, zwołana na wniosek Zarządu Powiatu, była pierwszą z dwóch zaplanowanych tego dnia — bezpośrednio po niej radni mieli przystąpić do obrad sesji X. Przewodnicząca Rady Anna Morawiecka stwierdziła kworum przy obecności dwudziestu radnych, a porządek obrad — obejmujący m.in. zmiany budżetowe, wydatki niewygasające, regulamin wynagradzania nauczycieli oraz pakiet skarg i petycji — przyjęto bez zmian. Napięty kalendarz dnia stał się zresztą jednym z argumentów w pierwszym sporze sesji.
Sprawozdanie starościny i spór o kontrolę radnych
Informację z prac Zarządu przedstawiła starościna Małgorzata Matusiak, relacjonując przez blisko czterdzieści minut kolejne posiedzenia organu wykonawczego — od upoważnień dla dyrektorów jednostek, przez przekazanie Radzie i Regionalnej Izbie Obrachunkowej projektu budżetu na 2025 rok, po rozstrzygnięcie konkursu na prowadzenie punktów nieodpłatnej pomocy prawnej.
Zasadniczy ciężar polityczny miało jednak zakończenie wystąpienia. Starościna odniosła się do materiału zamieszczonego w serwisie społecznościowym, dotyczącego kontroli przeprowadzonej przez dwoje radnych Koalicji Obywatelskiej — Grzegorza Terebuna i Jadwigę Głodowską — w sprawie pobrania i rozliczenia zaliczki gotówkowej związanej z obchodami 70. rocznicy procesów sądowych członków Armii Krajowej. Oświadczyła, że materiał „zawiera informacje nieznajdujące odzwierciedlenia w dokumentacji sprawy” i „buduje błędne przeświadczenie co do istnienia nieprawidłowości”, które mają charakter „iluzoryczny” i są „tworzone pod zindywidualizowane potrzeby autorów”. Zaliczka — przekonywała — została pobrana i rozliczona zgodnie z przepisami, a wykonanie materiałów promocyjnych i tablic nastąpiło już po styczniowej uroczystości, co wynikało z zamysłu współorganizatorów i było opisane w dokumentacji znanej kontrolującym. Zakwestionowała także tryb kontroli: radni mieli udać się bezpośrednio do pracownika starostwa, nie podejmując kontaktu z kierownictwem urzędu, a wątpliwości upublicznić w formie pytań sugerujących nieprawidłowości, zamiast wyjaśnić je w rozmowie z osobami mającymi wiedzę w sprawie.
Odpowiedź w imieniu klubu KO dał Robert Adach. Zaczął od kwestii formalnej — klub od dawna prosi o przekazywanie sprawozdania z prac zarządu na piśmie, tymczasem starościna czyta je przez czterdzieści minut w dniu, w którym za chwilę zaczyna się druga sesja; „tekst czytać potrafimy” — kwitował. W sprawie zasadniczej zarzucił starościnie, że skrytykowała kontrolę argumentami emocjonalnymi, a nie odniosła się do faktów: zaliczkę pobrał pracownik merytoryczny, który — jak twierdził radny — sam nie wie, kto rozliczył fakturę, bo kwotę miała od niego przejąć starościna; zaliczkę pobrano dwa–trzy dni przed uroczystością, na której nie było śladu ani tablicy, ani ulotek; wreszcie w całym wystąpieniu zabrakło odpowiedzi na pytanie kluczowe — gdzie są pieniądze, gdzie jest tablica i gdzie są ulotki. Przypomniał, że w sprawie przesłuchano już przez policję wiele osób, w tym kombatantów, i że w tej sytuacji nie dziwi go, iż dwoje radnych poszło zapytać, „o co chodzi z tymi pieniędzmi”.
Starościna odpowiadała, że kolejność powinna być odwrotna — najpierw pismo w sprawie kontroli, potem publikacja — po czym na jej prośbę sekretarz powiatu odczytał pisemną odpowiedź na pytania radnych złożone 16 grudnia. Wynikało z niej, że tablice upamiętniające miały zostać wykonane po uroczystości, a do czasu wskazania miejsca i terminu instalacji są bezpłatnie przechowywane przez zleceniobiorcę w stanie niepogorszonym; że tematyką procesów zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej, prowadzący własne czynności, i dalsze decyzje o instalacji będą podejmowane po pozyskaniu informacji z tego postępowania; że dystrybucja materiałów promocyjnych nastąpi po zainstalowaniu tablic; wreszcie że płatność została dokonana na podstawie faktury, mieściła się w limicie płatności gotówkowych z prawa przedsiębiorców, a zaliczka została rozliczona w deklarowanym terminie. Starościna dodała, że tablica ze „Sławą bohaterów” wymienia osoby z imienia i nazwiska, dlatego IPN zastrzegł sobie jej zaopiniowanie, o czym zarząd dowiedział się dopiero od dyrektora Instytutu podczas uroczystości.
