XXV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024–2029 — 21 stycznia 2026r.
XXV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego miała charakter nadzwyczajny — została zwołana na wniosek Zarządu Powiatu. Obrady otworzyła przewodnicząca Rady Anna Morawiecka, składając radnym noworoczne życzenia i stwierdzając kworum przy szesnastu obecnych (w trakcie sesji dołączali kolejni radni). Porządek obrad obejmował zmiany w budżecie powiatu na 2026 rok i w wieloletniej prognozie finansowej na lata 2026–2041 oraz pakiet uchwał dotyczących powierzenia gminom Zawonia i Trzebnica zadań własnych powiatu wraz z dotacjami celowymi: na budowę ścieżki rowerowej przy drodze powiatowej między Zawonią a Złotówkiem oraz na poprawę bezpieczeństwa u zbiegu ulic ks. dziekana Wawrzyńca Bochenka i Klasztornej w Trzebnicy w formule 50/50. Porządek przyjęto bez wniosków o zmiany — ale na tym zgoda w zasadzie się skończyła.
Zmiany w budżecie: rozliczenie Polskiego Ładu i wsparcie dla gmin
Skarbnik powiatu przedstawiła proponowane zmiany. Po stronie dochodów i wydatków wprowadzono blisko 2,25 mln zł z rządowego funduszu Polski Ład na rozliczenie realizowanego już zadania obejmującego przebudowę drogi powiatowej Domanowice–Kaszyce Milickie, odcinka w Pęgowie oraz budowę ścieżki rowerowej przy drodze Żmigród–Węglewo — płatność musi nastąpić do końca stycznia. Zabezpieczono też 500 tys. zł dla gminy Zawonia na ścieżkę rowerową Zawonia–Złotówek, środki na wspólne z gminą Trzebnica zadanie przy zbiegu ulic Bochenka i Klasztornej oraz zwiększono kwotę na zakup samochodu dla Zarządu Dróg Powiatowych.
Pytanie o to, dlaczego Zawonia otrzyma akurat 500 tys. zł, a nie połowę kosztów inwestycji, otworzyło dyskusję. Starościna Małgorzata Matusiak odpowiedziała krótko: o taką kwotę wnioskowała pani wójt i taką kwotę przypisano. Wicestarosta Janusz Szydłowski uzupełnił, że zadanie realizowane jest w ramach cyklostrady z dofinansowaniem zewnętrznym — gmina Wisznia Mała pozyskała na swoje odcinki około 21 mln zł, co nazwał wsparciem bez precedensu w historii powiatu, a Zawonia 8 mln zł — i skoro ścieżka biegnie w pasie drogi powiatowej, słuszne jest wsparcie gminy w wkładzie własnym. Przypomniał też, że burmistrz Żmigrodu Robert Lewandowski zrealizował rok wcześniej odcinek Barkowo–Kędzie w pasie drogi powiatowej w ogóle bez wsparcia powiatu. Zasygnalizował przy tym narastający problem: ścieżki się buduje, ale trzeba je będzie utrzymywać — zarząd zapowiedział cykl spotkań z gminami i dyrekcją Zarządu Dróg Powiatowych w tej sprawie.
Dlaczego tryb nadzwyczajny
Damian Sułkowski zapytał, która ze zmian była na tyle pilna, że wymagała sesji w trybie nadzwyczajnym. Skarbnik wyjaśniła mechanikę Polskiego Ładu: środki wypłaca Bank Gospodarstwa Krajowego w dwóch „okienkach” w miesiącu, wnioski składa się z wyprzedzeniem, a przez grudniowe święta promesę udało się złożyć dopiero w styczniu — stąd konieczność pilnego wprowadzenia środków, by zdążyć z płatnością do końca stycznia. Starościna dodała drugi powód: gmina Zawonia ma rozstrzygnięty przetarg z ofertą ważną 30 dni i musi pilnie zwołać własną sesję, by podpisać porozumienie i umowę z wykonawcą — wójt zabiegała, by uchwała znalazła się w porządku obrad jak najszybciej.
Sułkowski przyjął argumentację skarbnik, zaznaczając jednak uszczypliwie wobec starościny, że to jej wyjaśnienia do niego nie przemawiają. Matusiak odpowiedziała, że radny jest „zbyt emocjonalny”, na co usłyszała, że emocje to jej jedyne narzędzie, bo merytorycznie odpowiada skarbnik. Ten drobny zgrzyt zapowiedział ton całej sesji.
Robert Adach: „oddając zadania, powiat traci podmiotowość”
Najszerszy front sporu otworzył Robert Adach. Zauważył, że o ile na sesji budżetowej słyszał, iż „na nic nie ma pieniędzy”, o tyle teraz w pięć minut usłyszał o 28–29 milionach dotacji — tyle że trafiających do gmin. Jego zdaniem powiat, oddając gminom zadania przy drogach powiatowych, pozbawia się wydatków majątkowych, które poprawiają strukturę budżetu i zdolność do zaciągania zobowiązań na inwestycje. Przekonywał, że powiat mógłby występować jako „inwestor wykonawczy” zadań zleconych przez gminy, które pozyskały dotacje — i że takie rozwiązania były praktykowane. Ostrzegał przed „zwijaniem powiatu”: przywołał przykład powiatu lubińskiego, który oddał kompetencje miastu i stracił podmiotowość, oraz samorząd województwa, który odebrał powiatowi utrzymanie dróg wojewódzkich, bo „wie, że to jest jego siła”. Wypomniał zarządowi liczbę etatowych członków i rosnące wydatki administracyjne przy malejącej liczbie zadań, dorzucając, że praca w zarządzie „to nie jest tylko tańcowanie i wchodzenie na bankiety”. Osobno upomniał się o Zakrzewo: przetarg otwarty, brakuje 50 tys. zł do rozstrzygnięcia, a mimo dobrej ceny zarząd przez trzy kolejne sesje tych pieniędzy nie dokłada.
Odpowiedź koalicji: przepisy, montaże finansowe i praktyka
Obszernie odpowiedziała Sławomira Misiura-Hermann, odwołując się do wieloletnich doświadczeń gminy Wisznia Mała. Przypomniała, że jeszcze za czasów, gdy starostą był Adach, gminy realizowały zadania powiatowe w montażu wojewoda–gmina–powiat i dzięki temu przejezdne są dziś drogi Kryniczno–Malin, Wisznia Mała–Strzeszów czy odcinek w Szymanowie. Wyjaśniła logikę obecnych programów: środki z ZIT-u i z marszałkowskiej cyklostrady (odcinek eurovelo biegnący z Wrocławia przez Długołękę, Zawonię, Wisznię Małą w kierunku Trzebnicy) są dedykowane gminom, nie powiatom, a trasy w dużej części biegną po terenach i drogach gminnych — stąd to gmina jest beneficjentem i inwestorem, choć, jak przyznała, wolałaby, żeby te trudne koordynacyjnie inwestycje prowadził powiat. Dodała, że po okresie trwałości wykonany majątek i tak wraca do powiatu, oraz wyjaśniła techniczne przyczyny sesji nadzwyczajnych: terminy płatności w BGK i trzydziestodniowa ważność ofert przetargowych.
Agnieszka Brząkała dołożyła argument prawny: powiat może powierzyć gminie swoje zadanie, ale gmina nie może przekazać powiatowi swojego — i tego przepisu nie da się obejść, więc dzielenie jednej inwestycji między dwóch inwestorów nie miałoby sensu. Podkreśliła, że na kilkadziesiąt inwestycji drogowych powiat przekazuje gminom raptem dwie, i wypomniała Adachowi, że za jego kadencji gminy również realizowały zadania powiatu i nie stanowiło to problemu. Adach odparł, że wówczas struktura budżetu była zdrowa, bo powiat budował szpitale, SOR i trzy hale sportowe, a starostwo zatrudniało 70 osób, nie 180.
Wymiana zdań między Adachem a Szydłowskim zeszła na poziom osobisty. Wicestarosta zapytał, czy Adach — który nazwał cyklostradę „swoim dzieckiem” — pomyślał, jak o to dziecko dbać za pięć lat, i wypomniał mu dawne pomysły budowy nowego starostwa i obwodnicy Trzebnicy bez wskazania finansowania. Adach odpowiedział przykładem Milicza, który na ścieżce rowerowej zbudował wizerunek gminy turystycznej, koncepcją wspólnego sprzętu do utrzymania ścieżek oraz wizją przeniesienia starostwa z zatłoczonego centrum Trzebnicy do wielofunkcyjnego budynku finansowanego m.in. ze sprzedaży obecnych nieruchomości. Daniel Buczak zaproponował ironicznie powołanie „komisji specjalnej do spraw historii powiatu”, bo mieszkańców nie interesuje, co było dwie–trzy kadencje temu — na co Adach odparł, że ludzi interesuje szpital, na którego remont w budżecie nie znalazł się nawet milion. Do tego doszedł rytualny już spór o godzinę rozpoczęcia sesji (9:00 rano a praca zawodowa radnych), w którym obie strony wypominały sobie wcześniejsze apele o zmianę pory obrad.
Dyskusję przerwano wnioskiem formalnym — za jej zakończeniem głosowało 11 radnych koalicji, opozycja była przeciw. Uchwałę o zmianie budżetu przyjęto 16 głosami za przy 2 wstrzymujących się. Kolejne uchwały przechodziły już sprawnie: zmiana wieloletniej prognozy finansowej oraz powierzenia zadań i dotacja dla Zawoni — po 17 głosów za przy jednym wstrzymującym się (przy WPF Robert Borczyk upewnił się jedynie, że zarząd jest gotowy realizować wykazane zadania, w tym Borzęcin i Zakrzewo, bez opóźnień).
Działka przy Milickiej i magazyny obrony cywilnej
Przy uchwale o dotacji dla gminy Trzebnica wybuchł nowy spór. Paweł Oleś zapytał, czy burmistrz Trzebnicy — oficjalnie lub nieoficjalnie — rozmawia z zarządem o pozyskaniu powiatowej działki przy ulicy Milickiej. Starościna zapewniła, że żadne rozmowy się nie toczą. Wtedy Daniel Buczak poinformował, że na sesji Rady Miejskiej w Trzebnicy dwa dni wcześniej zmieniono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego m.in. dla tego terenu, dopuszczając budowę magazynów obrony cywilnej. Opozycja natychmiast podchwyciła wątek: skoro ktoś zmienia plan, to ma plany — a skoro zarząd o niczym nie wie i nie złożył uwag, to koalicjant z ratusza gra własną grę. Adach mówił wprost o ryzyku wywłaszczenia gruntu wartego, jego zdaniem, około 8 mln zł, powołując się na przepisy o gospodarce nieruchomościami i o obronie ojczyzny, w myśl których schron jest celem publicznym.
