XXIX sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 30 kwietnia 2026r.
Otwarcie obrad i spór o protokół
Przewodnicząca Rady Anna Morawiecka otworzyła XXIX sesję, stwierdzając obecność 20 radnych. Porządek obrad liczył ponad trzydzieści punktów i — jak zauważyła sama prowadząca — od początku zapowiadał wielogodzinne posiedzenie.
Pierwsze starcie przyszło już przy przyjmowaniu protokołów z poprzednich sesji. Damian Sułkowski poprosił o zdjęcie z bloku głosowań protokołu z sesji XXVI z 16 lutego, powołując się na „pewne sytuacje, które wynikły w dniu wczorajszym”. Radny zasugerował rozbieżności między protokołem a nagraniem sesji, które — jak stwierdził — zostało mu poprzedniego wieczoru w szczególny sposób uwidocznione, i zaproponował wspólne obejrzenie fragmentów nagrania z przewodniczącą. „Uważam, że to dla dobra powiatu byłaby decyzja” — argumentował. Prezydium zdecydowało ostatecznie o głosowaniu każdego protokołu osobno. Kwestionowany protokół z sesji lutowej został mimo prośby Sułkowskiego przyjęty przy jednym głosie wstrzymującym, a protokoły z sesji XXVII i XXVIII — jednogłośnie.
Informacja starościny: dom dziecka, szpital i fińskie schrony
Starościna Małgorzata Matusiak zrezygnowała z czytania obszernego sprawozdania międzysesyjnego przygotowanego przez sekretarza i skupiła się na własnych spostrzeżeniach. Mówiła o kończących się pracach przy domu dziecka w Obornikach Śląskich, którego uroczyste otwarcie ma nastąpić w najbliższym czasie i który zwolni schronisko młodzieżowe w Kuraszkowie — jego działalność zarząd chce zawiesić na czas przyszłego remontu, a dyrektora oddelegować do wydziału promocji. Wspomniała o adaptacji oficyny przy ulicy Leśnej, modernizacji boiska przy Powiatowym Zespole Szkół nr 2 oraz o wnioskach o dofinansowanie kolejnych inwestycji sportowych — przy ośrodku w Trzebnicy i przy szkole w Żmigrodzie. W Żmigrodzie planowany jest też remont siedziby filii urzędu pracy z myślą o otwarciu tam terenowego biura wydziału komunikacji.
W obszarze zdrowia starościna poinformowała o przygotowaniach do konkursu na dyrektora szpitala, planach uruchomienia poradni kardiologicznej w Żmigrodzie dzięki sprzętowi pozyskanemu ze środków KPO, podpisaniu aktu notarialnego pod budowę lądowiska dla pogotowia oraz o trzeciej edycji balu na rzecz szpitala trzebnickiego, z którego zebrano blisko sto osiemdziesiąt tysięcy złotych. Zapowiedziała również wrześniowy pilotaż powiatowego transportu publicznego, do którego akces zgłosiły wszystkie gminy.
Gdy starościna zaczęła wyliczać, na których drogach powiatowych wykonano mechaniczne sprzątanie jezdni, przerwał jej Robert Adach: „Pani starosta, ale bardzo prosimy, przecież nie będziemy czytać, które drogi pozamiataliśmy”. Prowadząca sprawozdanie podziękowała za uwagę i przeszła do dalszych punktów.
Osobne miejsce zajęła relacja z wizyty studyjnej w Helsinkach, zorganizowanej przez Instytut Heweliusza, w której obok starościny uczestniczył radny Paweł Oleś. Matusiak z entuzjazmem opowiadała o fińskim modelu schronów — podziemnych boiskach, siłowniach i parkingach, które w kilka godzin stają się bezpieczną twierdzą — i zapowiedziała, że powiat rozważa budowę takiego obiektu na własnej działce przy ulicy Piwnicznej w Trzebnicy.
Schron na bagnie? Spór o działkę przy Piwnicznej
Zapowiedź schronu przy Piwnicznej wywołała pierwszą dłuższą polemikę. Robert Adach przekonywał, że „my trzebniczanie dobrze wiemy”, iż w tym miejscu jest zlewnia rzeki: teren jest bagnisty, co radykalnie podroży inwestycję, a w Trzebnicy są działki hydrologicznie stabilne, gdzie ten sam obiekt można wybudować kilkukrotnie taniej. Przypominał historię działki sprzedanej pod market, na której odkryto średniowieczny cmentarz, bazylikę stawianą na dębowych palach oraz stanicę pogotowia ratunkowego, przy której konieczność palowania podrożyła inwestycję o kilka milionów, a ówczesny dyrektor poniósł za tryb zlecenia poważne konsekwencje. Z sali padła replika, że „nie ma czegoś takiego jak średniowieczne mapy Trzebnicy” — pierwsza mapa miasta pochodzi z 1760 roku — a poziom wód gruntowych od lat siedemdziesiątych systematycznie opada.
Ze strony zarządu zapowiedziano, że pierwszym krokiem będą badania geologiczne i geotechniczne działki, a powiat złożył do gminy Trzebnica wniosek o uniwersalne zapisy w opracowywanym planie miejscowym, tak by na działce mogły powstać obiekty, na które będą dostępne środki zewnętrzne — z myślą o miliardach zapowiadanych na obronę cywilną. Adach docenił, że powiat nie oddaje działki gminie: „nie chciałbym tego dnia świstaka przeżywać ponownie”. Przewodnicząca Morawiecka ucięła dyskusję, prosząc, by pozwolić starościnie dokończyć sprawozdanie.
Komisja statutowa, czyli spór o trójpodział władzy
Prawdziwie polityczny charakter miał punkt o powołaniu doraźnej komisji statutowej. Robert Adach dopytywał, kto był inicjatorem powołania komisji i jakiemu celowi ma ona służyć, skoro statut zmieniano zaledwie półtora roku temu po długich pracach. „Nie po to ktoś powołuje komisję, żeby statutu nie zmieniać” — ironizował, wyrażając nadzieję, że nie chodzi o „kaganiec na radę”. Gdy usłyszał, że decyzję podjął zarząd, rozwinął wywód o trójpodziale władzy: egzekutywa nie powinna ingerować w dokument regulujący pracę legislatywy, tak jak rząd nie powinien wpływać na obrady sędziów. „Januszowi jako przedstawicielowi PiS to się podoba, że rząd rządzi parlamentem, ale mnie się to nie podoba” — dodał pod adresem wicestarosty Janusza Szydłowskiego.
Radca prawny obsługujący obrady tłumaczył, że zarząd ma inicjatywę uchwałodawczą jak przy każdym innym projekcie, a samo powołanie komisji nie przesądza o zmianie statutu — dyskusję o tym, co się sprawdziło, a co nie, należy przenieść właśnie na forum komisji. Adach odpowiedział docinkiem o wieku i pamięci czasów komuny, „kiedy egzekutywa wpływała totalnie na legislatywę”, na co prawnik odparł, że ma prawie dwadzieścia lat praktyki, a historia „to akurat jego konik”. Spór rozładowała formuła zaproponowana z sali: wniosek składa grupa radnych. „Grupa radnych, czyli zarząd i przewodnicząca” — skwitował ktoś z opozycji, ale Adach uznał rozwiązanie za akceptowalne.