Adach nie ustępował: skoro zapłacono dziesięć tysięcy złotych w gotówce za coś, co „może dostaniemy w styczniu”, to dlaczego nie wzięto faktury przelewowej po wykonaniu; wspomniał też o kolejnej zaliczce — na kurtki, „których nikt nie widział”. Dopytywany o daty, próbował ustalić, kiedy dokładnie tablica została wykonana; starościna odpowiadała, że po uroczystościach, ale daty nie pamięta. Gdy radny wytykał, że fakturę rozliczono dopiero po dwóch miesiącach, choć już w styczniu wiedziano o konieczności weryfikacji treści, starościna odwoływała się do procedur i dobrej woli IPN, z którym rozmowy prowadzono podczas uroczystości w Skokowej.
Do wymiany włączyła się także druga strona kontroli. Starościna zarzuciła radnym, że „tajemniczej tablicy” zaczęli poszukiwać na piśmie dopiero dwa tygodnie po emisji filmu, oraz że kontrolowanego pracownika straszono policją; dodała, że pracownica starostwa po emisji materiału zwróciła się do radnego o protokół kontroli i do dnia sesji go nie otrzymała — „takie standardy nie powinny panować w urzędzie”. Grzegorz Terebun prostował: pismo z pytaniami zostało złożone po wizycie w starostwie, podpisane wspólnie z radną Głodowską, a odpowiedź — tę właśnie odczytaną przez sekretarza — otrzymał mailem 20 grudnia; twierdzenie, że pisma nie było, nazwał nieprawdą. Jadwiga Głodowska zaznaczyła z kolei, że przywołanie policji nie służyło zastraszaniu — „policja nie jest od tego, żeby zastraszać, tylko pomagać uczciwym obywatelom”, a jeśli dokumenty są prowadzone prawidłowo, pracownik nie ma się czego obawiać.
Emocje próbował ostudzić radny Paweł Oleś, który przyznał, że temat jest drażliwy i sam ma „co najmniej kilkanaście pytań” — choćby o to, dlaczego najpierw wykonuje się tablicę, a dopiero potem pyta IPN o możliwość jej zawieszenia, skoro kolejność powinna być odwrotna, oraz jak często praktykowane jest w urzędzie rozliczanie wykonawców zaliczkami gotówkowymi. Uznał jednak, że w trzecim punkcie porządku, przy drugiej sesji czekającej za drzwiami i świętach nazajutrz, temat nie powinien był w ogóle zostać wywołany przez starościnę — i złożył wniosek o zakończenie dyskusji, do którego przewodnicząca się przychyliła. Ostatnie słowo należało do wicestarosty Janusza Szydłowskiego, który wyraził zdziwienie całą debatą, przypominając, że sprawa dotyczy okresu, gdy wicestarostą był Grzegorz Terebun — na co padła replika, że wygląda to tak, jakby ówczesny wicestarosta „w ogóle nie panował” nad tym, co działo się w urzędzie, a spornej tablicy nikt nigdy nie widział.
Obieg informacji — maile, SMS-y i platforma sesyjna
Na marginesie sporu radni podnieśli kwestię organizacyjną: materiały wysyłane na prywatne skrzynki trafiają czasem do spamu. Padła propozycja założenia wszystkim radnym powiatowych adresów mailowych; wskazywano też, że najprościej byłoby zamieszczać dokumenty na platformie sesyjnej i powiadamiać o tym SMS-em lub przez grupę WhatsApp. Grzegorz Terebun poparł to rozwiązanie, tłumacząc, że z platformy korzysta się tylko przy sesjach i nikt nie zagląda tam codziennie, więc krótkie powiadomienie usunęłoby wątpliwości, czy coś do kogoś nie dotarło. Klub KO podtrzymał przy okazji prośbę o przesyłanie sprawozdania zarządu na piśmie przed sesją. W informacji z działalności Rady przewodnicząca odnotowała udział radnych w uroczystościach powiatowych, a wiceprzewodniczący Jerzy Trela zrelacjonował swój dyżur, podczas którego nauczyciele i związki zawodowe zgłaszali uwagi do procedowanego tego dnia regulaminu wynagradzania — uwzględnione następnie w autopoprawkach.
Wydatki niewygasające — spór o chodnik w Nowosielcach
Uchwały o zmianie budżetu na 2024 rok oraz o zmianach w wieloletniej prognozie finansowej przeszły bez dyskusji, przy kilku głosach wstrzymujących się opozycji. Prawdziwy spór rozgorzał przy wydatkach, które nie wygasają z upływem roku budżetowego.
Jadwiga Głodowska zapytała o dwa zadania z gminy Oborniki Śląskie: o dokumentację utwardzonego pobocza z odwodnieniem przy ulicy Polnej w Osoli, przechodzącą na przyszły rok z pomniejszoną kwotą, oraz — przede wszystkim — o budowę chodnika w Nowosielcach, na którą w listopadzie ogłoszono przetarg i wpłynęły trzy oferty, a która nagle „zniknęła”: nie ma jej ani w wydatkach niewygasających, ani w projekcie nowego budżetu. Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Paweł Kazimierczak wyjaśnił, że przy ulicy Polnej projektant przekaże dokumentację do końca roku, a pozostała kwota czeka na uzgodnienia z Wodami Polskimi w sprawie zarurowania rowu; podobnie z chodnikiem Wielka Lipa–Osola. W Nowosielcach natomiast najtańsza oferta na dokumentację rażąco odbiegała od dwóch pozostałych, opiewających na kwoty zbliżone do stu pięćdziesięciu tysięcy złotych, przy dwudziestu tysiącach zabezpieczonych w budżecie — wezwano więc wykonawcę do wyjaśnienia ceny.