Przewodnicząca Morawiecka kilkakrotnie przywoływała dyskusję do tematu uchwały, co opozycja odebrała jako ucinanie niewygodnych wątków — Oleś zwrócił uwagę, że gdy rozmowa idzie w niewygodnym kierunku, przewodnicząca przerywa, a wicestarosta zmienia temat. Sam Szydłowski zdążył wypomnieć Adachowi stan wyremontowanej pod koniec jego kadencji ulicy Klasztornej, na co usłyszał o wykonanej za obecnego zarządu drodze w Korzeńsku, która „jest do poprawki w niektórych miejscach”. Mimo sporu uchwałę o dotacji dla Trzebnicy przyjęto jednogłośnie, 18 głosami — jak podkreślali sami radni, co do potrzeby ronda u zbiegu Bochenka i Klasztornej osi sporu nie było.
Do sprawy działki wrócił w zapytaniach Damian Sułkowski, dopytując, czy starostwo złożyło jakiekolwiek uwagi do wyłożonego planu — nie złożyło. Wicestarosta Szydłowski apelował o „schłodzenie głów” i odejście od teorii spiskowych: właścicielem terenu jest prawomocnie powiat, a zmiana właściciela nie jest możliwa bez zgody rady powiatu; jego zdaniem nie istnieją przepisy pozwalające wywłaszczyć teren na rzecz gminy. Adach ripostował, że wicestarosta „śpi we mgle” i nie zauważył, iż burmistrz „po raz kolejny ograł” powiat — przypomniał wcześniejszą batalię sądową o tę działkę, w której powiat odzyskał grunt.
Zakrzewo, czyli o wyższości przetargów zimą
Sułkowski rozliczył też zarząd z Zakrzewa. Ustalił, że rozstrzygnięty rok wcześniej przetarg opiewał na około 1,1 mln zł, a obecna oferta to około 700 tys. zł — i skoro robota staniała o 400 tys. zł mimo inflacji, to zasada „róbmy przetargi zimą i szybko podpisujmy umowy” ma swoje uzasadnienie. Starościna, wyraźnie poirytowana formułą „sprawdzam waszą wiedzę”, nazwała ją żenującą i przypomniała, że to burmistrz Prusic osobiście prosił zarząd o przesunięcie realizacji na 2026 rok z uwagi na brak środków po stronie gminy. Wicestarosta zapewnił, że brakujące 50 tys. zł na Zakrzewo — podobnie jak środki na chodnik w Borzęcinie — zostanie wpisane do zmian budżetowych na zwyczajnej sesji styczniowej, a wykonawca po rozmowach się nie wycofa. Robert Borczyk zgłosił wniosek formalny o przygotowanie dla radnych zestawienia zadań inwestycyjnych z okresem realizacji i stanem zabezpieczenia środków — „żeby nie było niepotrzebnych dyskusji”.
Harcerze bez miejsca i pół roku bez odpowiedzi
W zapytaniach radnych Henryk Cymerman przypomniał swoje pytanie sprzed kilku sesji o medal przyznany przez samorząd śp. Ryszardowi Chwalińskiemu i o przekazanie go małżonce zmarłego — sekretarz zobowiązał się udzielić ostatecznej odpowiedzi do końca tygodnia.
Najostrzejsza personalna wymiana sesji dotyczyła jednak harcerzy. Paweł Oleś złożył wniosek, by zarząd przeprowadził analizę możliwości zagospodarowania powiatowych terenów pod zadania obrony cywilnej i ochrony ludności — na które, jak przekonywał, będą do pozyskania ogromne środki — i zapytał, dlaczego od pół roku nie otrzymał odpowiedzi na wniosek dotyczący działki w Żmigrodzie pod powiatowe centrum Związku Harcerstwa Polskiego. Starościna odpowiedziała, że teren leży w granicach powiatowego zespołu szkół im. Jana Pawła II, a sprawę blokują nieuregulowane od lat kwestie własnościowe z gminą Żmigród (m.in. część parkingu przy szkole leży na gruncie gminnym); trwają rozmowy z burmistrzem i do końca czerwca kwestia ma zostać uregulowana. Wypomniała przy tym Olesiowi, że jako członek zarządu poprzedniej kadencji — wraz z ówczesnym wicestarostą Grzegorzem Terebunem — miał szansę doprowadzić sprawę do finału i tego nie zrobił.
Wicestarosta Szydłowski poszedł dalej: stwierdził, że po analizie na zarządzie musi powiedzieć, iż Oleś „nie zrobił kompletnie nic”, a zaczynać należało od kwestii własnościowych; wskazywał też, że harcerzom proponowano użyczenie schroniska oraz pustostanów przy szpitalu w Żmigrodzie, a priorytetem szkoły powiatowej jest rozbudowa infrastruktury sportowej. Oleś bronił swojego dorobku: to on z ówczesnymi współpracownikami ustalił przebieg granic działki i przygotował „pozycję wyjściową”, którą zarząd dysponuje do dziś, a od tamtej pory minęły dwa i pół roku bez postępu; wicestarosty w tym czasie w powiecie w ogóle nie było. Wypomniał też zarządowi kampanijne obietnice wobec harcerzy i służby zdrowia oraz to, że licząca w powiecie kilkaset osób organizacja z osiemdziesięcioletnią historią jest „przerzucana od kąta do kąta”. Zadeklarował jednak na koniec pełne wsparcie dla starosty w poszukiwaniu miejsca dla centrum ZHP — „i tak trzeba było od razu”, skwitował wicestarosta.
W wątku pojednawczo wystąpił Rafał Zagórski, przypominając, że harcerze w Żmigrodzie od lat bezpłatnie korzystają z pomieszczeń domu kultury i harcówki w świetlicy w Radziądzu — na co Oleś odpowiedział podziękowaniem w imieniu rodziców, ale i zastrzeżeniem, że warunki są zbyt ciasne wobec dynamicznego rozwoju organizacji. Robert Borczyk i Damian Sułkowski przenieśli spór na płaszczyznę ustrojową: zarząd jest organem kolegialnym i odpowiada kolegialnie, więc personalne ataki na byłego członka zarządu są nieuzasadnione — a jeśli Oleś się nie sprawdzał, to należało go odwołać, za co odpowiadała starościna jako szefowa zarządu.
Sprawa byłego dyrektora PCPR i zarzut niedotrzymanego słowa
Sułkowski upomniał się o obiecaną na poprzedniej sesji informację o decyzji zarządu w sprawie byłego dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Starościna poinformowała, że dyrektor został wyrokiem sądu przywrócony do pracy, po czym decyzją zarządu delegowany na trzy miesiące do zadań w ośrodku interwencyjnym. Radny nie kwestionował samej decyzji, lecz to, że wbrew zapewnieniom nikt mu jej nie przekazał — dowiedział się dopiero na sesji. Przewodnicząca Morawiecka rozbroiła spór po swojemu: starościna miała inne sprawy na głowie i zapomniała, a radny mógł po prostu zapytać na grupie — zamiast „wałkować sprawę przez pół godziny przed kamerami”. W odpowiedzi Robert Borczyk oświadczył, że rezygnuje z komunikatora na telefonie jako narzędzia pracy i życzy sobie wyłącznie komunikacji oficjalną drogą. Dopytał też, czy uchwała zarządu z 31 grudnia była opiniowana przez radcę prawnego (była i jest zgodna z prawem) oraz kto pełni funkcję koordynatora WOIK — okazało się, że mimo kilkukrotnych ogłoszeń funkcja pozostaje nieobsadzona.
Oświadczenie zarządu: kontrola z kamerą i policją w Zarządzie Dróg Powiatowych
W sprawach różnych starościna Matusiak odczytała oświadczenie zarządu, w którym z niepokojem oceniła kierunek obrany przez radnych Koalicji Obywatelskiej — „pełen brutalności, wrogości, wzajemnych oskarżeń i działań nastawionych wyłącznie na wywołanie konfliktów”. Bezpośrednim powodem była kontrola radnego Roberta Borczyka w Zarządzie Dróg Powiatowych, zakończona wezwaniem policji. Starościna odczytała notatkę służbową z 12 stycznia 2026 r.: radnemu towarzyszyła radna Jadwiga Głodowska oraz osoba trzecia nagrywająca przebieg czynności; radny miał wywierać presję na zastępcę dyrektora, domagając się natychmiastowego udostępnienia oryginałów umów cywilnoprawnych zawartych z osobami fizycznymi, zapowiadać samodzielne wejście do stanowiska pracy księgowej i wezwanie policji, co zdezorganizowało pracę jednostki i wywołało stres pracowników.
Borczyk przedstawił swoją wersję: chodziło o dokładnie dwa dokumenty, o które prosił podczas czterech kolejnych wizyt przez pięć dni; jedną umowę — sporządzoną przez dyrektora — pokazano bez problemu, druga, przygotowana przez zastępcę, „urosła do totalnej tajemnicy”; pod umowami o wydatek publiczny brakowało przy tym kontrasygnaty głównego księgowego. Zwrócił też uwagę, że po jednej z wizyt do jednostki przyjechał sekretarz powiatu „w asyście dwóch urzędników”, a wezwanie policji miało jedynie doprowadzić do okazania dokumentu. Na zarzuty o zastraszanie odpowiedział przypomnieniem, że to z obecnego starostwa „wyprowadzono dwie urzędniczki oskarżone o podsłuchy”, a postępowanie karne w tej sprawie toczy się przed sądem — pytał wprost, czy wicestarosta „sam założył sobie podsłuch w samochodzie”.
Wątpliwości proceduralne rozstrzygał obsługujący obrady radca prawny. Wyjaśnił, że uprawnienie kontrolne radnego nie oznacza prawa wejścia „gdzie chce i jak chce”: organ wykonawczy musi stosować przepisy o ochronie danych osobowych, mieć możliwość przygotowania i zanonimizowania informacji, a orzecznictwo sądowoadministracyjne potwierdza, że radny nie może samodzielnie egzekwować dostępu — ustawodawca nie przewidział tu żadnej sankcji, a niezadowolony radny może co najwyżej zawiadomić organy nadzoru; policja nie jest od rozstrzygania takich kwestii. Przewodnicząca Morawiecka przywołała dodatkowo przepis kodeksu wykroczeń o wywołaniu niepotrzebnej czynności instytucji publicznej i zapowiedziała pytanie o podstawę wezwania policji, a nagrywanie zestresowanych pracowników przez osobę nieuprawnioną uznała za naruszanie dóbr osobistych, apelując: „nie wzywajcie policji na pracowników Zarządu Dróg Powiatowych”.