Do komisji weszli ostatecznie Jerzy Trela, Bogumiła Lewandowska, Agnieszka Brząkała, Robert Adach i Janusz Szydłowski — po tym, jak z pierwotnego składu wycofano sekretarza powiatu Roberta Sarnę, który jako osoba spoza rady ma komisję jedynie obsługiwać. Na przewodniczącą wybrano jednogłośnie Agnieszkę Brząkałę; Adach nie oponował, wskazując, że jest ona jedynym prawnikiem w składzie, i zastrzegł jedynie, by prace były merytoryczne: „czasami lepiej dać się wygadać opozycji na sesji, niż żeby opozycja kumulowała swoje niezadowolenie gdzieś indziej — oby ta komisja nie służyła temu, żeby założyć kaganiec na opozycję”.
Konkurs na dyrektora szpitala — najdłuższa batalia dnia
Najwięcej emocji, przerw technicznych i wniosków formalnych przyniosło powoływanie komisji konkursowej, która ma wyłonić dyrektora szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Starościna przypomniała, że konkurs trzeba ogłosić do 11 maja, a w komisji obligatoryjnie zasiadają lekarz — zaproponowała neurochirurga prof. Pawła Tabakowa, chcąc „nadać rangę konkursowi” — oraz przedstawiciel rady społecznej szpitala, którym został Jerzy Trela.
Do pięciu miejsc dla przedstawicieli powiatu zgłoszono jednak aż ośmioro kandydatów: Roberta Adacha, Katarzynę Jarczewską, Daniela Buczaka, Agnieszkę Brząkałę, Damiana Sułkowskiego, Sławomirę Misiurę-Hermann, sekretarza Roberta Sarnę i Pawła Olesia. Zaskoczeniem była odmowa samej starościny, która tłumaczyła się nieobecnością w trakcie weryfikacji kandydatów. Adach namawiał ją publicznie do startu: powiat ma trzy zasoby strategiczne — szpital, szkoły i drogi — a starosta jest od tego, żeby brać odpowiedzialność. „Pani starosta nie chce być w komisji. To jest dla mnie prorocze” — komentował później, sugerując, że w kuluarach mówi się już o kandydacie na dyrektora „i to jeszcze związanym z PiS-em”. Wicestarosta Szydłowski odpowiadał, że komisja jedynie przeprowadza procedurę konkursową, którą następnie zatwierdza zarząd.
Po drodze wyjaśniano — z udziałem radcy prawnego i obecnego gościnnie zastępcy dyrektora szpitala Witolda Skrzypka — czy prof. Tabakow może zasiadać w komisji jako przedstawiciel powiatu, skoro pracuje w szpitalu uniwersyteckim, i czy szpital ma podpisaną umowę z uczelnią medyczną, która wymuszałaby udział przedstawiciela rektora. Wątpliwości rozstrzygnięto na rzecz pierwotnej propozycji.
Zasadnicza rozgrywka toczyła się jednak o sposób głosowania. Robert Borczyk złożył wniosek formalny, by — skoro szpital jest wspólnym dobrem — każdy klub wskazał po jednym przedstawicielu i uniknąć eliminacyjnych głosowań. Poparł go Paweł Oleś, deklarując wycofanie własnej kandydatury na rzecz Adacha: „człowieka, który zarządzał szpitalami i w tej chwili zarządza szpitalem, najbardziej kompetentnej osoby spośród naszej rady”. Apelował do większości: „macie czterech, jesteście spokojni — dajcie możliwość, żeby przedstawiciel opozycji był w tej komisji i miał prawo wglądu w dokumenty, jeżeli chcecie później z podniesioną głową podać wyniki”. Wniosek klubowy jednak upadł, a przeszedł — dwunastoma głosami przeciw ośmiu — kontrwniosek Daniela Buczaka o głosowanie każdej kandydatury osobno, według kolejności zgłoszeń.
Wcześniej Damian Sułkowski próbował jeszcze zdjąć cały punkt z porządku obrad, przekonując, że jest nieprzygotowany, a rada urządza „nieciekawe widowisko” na oczach pracowników; radca prawny ostrzegł jednak, że powołanie komisji po terminie mogłoby dać przegranemu kandydatowi podstawę do podważenia konkursu. Głosowanie nad wnioskiem Sułkowskiego zamieniło się w spektakl liczenia głosów — spierano się, jak głosowała Katarzyna Jarczewska i czy przewodnicząca się wstrzymała, a gdy wicestarosta pozwolił sobie na komentarz, Jarczewska odpowiedziała ostro: „Panie starosto, proszę powstrzymać takie komentarze. To się nagra i to się otworzy”. Ostatecznie wniosek upadł najmniejszą możliwą różnicą głosów. O powagę obrad zaapelował Henryk Cymerman: „ta luźna atmosfera naprawdę nie sprzyja powadze naszych obrad”.
Wyniki imiennych głosowań ułożyły się po myśli większości. Najwięcej, bo czternaście głosów, otrzymała Katarzyna Jarczewska, dalej Daniel Buczak, Agnieszka Brząkała, Sławomira Misiura-Hermann i sekretarz Robert Sarna. Robert Adach, Damian Sułkowski i Paweł Oleś dostali po dziesięć głosów i do komisji nie weszli — z liderów opozycji w składzie znalazła się więc wyłącznie Jarczewska. Gdy przyszło do wyboru przewodniczącego, chętnych zabrakło: Jarczewska i Buczak odmówili, co z sali skwitowano, że „każdy niczym Piłat umywa ręce — pani starosta nie chciała do komisji, teraz nikt nie chce być przewodniczącym, coś mi tu śmierdzi”. Funkcję przyjęła w końcu Agnieszka Brząkała, która tego dnia stanęła tym samym na czele obu nowo powołanych komisji. Uchwałę przyjęto.
Dotacje na zabytki i pałac w Rościsławicach
Rada bez sporów przyjęła pakiet dotacji dla parafii: w Obornikach Śląskich, Rościsławicach, Trzebnicy (prace przy organach międzynarodowego sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej), Urazie i Żmigrodzie. Robert Adach zapowiedział, że zagłosuje za wszystkimi, ale tradycyjnie upomniał się o powiatowy pałac w Rościsławicach, którego zabezpieczenie obiecano rok temu. Starościna przyznała mu rację: przygotowywany jest drugi przetarg na sprzedaż, a jeśli obiekt nie znajdzie nabywcy, powiat jesienią złoży wniosek o środki do ministerstwa. Adach sugerował, by „magicznego miejsca”, z którego widać rozlewisko Odry i pół powiatu, nie sprzedawać za „śmieszne kilkaset tysięcy”, lecz szukać dla niego funkcji społecznej. Damian Sułkowski dopytał o brak wniosku z Zawoni — usłyszał, że tamtejsza parafia nie dołączyła wymaganego oświadczenia o konieczności natychmiastowego remontu, więc wniosek nie spełnił wymogów formalnych.
Służebność zdjęta z porządku obrad
Ostro potoczyła się dyskusja nad zgodą na służebność przechodu i przejazdu przez powiatowy rów przydrożny, umożliwiającą skomunikowanie kilkunastu świeżo wydzielonych działek z drogą powiatową w kierunku Krzyżanowic. Damian Sułkowski pytał, jak w ogóle podzielono działki bez dostępu do drogi, a Robert Adach przekonywał, że powiat nie jest od tego, by mieniem publicznym zwiększać rentowność prywatnego przedsięwzięcia: właściciel, dzieląc areał, powinien był wydzielić drogę zbiorczą ze swojego gruntu, a zaoszczędził na tym — jak szacował radny — około miliona złotych. Ostrzegał też przed mnożeniem zjazdów na ruchliwą drogę powiatową i przed kosztami przepustów, przypominając, że jedna z firm skarżyła już powiat o miliony za rurowanie rowu. Dyrektorzy odpowiedzialni za drogi i nieruchomości tłumaczyli mechanikę decyzji podziałowych i warunków zabudowy, a radca prawny wskazał, że podziały to kompetencja gminy. Wątpliwości nie udało się rozwiać — na wniosek formalny Jerzego Treli punkt zdjęto z porządku obrad w celu dokładnego zbadania sprawy.