Głodowska dopytywała, co ma powiedzieć mieszkańcom: czy powiat w ogóle podejmie się tego zadania. Starościna odpowiadała, że „budżet nie jest z gumy”, trwa weryfikacja i nikt nie przesądza, że chodnik nie powstanie — sama była na wizji w Nowosielcach z radnym Henrykiem Cymermanem i wie, że miejsce jest niebezpieczne — ale są zadania priorytetowe. Gdy radna zestawiła to z dużą inwestycją drogową w Łapczycach, starościna tłumaczyła, że tamta droga, łącząca gminy Żmigród i Prusice z drogą wojewódzką, jest budowana w ramach pozyskanych środków zewnętrznych z gotowym projektem, a inne zadania z gminy Oborniki Śląskie znalazły miejsce w budżecie na 2025 rok.
W obronie inwestycji stanął radny z gminy Oborniki Śląskie, który przypominał, że wolą radnych poprzedniej i obecnej kadencji było wykonanie tego chodnika, że istniało porozumienie ze starostwem co do projektu, a chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo dzieci idących wąską drogą bez pobocza na przystanek autobusowy — „modlić się tylko trzeba, żeby nie doszło do wypadku śmiertelnego”. Powołał się też na złożoną interpelację w sprawie podziału środków drogowych między gminy, z której — jak mówił — wynika, że gmina Oborniki Śląskie od lat otrzymuje środki poniżej średniej powiatowej, i apelował o zrównoważony rozwój wszystkich sześciu gmin.
Najostrzej zabrzmiał Robert Adach. Wytknął sprzeczność w stanowisku zarządu: wszyscy przyznają, że miejsce jest bardzo niebezpieczne, wykonawca podtrzymał konkurencyjną ofertę, a mimo to zadanie „metodą kaduka” ściągnięto z wieloletniej prognozy finansowej „potajemnie”, nie pytając radnych, czy chcą dołożyć brakujące kilkadziesiąt tysięcy złotych na dokumentację. Zestawił to z ośmiomilionową inwestycją w Łapczycach — „a skąd pani pochodzi, pani starosto? Z Łapczyc. Czyli są zwierzęta równe i równiejsze” — i dodał, że dofinansowanie przyznano by równie dobrze na każdą inną strategiczną drogę, którą powiat by zgłosił. Przywołał też rosnące wydatki na administrację, które w dwa lata miały wzrosnąć o dziesięć milionów złotych, „a wy żałujecie ludziom” niewielkiej kwoty na projekt. Starościna odpierała zarzut personalny, wskazując, że o inwestycji w Łapczycach zdecydowano w ubiegłej kadencji, a sam Adach wyrażał wówczas wątpliwości co do jej zasadności; przypominała również politykę partycypacji gmin w kosztach chodników w proporcji pół na pół i zapowiadała weryfikację przebiegu geodezyjnego drogi w Nowosielcach.
Głos równoważący zabrała członkini zarządu Sławomira Misiura-Hermann. Przyznając, że chodniki i drogi są jej „konikiem”, wyliczała, że wniosków drogowych wpłynęło tyle, iż starczyłoby na pięć budżetów powiatu, a potrzeby — choć uzasadnione — muszą być wprowadzane systematycznie; na własnym przykładzie z gminy Wisznia Mała (ulica Prosta w Ligocie Pięknej, niedokończony łuk w Szewcach) pokazywała, że tematy trudne terenowo i własnościowo ciągną się latami niezależnie od tego, kto rządzi. Nikt — podkreślała — nie powiedział, że Nowosielce czy Ozorowice–Pęgów nie będą realizowane; to, co robi opozycja, nazwała natomiast działaniem „trochę pod publikę”, zastrzegając, że opozycja ma do tego prawo. Grzegorz Terebun ripostował w podsumowaniu, że nikt nie licytuje się na kolejne miejscowości — spór dotyczy jednego zdjętego zadania i kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych na projektowanie, a dyskusję „sprowokował” sam zarząd, zdejmując temat wbrew niepisanej umowie z poprzedniej kadencji, że rozpoczętych projektów się nie zdejmuje. Ze strony opozycji padł apel, by zarząd znalazł środki i rozstrzygnął przetarg; uchwałę o wydatkach niewygasających ostatecznie przyjęto głosami większości przy wstrzymujących się.
Dodatek za wychowawstwo — głosowanie, reasumpcja i upadek wniosku
Przy regulaminie wynagradzania nauczycieli szkół powiatowych Robert Adach złożył wniosek o podniesienie dodatku za wychowawstwo z 400 do 600 złotych. Argumentował, że wychowawstwo to szereg obowiązków — zebrania, rozmowy z rodzicami, wycieczki, odpowiedzialność za dziecko — a obecna stawka to w przeliczeniu na rękę kwota symboliczna, porównywalna z godziną pracy na budowie; koszt zmiany, około trzystu tysięcy złotych rocznie, uznał za niewielki w skali budżetu powiatu, przywołując dla kontrastu wzrost wydatków na administrację. Odwołał się też do własnego doświadczenia: dwie wychowawczynie odegrały wielką rolę w jego wychowaniu, a zdecydowana większość nauczycieli spełnia wysoki standard pracy z młodzieżą.