Kluczowe okazało się wystąpienie zastępcy dyrektora jednostki, który spokojnie zrekonstruował przebieg zdarzeń: pierwotny wniosek radnego był znacznie szerszy i dopiero w rozmowie zawężono go do dwóch umów; w poniedziałek radny otrzymał poświadczone kopie z zakrytymi danymi, następnego dnia — po zasięgnięciu opinii radcy prawnego — także oryginały z anonimizacją oraz żądane rachunki. Jego wolą nie było utrudnianie pracy radnego, lecz ochrona danych i normalne funkcjonowanie jednostki w godzinach przelewów, sprawozdań i wyjazdów służbowych; wszystko, czego radny żądał, otrzymał. Sułkowski mimo to zapowiedział wniosek do komisji rewizyjnej o zbadanie spornych umów — „coś jest nie tak, skoro jednej nie chciano pokazać” — oraz własną wizytę kontrolną u skarbnik po 1 lutego, tym razem umówioną z wyprzedzeniem. Rafał Zagórski zapytał kąśliwie, czy radny Borczyk otrzymał mandat za bezpodstawne wezwanie policji, i poradził opozycji, by zamiast „bawić się w Sherlocków Holmesów” zawiadamiała właściwe organy, jeśli podejrzewa przestępstwo. Sławomira Misiura-Hermann, odwołując się do własnego doświadczenia z kontrolami NIK czy prokuratury, przekonywała, że o przebiegu kontroli decyduje kultura osobista obu stron, a wchodzenie do urzędu z kamerą to szukanie sensacji, nie wykonywanie mandatu.
Gorzkie podsumowanie radnego seniora
Sesję podsumował wiceprzewodniczący Rady Jerzy Trela, występując jako radny senior. Zauważył, że radni po przejściu z jednej strony sali na drugą zapadają na „kompletną amnezję” i negują nawet to, co sami robili w poprzednich kadencjach — może więc, żartował, winna jest sala i warto by zamieniać radnych miejscami. Ocenił obrady jako „jedne z brzydszych albo najbrzydsze”, w jakich uczestniczył, i zaapelował o wzajemny szacunek, terminowe odpowiadanie na wnioski radnych oraz pamięć o tym, że mandat nie jest „prywatną wendetą” ani immunitetem pozwalającym „hasać i robić, co się chce”.
Wolne wnioski
Na koniec Henryk Cymerman dopytał o plany pracy komisji (odesłano go do złożenia pisemnego wniosku), przypomniano też o obiecanym grafiku dyżurów radnych, o który na poprzedniej sesji prosiła Katarzyna Jarczewska — przewodnicząca zapowiedziała jego udostępnienie w najbliższych dniach. Biuro rady przekazało zaproszenie na wyjazd do Berlina na targi; zainteresowanie zgłosił Daniel Buczak. Na tym przewodnicząca Anna Morawiecka zamknęła XXV sesję Rady Powiatu Trzebnickiego.
—
XXVI sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024–2029 — 16 lutego 2026r.
Otwarcie obrad i zmiany w porządku
Sesję otworzyła przewodnicząca Rady Anna Morawiecka, stwierdzając kworum przy dziewiętnastu obecnych radnych. Jeszcze przed przyjęciem porządku obrad o głos poprosiła starościna Małgorzata Matusiak, która zgłosiła korekty wynikające z porannych ustaleń na komisjach. Dotyczyły one przede wszystkim sposobu procedowania skargi wojewody dolnośląskiego na listopadową uchwałę Rady w sprawie obniżek pensum dla kadry kierowniczej szkół — zgodnie z wypracowaną na komisji propozycją Rada miała uznać skargę za zasadną i uchylić zakwestionowane zapisy, porządkując materię nową uchwałą w przyszłości.
Starościna przedstawiła również autopoprawki do projektu zmian budżetu. Najistotniejsza z nich wprowadzała dotację gminy Żmigród na przebudowę części drogi powiatowej w Borzęcinie poprzez budowę chodnika, realizowaną w formule partycypacji pół na pół. Na wniosek skarbnik Jolanty Razik do porządku trafiły też dwa projekty uchylające wcześniejsze uchwały o dotacjach celowych dla gmin Trzebnica i Zawonia. Porządek w nowym kształcie został przyjęty, a protokoły z poprzednich sesji — bez uwag.
Informacja starościny o pracach zarządu
Na prośbę radnych starościna nie odczytywała pełnego sprawozdania, zamieszczonego wcześniej na portalu eSesja, lecz uzupełniła je o wybrane wątki. Poinformowała o zamiarze aplikowania o środki z rządowego programu rozwoju infrastruktury sportowej — z inicjatywy dyrektora Aleksandra Wrońskiego rozważana jest rozbudowa hali sportowej przy Powiatowym Zespole Szkół im. Jana Pawła II w Żmigrodzie, co poprzedziło spotkanie z marszałkiem województwa dolnośląskiego.
Starościna z wyraźną satysfakcją mówiła o dwukrotnym wyróżnieniu powiatu przez wojewodę: za wzorcową realizację zadań z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej oraz za organizację kwalifikacji wojskowej, która potrwa do początku marca. Podziękowania skierowała między innymi do dyrektor Ewy Pietrzak i służb finansowych starostwa. Poinformowała także o pracach nad pokryciem straty szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej, o toczącej się kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej, o wszczętych przetargach drogowych współfinansowanych przez gminy Żmigród i Prusice oraz o zbliżających się targach edukacyjnych i targach pracy. Wspomniała o staraniach w sprawie bezkolizyjnego przejazdu kolejowego w Skokowej — wniosek powiatu znalazł się wysoko na liście rozpatrywanej przez komisję PKP, a w spotkaniu zarządu w tej sprawie uczestniczył radny Sławomir Zarentowicz.
W bloku drogowym mowa była o rozpoczętej wycince zieleni zagrażającej bezpieczeństwu ruchu i uzupełnianiu ubytków po zimie; wicestarosta Janusz Szydłowski zwrócił uwagę na wzrost kosztów zimowego utrzymania dróg przy powracających po latach przymrozkach. Starościna podkreśliła, że mimo trudnej zimy powiat uniknął paraliżu komunikacyjnego, jaki dotknął sąsiedni powiat wołowski.
Odnosząc się do podnoszonej przez opozycję sprawy działki przy ulicy Piwnicznej w Trzebnicy, starościna uspokajała: po rozmowach z burmistrzem i służbami architektonicznymi zarząd zamierza wystąpić z wnioskiem do zmienianego planu miejscowego o zapisy umożliwiające budowę schronu — z myślą o pozyskaniu środków zewnętrznych i ewentualnej budowie nowej siedziby starostwa. Na koniec, uprzedzając pytania, poinformowała o odwołaniu Roberta Korytkowskiego ze stanowiska dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie — z uwagi na niestawienie się do pracy i nieprzyjęcie czasowego delegowania do zadań koordynatora ośrodka interwencji kryzysowej.
Spięcie o prawo do dyskusji
Gdy przewodnicząca Morawiecka zapowiedziała przeniesienie dyskusji nad informacją starościny do punktu wolnych wniosków, opozycja zaprotestowała. Radny Robert Adach porównał styl prowadzenia obrad do konferencji prasowych prezydenta, a Robert Borczyk dowodził, cytując statut, że przewodniczący otwiera i zamyka dyskusję nad każdym punktem porządku. Przewodnicząca odbierała głos, groziła przerwą i przypominała, że informacja jest informacją starościny, a nie radnych. Spór rozstrzygał obsługujący obrady radca prawny, wskazując, że przywoływany paragraf należy czytać łącznie z przepisami, według których informacje i sprawozdania przyjmuje się bez głosowania, a oświadczenia radnych mają swoje miejsce w punkcie wolnych wniosków. Ostatecznie pytania do sprawozdania wróciły w punkcie zapytań radnych.
W ramach informacji o pracy Rady przewodnicząca poinformowała o przygotowanym na wniosek radnych harmonogramie dyżurów prezydium. Zapytania o udostępnienie miejsc na spotkania z mieszkańcami, wysłane do gmin Oborniki Śląskie i Prusice, pozostały bez odpowiedzi, wobec czego najbliższy dyżur odbędzie się w biurze Rady w starostwie.
Uchwały budżetowe i sprawa szpitala
Bez dyskusji, choć z drobnym zamieszaniem przy technice głosowania, Rada przyjęła zmiany budżetu na 2026 rok wraz z autopoprawką (przy jednym głosie wstrzymującym) oraz zmiany w wieloletniej prognozie finansowej. Przy uchwale o pokryciu ujemnego wyniku finansowego szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej za 2024 rok Robert Borczyk dopytywał, czy rozłożenie płatności na raty nie zakłóci pracy placówki i czy sprawę opiniowała rada społeczna — po uzyskaniu potwierdzeń uchwała przeszła bez sprzeciwu. Jednogłośnie przyjęto również uchwałę w sprawie utworzenia oddziału o profilu mundurowym w powiatowej szkole.
Skarga wojewody — węzeł prawny i polityczna przepychanka
Najwięcej emocji wywołał punkt dotyczący skargi wojewody dolnośląskiego na uchwałę z 28 listopada 2025 roku w sprawie obniżek obowiązkowego wymiaru godzin dla nauczycieli na stanowiskach kierowniczych. Damian Sułkowski przypomniał, że jako jedyny głosował wówczas przeciw, zgłaszał wnioski o wykreślenie dwóch zapisów wykraczających — jego zdaniem — poza kompetencje Rady, a po sesji złożył skargę do nadzoru prawnego wojewody, którego pismo powieliło część jego argumentacji. Deklarując poparcie dla naprawczej uchwały, apelował, by nie tworzyć mechanizmów nacisku na dyrektorów szkół.
Starościna Matusiak odpowiedziała zarzutem obliczonym na zdyskontowanie tej przewagi: radni opozycji na nienagrywanych komisjach zgadzają się na wszystko, by dopiero przed kamerami na sesji urządzać „pokaz elokwencji” — i zaproponowała im w zamian konferencje prasowe po komisjach. Wywiązała się wymiana zdań, w której padły wzajemne pretensje o podnoszenie głosu i teatralizację obrad, a Robert Borczyk próbował ją zamknąć formułą, że został popełniony błąd prawny, Rada go prostuje i „koniec, kropka”.