Bez dyskusji przyjęto natomiast uchwały o powierzeniu gminie Wisznia Mała wykonania zadania własnego powiatu oraz o pomocy finansowej dla województwa dolnośląskiego.
Budżet: pożytek publiczny, „wydatki na siebie” i zrównoważony rozwój
Zmiany w budżecie na 2026 rok otworzyły najszerszą debatę polityczną dnia. Zaczęło się od przejazdu bezkolizyjnego w Skokowej: zarząd chce zamówić wielowariantową koncepcję z badaniami geologicznymi, zanim wyda większe pieniądze na dokumentację, bo pierwotny przebieg budzi wątpliwości, a projekt czeka na szóstym miejscu listy rezerwowej rządowego programu. Adach przestrzegał przed formułą „zaprojektuj i wybuduj”, ryzykowną przy tak specyficznym przedsięwzięciu, Paweł Oleś przypominał zaś, że gmina Żmigród ma takich kolizyjnych przejazdów kilka i o nich również trzeba myśleć przy staraniach o środki.
Potem rozgorzał spór o pożytek publiczny. Radni opozycji wypominali, że środki na kulturę fizyczną dla stowarzyszeń stopniały o połowę w porównaniu z poprzednimi latami, i pytali o organizacje spoza powiatu na liście dotacji — w tym o wrocławski aeroklub upamiętniający stulecie przelotu kapitana Orlińskiego na trasie Warszawa–Tokio — oraz o wnioski ocenione pozytywnie, którym przyznano zero złotych. Agnieszka Brząkała broniła zarządu, tłumacząc, że nikt nie zabierał pieniędzy sportowi, a pule na priorytety będą jeszcze zwiększane; Paweł Oleś ripostował, że wysokie środki poprzedniej kadencji nie brały się z Polskiego Ładu, lecz z decyzji ówczesnych władz. Katarzyna Jarczewska dorzuciła postulat, by w przyszłym roku oceniać wnioski szybciej, bo organizacje realizują zadania na długo przed majem.
Najostrzej starli się Robert Adach i obóz zarządu w kwestii struktury wydatków. Były starosta wyliczał, że wydatki bieżące urosły w kilka lat z 96 do 145 milionów złotych i pochłaniają już ponad osiemdziesiąt procent budżetu, podczas gdy porównywalne powiaty mieszczą się w okolicach siedemdziesięciu kilku: „za chwilę będziecie wydawać tylko na siebie i nie będziemy dyskutować o drogach, bo ich nie będzie”. Strona zarządowa odpowiadała, że „wydatki na siebie” to pensje pracowników realizujących zadania powiatu, rosnąca płaca minimalna, prąd i gaz, a starościna przywołała koszt utrzymania dziecka w specjalistycznej placówce sięgający dwudziestu czterech tysięcy złotych miesięcznie. Wicestarosta Szydłowski wypominał Adachowi, że skarbniczka przeanalizowała właśnie lata jego rządów, na co ten odpowiadał listą własnych inwestycji — oddziałem rehabilitacyjnym, halami sportowymi i orlikami — oraz przypomnieniem, że przy budżecie 60 milionów „udało się szpital wybudować”.
Wątek podziału środków między gminy podniósł Henryk Cymerman, wyliczając, że nożyce „zrównoważonego rozwoju” coraz bardziej się rozjeżdżają: Trzebnica ma w budżecie około jedenastu milionów na infrastrukturę, a Oborniki Śląskie niespełna dwa. Deklarował, że mimo niezadowolenia zagłosuje za zmianami, bo nie chce robić na złość mieszkańcom ulicy Lawendowej, dla której zapisano wreszcie pieniądze na projekt. Katarzyna Jarczewska alarmowała, że na terenie gminy Oborniki Śląskie nie rozpoczęto w tym roku żadnej inwestycji, i dopytywała o chodniki w Osoli, Bagnie, Piekarach, Kotowicach, Paniowicach i o dokumentację dla Kuraszkowa. Jedna z radnych, zasiadająca w radzie także w poprzedniej kadencji, nie zgodziła się z tezą, jakoby wcześniej Oborniki traktowano podobnie, i odczytała zestawienia z raportów powiatu na dowód, że dawniej gmina otrzymywała znacznie więcej. W tle przetoczyła się jeszcze utarczka o zasługi byłego marszałka Marka Łapińskiego dla kolei i obwodnicy Obornik Śląskich oraz o „gumkowanie” zasłużonych postaci z lokalnej historii. Po formalnym wniosku o zamknięcie dyskusji zmiany budżetu — podobnie jak korektę wieloletniej prognozy finansowej — przyjęto.
Skarga z ulicy Lawendowej
Opinię komisji skarg, wniosków i petycji w sprawie skargi mieszkańców Pęgowa na zaniedbania zarządcy drogi przy ulicy Lawendowej — pod nieobecność przewodniczącego komisji — zreferował Rafał Zagórski. Komisja zarekomendowała uznanie skargi za bezzasadną: petycja z grudnia nie spełniała wymogów ustawowych, a zarząd dróg wykazał, że ubytki w gruntowej nawierzchni sukcesywnie uzupełniano i poprawiono oznakowanie.
Robert Adach przewrotnie stanął po stronie skarżących: ludzie mają prawo oczekiwać utrzymania dróg i pisać skargi, a skoro po posiedzeniu komisji znalazło się dwadzieścia tysięcy na dokumentację projektową tej drogi, „realnie przyznaliśmy, że skarga jest zasadna — nie róbmy z siebie gamoni”. Ostrzegał, że traktowanie desperacji mieszkańców formułką „bezzasadna” grozi utratą kontaktu z wyborcami. Dyrektor zarządu dróg tłumaczył, że droga gruntowo-tłuczniowa z natury wymaga corocznego łatania — tym bardziej że mieszkańcy sami zasypują dziury cegłówkami — i zapowiedział wynajęcie równiarki. Z sali zwrócono uwagę, że pod skargą podpisało się kilkanaście osób, a nie jedna „uporczywa” mieszkanka. Dyskusja skręciła jeszcze w temat kaskadowego przekazywania dróg: Adach dziwił się, że powiat przyjął drogi od województwa, ale sam nie oddaje gminom odcinków „prowadzących donikąd”; usłyszał, że pisma wysłano, lecz burmistrzowie nie kwapią się do przejmowania dróg wymagających remontów, a dobra współpraca z gminami przy chodnikach jest cenniejsza niż siłowe zrzuty. Uchwałę o bezzasadności skargi przyjęto.
Bez merytorycznej dyskusji rada ustaliła następnie wynagrodzenie starosty — pytanie z sali o konkretną kwotę skwitowano jedynie żartem — i przeszła dalej.