Kontrargument ze strony większości brzmiał: „równo nie znaczy sprawiedliwie”. Nie każda praca wychowawcy jest taka sama — przekonywał jeden z radnych koalicji rządzącej — dlatego lepszym narzędziem jest dodatek motywacyjny, którym dyrektor może docenić wychowawców rzeczywiście wkładających więcej pracy, zamiast podnosić stawkę wszystkim jednakowo; postulował, by zarząd zwiększył raczej pulę na dodatki motywacyjne. Strona rządząca wskazywała również, że powiat dołożył w tym roku do oświaty blisko cztery miliony złotych.
Prawdziwy dramat rozegrał się przy głosowaniu. Pierwsze liczenie wskazywało na przyjęcie wniosku, po czym okazało się, że wynik na tablicy nie zgadza się z podniesionymi rękami — starościna i radny Bogusław Rubaszewski zgłosili, że ich głosy wyświetliły się inaczej, niż zamierzali głosować. Opozycja protestowała przeciwko powtarzaniu głosowania: Adach przekonywał, że wystarczy odnotować korektę bez reasumpcji, i mówił wprost o wrażeniu, że „presja wymogła co najmniej na jednym radnym zmianę zdania”; padły słowa, że rada „ośmiesza się przed nauczycielami”, którym „najpierw daliśmy, a potem zabraliśmy”, i przywołanie zasady pacta sunt servanda. Ze strony większości odpowiadano, że skoro wyświetlony wynik nie odpowiada rzeczywistej woli głosujących, głosowanie trzeba powtórzyć dla porządku. W powtórzonym głosowaniu wniosek Adacha upadł — przy dziesięciu głosach przeciw i dwóch wstrzymujących się. Jeden z radnych większości skomentował, że „łatwo się daje podwyżki za nieswoje” pieniądze — w opozycji można zaproponować i osiemset złotych, a martwić się o pokrycie musi kto inny; Adach odpowiadał, że szkoda, iż rada nie potrafiła docenić nauczycieli. Sam regulamin — wraz z autopoprawkami uwzględniającymi uwagi środowiska nauczycielskiego — rada przyjęła następnie niemal jednogłośnie, przy jednym głosie wstrzymującym się.
Skargi i petycje — Skokowa, Uraz i granice właściwości rady
Blok skarg i petycji przebiegł sprawniej, choć i tu nie obyło się bez zgrzytu. Skargę na starościnę z 4 października komisja skarg, wniosków i petycji zarekomendowała uznać za bezzasadną: przewodniczący komisji wyjaśniał, że zarzuty dotyczące naruszenia dóbr osobistych czy zniesławienia rozstrzygają sądy i organy ścigania, a nie rada powiatu. Skarga z 25 października — dotycząca braku odpowiedzi na pismo w sprawie dokumentacji chodnika w Nowosielcach i braku kontaktu ze strony dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych — została oceniona zgodnie z rekomendacją komisji, która wskazywała, że pismo skarżącego nie zawierało pytania, a dyrektor wielokrotnie kontaktował się z zainteresowanym. Za bezzasadne rada uznała także skargi na dyrektorów Centrum Opiekuńczo-Wychowawczego i Domu Pomocy Społecznej w Obornikach Śląskich, obie dotyczące rzekomo nadmiernego zatrudnienia — komisja po wysłuchaniu dyrektorek i radcy prawnego nie dopatrzyła się nieprawidłowości.
Najwięcej emocji wywołała petycja w sprawie dofinansowania przez powiat projektu PKP Polskich Linii Kolejowych — przebudowy skrzyżowania byłej drogi wojewódzkiej nr 342, obecnie powiatowej, z linią kolejową E59 w Skokowej na przejazd bezkolizyjny w formie tunelu. Komisja i zarząd rekomendowały uwzględnienie petycji, wskazując, że w budżecie zaplanowano już środki na dokumentację. Grzegorz Terebun przypomniał jednak, że pod petycją podpisało się około 1700 osób, a na posiedzeniu komisji wicestarosta miał próbować zdjąć ją z porządku obrad i uchylić się od głosowania — dlatego prosił, by sprawy „nie zlewać”. Wicestarosta Szydłowski gwałtownie zaprzeczył, przekonując, że takiej możliwości w ogóle nie było, skoro komisja zebrała się właśnie po to, by petycję rozpatrzeć, i wezwał radnego, by „nie ośmieszał się” tematem kłamstwa; Terebun podtrzymał swoją wersję. Samą petycję rada uwzględniła jednogłośnie — podobnie jak petycję w sprawie budowy ścieżki pieszo-rowerowej Uraz–Niziny.