Merytoryczny węzeł rozplątywał radca prawny. Wyjaśnił, że skarga wojewody wnoszona jest do sądu administracyjnego za pośrednictwem Rady, która może w terminie trzydziestu dni uwzględnić ją w całości — stąd potrzeba dwóch uchwał: uznającej skargę oraz uchylającej wadliwe paragrafy. W trakcie obrad wypłynęła wątpliwość, czy trzydziestodniowy termin, upływający w sobotę, ma charakter materialny czy procesowy — a więc czy Rada zdąża z uznaniem skargi. Radni, w tym Robert Adach, przekonywali, by mimo wątpliwości głosować, bo nawet przy nieskuteczności pierwszej uchwały druga i tak czyni skargę bezprzedmiotową. Obie uchwały zostały przyjęte, choć opozycja wypominała, że ostateczny kształt projektu pojawił się dopiero rano w dniu sesji, a Sułkowski i Borczyk domagali się, by dokumenty adresowane do Rady — jak skarga wojewody — trafiały do radnych niezwłocznie, a nie dopiero w materiałach sesyjnych.
Inicjatywa obywatelska mieszkańców
Rada jednomyślnie przyjęła uchwałę określającą zasady wnoszenia obywatelskich inicjatyw uchwałodawczych, umożliwiającą grupie trzystu mieszkańców powiatu zgłaszanie własnych projektów. W imieniu wnioskodawców głos zabrał Jan Paweł Grabowski z Ruchu Narodowego i Konfederacji, dziękując za wprowadzenie punktu i podkreślając, że chodzi o ustawowe narzędzie sprawczości mieszkańców. Damian Sułkowski, popierając projekt, pytał, dlaczego wymagana ustawą uchwała powstaje dopiero po dwóch latach kadencji.
Uchylenie dotacji dla gmin po stanowisku RIO
Rada uchyliła dwie własne uchwały o dotacjach celowych: dla gminy Trzebnica na poprawę bezpieczeństwa zbiegu ulic Bochenka i Klasztornej oraz dla gminy Zawonia na budowę ścieżki rowerowej między Zawonią a Złotówkiem. Jak wyjaśniano, Regionalna Izba Obrachunkowa kwestionuje tę formułę finansowania zadań na drogach powiatowych i uchylała już podobne uchwały innym samorządom, wobec czego uzgodniono uprzedzające uchylenie własnych rozstrzygnięć. Robert Borczyk ocenił, że stanowisko Izby jest zbyt konserwatywne i warto je w przyszłości prawnie zbadać, ale poparł zamknięcie tematu.
Sprawa dyrektora Korytkowskiego
W punkcie zapytań radnych opozycja wróciła do odwołania Roberta Korytkowskiego. Damian Sułkowski dopytywał o nieujęte w sprawozdaniu posiedzenie zarządu z końca grudnia i przypominał własne, protokołowane na wcześniejszej sesji obawy, że zarządowi chodzi o zwolnienie dyrektora przed jego powrotem do pracy. Starościna wyjaśniała, że pracodawca skorzystał z ustawowego prawa czasowego delegowania pracownika na trzy miesiące do innych zadań, a dyrektor nie stawił się w pracy, nie usprawiedliwił nieobecności i nie podjął żadnej współpracy — stąd odwołanie w trybie dyscyplinarnym.
Robert Adach ostrzegał, że w orzecznictwie takie przeniesienia bywają uznawane za obchodzenie wyroku przywracającego do pracy i że powiat ryzykuje kolejny przegrany proces oraz zarzuty dotyczące mobbingu. Robert Borczyk posunął się dalej, mówiąc o nierealizowaniu wyroków sądowych i kierując osobiste uwagi pod adresem prowadzącego sprawę mecenasa — co przewodnicząca i starościna stanowczo oprotestowały jako niedopuszczalne na sesji. Wicestarosta Szydłowski rzeczowo zrekonstruował przebieg zdarzeń: kilkukrotne, celowo nieodbierane próby doręczenia polecenia służbowego, przygotowane stanowisko koordynatora ośrodka interwencji kryzysowej na czas kontroli prowadzonej w PCPR oraz świadoma — w ocenie zarządu — rezygnacja dyrektora z tej propozycji. Zaznaczył, że odwołanemu przysługuje droga sądowa i że zarząd z pokorą poczeka na rozstrzygnięcie, nie wcielając się w rolę sądu pracy.
Działka przy Piwnicznej i schron
Dyskusja o działce przy ulicy Piwnicznej pokazała rzadszy na tej sesji rejestr — spór merytoryczny bez podniesionych głosów. Wicestarosta Szydłowski przedstawił koncepcję: analiza gruntu, a jeśli badania pozwolą — schron pełniący zarazem funkcję parkingu podziemnego, z siedzibą starostwa powyżej. Przypomniał, że powiat nie dysponuje ani jednym prawdziwym schronem. Robert Adach, nie kwestionując samej idei, przestrzegał przed pułapką planistyczną: budowa schronów to kompetencja gminy, a zapis samego schronu w planie miejscowym bez funkcji administracyjnej mógłby otworzyć drogę do wywłaszczenia powiatu za ułamek wartości gruntu — przypominał, że burmistrz „już raz zabrał tę działkę”. Odpowiedź ze strony zarządu szła w tym samym kierunku, co postulat radnego: intencyjną uchwałę Rady Miejskiej Trzebnicy o zmianie planu powiat odbiera pozytywnie i będzie zabiegał o docelową funkcję usług administracji z miejscem schronienia, tak by przy uruchomieniu środków zewnętrznych część przyszłej siedziby mogła zostać sfinansowana z programów ochrony ludności. Odpowiadając na pytanie Borczyka o rozliczenia z gminą, wyjaśniono, że kasacja dotyczy wpisów w księdze wieczystej, a sprawa o bezumowne korzystanie z działki nie została jeszcze zakończona w pierwszej instancji.
Zwierzęta na drogach, Rościsławice, drogi wojewódzkie i koparka
Katarzyna Jarczewska podziękowała służbom za sprawną akcję zimową w północnej części gminy Oborniki Śląskie i — w imieniu mieszkańców — poprosiła o skoordynowanie pomocy zwierzętom rannym w kolizjach drogowych, wskazując na chaos kompetencyjny między gminami i zarządcami dróg. Daniel Buczak i Henryk Cymerman tłumaczyli, że odpowiedzialność zależy od właściciela drogi, a informacje powinny być dostępne na stronach gmin i w policji; Robert Adach postulował, by starostwo zweryfikowało, czy operatorzy numeru alarmowego 112 dysponują kompletem umów i kontaktów, bo to tam mieszkaniec szuka pomocy po godzinach pracy urzędów.
Damian Sułkowski pytał o wystawione na sprzedaż działki w Rościsławicach — jak wyjaśniła dyrektor wydziału geodezji, pierwszy przetarg nie przyniósł ofert, a drugi, z ceną obniżoną o jedną dziesiątą, odbędzie się w marcu. Robert Adach zaproponował, by zamiast wyprzedaży „za grosze” rozważyć rozbudowę domu pomocy społecznej, podkreślając historyczny walor budynku, w którym pracowała Edyta Stein.
W wątku drogowym potwierdzono, że porozumienie na utrzymanie dróg wojewódzkich wygasa z końcem kwietnia, natomiast obwód żmigrodzki — pozyskany darowizną od sejmiku województwa — pozostaje przy powiecie, bez redukcji etatów; zwolnione siły mają zostać skierowane na drogi powiatowe, a do województwa trafiło pismo o brakujące środki na zrealizowane zadania. Sułkowski wypominał zakupy sprzętu przy kurczącym się zakresie zadań, w tym koparkę stojącą na placu bez operatora. Starościna odpowiedziała, że zarząd dróg skorzysta z finansowanych przez powiatowy urząd pracy szkoleń, by uprawnienia zdobyli obecni pracownicy, a dyrektor jednostki tłumaczył, że maszyna zakupiona z myślą o ochronie ludności ma być przede wszystkim sprawna i gotowa na sytuacje kryzysowe, zaś zasady jej bieżącego udostępniania są właśnie ustalane. Na pytanie o inwestycje w Borzęcinie i Zakrzewie starościna poinformowała, że podpisano porozumienia z gminami, a umowy z wykonawcami — jeszcze nie.
Sprawy różne i zakończenie
W sprawach różnych Damian Sułkowski poprosił o bieżące przekazywanie radnym korespondencji adresowanej do Rady oraz zawiadomień o wszystkich komisjach, a także o plany pracy komisji, ze szczególnym uwzględnieniem komisji rewizyjnej. Wobec nieobecności jej przewodniczącego przewodnicząca Morawiecka zapowiedziała przedstawienie planów na kolejnej sesji, po czym zamknęła obrady, dziękując radnym za — jak to ujęła — dyscyplinę.
—
XXVII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 23 marca 2026r.
Otwarcie obrad i porządek sesji
Poniedziałkową sesję, zwołaną na godzinę 8:00, otwarto z kilkunastominutowym opóźnieniem. Porządek obrad obejmował rozpatrzenie zmian w budżecie powiatu na rok 2026, zmian w wieloletniej prognozie finansowej na lata 2026–2041, uchwały w sprawie podziału środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz uchwały o przyjęciu programu polityki zdrowotnej dotyczącego profilaktyki przewlekłych bólów kręgosłupa, a także zapytania radnych, sprawy różne i wolne wnioski. Porządek przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym się.
Projekt zmian budżetowych omówiła skarbnik powiatu. Wśród zmian znalazły się m.in. środki z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg, dotacje gminy Oborniki Śląskie na budowę chodników w Kotowicach i Paniowicach w formule 50/50, dotacja urzędu marszałkowskiego na program profilaktyki bólów kręgosłupa, środki na chodnik w Ligocie, zwiększenie wydatków bieżących zarządu dróg po intensywnej zimie oraz przesunięcia w puli dotacji na pożytek publiczny — i to właśnie te ostatnie, obok spraw drogowych, wywołały najdłuższą i najostrzejszą dyskusję tej sesji.