Ośrodek interwencji kryzysowej z mocą wsteczną
Kontrowersje prawne wróciły przy uchwale o utworzeniu Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej i połączeniu go z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Robert Adach dowodził, że uchwała działająca wstecz, do 2024 roku, wymaga wyraźnej podstawy ustawowej, a podważanie funkcjonującej dotąd uchwały zarządu jest niebezpieczne — mogłoby postawić pod znakiem zapytania legalność dotychczasowych wydatków na wynagrodzenia. Radca prawny uspokajał, że rozwiązanie było konsultowane z nadzorem wojewody, a konstrukcja przypomina „czynności prawne kulejące”: w najgorszym razie nadzór uchyli jedynie końcówkę o mocy wstecznej. „Póki nie mamy nic na piśmie, nic nie zostało ustalone” — ripostował Adach, wspierany przez innego radnego, którego zdaniem rada sama „daje pole do popisu” wojewodzie, skoro kontrole nie kwestionowały dotychczasowego stanu. Padło też pytanie o koszty i obsadę ośrodka — usłyszano, że środki idą głównie na wynagrodzenia. Większość uchwałę przyjęła.
Sprawy różne: termin absolutorium i strzelnica pod Żmigrodem
W sprawach różnych starościna poinformowała o pozytywnej, wydanej bez uwag opinii Regionalnej Izby Obrachunkowej i poprosiła o wczesny termin sesji absolutoryjnej. Poszukiwanie daty zamieniło się w komediową układankę wokół badania bilansu szpitala, Bożego Ciała, dni Żmigrodu, wesela, czyichś pięćdziesiątych urodzin i pracowniczego wyjazdu do Gruzji — ostatecznie padła propozycja spotkania 3 czerwca o ósmej rano. Przewodnicząca zaprosiła też na majowe uroczystości, w tym pod tablicę Kornela Morawieckiego w Obornikach Śląskich.
Finał sesji należał jednak do mieszkanki Grądzika, która upomniała się o sprawę strzelnicy wybudowanej w gminie Żmigród. Opowiadała o nieznośnym huku — zwłaszcza gdy z obiektu, formalnie sportowej strzelnicy amatorskiej, korzysta wojsko — o lokalizacji kilometr od domostw, w sąsiedztwie parku krajobrazowego i obszaru Natura 2000, na działce sprzedanej niegdyś z dziewięćdziesięcioprocentową bonifikatą, oraz o poczuciu, że urząd przeciąga postępowanie: „państwo łamią nasze prawo”. Zapowiedziała zbieranie materiału dowodowego do procesu.
Przewodnicząca przypomniała, że ponowna skarga trafi na komisję i sesję, ale poprosiła o wyjaśnienia dyrektor wydziału ochrony środowiska. Ta zrelacjonowała tok postępowania: po pomiarach hałasu wykonanych w dniu zawodów strzeleckich przeanalizowano zagospodarowanie terenu w promieniu ponad kilometra od strzelnicy; przekroczenia norm stwierdzono dla zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej, nie stwierdzono ich dla zagrodowej, a decyzja o dopuszczalnym poziomie hałasu ma zapaść w połowie maja. Zastrzegła przy tym, że organ nie może nakazać zamknięcia obiektu — może jedynie określić dopuszczalny poziom hałasu, którego przekraczanie skutkuje karami, a dalsza droga dla mieszkańców jest cywilna. Robert Adach drążył metodologię pomiarów i dobór punktów, wypominając, że okoliczne wsie leżą poza wyznaczonym promieniem analiz, i domagał się rozmowy z mieszkanką tu i teraz: „jeśli ktoś poświęcił kilka godzin i przyszedł, to powinniśmy z ludźmi rozmawiać, bo po to jesteśmy”. Starościna, powołując się na wieloletnie doświadczenie ze sporami o ekrany akustyczne przy S5, tłumaczyła, że normy hałasu ustala rozporządzenie ministra, a powiat jedynie bada ich przekroczenie. Przewodnicząca Morawiecka, uznając, że sprawy nie da się rozstrzygnąć na sesji i odsyłając ją na komisję skarg, zamknęła XXIX sesję Rady Powiatu Trzebnickiego — jeszcze w trakcie wymiany zdań.
—
XXX sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 18 maja 2026r.
Sesja na wniosek zarządu, pod nieobecność starościny
XXX sesja Rady Powiatu Trzebnickiego została zwołana na wniosek Zarządu Powiatu. Obrady otworzyła przewodnicząca Rady Anna Morawiecka, stwierdzając kworum. Nad przebiegiem sesji unosiła się jedna istotna okoliczność: starościna Małgorzata Matusiak przebywała z wizytą w Korei Południowej, w związku z czym na pytania radnych odpowiadał przede wszystkim wicestarosta Janusz Szydłowski, wielokrotnie zastrzegając, że kluczowe rozmowy i decyzje zapadną dopiero po powrocie szefowej zarządu.
Porządek obrad był krótki: wybór biegłego rewidenta dla szpitala, zmiana uchwały o środkach PFRON, zmiana budżetu powiatu na 2026 rok oraz zmiany w wieloletniej prognozie finansowej, a na koniec zapytania radnych, sprawy różne i wolne wnioski. Nikt nie wnioskował o zmianę porządku.
Rewident dla szpitala, a w tle pytanie o połączenie z Miliczem
Punkt dotyczący wyboru biegłego rewidenta do zbadania sprawozdań finansowych Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy za lata 2025 i 2026 zreferowała dyrektor wydziału oświaty i spraw społecznych — na rewidenta zaproponowano firmę z Łodzi, wyłonioną po przeprowadzeniu procedury.
Okazję wykorzystał lider opozycji Robert Adach, który zapytał o potencjalny projekt połączenia szpitali trzebnickiego i milickiego w jeden organizm. Przypomniał, że w budżecie państwa przewidziano pulę na wsparcie takich procesów, a wniosek trzeba złożyć do lipca. Podkreślił, że nie jest przeciwny takiemu projektowi — przeciwnie, wskazywał, że powiat mógłby zyskać znaczące środki na remonty oddziałów, a docelowo można by pomyśleć o podziale funkcji między obie placówki, na przykład psychiatrii i opieki długoterminowej w jednej, a SOR-u i interny w drugiej. Zaznaczył przy tym, że sprawa jest prawnie skomplikowana, bo szpital milicki działa jako spółka, a trzebnicki jako SPZOZ — i o ile ustawa pozwala szybko łączyć dwa SPZOZ-y, jak zrobiły to Zgorzelec i Bolesławiec, o tyle połączenie ze spółką wymagałoby rozwiązań pośrednich. Apelował, by zarząd zlecił prawnikom analizę dokumentów aplikacyjnych i złożył wniosek wstępny niezależnie od tego, czy do połączenia ostatecznie dojdzie, bo bez dodatkowych pieniędzy cała operacja traci sens. Dodał, że mógłby to być projekt „ponad podziałami”, czyli ponad polityką.
Wicestarosta Janusz Szydłowski odpowiadał ostrożnie: wskazywał na problemy własnościowe po stronie milickiej i na docierające do zarządu sygnały, jakoby szpital w Miliczu nie do końca był zainteresowany połączeniem. Zapewnił jednak, że zarząd nie mówi „nie”, że starościna już wcześniej deklarowała wolę rozmów i podejmie je po powrocie z Korei, a skoro pojawiły się środki, nie widzi przeszkód, by wniosek do ministerstwa złożyć.