Na koniec rada uznała się za organ niewłaściwy do rozpatrzenia skargi na wicestarostę w przedmiocie przedłużenia terminu udzielenia informacji publicznej. Sekretarz powiatu wyjaśniał, że właściwy w takich sprawach jest Wojewódzki Sąd Administracyjny, a odpowiedź skarżącemu została w międzyczasie udzielona w przedłużonym terminie — postępowanie sądowe najpewniej skończy się więc umorzeniem, a skarżącego czeka jedynie wezwanie do opłaty.
Wobec braku zapytań radnych i za ich zgodą przewodnicząca skróciła końcowe punkty porządku i zamknęła obrady, zapowiadając rozpoczęcie X sesji dziesięć minut później.
X sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 23 grudnia 2024r.
Druga sesja tego samego dnia — sesja budżetowa
X sesja Rady Powiatu Trzebnickiego, zwołana na wniosek Zarządu Powiatu, rozpoczęła się 23 grudnia 2024 roku bezpośrednio po zakończeniu sesji IX. Przewodnicząca Rady Anna Morawiecka stwierdziła kworum przy obecności 20 radnych i poinformowała, że protokół z odbytej tego samego dnia IX sesji zostanie przyjęty wraz z protokołem sesji bieżącej. Punkty dotyczące informacji starościny z prac Zarządu oraz informacji przewodniczącej z działalności Rady w okresie międzysesyjnym uznano za zrealizowane na wcześniejszej sesji — jak zażartowała prowadząca obrady, między dwiema sesjami tego samego dnia „pani starosta piła kawę, a nie ciężko pracowała”. Porządek obrad, zdominowany przez procedurę uchwalenia budżetu powiatu na rok 2025 oraz wieloletniej prognozy finansowej, przyjęto jednogłośnie. Obrady — jak zauważono pod ich koniec — trwały łącznie niemal osiem i pół godziny, co skłoniło Roberta Adacha do wspomnienia rekordowej sesji sprzed dwóch kadencji, rozpoczętej o 19:00 i zakończonej o 5:30 rano.
Starościna prezentuje budżet: „wyraz naszych priorytetów i wartości”
Prezentację projektu budżetu na 2025 rok rozpoczęła starościna Małgorzata Matusiak, zaznaczając na wstępie, że zarówno opinia komisji budżetu, finansów i rozwoju powiatu, jak i opinie Regionalnej Izby Obrachunkowej we Wrocławiu są pozytywne i bez uwag. Znaczną część wystąpienia poświęciła jednak ogólnej kondycji finansów samorządowych: mówiła o niestabilnej sytuacji jednostek samorządu terytorialnego, luce w finansowaniu oświaty i likwidacji subwencji oświatowej od nowego roku, kryzysie kadrowym i płacowym w starostwach, niedoszacowaniu dotacji celowych na zadania zlecone oraz o sprzeciwie samorządowców wobec nowej formuły tzw. janosikowego. Przywoływała przy tym stanowiska konwentu starostów Dolnego Śląska, m.in. w sprawie pogarszającej się sytuacji finansowej szpitali powiatowych i niepłacenia przez Narodowy Fundusz Zdrowia za nadwykonania.
Przechodząc do samego projektu, starościna podkreśliła, że budżet — „wyraz naszych priorytetów i wartości” — powstał w oparciu o liczne wnioski i przewiduje szeroki pakiet zadań inwestycyjnych, w zdecydowanej większości drogowych, z dofinansowaniami z Polskiego Ładu, Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg i Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Wymieniała m.in. przebudowę drogi Krzyżanowice–Psary, przebudowę drogi od Łapczyc do drogi wojewódzkiej, przebudowę drogi Wisznia Mała–Pierwoszów, pakiet obejmujący zadania Domanowice–Kaszyce, Pęgów oraz ścieżkę rowerową Żmigród–Węglewo, a ponadto dostosowanie budynku domu dziecka do przepisów, termomodernizację schroniska w Kuraszkowie, projekt „cyberbezpieczny samorząd”, dostępność budynku starostwa przy ulicy Leśnej dla osób z niepełnosprawnościami oraz dotację dla szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Zapowiedziała też wznowienie — po rocznej przerwie — zakupu radarowych wyświetlaczy prędkości oraz kontynuację programu budowy chodników przy drogach powiatowych w partnerstwie 50/50 z gminami, uzależniając realizację od deklaracji burmistrzów co do partycypacji w kosztach. Już w trakcie prezentacji odniosła się polemicznie do Roberta Adacha, zarzucając mu podanie błędnej kwoty inwestycji w Łapczycach. Wystąpienie zamknęła wyrażeniem nadziei, że „pomimo podziałów, pomimo odmiennych zdań” Rada dojdzie do konsensusu, bo uchwalenie budżetu jest „świętem powiatu”. Skarbnik powiatu odczytała następnie trzy pozytywne opinie RIO, a przewodniczący komisji budżetu poinformował o pozytywnym zaopiniowaniu projektu.