Chodnik w Domanowicach i zarzut propagandy — Robert Adach kontra zarząd
Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał lider klubu Koalicji Obywatelskiej Robert Adach. Zwrócił uwagę, że skoro powiat wpisał do budżetu chodnik w Ligocie bez zabezpieczonego wkładu gminy Trzebnica, to tak samo mógł postąpić z chodnikiem w Domanowicach, który — jak mówił — najdłużej czeka w historii powiatu i jest jego zdaniem „sekowany politycznie”, mimo że panuje tam największy ruch. Powołał się przy tym na pismo burmistrza Trzebnicy sprzed roku, w którym ten deklarował dopłacanie do wszystkich chodników powiatowych, oraz na rozmowę z właścicielem firmy Tarczyński, potwierdzającym fatalną sytuację ruchu w tej miejscowości.
Wicestarosta Janusz Szydłowski odpowiadał, że przypadek Ligoty jest inny, bo tam istnieje deklaracja burmistrza Marka Długozimy o dofinansowaniu, a takiej deklaracji dla Domanowic powiat nie otrzymał. Adach ripostował, że pisemna deklaracja burmistrza dotyczyła wszystkich chodników.
Radny opozycji poszedł dalej i zażądał od zarządu — wskazując imiennie Agnieszkę Brząkałę i Janusza Szydłowskiego — by o inwestycjach powiatowych i zmianach w nich radni dowiadywali się od zarządu, a nie od burmistrza Trzebnicy, który „nagrywa sobie filmiki z pracownikami zarządu dróg powiatowych” i zapowiada w nich zmianę odcinka remontowanej drogi na Domanowice. Uderzył też w billboard witający przy siedzibie starostwa wizerunkiem burmistrza Trzebnicy: „przestańmy z tą propagandą”, apelował, wypominając jednocześnie radnym PiS, że w parku im. Marii i Lecha Kaczyńskich starczyło pieniędzy na granit i ozdobną płytę, a zabrakło na pielęgnację drzew. Zwracając się do wicestarosty pytał wprost, czy nie cierpi na „syndrom sztokholmski”, skoro po latach upokorzeń ze strony burmistrza Trzebnicy „zaczyna grać w tej samej drużynie”.
Szydłowski bronił się, że jest obecny na każdym odbiorze i przekazaniu dróg, co może poświadczyć obecny na sali dyrektor zarządu dróg, a zarzut o niewidoczności na inwestycjach nazwał przesadą. Do wymiany włączyła się starościna Małgorzata Matusiak, przekonując, że wicestarosta „należy do osób bardzo skromnych”, a inwestycje monitoruje ona osobiście. Pytała retorycznie Adacha, czy naprawdę chodzi mu o chodnik w Domanowicach, czy o wytykanie koalicji, i odbijała zarzut propagandy: baner przy starostwie wisi już drugą kadencję i wcześniej nikomu nie przeszkadzał, a gmina Prusice — jak się wyraziła — „wali jak bęben w powiat”, co Adachowi zupełnie nie przeszkadza. Adach odpowiadał, że za jego czasów w tym miejscu wisiała mapa powiatu dla turystów, i apelował: „nie dawajcie się prywatyzować powiatu ludziom spoza powiatu”.
Spór o korespondencję z gminą Prusice
Osobny wątek dotyczył chodnika na terenie gminy Prusice. Adach zarzucił zarządowi, że w filmiku szefa zarządu dróg sugerowano opieszałość gminy Prusice, podczas gdy — jak przekonywał — to starostwo dostało pismo gminy z uchwałą dwa tygodnie przed wysłaniem własnego monitu, a dzięki rozpisaniu przetargu na początku roku cena okazała się o pół miliona niższa. „Macie taki bałagan w starostwie, że nawet nie wiedzieliście, że macie tę propozycję” — mówił.
Sprawę wyjaśniał dyrektor zarządu dróg powiatowych Paweł Kazimierczak: po uchwale gminy z początku lutego przygotowano porozumienie podpisane przez władze powiatu, zawieziono je do Prusic z prośbą o zwrot do zarządu dróg, gdzie prowadzona jest procedura przetargowa — ale dokument wrócił do starostwa i pisma po prostu się minęły. Przewodnicząca Rady Anna Morawiecka upominała Adacha, by nie przerywał dyrektorowi. Wicestarosta konkludował, że umowa jest podpisana, chodnik będzie realizowany, a kilkudniowe opóźnienie wynikło z tego, że gmina wysłała dokumenty później, niż mogła.
W obronie praktyki nagrań stanął członek zarządu Daniel Buczak, przekonując, że to zupełnie naturalne, iż wójtowie i burmistrzowie chwalą się inwestycjami na drogach powiatowych — wynika to z porozumienia „Samorządowcy dla Powiatu Trzebnickiego” i dzieje się tak samo w Żmigrodzie, Zawoni czy Wiszni Małej, podobnie jak działo się, gdy rządziła obecna opozycja. Adach precyzował, że problem polega na czym innym: radni dowiadują się z Facebooka o nowych decyzjach inwestycyjnych, o których nie wie nawet zarząd — jak o przełożeniu remontowanego odcinka drogi na Domanowice, o który sam zabiega od lat, z odcinka w lesie w inne miejsce, o czym zdecydował burmistrz, a nie rada.
Dom dziecka: siedem lat i siedem milionów — pytania Damiana Sułkowskiego
Radny Damian Sułkowski pytał o rozliczenia z urzędem marszałkowskim po zakończeniu współpracy przy drogach wojewódzkich — dyrektor Kazimierczak poinformował, że wyliczona kwota za zimowe utrzymanie przekracza 400 tysięcy złotych, ale odpowiedź marszałka była negatywna i przygotowywane są kolejne pisma.
Najwięcej emocji wywołało jednak pytanie o dom dziecka, do którego w tej zmianie budżetowej trafiały kolejne setki tysięcy złotych. Sułkowski ironizował, że remont trwa już piąty rok i generuje takie koszty, że można było wybudować drugi obiekt — sąsiedni komisariat będzie budowany od nowa, bo przystosowanie starego się nie opłaca. Adach dodawał, że siedem lat i siedem milionów złotych to zdecydowanie za dużo, skoro urząd gminy można postawić za dziesięć milionów.
Starościna Matusiak odpowiadała, że remont jest na ukończeniu, trwa meblowanie, a przyczyną przedłużenia było zejście pierwszej firmy z budowy i zastrzeżenia konserwatora zabytków. Nie kryła irytacji: „mam wrażenie, że państwo wszystko, co kreuje ten zarząd, kwestionujecie i szukacie intrygi” — i wypomniała Adachowi, że w poprzedniej kadencji za inwestycje odpowiadał jego kolega, więc warto zapytać, co się wtedy zadziało, że remonty kończy dopiero obecna kadencja. Adach i Sułkowski protestowali przeciwko takiemu stawianiu sprawy — „proszę nam nie mówić, że mamy nie pytać” — a Adach kpił, że niedługo, jak w pewnym urzędzie gminy, o głos na sesji trzeba będzie się zapisywać dobę wcześniej.
Skarbnik szczegółowo wyliczyła, na co idą dodatkowe środki (kotłownia, klatka schodowa, strych, roboty zewnętrzne, elewacja — elementy nieobjęte pierwotnym projektem z poprzedniej kadencji), a wicestarosta tłumaczył specyfikę pracy w obiekcie zabytkowym, gdzie konserwator w trakcie robót nakazuje kolejne prace — od uzupełniania płatkami metalu skorodowanych elementów ozdobnych schodów po wymianę belek dachowych. Zapewnił, że zasadnicze prace sanitarne, pożarowe i budowlane są zakończone, a dzieci powinny wrócić do budynku w wakacje, kiedy to wykonana zostanie także elewacja. Pozostaje kwestia drogi pożarowej, trudnej do uzgodnienia z konserwatorem chroniącym drzewa.
Sułkowski spuentował, że cała ta dyskusja pokazuje, jak bardzo brakuje pracy w komisjach: materiały dostał w czwartek, sesja zapowiadana jako krótka zamieniła się w wielogodzinną debatę, a tematy takie jak dom dziecka powinny być omawiane na komisjach, których planów pracy — jak mówił — nie ma.
Pożytek publiczny: sport kontra patriotyzm
Drugą oś sporu wyznaczyły przesunięcia w dotacjach na pożytek publiczny: zmniejszenie puli na kulturę fizyczną z 250 do 115 tysięcy złotych przy jednoczesnym zwiększeniu środków na kulturę i dziedzictwo narodowe oraz utworzeniu nowej puli na bezpieczeństwo publiczne. Sułkowski żądał szczegółowego wyjaśnienia, kto na tym straci.
Członkini zarządu Agnieszka Brząkała tłumaczyła, że to dostosowanie budżetu do priorytetów przyjętego jednogłośnie programu współpracy z organizacjami pozarządowymi: wobec sytuacji geopolitycznej zarząd postawił na bezpieczeństwo — obozy surwiwalowe, szkolenia strzeleckie, pomoc przedmedyczną w warunkach trudnych — oraz na patriotyzm, „żeby polskiej tożsamości nie zatracić”. Przekonywała, że wiele wniosków sportowych dotyczy zajęć dla wąskich grup zawodników klubów, za które i tak płacą rodzice, a zarząd woli wspierać formy obejmujące cały powiat.
Sułkowski i Adach protestowali. Sułkowski dowodził, że 250 tysięcy na kulturę fizyczną to i tak bardzo mało wobec stanu zdrowia społeczeństwa, i domagał się wglądu we wnioski na posiedzeniu komisji. Adach ostrzegał, że jeśli pieniądze pójdą na drogie imprezy wyjazdowe, zabraknie ich na najtańszy, codzienny sport dzieciaków ćwiczących po szkołach, i apelował: „nie upolityczniajcie sportu”.
Wymiana zdań przerodziła się w spór światopoglądowy, gdy Adach wypomniał koalicji, że w lutym nikt w powiecie nie pamiętał o święcie Armii Krajowej, pamięta się natomiast wyłącznie o żołnierzach wyklętych, a obchody państwowych rocznic zaczynają się teraz od kościoła i nikt nie dociera już pod pomnik Drugiej Armii Wojska Polskiego, której żołnierze osiedlili się po wojnie na terenie powiatu. „To jest wstyd” — mówił. Brząkała odpowiadała, powołując się na opinię IPN, że sama nazwa Drugiej Armii Wojska Polskiego jako formacji komunistycznej jest przewidziana do likwidacji, choć pamięć o poszczególnych żołnierzach można kultywować. Adach ripostował, że historia „stała się pisowska”, a koalicja dzieli Polaków — na co Brząkała odpowiadała, że to jej rozmówca bez przerwy wprowadza do dyskusji opcje polityczne. W obronie zarządu wystąpił Bogusław Rubaszewski, zarzucając Adachowi, że „cały czas na tej sesji demoluje” i że nikt z zarządu nie mówił o żadnej opcji politycznej.