Jadwiga Głodowska z opozycji dopytywała z kolei, czy uchwała o wyborze rewidenta nie zapada zbyt późno — okres obrachunkowy się zakończył, sprawozdania wykonano do końca marca, a rewident nie mógł już uczestniczyć w inwentaryzacji, co jej zdaniem groziło opinią z uwagami. Wicestarosta odparł, że właśnie dlatego sesję zwołano wcześniej, nie czekając do zapowiadanego wcześniej terminu czerwcowego, a rewident ma czas do 30 czerwca i powinien spokojnie zdążyć. Uchwałę przyjęto jednogłośnie, głosami 17 radnych.
Bez dyskusji i również jednogłośnie rada przyjęła następnie zmianę uchwały w sprawie podziału środków z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, którą zreferowała dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie — zwiększone środki trafią przede wszystkim na warsztaty terapii zajęciowej.
Zmiana budżetu, czyli przegląd inwestycji drogowych gmina po gminie
Prawdziwa dyskusja rozpoczęła się przy zmianie budżetu powiatu na 2026 rok, którą przedstawiła pani skarbnik. Wśród zmian znalazły się m.in. środki unijne na sprzęt komputerowy dla wydziału geodezji, dokumentacja chodnika w Kuraszkowie oraz dodatkowe pieniądze na adaptację oficyny przy ulicy Leśnej w Trzebnicy na potrzeby starostwa.
Jako pierwsza głos zabrała Jadwiga Głodowska, pytając wprost o inwestycje na terenie gminy Oborniki Śląskie: minęła połowa roku, a ona — jak stwierdziła — „nie widzi i nie słyszy”, żeby coś się tam działo. Wicestarosta Szydłowski odpowiedział przeglądem zadań: na budowę chodnika w Paniowicach jeszcze tego dnia miały zostać otwarte oferty; na chodnik w Kotowicach przy skrzyżowaniu ulic Agatowej i Szafirowej wpłynęły trzy oferty, ale najniższa przekracza kwotę w budżecie i trzeba będzie znaleźć brakujące środki; przetarg na przebudowę drogi w Kowalach ma zostać ogłoszony przed końcem czerwca; w sprawie utwardzonego pobocza z odwodnieniem w Osoli powiat czeka na uchwałę burmistrza Obornik Śląskich o przekazaniu pomocy finansowej — odpowiedzi na pismo dotąd brak; kończy się dokumentacja drugiego etapu chodnika Uraz–Niziny, który mieszkańcy chcą realizować w Nizinach; w sprawie drogi do Piekar „na razie jeszcze nic nie ma”; umowa na chodnik w Kuraszkowie zostanie podpisana dzięki właśnie zwiększonym środkom, a wyrównanie drogi w Pęgowie musi poczekać, aż teren przeschnie na tyle, by mogła wjechać równiarka i walec.
Borczyk pyta o oficynę, przejazd w Skokowej i mandaty w Czeszowie
Serię pytań zadał następnie Robert Borczyk z opozycji. Najpierw o adaptację oficyny — czy dodatkowe środki to już koniec wydatków i kiedy inwestycja się zakończy. Wicestarosta wyjaśnił, że prace są praktycznie na ukończeniu, a największym problemem pozostaje konieczność zwiększenia mocy przyłącza elektrycznego, na co powiat czeka na decyzję Tauronu — pierwotnie zakładana moc okazała się niewystarczająca wobec planów zamontowania w budynku klimatyzacji. Zapewnił, że więcej wydatków „już nie powinno być”.
Drugie pytanie dotyczyło bezkolizyjnego przejazdu w Skokowej. Dyrektor odpowiedzialna za inwestycję wyjaśniła, że dokumentacji środowiskowej celowo jeszcze nie robiono, bo musi ona dotyczyć konkretnej lokalizacji — gdyby ta się zmieniła, decyzja byłaby nieważna. Powiat rozesłał zapytania do firm w sprawie uszczegółowienia koncepcji i badań geologicznych pod przejazd lub wiadukt, co może potrwać cztery–pięć miesięcy, a dopiero potem odbędą się konsultacje z mieszkańcami i władzami gmin. Na pytanie Borczyka o dofinansowanie uspokoiła, że powiat cały czas jest na liście rezerwowej i w razie przyznania środków wejdzie na listę „z automatu”, bez składania nowych dokumentów. Borczyk dopytywał jeszcze o konsultacje z gminą Prusice jako partnerem inwestycji i o harmonogram spotkań — wicestarosta odparł, że najpierw trzeba poczekać na koncepcję, bo dopiero wtedy „będzie co konsultować”.
Emocje wzbudził wątek policyjnej interwencji w Czeszowie. Borczyk relacjonował, że mieszkańcy otrzymali tam liczne mandaty i punkty karne za przejazd drogą, która fizycznie była już ukończona — a następnego dnia zakazujące wjazdu oznakowanie zostało ściągnięte. Prosił wicestarostę o sprawdzenie, czy interwencja była właściwa i czy znaki nie powinny zniknąć wcześniej, bo wśród mieszkańców zawrzało. Odpowiedź wicestarosty wywołała moment konsternacji: stwierdził, że akurat we wtorek był z dyrektorem Zarządu Dróg Powiatowych w Czeszowie i również został poddany kontroli — tyle że trzeźwości. „Nie chodziło o trzeźwość, tylko o wjazd na drogę” — prostował Borczyk. „Ja myślę, że to chyba raczej chodziło o trzeźwość” — upierał się wicestarosta, obiecując ostatecznie, że sprawdzi, jak było naprawdę.
Przy okazji wicestarosta wyliczył inwestycje w gminie Zawonia, podkreślając, że „bardzo dużo się dzieje”: droga Czeszów–Złotów jest prawie gotowa i zostanie odebrana przed terminem, do końca maja odebrana ma być też droga w Czachowie, podpisano umowę z wykonawcą odcinka Rzędziszowice–Prawocice do granicy powiatu, a projekt przebudowy około czterokilometrowego odcinka Kuźniczysko–Czeszów jest w uzgodnieniach i zapewne trzeba go będzie dzielić na etapy. Do inwestycji w Czeszowie na odcinku Plac Lipowy–cmentarz brakuje kilkudziesięciu tysięcy złotych — zadania, które, jak zauważył sam wicestarosta, „było obiecane chyba nawet przed wyborami” — a umowa z projektantem drogi Czachowo–Sędzice została już podpisana. Wyjaśnił przy tym zasadę przyjętą przez zarząd: jeśli trzeba dołożyć środków do zadania, szuka się ich w innych zadaniach tej samej gminy. Na pytanie Borczyka o drogę Złotów–Ludgierzowice, której większa część leży po stronie powiatu oleśnickiego, odpowiedział, że starościna spotykała się już ze starostą oleśnickim i uzgodnienia trwają.
Adach kontra wicestarosta: czy pieniędzy na drogi jest coraz mniej?
Najostrzejsza wymiana zdań rozegrała się między Robertem Adachem a wicestarostą Szydłowskim wokół tezy o kurczących się środkach na inwestycje. Adach „chciał zmobilizować zarząd”: środków z rządowego programu przebudowy dróg lokalnych jest co roku niemal tyle samo, a powiat otrzymał w tym roku — jak przypominał — bodaj największą w swojej historii dotację z tego programu, na zadanie Skarszyn–Boleścin. Nieprawdą jest więc, jego zdaniem, powtarzana przez zarząd teza, że pieniędzy jest coraz mniej; problemem jest natomiast to, że wydatki bieżące rosną szybciej niż inwestycyjne. Apelował też, by oszczędności poprzetargowe nie zostawały automatycznie w gminie, w której powstały, lecz były kierowane na najważniejsze zadania w skali całego powiatu — i wypomniał, że są gminy ze śladowym udziałem w inwestycjach, przywołując „sławetny” przykład, że powiat wydaje na prawników niemal tyle, ile na drogi w gminie Prusice.