Spór o Łapczyce: „proszę ze mnie nie robić idioty”
Dyskusję nad projektem otworzyło ostre starcie Roberta Adacha ze starościną wokół kosztów drogi w Łapczycach. Lider opozycji domagał się sprostowania: skoro w wieloletniej prognozie finansowej, zmienianej jeszcze tego samego dnia, wpisano 2,4 mln zł na rok bieżący i 6,1 mln zł na przyszły, to łącznie daje to kwotę zbliżoną do 8,5 mln zł — i do takich dokumentów się odnosił. „Odnoszę się do dokumentów, a nie do tego, ile zrealizowaliście, bo nie mam możliwości tego wiedzieć — proszę mnie nie prostować” — mówił, a gdy starościna ripostowała, dodał: „proszę ze mnie nie robić idioty”. Starościna odpowiadała, że po rozstrzygnięciu przetargu wartość zadania spadła do niespełna 4,9 mln zł, umowa została podpisana, a plac budowy przekazany wykonawcy — sugerowanie zaś, że inwestycja kosztuje 8 mln zł, „wprowadza opinię publiczną w błąd”. Adach kontratakował pytaniem, dlaczego w takim razie głosowane przed chwilą dokumenty zawierają stare kwoty, i oszacował, że różnica rzędu kilku milionów jest w budżecie „ukryta”: „my nie mówimy, że jest 4 miliony oszczędności, mówimy tylko, że część środków jest ukryta”. Skarbnik i strona zarządowa tłumaczyły, że umowę podpisano w ostatnich dniach, kwoty dofinansowania rozliczane są proporcjonalnie do wkładu własnego, a właściwa nadwyżka ujawni się dopiero po sprawozdaniach za pierwszy kwartał. Adach zażądał, by Zarząd zgłosił nowelizację, bo budżet „już na dzień dobry złożony jest z nieprawdziwych danych finansowych”.
Wydatki bieżące, zatrudnienie i „ucho cesarza”
W dalszej części wystąpienia Robert Adach przeprowadził krytykę struktury budżetu. Wskazywał na radykalny wzrost wydatków bieżących — z ok. 96 mln zł w 2023 roku do 138 mln zł w planie na rok przyszły — oraz na niemal dwukrotny wzrost wydatków na administrację, wiążąc go z rosnącym zatrudnieniem w starostwie: „za moich czasów pracowało 60–70 osób, a teraz 160″ i — jak dodał — z jedną panią mecenas zamiast obecnych czterech. Ostrzegał, że bez zapanowania nad tą proporcją powiat straci zdolność inwestycyjną i płynność potrzebną do zaciągania obligacji, a flagową inwestycją budżetu pozostanie „droga przez piachy i las” w Łapczycach — podczas gdy w przeszłości powiat budował hale sportowe, orliki i szpital rehabilitacyjny. Zarzucił też Zarządowi brak strategii w doborze zadań drogowych: większość dróg strategicznych nie dostała złotówki, a o wpisaniu zadań decydowała — jak ujął to, przywołując Kapuścińskiego — bliskość „ucha cesarza”. Wytknął przy tym wpisanie dużej kwoty na ulicę Chrobrego, przy której mieszka wicestarosta Janusz Szydłowski, zastrzegając zarazem, że merytorycznie zadanie to jest w stanie obronić. Upomniał się również o szpital, dla którego przewidziano jedynie 200 tys. zł, proponując przesunięcie na ten cel ewentualnych oszczędności z Łapczyc.
Starościna odpowiadała rozbudowaną obroną polityki Zarządu: wzrost wydatków bieżących tłumaczyła nowymi zadaniami (biuro obsługi oświaty, biuro paszportowe, ustawa o sygnalistach, ustawa o ochronie ludności, schematy podatkowe MDR), kolejnymi podwyżkami płacy minimalnej i widełek dla pracowników samorządowych, wzrostem cen mediów i usług oraz koniecznością zatrzymania fachowców. Wypomniała przy tym poprzednikowi — nie wymieniając go z nazwiska — że w tamtej kadencji dał pracownikom „raz podwyżkę, niesatysfakcjonującą”. W sprawie szpitala przekonywała, że kwotę 200 tys. zł zaproponował sam dyrektor po spotkaniu z ministrem, że placówka będzie aplikować o środki zewnętrzne na sprzęt, a powiat i tak wkrótce stanie przed koniecznością doszacowania szpitala pożyczką lub pokryciem straty. Łapczyce broniła jako zadania strategicznego, łączącego się z drogą wojewódzką i węzłem w gminie Żmigród. Wątek uzupełnił głos z Zarządu wskazujący, że wydatki bieżące przekraczają 80 procent budżetów w całym samorządzie, że wiele gmin złamało w minionym roku zasadę równoważenia dochodów i wydatków bieżących, a rok 2026 może być jeszcze trudniejszy, bo w KPO nie widać środków na drogi.
Chodniki 50/50 i spór o kolejność zabezpieczania środków
Katarzyna Jarczewska podziękowała za ujęcie w budżecie inwestycji w północno-wschodniej części gminy Oborniki Śląskie i dopytywała o chodnik Wielka Lipa–Osola, na który zapisano kwotę wyraźnie niższą od szacowanej wartości zadania. Strona zarządowa wyjaśniała, że milion złotych na chodniki rozbito świadomie na sześć gmin, a kwoty będą aktualizowane po otwarciu ofert, o ile burmistrzowie zabezpieczą swoją połowę. Henryk Cymerman poinformował o rozmowach z burmistrzem Obornik Śląskich i deklaracji zabezpieczenia środków, apelując, by zadanie wpisać jako dwuletnie i dokończyć je na początku 2026 roku bez zabierania pieniędzy innym inwestycjom.