Gdy Sułkowski i Adach dopytywali o skalę złożonych wniosków, Brząkała przytoczyła dane, które stały się głównym argumentem opozycji: na kulturę fizyczną organizacje złożyły wnioski na ponad milion złotych, a powiat przeznacza 115 tysięcy — podczas gdy w innych dziedzinach pokrycie wniosków sięga kilkudziesięciu procent. „W nagrodę zmniejszamy” — komentował Sułkowski. Brząkała broniła prawa zarządu do własnych priorytetów: „jak pan będzie w zarządzie, to pan wszystko przeznaczy na sport”. Adach złożył formalny wniosek o zwołanie komisji rady, która zajmie się wnioskami konkursowymi, gwarantując, że w milionie złotych wniosków sportowych co najmniej 300 tysięcy spełnia wymogi zadań o charakterze powiatowym. Sławomira Misiura-Hermann argumentowała z kolei, że w ubiegłym roku powiat finansował wydarzenia sportowe o charakterze gminnym — biegi z punktu A do punktu B w poszczególnych gminach — które powinny finansować gminy.
Robert Borczyk: mniej filmików, więcej zadań rzeczowych
Wyraźnie odrębny ton przyjął radny Robert Borczyk. Zaznaczył, że nie ocenia aktywności członków zarządu po filmikach — a wręcz uważa, że jest ich za dużo i ich celowość bywa wątpliwa. Z przykrością odniósł się do nagrania z udziałem dyrektora Kazimierczaka: informowanie mieszkańców o budowie chodnika jest potrzebne, ale „uszczypliwość wrzucona między słowami” burzy całokształt pracy zarządu. Przypomniał, że budowa dróg i chodników przy drogach powiatowych jest zadaniem własnym powiatu — udział gmin to rzecz cenna, bo pozwala zrobić więcej, ale uzależnianie inwestycji wyłącznie od wkładu drugiej strony uznał za nieuczciwe, tym bardziej że w połowie kadencji część gmin wyczerpie możliwości współfinansowania. Zaapelował o wpisanie chodnika w Domanowicach do budżetu — nie ze względu na to, kto go chce, a kto nie, lecz by pokazać, że zarząd ma własny pomysł na rozwój powiatu. Zaproponował też, nawiązując do sporu o pamięć historyczną, powołanie komisji historycznej z udziałem niezależnych historyków i młodzieży.
Paweł Oleś o równym traktowaniu i służbie
Radny Paweł Oleś rozpoczął od uwagi pod adresem przewodniczącej Morawieckiej: przypomniał jej deklarację sprzed dwóch lat o poprawie funkcjonowania rady i niedyskredytowaniu nikogo, po czym wytknął, że gdy głos zabiera Robert Adach, a przeszkadza mu radna Brząkała, uwagi nie słyszy strona koalicyjna — podobnie jak nieproszony głos zabrał radny Rubaszewski. Nawiązując do słów Brząkały o byciu „przy władzy”, stwierdził, że dla niego praca w samorządzie to służba, i przywołał — nie rozwijając go — „skrót TKM”.
Oleś zestawił też odmienne traktowanie gmin: jednemu burmistrzowi wystarczy ustna deklaracja 50/50, by uznać sprawę za przesądzoną, od drugiego żąda się pisma. Ironizował na temat skromności wicestarosty, wypominając mu nieobecność przy odbiorach na drodze Korzeńsko–Laskowa. Nie zgodził się z tezą starościny, że opozycja kwestionuje wszystkie działania zarządu — wskazał, że większość opozycyjnych radnych głosuje za zmianami budżetowymi. Przypomniał praktykę z czasów, gdy sam zasiadał w zarządzie: zestawienia wniosków pożytku publicznego przekazywano wszystkim radnym z wyprzedzeniem, dzięki czemu proces był transparentny. Na koniec zadał pytanie o montaż finansowy programu profilaktyki bólów kręgosłupa, uzyskując potwierdzenie, że na program składa się dotacja urzędu marszałkowskiego i środki własne powiatu.
Pytania o inwestycje: Nowosielce, Kuraszków, dom dziecka
Katarzyna Jarczewska pytała o etap projektu chodnika w Nowosielcach, o który dopytywał ją sołtys. Dyrektor Kazimierczak poinformował, że projekt jest gotowy, ale konieczny jest jeszcze wykup przyległych gruntów — w całości po stronie powiatu — oraz zamiany gruntów z gminą, a decyzję o wpisaniu budowy na przyszły rok podejmie rada. Radna uzyskała też deklarację wyznaczenia miejsca przystankowego na skrzyżowaniu w Rakowie, o co prosił tamtejszy sołtys. Odnosząc się do sporu o pożytek publiczny, Jarczewska — jako przewodnicząca komisji polityki społecznej — przypomniała, że w listopadzie przy uchwalaniu programu współpracy nikt z radnych nie zainteresował się poszczególnymi działaniami, mimo że sama wnosiła o zwiększenie całej puli, i zaprosiła wszystkich radnych na posiedzenie komisji poświęcone pożytkowi publicznemu.
Henryk Cymerman, jako sąsiad parku przy domu dziecka, zwracał uwagę na wąską aleję dojazdową i potrzebę przemyślenia mijanek dla ciężkiego sprzętu ratowniczego, zanim obiekt zostanie oddany do użytku, sugerując konsultacje z państwową strażą pożarną. Wicestarosta zapewnił, że strażak już wskazał rozwiązania — problemem są jedynie kolidujące daszki budynku, wymagające miejscowego poszerzenia pasa — a starościna dodała, że tego samego dnia o godzinie 10:00 odbywa się w tej sprawie spotkanie ze strażą pożarną.
Jadwiga Głodowska pytała o dokumentację chodnika w Kuraszkowie, gdzie problemem jest sześć lip kolidujących z inwestycją. Dyrektor Kazimierczak relacjonował, że zatrudniony na życzenie gminy dendrolog ocenił stan drzew jako zadowalający, więc powiat będzie występował o zgodę na wycinkę z tytułu kolizji z projektem — choć wobec postawy gminy Oborniki Śląskie i aktywności miejscowego stowarzyszenia szanse ocenił jako marne. Alternatywa — poprowadzenie chodnika przy ogrodzeniu z zarurowaniem rowu, wpustami deszczowymi i przekładkami sieci — podniesie koszt dwu-, a może trzykrotnie. Radni sugerowali nasadzenia zastępcze jako argument w rozmowach, a Głodowska prosiła, by w razie odmowy projekt mimo wszystko zachował drzewa. Radna uzyskała też potwierdzenie zakończenia i odbioru dużej, ciągnącej się od poprzedniej kadencji przebudowy drogi Domanowice–Kaszyce Milickie–Pęgów oraz skrzyżowania między Lubnowem a Urazem.
Do sprawy chodników wróciła jeszcze Sławomira Misiura-Hermann, przywołując historyczną praktykę: powiatu nigdy nie było stać na wszystkie chodniki i gminy, którym zależało na bezpieczeństwie mieszkańców, angażowały własne środki — jak przy chodniku w Psarach czy ciągu Wisznia Mała–Strzeszów, budowanych samodzielnie przez gminę jeszcze za rządów Adacha. Wskazała, że w budżecie jest obecnie 54 zadania inwestycyjne drogowe, z czego tylko 10 to chodniki 50/50, a pozostałe realizuje samodzielnie zarząd dróg — wysiłek inwestycyjny na drogach nazwała znacznym i apelowała o współpracę z włodarzami zamiast wzajemnego wypominania. Adach ripostował w tle, że gdyby powiat był „honorowy”, chodnik w Domanowicach zrobiłby za swoje, jak bywało w przeszłości — na co Szydłowski odpowiadał, że gdyby powiat był bogaty i honorowy, robiłby wszystkie chodniki, a zagrożenie w Domanowicach jest wyolbrzymiane, bo piesi chodzą tam za linią drzew.
W wątku finansowym Robert Borczyk dopytał skarbnik o stan wolnych środków i plany ich zagospodarowania — usłyszał, że zarezerwowane są m.in. środki na termomodernizację szpitala i niewykonane łazienki w szkołach, a najbliższe otwarcia przetargów (Brzezie w gminie Trzebnica, Rzędziszowice–Prawocice, ulica w Czeszowie na odcinku Plac Lipowy–cmentarz) pokażą, czy zapisane kwoty wystarczą. Adach dorzucił krytykę lawinowego wzrostu wydatków bieżących względem majątkowych, zapowiadając powrót do tematu po publikacji analiz Regionalnej Izby Obrachunkowej, oraz zakwestionował plan zakupu używanej brygadówki dla zarządu dróg, przekonując do leasingu nowego pojazdu. Wicestarosta poinformował przy okazji o wniosku dyrektora o zabezpieczenie środków na projekt ulicy Lawendowej w Pęgowie, o którą systematycznie zabiegają mieszkańcy.
Głosowania nad budżetem i prognozą finansową
Po zamknięciu dyskusji uchwałę w sprawie zmiany budżetu powiatu na rok 2026 przyjęto — po chwilowym zamieszaniu przy liczeniu głosów — 14 głosami za, przy jednym wstrzymującym się i braku głosów przeciw. Uchwałę o zmianie wieloletniej prognozy finansowej na lata 2026–2041 podjęto 12 głosami za, bez głosów przeciwnych i wstrzymujących się; przed głosowaniem Adach dopytał jeszcze o ogłoszony przez wojewodę dolnośląskiego nabór na dofinansowanie dróg i możliwość wpisania zadań wieloletnich.
Środki PFRON i powracający spór o dyrektora PCPR
Uchwałę w sprawie podziału środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na rok 2026 przedstawiła dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Ewa Kowal. Paweł Oleś szczegółowo dopytywał o procedurę podziału środków, zasady dofinansowania likwidacji barier architektonicznych oraz o pulę na sport, turystykę i rekreację organizacji pozarządowych, uzyskując wyjaśnienia dotyczące trybu opiniowania podziału przez powiatową radę społeczną i limitów dofinansowań.