Wicestarosta bronił się, że zadań cały czas przybywa, że wszystko drożeje, a skarbnik wykazała na poprzedniej sesji, iż procentowo wydatki kształtują się podobnie jak za kadencji, gdy starostą był Adach. Ten ripostował, że trudno porównywać dawne kwoty na inwestycje w gminie Prusice — początkowo kilkaset tysięcy, obecnie około miliona — i że przy budżecie powiatu, który w kilka lat urósł o kilkadziesiąt milionów, teza o „coraz mniejszych pieniądzach” po prostu nie jest prawdziwa. Panowie przerzucali się argumentami o Polskim Ładzie, subwencjach i dotacjach poprzedniej kadencji, aż przewodnicząca Morawiecka zaproponowała, by obowiązkowe głosowania przeprowadzić teraz, a dyskusję kontynuować „w miłej atmosferze” w sprawach różnych.
Do sporu włączył się jednak jeszcze Daniel Buczak z zarządu, przestrzegając, że jeśli bezkolizyjny przejazd w Skokowej dojdzie do skutku, bardzo mocno obciąży budżet powiatu, a wskaźniki inwestycyjne dla gminy Prusice „wyskoczą” ponad wszelką miarę. Adach odpowiedział z przekąsem, że życzy powodzenia tej inwestycji, ale nie ma przekonania, by powiatowi rzeczywiście na niej zależało — przeciwnie, jego zdaniem „wszystko dzieje się w tym kierunku, żeby tej inwestycji nie zrealizować”. Argumentował, że jedna duża inwestycja nie może oznaczać zamrożenia wszystkich innych wydatków w danej gminie, bo byłoby to nieuczciwe wobec jej mieszkańców — podobnie jak plany budowy nowego starostwa nie mogą wstrzymywać inwestycji w gminie Trzebnica. Gdy padł zarzut, że rozmowa jest niekonkretna i takie sprawy powinny być omawiane na komisji, Adach odbił piłeczkę: to opozycja od dawna prosiła zarząd o zorganizowanie komisji z udziałem wszystkich interesariuszy i to nie jego wina, że takiej komisji nie ma. Dodał uszczypliwie pod adresem adwersarki z obozu większości, że skoro pobiera dodatki za pracę dodatkową w starostwie, to niech taką komisję zorganizuje — a on na pewno się pojawi i merytorycznie odniesie, byle zaproszono wszystkich zainteresowanych, „a nie tylko swoich”.
Przewodnicząca zamknęła dyskusję i przeprowadziła głosowanie. Uchwałę budżetową — wraz z autopoprawką, co po chwili zamieszania musiała radnym doprecyzować — przyjęto, a następnie, już bez dyskusji, rada przyjęła głosami 18 radnych dostosowującą się do niej uchwałę o zmianach w wieloletniej prognozie finansowej powiatu na lata 2026–2041.
Objazd dróg powiatowych: samochodem czy kamerką?
W punkcie zapytań radnych Henryk Cymerman przypomniał o zapowiadanym objeździe dróg powiatowych z udziałem radnych, dopytując zwłaszcza o drogę od ronda w Obornikach Śląskich przez Siemianice do Prusic, szczególnie o jej końcowy odcinek w Siemianicach. Wicestarosta przyznał, że temat nie został jeszcze zrealizowany — zarząd czeka na powrót starościny — i zaproponował formułę objazdów w podziale na gminy, bo wożenie radnych po całym powiecie uznał za niecelowe. Cymerman podsunął, by zainteresowani radni dojeżdżali własnymi samochodami do punktów zbiórki. Ustalono wstępnie, że objazdy odbędą się na początku czerwca, po Bożym Ciele, w trzech turach: gmina Zawonia z gminą Trzebnica, gmina Żmigród z gminą Prusice oraz gmina Wisznia Mała z gminą Oborniki Śląskie.
Do tematu nawiązał Paweł Oleś, ponawiając swoją wcześniejszą sugestię: zamiast organizować kilka terminów, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych mógłby zamontować w samochodzie kamerkę o dobrej rozdzielczości i nagrywać przejeżdżane odcinki, a radni obejrzeliby stan czterystu kilometrów dróg na monitorze. Propozycja wywołała kpiący komentarz Bogusława Rubaszewskiego, który zapytał, czy Oleś zdaje sobie sprawę, ile trzeba by siedzieć nad filmem obejmującym 400 kilometrów dróg. Oleś odpowiadał, że istnieje technologia pozwalająca odtwarzać nagrania w przyspieszeniu i wyszukiwać je po numerze drogi, i wytknął, że przez trzy lata można było to spokojnie zrobić, a niektóre drogi od lat nieremontowane są „gorsze lub jeszcze gorsze” — dodając, że nie wie, do czego Rubaszewski „pije i się śmieje”. Wicestarosta ocenił, że lepszy będzie jednak fizyczny objazd, bo pozwala się zatrzymać, obejrzeć problematyczne miejsca i porozmawiać. Ktoś z sali zażartował, że wicestarosta najwyraźniej nie chce nagrać „najdłuższego filmu drogowego z powiatu trzebnickiego” — „taki nasz easy rider”.
Głos zabrała też radna z gminy Wisznia Mała, która z racji zawodowego doświadczenia w zarządzaniu drogami gminnymi wskazała, że od nagrywania kamerką są profesjonalne usługi i programy typu GIS, obejmujące nie tylko nawierzchnie, ale i oznakowanie czy parametry dróg — i ponowiła propozycję, by powiat taki program w tej kadencji zakupił, co znacznie usprawniłoby pracę Zarządu Dróg Powiatowych przy uzgodnieniach. W dłuższym wystąpieniu stanęła po stronie zarządu: przypomniała, że za dawnych kadencji, w tym za czasów starosty Adacha, realizowano rocznie kilkanaście inwestycji drogowych, a obecnie prowadzone są 54 zadania, co jest ogromnym wysiłkiem dla niepowiększonego kadrowo Zarządu Dróg Powiatowych — „chylę czoła” przed dyrektorem i jego zespołem, mówiła. Przyznała, że nie wszędzie jest idealnie, a wybory między gminami są trudne, ale wyraziła dumę, że mimo różnicy zdań radzie udaje się wprowadzać i realizować tak wiele zadań. Agnieszka Brząkała z zarządu uzupełniła, że powiatowe biuro transportu nagrało zresztą w ubiegłym roku wszystkie drogi powiatowe przy okazji kontroli oznakowania — choć jej zdaniem takie nagrania nie do końca oddają stan dróg i lepiej pojechać osobiście.
W sprawach różnych nie zabrakło też podziękowań: Sławomir Zarentowicz dziękował dyrektorowi Zarządu Dróg Powiatowych za szybką naprawę nawierzchni w Prusicach od ulicy Wrocławskiej aż do szkoły, a Henryk Cymerman — za interwencję i prace wykonane w Urazie, wskazane m.in. w jego pismach. Przewodnicząca Morawiecka dodała, że na dyrektora „zawsze można liczyć w sytuacjach podbramkowych”. Padło jeszcze pytanie o utrzymanie dróg wojewódzkich, które powiat utracił — wicestarosta wyjaśnił, że województwo ogłosiło przetarg i wyłoniło wykonawców za kwotę wyraźnie wyższą niż ta, którą wcześniej otrzymywał na to zadanie Zarząd Dróg Powiatowych, a powiat skupi się teraz na drogach własnych.