Grzegorz Terebun podniósł natomiast sprawę zniknięcia z projektu dokumentacji chodnika w Brzeźnie, zapisanej jeszcze w budżecie na 2024 rok, oraz zakwestionował logikę pisma skierowanego ze starostwa do gminy Prusice, uzależniającego ogłoszenie przetargu od wcześniejszego zabezpieczenia środków przez gminę: przez lata praktyka była odwrotna — powiat ogłaszał przetarg, a gmina dopłacała do kwot znanych po otwarciu ofert. „Dwa razy zabezpieczamy środki — jaki to ma sens?” — pytał. Agnieszka Brząkała precyzowała stanowisko Zarządu: gmina najpierw pokazuje zadanie w swoim budżecie, wówczas powiat ogłasza przetarg, a porozumienie podpisywane jest po poznaniu kwot. Wymiana zdań przeszła w utarczkę o rozliczenie faktury za inwestycję w Borówku, którą przewodnicząca musiała przerywać.
Obrona cywilna i pytanie o sprawiedliwość podziału środków
Paweł Oleś zapytał o los wcześniej zapowiadanych opracowań dokumentacji dla Dębna oraz Chodlewa i Garbców, a przede wszystkim o przygotowania powiatu do świeżo podpisanej ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej, nakładającej na powiaty obowiązek zabezpieczenia środków. Starościna odpowiadała, że powiat dysponuje rezerwą i środkami na zarządzanie kryzysowe, a kwoty zostaną zwiększone po otrzymaniu wytycznych, obronę cywilną traktując jako zadanie zlecone. Oleś ripostował, że ustawa mówi o zadaniach własnych starosty, a nie zleconych, i że środków na zarządzanie kryzysowe jest za mało — wymiana zakończyła się wzajemnym zarzutem wprowadzania w błąd.
Jadwiga Głodowska upomniała się o proporcje: gmina Oborniki Śląskie, druga co do wielkości i najzamożniejsza w powiecie, dostarcza do budżetu powiatu znaczną część wpływów podatkowych, a w zadaniach drogowych ujęto dla niej stosunkowo niewielkie kwoty. Skarbnik tłumaczyła zmieniony sposób naliczania udziałów w PIT i CIT oraz wzrost dochodów według nowej ustawy, wskazując, że podział zadań nie wynika wprost z wpływów podatkowych z poszczególnych gmin. Do wątku włączyła się Sławomira Misiura-Hermann, która — odwołując się do doświadczeń samorządowych z gminy Wisznia Mała — pytała retorycznie, gdzie trafiały pieniądze jej podatników w poprzednich kadencjach, gdy dla tej gminy nie realizowano inwestycji, i przekonywała, że gminy powinny wychodzić powiatowi naprzeciw własnym przygotowaniem inwestycji, zamiast „wyciągać rękę i rozliczać PIT”. Daniel Buczak przyznał z kolei częściowo rację Adachowi, że gmina Trzebnica jest w budżecie słabo reprezentowana — winą za to obarczył jednak brak projektów przygotowanych w poprzedniej kadencji i zapowiedział poparcie budżetu. Grzegorz Terebun przypomniał w tym kontekście odrzucony przed miesiącami wniosek opozycji o powołanie komisji infrastruktury oraz komisji oświaty i zdrowia, przekonując, że merytoryczna praca w komisjach zastąpiłaby „przekrzykiwanie się na argumenty” podczas wielogodzinnych sesji; starościna odpowiadała, że wszystkie te tematy mieszczą się w katalogu istniejących komisji.
Autopoprawki Zarządu i odrzucone wnioski opozycji
Skarbnik zgłosiła kolejno serię autopoprawek, głosowanych oddzielnie i przyjmowanych jednogłośnie lub przy pojedynczym głosie wstrzymującym: korekty redakcyjne wynikające z uwag RIO (m.in. zapis o wejściu uchwały w życie), poprawki klasyfikacji budżetowej, przesunięcia między rozdziałami, zdjęcie środków z zakupu klimatyzacji w budynku starostwa na rzecz kontynuacji prac przy Powiatowym Zespole Szkół w Obornikach Śląskich oraz rozpisanie miliona złotych na chodniki 50/50 na konkretne zadania w poszczególnych gminach — w tym rozbicie zadania w gminie Zawonia na chodniki przy ulicy Dębowej i w Czeszowie — a także zmianę zadania Kowale–Piekary na opracowanie dokumentacji.