Przy tej okazji jeden z radnych opozycji wrócił do sprawy rozstrzygniętego wyrokiem sądu sporu o stanowisko dyrektora PCPR, pytając radcę prawnego obsługującego obrady, czy podejmowane przez radę decyzje dotyczące tej jednostki nie są obarczone wadą prawną. Radca wyjaśniał, że wyrok przywracający do pracy nie ingerował automatycznie w stosunek pracy osoby pełniącej funkcję dyrektora w chwili orzeczenia, wobec czego przywróconego pracownika przesunięto poleceniem służbowym na trzy miesiące na inne stanowisko zgodne z kompetencjami, a wszystkie decyzje podejmowane w tym czasie przez dyrektor Kowal są prawidłowe; sprawę ostatecznie przecięło zwolnienie dyscyplinarne. Opozycja nie kryła niezadowolenia z wymijających — jej zdaniem — odpowiedzi na proste pytanie, czy Robert Korytkowski był w grudniu dyrektorem. Adach oceniał, że przesunięcie kierownika jednostki mającego ustawowe kompetencje do wydawania decyzji na inne stanowisko nie wytrzyma próby przed sądem pracy, i ostrzegał, że powiat znów „idzie na ścianę, żeby przegrać proces”. Wypomniał przy tym rekordowe w historii powiatu wydatki na obsługę prawną, pytając, czym właściwie zajmują się liczni prawnicy starostwa, skoro powiat procesy zazwyczaj przegrywa: „gdybyśmy mieli mniej prawników, nasza skłonność do ugody byłaby większa”.
Utrata kworum i przerwanie sesji
Punktem zwrotnym sesji okazało się jednak nie głosowanie, lecz stopniowe pustoszenie sali. W trakcie procedowania punktu dotyczącego PFRON okazało się, że starościna Matusiak opuściła obrady, udając się do urzędu marszałkowskiego na podpisanie umowy, a wraz z kolejnymi wychodzącymi radnymi koalicji na sali zabrakło kworum. Damian Sułkowski protestował, że nie uprzedzono radnych o wyjściu starościny o 10:00 — gdyby wiedział, zadałby swoje pytania budżetowe wcześniej: „ja też mam pracę, zostałem specjalnie, żeby poruszyć ważne tematy”. Prowadząca obrady odpowiadała, że gdyby nie tak długa dyskusja, radny zdążyłby z pytaniami.
Wobec braku kworum nie można było głosować kolejnych uchwał. Robert Adach nie przebierał w słowach: „to jest przejaw śmierci tego samorządu — ogłaszacie sesję nadzwyczajną, a z koalicji został tylko zarząd, wszyscy wasi radni wyszli”. Przypominał, że to koalicja ma większość i to ona odpowiada za kworum. Opozycja odrzuciła propozycję oczekiwania na ściągnięcie brakującego radnego — Sułkowski ironizował, że nikt nie dojedzie w kwadrans „po tych dziurawych drogach” — i zaproponowała przerwanie sesji oraz wznowienie obrad następnego dnia, kiedy koalicja zapewni sobie obecność własnych jedenastu radnych. Ostatecznie prowadząca obrady ogłosiła przerwę, a dokończenie sesji odłożono, z zastrzeżeniem konieczności skutecznego powiadomienia wszystkich radnych o terminie wznowienia.
—
XXVIII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 10 kwietnia 2026r.
Sesja na wniosek opozycji
XXVIII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego zwołana została na wniosek grupy radnych — klubu Koalicji Obywatelskiej. Obrady otworzyła przewodnicząca rady Anna Morawiecka, stwierdzając kworum. W porządku obrad znalazły się przygotowane przez wnioskodawców projekty uchwał: w sprawie podjęcia działań zmierzających do zwiększenia wydatków na remont i przebudowę dróg powiatowych oraz w sprawie przyjęcia planów pracy komisji rewizyjnej, komisji stałych i całej rady na 2026 rok.
Już na wstępie przewodnicząca zwróciła się do wnioskodawców, by rozważyli wycofanie z porządku uchwał dotyczących planów pracy, ponieważ nie zawierały załączników, i oddała głos radcy prawnemu obsługującemu obrady. Ten ocenił, że uchwała drogowa jest sprzeczna z prawem — rada nie może zobowiązywać zarządu powiatu do konkretnych działań ani do przedkładania projektu zmiany budżetu, bo to wyłączna kompetencja organu wykonawczego. W jego ocenie uchwała w obecnym kształcie była „nienaprawialna”, a pozostałe projekty zawierały błędne podstawy prawne, które powinny opierać się na statucie powiatu.
„Pani sobie uzurpuje prawo do zamykania dyskusji”
Gdy przewodnicząca chciała po opinii prawnika przejść od razu do głosowania, opozycja zaprotestowała. Padł zarzut, że przewodnicząca „po raz kolejny” zamyka dyskusję lub w ogóle jej nie otwiera, choć statut przewiduje dyskusję przy każdym punkcie. Radni KO przypomnieli, że są wnioskodawcami sesji i chcą wytłumaczyć swoje uchwały; padło porównanie do „viralowej na arenie ogólnopolskiej krzyczącej przewodniczącej”.
Robert Borczyk odpowiedział radcy prawnemu, że oceny formalne uchwał należy pozostawić wojewodzie, a projekty planów pracy zbudowano na wzór uchwał przyjmowanych przez radę w latach poprzednich. Podkreślił, że jest kwiecień, a ani przewodnicząca, ani przewodniczący komisji nie doprowadzili do uchwalenia planów pracy — uchwały celowo nie zawierały załączników, by plany wypracować wspólnie na sesji. Zauważył też, że skoro sesja zwyczajna ma odbywać się na podstawie planu pracy rady, którego wciąż nie ma, to czytając prawo literalnie rada w ogóle nie mogłaby się spotykać.
Robert Adach tłumaczył intencję uchwały drogowej: mieszkańcy nie wiedzą, na jakiej podstawie ustalane są priorytety inwestycyjne powiatu. Przywołał drogę do Janiszowa — „ładną, piękną, z poboczem i zatoczką” — która jego zdaniem kończy się na posesji radnego, oraz chodnik w Domanowicach, o który bezskutecznie zabiega od lat, mimo ruchu „jak na drodze krajowej”. Mówił o wydatkach na obsługę prawną starostwa, wspominając rozprawę sądową w sprawie podsłuchiwania radnych, na której prawnik obsługujący wcześniej radę reprezentował osobę nagrywającą. Nie pozwoli — mówił — by starościna „obudowała się gardą prawników”, a większość „betonowała pracę rady”, zakrzykując wnioski paragrafami. Padły słowa o „rodzinie na swoim”, rosnących wydatkach bieżących i inwestycjach kierowanych tam, gdzie „lobbysta ma większe przebicie”. Gdy Adach przywołał historię chodnika w Domanowicach — który według niego przestał być potrzebny, gdy radny gminny przestał popierać burmistrza Trzebnicy Marka Długozimę — przewodnicząca odebrała mu głos, uznając, że nie mówi na temat. W odpowiedzi jeden z radnych większości zarzucił Adachowi, że „cały czas kłamie”, bo droga do Janiszowa kończy się na skrzyżowaniu, a Adach „ma obsesję na temat burmistrza”.
Awaria tabletów i reasumpcja
W narastającym chaosie przegłosowano wniosek o zamknięcie dyskusji, przeciwko czemu protestowała opozycja — podnosząc, że projekt uchwały nie został nawet przedstawiony, a dyskusja toczyła się faktycznie nad porządkiem obrad, nie nad uchwałą. Padły porównania do Białorusi i Łukaszenki. Przeprowadzone głosowanie nad uchwałą drogową okazało się jednak nieważne: nie działał system do głosowania, a Damian Sułkowski zwrócił uwagę, że system wyświetlił jego głos odwrotnie, niż głosował. Radca prawny potwierdził, że głosy przybywały już po zamknięciu głosowania i procedura nie może się ostać — konieczna jest reasumpcja. Po przerwie technicznej rada przegłosowała reasumpcję.
Starościna kontra opozycja
W dyskusji przed powtórnym głosowaniem starościna Małgorzata Matusiak wyraziła zdumienie projektem, wskazując, że część zadań z gminy Żmigród już znajduje się w budżecie powiatu, a wnioskodawcy pominęli gminę Wisznia Mała, mówiąc jednocześnie o zrównoważonym podziale środków. Przypomniała ustalenie z prac nad budżetem, że niedoszacowane zadania będą uzupełniane z nadwyżki przy otwieraniu ofert przetargowych, i zarzuciła radnym opozycji ściganie się „pod publikę”. Przywołała pozyskane środki zewnętrzne — w tym z Samorządowego Funduszu Dróg na inwestycję w Skarszynie — kwitując: „mówiliście, że partia rządząca nie przyzna środków, bo Matusiak zawiązała koalicję z PiS-em. Chcę zadać kłam temu, co mówicie. Tak trudno pogodzić się z utratą władzy”. Zwracając się wprost do Adacha przypomniała, że reprezentuje on dziś samorząd województwa dolnośląskiego, którego środki płynęły na południe regionu dotknięte powodzią. Pytała, czy opozycja ma jakikolwiek plan dla szpitala i czy pamięta o oświacie, do której we wrześniu trzeba będzie dołożyć kilka milionów złotych.
Adach ripostował, że samorząd województwa wydał na powiat trzebnicki najwięcej w historii, a powiat poza drogami nie inwestuje — nie wyremontował szpitala, nie wybudował hali sportowej, a figura świętej Jadwigi na szpitalu niszczeje. Wymiana zdań między starościną a byłym starostą przybrała osobisty ton: „Uważam cię za bardzo mądrego człowieka, byłeś dobrym starostą — ale masz kompleks władzy albo kompleks burmistrza” — mówiła Matusiak, zapraszając jednocześnie mieszkańców na publiczną debatę o inwestycjach, w tym rozbudowie lądowiska przy szpitalu im. św. Jadwigi Śląskiej i termomodernizacji.
Borczyk odczytał następnie listę jedenastu zadań z projektu uchwały — wśród nich chodnik w Domanowicach, przebudowy dróg Kopaszyn–Świerzów, Czachowo–Radłów i w kierunku Głuchowa Dolnego, zadania na terenie gminy Żmigród w stronę Osieka i Grądzika, ciąg pieszy w Nowosielcach, chodnik w Osolinie przy ulicy Sikorskiego, remont ulicy Siemianickiej w Obornikach Śląskich oraz drogi w Lubnowie. Podkreślał intencyjny charakter uchwały: „pochylcie się, poszukajcie środków, nie odrzucajcie każdego pomysłu, który tutaj się pojawi”.