Niezwykli goście: wnuk przedwojennego lekarza z Trzebnicy
Na koniec sesji Daniel Buczak przedstawił radzie wyjątkowych gości: profesora Helmuta Steiningera z małżonką. Gość jest wnukiem Hansa Steiningera, który w latach 1919–1945 był naczelnym lekarzem szpitala mieszczącego się w trzebnickim klasztorze sióstr boromeuszek — postaci przed wojną powszechnie szanowanej, która po wkroczeniu żołnierzy radzieckich leczyła zarówno ludność niemiecką, jak i polską oraz samych żołnierzy. Hans Steininger zmarł w Trzebnicy w marcu 1945 roku i — w odróżnieniu od chowanych wówczas masowo ofiar wojny — spoczywa w indywidualnym grobie w ogrodach klasztornych, którym siostry boromeuszki opiekują się do dziś. Rodzina, katolicka i antywojenna, była represjonowana przez władze narodowosocjalistyczne. Z powiatem trzebnickim łączy ją jeszcze jeden fakt: to do Steiningerów należała willa przy dzisiejszej ulicy Bochenka, w której obecnie mieści się budynek starostwa powiatowego — i którą gość zamierzał zwiedzić zaraz po sesji.
Profesor Steininger, którego wypowiedzi tłumaczył z niemieckiego Daniel Buczak, opowiadał o sentymentalnej podróży do miasta, w którym mieszkali jego dziadkowie i dorastał jego ojciec, o wizycie w klasztorze i przy grobie dziadka oraz o fundacji, której członkiem jest od lat rodzina, a dzięki której na początku lat dziewięćdziesiątych znaleziono w Niemczech środki na ustabilizowanie pękających fundamentów trzebnickiego kościoła klasztornego. Nie zabrakło zabawnego zbiegu okoliczności: profesor korespondował ze starościną Małgorzatą Matusiak, która serdecznie zaprosiła go do Trzebnicy — tyle że akurat teraz przebywa w Korei Południowej, czyli w kraju, z którego pochodzi żona gościa. Państwo Steiningerowie, mieszkający w powiecie Bodensee na południu Niemiec, w okolicach słynącego z zeppelinów Friedrichshafen, podziękowali za zaproszenie i życzyli powiatowi jak najlepszego rozwoju.
Przewodnicząca Anna Morawiecka podziękowała gościom za przybycie, życząc im miłego pobytu w mieście, w którym mają swoje korzenie, po czym zamknęła XXX sesję Rady Powiatu Trzebnickiego.
—
XXXI sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 18 czerwca 2026r.
Otwarcie obrad i spór o autopoprawkę
Sesję otworzyła przewodnicząca Rady Anna Morawiecka, stwierdzając kworum. Porządek obrad obejmował zmiany w budżecie powiatu na 2026 rok, zmiany w wieloletniej prognozie finansowej, dwie dotacje dla parafii — w Krynicznie i w Wysokim Kościele — oraz nadanie imienia patrona centrum opiekuńczo-wychowawczemu w Obornikach Śląskich.
Już przy pytaniu o zmiany porządku obrad doszło do pierwszej wymiany zdań. Wicestarosta Janusz Szydłowski zgłosił autopoprawkę do projektu uchwały budżetowej, którą omówić miała skarbnik. Robert Adach zareagował z irytacją: opozycja dostała dokument „trzy sekundy temu” na piśmie i nikt nie wie, o co w nim chodzi. Ostatecznie ustalono, że autopoprawka zostanie omówiona przy punkcie budżetowym. Adach dopytywał również, dlaczego dotacja dla kościoła w Złotowie, o której zarząd informował w sprawozdaniu, nie znalazła się w porządku tej sesji, lecz ma być procedowana osobno — i czy nie lepiej było rozszerzyć porządek sesji głównej, zamiast zwoływać sesję nadzwyczajną. Odpowiedź prowadzącej była krótka: nie.
Autopoprawka budżetowa — furtka do pożyczki dla szpitala
Skarbnik powiatu wyjaśniła, że autopoprawka wprowadza do uchwały budżetowej upoważnienie dla zarządu do udzielenia pożyczki. Jak podkreśliła, jest to deklaracja, a nie przesądzone zobowiązanie — zarząd ma na te środki „inny pomysł”, ale sprawa jest pilnie związana z terminem 30 czerwca. Chodziło o szpital: placówka realizuje duże projekty, które muszą zostać rozliczone do końca miesiąca, a wkład własny szpitala nie może pochodzić ze środków dotacji, by uniknąć podwójnego finansowania. Stąd w uchwale pojawiła się możliwość ewentualnego udzielenia szpitalowi pożyczki, a z budżetu zdjęto wcześniejsze dotacje celowe dla lecznicy, w tym na doposażenie oddziału chorób wewnętrznych w szpitalu im. św. Jadwigi Śląskiej. Skarbnik omówiła też pozostałe zmiany, głównie przesunięcia między inwestycjami drogowymi — m.in. na przebudowę drogi powiatowej Wisznia Mała–Pierwoszów, dokumentację chodnika Uraz–Niziny, chodnik w Paniowicach, drogę w Czeszowie oraz zamianę planowanego chodnika wzdłuż drogi Żmigród–Grądzik na ścieżkę rowerową.
Wielka debata o szpitalu — Adach oskarża, zarząd się broni
To właśnie sprawa szpitala zdominowała sesję. Robert Adach oświadczył, że nie rozumie konstrukcji pożyczki, skoro ustawa o działalności leczniczej pozwala pokryć stratę — co jest prostsze i daje szpitalowi „szansę na złapanie oddechu”. Lider opozycji przypuścił frontalny atak na koalicję: zarzucił jej „zabetonowanie informacji” o szpitalu, odwołanie „jakimś podstępem” Iwony Kurowskiej z rady społecznej, którą przywrócić musiała dopiero wojewoda, oraz odcinanie radnych opozycji od wiedzy o sytuacji placówki. Przypomniał, że gdy jego środowisko oddawało władzę, szpital generował zysk, a dziś przynosi wielomilionowe straty rocznie. Głównego winowajcę wskazał wprost: oddział chirurgii plastycznej, otwierany — jak mówił — z udziałem „dygnitarzy PiS”, wojewody Obrębskiego i burmistrza Marka Długozimy, jego zdaniem „fanaberia”, która co roku generuje milionowe straty, bo NFZ nigdy nie da na nią kontraktu. Wypomniał też zarządowi zaprzepaszczoną konsolidację ze szpitalem w Miliczu: starosta milicki Łukasz Rokita „sto tysięcy razy” próbował się spotkać, nie znaleziono dla niego czasu, więc Milicz dogadał się z Wołowem — i to tamte powiaty sięgną po kilkudziesięciomilionową dotację. „Nie macie serca do tego szpitala. I to mnie boli” — mówił Adach, przypominając, że nawet starosta Wysocki pokrywał straty, a on sam wybudował skrzydło rehabilitacyjne i SOR.