Po autopoprawkach opozycja złożyła trzy wnioski do budżetu, wszystkie finansowane z oszczędności poprzetargowych na Łapczycach: Katarzyna Jarczewska wniosła o przywrócenie dokumentacji chodnika w Nowosielcach, Grzegorz Terebun — chodnika w Brzeźnie („żeby nie było, że elita się bawi, a mieszkańcy chodzą po błocie” — argumentował, przywołując powiatowe imprezy w brzeźnieńskim pałacu), a Paweł Oleś — dokumentacji drogi w sołectwie Garbce z Chodlewem. Zarząd i skarbnik przekonywali, że kwota oszczędności nie jest jeszcze sprecyzowana, że mogą pojawić się roboty dodatkowe, a właściwa nadwyżka będzie znana po pierwszym kwartale — proponując rozpatrzenie wniosków na sesji styczniowej. Opozycja odrzuciła tę propozycję wprost. „Gdyby pani dotrzymywała słowa, to zapewne byśmy się na to zgodzili, ale niestety wielokrotnie byliśmy oszukiwani” — mówił Robert Adach, zarzucając, że Zarząd „daje ludziom nadzieję, a później zabiera — to nie jest ludzkie, to nie jest etyczne”. Starościna odpowiadała, że radny „obraża ludzi i nawet nie potrafi się powstrzymać”, co uniemożliwia porozumienie. Po dziesięciominutowej przerwie, która nie przyniosła kompromisu, wnioski poddano pod głosowanie: wnioski Terebuna i Olesia przepadły stosunkiem głosów 10 do 8, a wniosek w sprawie Nowosielc również nie uzyskał większości — przy czym radca strony zarządowej i dyrektor jednostki drogowej zapowiedzieli wystąpienie do wykonawcy o przedłużenie terminu związania ofertą, do czego przychyliła się starościna, powołując się na wniosek Sławomira Błażewskiego.
Budżet przyjęty; starościna apeluje o „merytoryczną pracę”
Ostateczny projekt uchwały budżetowej na 2025 rok, wraz z przyjętymi autopoprawkami, Rada uchwaliła 12 głosami za, przy jednym głosie przeciw i pięciu wstrzymujących się. Po głosowaniu starościna Małgorzata Matusiak podziękowała Zarządowi, radnym — także tym, którzy głosowali przeciw lub się wstrzymali — zaznaczając, że ich uwagi, „choć dzisiaj bardzo nieuzasadnione”, zostaną poddane analizie. Zaapelowała, by „zamiast skupiać się na poszukiwaniu sposobów” przeciwko władzom powiatu koncentrować się na dbałości o jego interesy i mieszkańców, bo współpraca i szacunek — „nawet do pracy tych niewygodnych” — powinny stanowić fundament dalszych działań, a nie „szkodzenie dobremu imieniu innych”.
Wieloletnia prognoza finansowa: „papier wszystko przyjmie”
Przy projekcie wieloletniej prognozy finansowej na lata 2025–2040 Robert Adach odpowiedział na wcześniejsze uwagi starościny pod swoim adresem, podkreślając, że analizie budżetu poświęcił wiele godzin i robi to, „za co radni dostają duże pieniądze w dietach”. Merytorycznie zarzucił prognozie brak profesjonalizmu: skoro budżet przewiduje szereg opracowań dokumentacji technicznej, to w WPF powinny znaleźć się w kolejnych latach środki na wykonawstwo — inaczej projekty stracą ważność, zanim dojdzie do realizacji, a wydatkowanie pieniędzy na dokumentację okaże się bezcelowe. Starościna odparła, że opozycja skrytykuje wszystko, „takie jest prawo opozycji”, ale Zarząd nie chce powtarzać błędów i będzie aktualizował projekty. Sławomira Misiura-Hermann, odwołując się do praktyki gminnej, przekonywała, że projektów drogowych przygotowuje się wiele „do szuflady” pod krótkie nabory zewnętrzne i nie wprowadza się ich do WPF bez pewnego źródła finansowania, bo „żadna skarbnik na to nie pozwoli”; na świadka tej praktyki powoływała się na Grzegorza Terebuna. Adach ripostował, że skoro zadań nie ma w prognozie, to z dokumentów wynika, iż Zarząd nie zamierza ich realizować — a „papier wszystko przyjmie: jak wpiszecie, że z Księżyca spadną wam trzy miliony, to też teoretycznie można wpisać”. Po przegłosowaniu dwóch autopoprawek (w tym zadania izolacji przeciwwilgociowej i termicznej budynku Powiatowego Zespołu Szkół w Obornikach Śląskich przy ulicy Parkowej) uchwałę w sprawie WPF przyjęto bez głosów przeciwnych, przy części radnych wstrzymujących się od głosu.
Zakończenie obrad
W punktach końcowych Henryk Cymerman zaapelował o planowanie terminów sesji z wyprzedzeniem, z myślą o radnych łączących mandat z pracą zawodową; przewodnicząca Anna Morawiecka zadeklarowała, że sesje będą planowane około 22. dnia każdego miesiąca. Zamykając obrady — z przejęzyczeniem poprawionym z „dziewiątej” na „dziesiątą” sesję — przewodnicząca zaprosiła zebranych na spotkanie do hotelu Trzebnica.
—
Sprawozdanie powstało na podstawie automatycznej transkrypcji nagrania sesji. Mimo że dokładam wszelkich starań, by wiernie oddać przebieg obrad i poprawnie przypisać wypowiedzi ich autorom, technologia rozpoznawania mowy bywa zawodna — pojedyncze nazwiska, nazwy lub cytaty mogą więc wymagać sprostowania. Za wszelkie uwagi i korekty z góry dziękuję.