Wicestarosta Janusz Szydłowski pytał radcę prawnego, dlaczego rada w ogóle proceduje uchwały niespełniające norm prawnych — usłyszał, że opinia prawnika jest tylko opinią, a rozstrzyga organ nadzoru i sądy administracyjne. Prawnik podtrzymał jednak, że uchwała nie jest intencyjna, skoro używa kategorycznego słowa „zobowiązuje”.
Głos zabrali kolejno radni opozycji. Paweł Oleś poparł przeprocedowanie uchwał i pozostawienie oceny wojewodzie, wypomniał starościnie brak szacunku wobec byłego starosty Waldemara Wysockiego i zawnioskował o dopisanie do uchwały przygotowanej projektowo przebudowy drogi Chodlewo–Garbce. Damian Sułkowski wyjaśniał, że zadania żmigrodzkie wpisane są w budżecie jedynie jako dokumentacja, a projekt uchwały dotyczy ich realizacji. Henryk Cymerman upominał się o niedoszacowaną gminę Oborniki Śląskie i prosił, by nie traktować uchwały jako „politycznej hucpy”. Katarzyna Jarczewska przyznała, że jest „zniesmaczona” zwołaniem sesji, na której nic nie zostanie uchwalone — zaapelowała o spotkanie komisji poza kamerami, „żeby nikt się nie popisywał i żebyśmy się nie ośmieszali przed wyborcami”, i zapowiedziała wstrzymanie się od głosu. Członkini zarządu Sławomira Misiura-Hermann wyliczała, że na większość zgłoszonych zadań nie ma dokumentacji projektowej, a ich szacunkowa wartość znacznie przekracza dostępną nadwyżkę; żałowała też, że we wniosku zabrakło dróg gminy Wisznia Mała, jak Rogoż–Szewce czy wjazd do Krzyżanowic od strony Psar. Na koniec wicestarosta Szydłowski ironizował, że mógłby z dyrektorem wpisać takich inwestycji pięćdziesiąt, i wytykał Adachowi, że ten „automatycznie włącza mikrofon”, bo „prawda boli”.
W powtórzonym głosowaniu uchwała drogowa przepadła: za głosowało siedmiu radnych, przeciw jedenastu, trzech wstrzymało się od głosu.
Bitwa o plan kontroli komisji rewizyjnej
Punkt dotyczący planu pracy komisji rewizyjnej otworzył Borczyk, wyjaśniając, że projekt celowo nie ma załącznika — miał się nim stać plan kontroli przygotowany przez komisję. W imieniu klubu KO złożył wniosek formalny o uzupełnienie planu o pięć kontroli: wydatków na obsługę prawną starostwa i jednostek organizacyjnych w latach 2024–2026, umów cywilnoprawnych i zleceń Zarządu Dróg Powiatowych w 2025 roku, wykonania prawomocnego wyroku w sprawie odszkodowania od gminy Trzebnica za bezumowne korzystanie z nieruchomości, wydatków na Ośrodek Interwencji Kryzysowej oraz wykonania wyroku sądu pracy przywracającego Roberta Korytkowskiego na stanowisko dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.
Przewodniczący komisji rewizyjnej Rafał Zagórski odpierał zarzuty, że planu nie ma: komisja zatwierdziła go jednogłośnie już w styczniu i przekazała do biura rady, a jeden z członków rozpoczął nawet realizację pierwszego tematu. Zaproponował przyjęcie uchwały z tym właśnie planem jako załącznikiem i oświadczył, że nie widzi możliwości dopisywania punktów proponowanych przez Borczyka — nowe tematy można zgłaszać w grudniu do planu na rok 2027. Przy okazji odpowiedział Olesiowi na uwagę o spóźnieniu na poprzednią sesję: zdrowie i życie członków rodziny jest ważniejsze od sesji rady.
Adach przekonywał, że w normalnych krajach opozycja służy kontrolowaniu władzy: „co to za komisja rewizyjna, gdzie władza sama siebie kontroluje?”. Ostrzegał, że samokontrola władzy „źle się kończy — tak jak u was w gminie Trzebnica, zatrzymaniami”. Daniel Buczak odparował, że wszyscy na sali są „starymi wyjadaczami” i wiedzą, że wniosek opozycji „służy biciu politycznej piany, a tej piany uleciało już wystarczająco dużo”. Starościna Matusiak dodała, że propozycje opozycji są już przedmiotem „donosów i bieżących kontroli” — Państwowej Inspekcji Pracy, nadzoru prawnego wojewody i Regionalnej Izby Obrachunkowej — więc nie ma sensu się dublować.
Wiceprzewodniczący rady Jerzy Trela proponował kompromis: przesłanie wszystkich planów do biura rady, spokojne posiedzenia komisji i uchwalenie planów na sesji za tydzień. Marzanna Jurzysta-Ziętek poprosiła o przerwę i wydrukowanie planu komisji rewizyjnej, by radni mogli się z nim zapoznać. Radca prawny uporządkował procedurę: wniosek klubu KO stał się autopoprawką wnioskodawców, a propozycja Zagórskiego — poprawką, którą głosuje się w pierwszej kolejności.
Po przerwach Sułkowski w imieniu wnioskodawców zgłosił zdjęcie z porządku obrad punktów dotyczących planów pracy komisji stałych i rady — „żeby oszczędzić sobie kolejnej takiej sytuacji jak obecna” — co rada przegłosowała. Jego późniejszy wniosek o zdjęcie także punktu o komisji rewizyjnej został już jednak odrzucony. Ostatecznie poprawka Zagórskiego — zmieniająca tytuł na plan kontroli, korygująca podstawę prawną na statutową i wprowadzająca jako załącznik styczniowy plan komisji — przeszła głosami trzynastu radnych przy pięciu przeciwnych. Uchwałę z tą poprawką rada podjęła: trzynaście głosów za, trzy przeciw, dwa wstrzymujące. Postulaty kontrolne opozycji nie znalazły się w planie.
Zapytania radnych: drogi po zimie, koparka i wyjazdy zagraniczne
W punkcie zapytań Cymerman pytał, kiedy ruszy naprawa dróg po zimie i czy radni będą mieli wpływ na wybór odcinków, wskazując na niebezpieczne ubytki na drodze przez ulicę Wyszyńskiego w Obornikach Śląskich w kierunku Siemianic. Starościna poinformowała o planowanym ogłoszeniu przetargu na remonty cząstkowe nawierzchni — pierwszym takim postępowaniu od około dekady — oraz o umowie na dostawę masy bitumicznej, której cena wyraźnie wzrosła. Zaproponowała wspólny objazd dróg po zimie, co radni przyjęli z aprobatą; Cymerman poprosił, by informację o terminach rozesłało biuro rady.
Borczyk dopytywał o reakcję rynku na drożejącą ropę — usłyszał, że do jednego z przetargów w gminie Zawonia trzeba będzie dołożyć ponad trzysta tysięcy złotych — oraz prosił o naprawę uczęszczanego przez rowerzystów odcinka do Radłowa przy okazji przebudowy drogi w Czachowie. Sułkowski upomniał się o posprzątanie dróg powiatowych w Żmigrodzie i udrożnienie studzienek deszczowych, a następnie krytykował zlecanie prac na zewnątrz, skoro Zarząd Dróg Powiatowych ma sprzęt i nowych pracowników. Bogusław Rubaszewski wziął w obronę pracowników ZDP, którzy „ciężko pracują cały dzień”, i wypomniał Sułkowskiemu głosowanie przeciwko zakupowi koparko-ładowarki jeszcze za starosty Wysockiego. Sułkowski odparł, że wnioskował wówczas o drobniejszy sprzęt, a kupiona koparka i tak stoi bezczynnie bez operatora. Starościna wyjaśniła, że sprzęt — kupiony ze środków na obronę cywilną — został po wymaganych opiniach prawnych przekazany uchwałą zarządu, a szkolenie operatora zostanie sfinansowane ze środków rządowych we współpracy z Powiatowym Urzędem Pracy.
Osobny wątek stanowiły wyjazdy zagraniczne. Sułkowski dopytywał starościnę o planowane szkolenie za granicą — okazało się, że chodzi o organizowany przez samorząd województwa wyjazd do Korei Południowej dla piętnastu włodarzy, w drugiej edycji projektu marszałka Pawła Gancarza, dla powiatu bezkosztowy. Starościna sprostowała też, że osobny, krótki wyjazd do Finlandii — poświęcony budowie schronów — odbędzie Paweł Oleś wraz z innymi włodarzami. Sułkowski nie krył sceptycyzmu: „jechać na szkolenie z bunkrów na jeden dzień do Finlandii — ja tego po prostu nie czaję”. Na zaproszenie starościny do wspólnego wyjazdu odpowiedział, że „parę lat temu na pewno, teraz już nie”, i dopytywał przede wszystkim, kiedy starościny nie będzie w starostwie.
Plany zarządu: schron, lądowisko i szpital
Starościna przedstawiła też szersze zamierzenia zarządu: budowę schronu z funkcją powiatowego centrum zarządzania kryzysowego na działce przy ulicy Piwnicznej w Trzebnicy ze środków na ochronę ludności, budowę lądowiska dla śmigłowca przy szpitalu na pozyskanym od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa gruncie, projekt nowego budynku sal operacyjnych, remont szpitalnego oddziału ratunkowego i intensywnej terapii oraz przygotowania do wniosku o termomodernizację głównego budynku szpitala — z wariantem częściowo umarzalnej pożyczki, gdyby środki zewnętrzne nie zostały przyznane. Mówiła o staraniach o rezonans magnetyczny dla powiatu, wizycie studyjnej w szpitalu w Rawiczu i charytatywnym balu na rzecz szpitala, dziękując personelowi i współpracownikom. Poinformowała, że obowiązki dyrektora szpitala pełni Izabela Nasiukiewicz, a wkrótce ruszy konkurs na to stanowisko — Sułkowski pogratulował tego wyboru, wyrażając nadzieję, że pełniąca obowiązki dyrektor wystartuje w konkursie i go wygra.
Na zakończenie Marzanna Jurzysta-Ziętek przypomniała Agnieszce Brząkale o obiecanym zestawieniu do budżetu zrównoważonego rozwoju, po czym — wobec braku spraw różnych i wolnych wniosków — przewodnicząca Morawiecka zamknęła obrady XXVIII sesji.