Wicestarosta Szydłowski odpowiedział, że Adach podaje informacje nieprawdziwe: były dyrektor Maroszek wprost wskazywał, że największe straty przynoszą SOR i oddział położniczy, a o chirurgii plastycznej mowy nie było — gdyby nie SOR i porodówka, szpital wychodziłby na zero. Przypomniał też Adachowi kadencję 2014–2018, w której — jak mówił — pokryto kilkanaście milionów straty wygenerowanej za czasów, gdy to Adach był starostą. Adach ripostował, że to nieprawda, że pokrycie strat było przewidziane i odbyło się zgodnie z ustawą, a powiat zainwestował wówczas w szpital ok. 30 milionów złotych.
Do dyskusji włączył się Robert Borczyk, pytając radnych koalicji, jakie informacje o strukturze strat pozyskali podczas wizyty w szpitalu, i zwracając uwagę, że znana jest jedynie strata ogólna za ubiegły rok, bez rozbicia na oddziały. Starościna Małgorzata Matusiak przerwała mu, prosząc o merytoryczny spór — na co odpowiedziała jej fala wzajemnych upomnień o nieprzerywanie.
Skarbnik dokończyła wyjaśnienia: zamiarem zarządu jest właśnie pokrycie straty szpitala, a zapis o pożyczce to zabezpieczenie „na wszelki wypadek”, które nic nie kosztuje, bo zobowiązanie powstaje dopiero z chwilą podpisania umowy. Zapowiedziała, że na wtorkowej sesji nadzwyczajnej, poświęconej w całości szpitalowi, przygotowane będą uchwały łącznie z uchwałą o pokryciu ujemnego wyniku netto lecznicy.
Borczyk przyjął tę zapowiedź z zadowoleniem, choć powtórzył zastrzeżenie Adacha, że zamiast sesji nadzwyczajnej wystarczyło rozszerzyć porządek obrad. Zwracając się do wicestarosty stwierdził, że sytuacja szpitala robi się dramatyczna — zaległości wobec dostawcy energii, składki, liczne zobowiązania — i że dziś każdy radny „rzuci wszystko”, żeby szpital ratować. Podkreślił, że porodówka wyszła już na granicę rentowności, a straty przynosi oddział, o którym mówił Adach. Pochwalił przy tym publicznie nową dyrektor szpitala za szybko zdobytą, gruntowną wiedzę ekonomiczną o placówce i zaapelował, by skończyć z rozliczaniem historii, pokryć stratę, ratować środki z KPO i przeprowadzić rzetelną analizę rentowności oddziałów.
Starościna Matusiak nie kryła jednak oburzenia. Wyraziła zdumienie, że Borczyk publicznie ocenia stan szpitala po rozmowie z dyrektor, która obowiązki pełni dopiero od marca, podczas gdy przez niemal pięć lat placówką kierował — jak mówiła — „kompetentny, wręcz wzorowy” dyrektor Maroszek. Przypomniała, że kryzys finansowy szpitali powiatowych to problem ogólnopolski, którego nie rozwiązał żaden rząd, a Adach próbuje obwiniać zarząd za stan, na który się nie składa. Wypomniała liderowi opozycji, że to z nim i dyrektorem Maroszkiem zabiegała u wojewody o zgodę na utworzenie pododdziału chirurgii plastycznej, „żeby przywrócić markę temu szpitalowi” — a dziś Adach oskarża ją i tak nisko ceni byłego dyrektora. Adach odparował, że za straty w większości odpowiada właśnie chirurgia plastyczna, a był to projekt starościny, otwierany z burmistrzem Długozimą i „pisowskim wojewodą” — „są zdjęcia, mogę pokazać”. Matusiak repliki nie pozostawiła bez odpowiedzi, wskazując, że zdecydowana większość szpitali powiatowych w Polsce zakończyła ubiegły rok stratą, a dyrektor Maroszek od lat sygnalizował, że będzie coraz gorzej: kontrakty NFZ nieprzeszacowane od lat, ustawowe podwyżki dla kadry medycznej bez pokrycia, wzrost cen energii i gazu oraz zaprzestanie płacenia przez fundusz za nadwykonania. Zapewniła, że szpital jest dla zarządu „oczkiem w głowie”: trwa głęboki audyt energetyczny pod przygotowywany projekt termomodernizacji, rozmowy z gminami o zlecaniu badań w szpitalnym laboratorium i analizy dotyczące restrukturyzacji lub połączenia. „Endoproteza polityki nie zna” — zakończyła.
Sławomira Misiura-Hermann dodała, że chirurgia plastyczna to m.in. korekty uszu u dzieci i młodzieży oraz zabiegi dla kobiet po mastektomii, zmagających się ze skutkami choroby nowotworowej — i tego pacjentkom odbierać nie wolno. Poinformowała, że dzień wcześniej uczestniczyła w Zgromadzeniu Ogólnym Związku Powiatów Polskich, gdzie starostowie z całego kraju jednogłośnie przyjęli stanowisko w sprawie sytuacji finansowej szpitali powiatowych, z postulatami urealnienia wycen świadczeń, indeksacji kontraktów NFZ i pełnego finansowania ustawowych podwyżek. Poprosiła radnych o wspólny front: „państwa atak na nas nie pomaga — raczej atakować trzeba wyżej, wspólnie”.
Adach odpowiedział, że powierzchownie może się z tym zgodzić, ale trzebnicki szpital zawsze był w lepszej sytuacji niż inne lecznice powiatowe. Przyznał, że ustawa podwyżkowa „zabija wszystkie szpitale”, jednak tegoroczna zapaść wynika z zaprzestania płacenia za nadwykonania — co nigdy nie dotyczyło chirurgii plastycznej, bo tam nadwykonań nie było i wszystko robione jest „za własne pieniądze”. Pytał, czy chirurgia plastyczna jest w ogóle zadaniem szpitala powiatowego — w odróżnieniu od chirurgii ręki, historycznego dziedzictwa profesora Kocięby, które NFZ rozumie i finansuje. Zadeklarował, że opozycja zagłosuje za pokryciem straty: „zrobimy kilometr drogi mniej, a nasi rodzice będą zabezpieczeni”. Raz jeszcze wrócił też do zaprzepaszczonej konsolidacji z Miliczem — „nie mamy partnera i przegapiliśmy temat”.
Rubaszewski kontra Adach — starcie personalne
Ton debaty zaostrzył Bogusław Rubaszewski, który ironizował, że Adach jest takim samym „znawcą służby zdrowia” jak wszyscy członkowie KO, przywołując medialne doniesienia o lekarzu zarabiającym krocie i „pokojach dla VIP-ów” w warszawskim szpitalu południowym. Zarzucił rządowi, „władzy i kumplom” Adacha, że nie dają szpitalom pieniędzy nawet na zrekompensowanie podwyżek cen energii, a liderowi opozycji wypomniał zaciągnięcie za jego starostowania pożyczki w parabankowej firmie, która „wzięła szpital na potężne oprocentowanie”, z czego placówkę wyciągać musiał dopiero ówczesny dyrektor przy pomocy starosty Wysockiego. Docinał też Adachowi, sugerując, by „różdżki” szukał we własnych wieczornych wpisach na Facebooku. Adach przerywał, pytając, czemu Rubaszewski nie wspomni o wybudowanym przez niego oddziale rehabilitacyjnym, a przewodnicząca Morawiecka bezskutecznie apelowała o nieprzerywanie.
Oleś i Buczak — spór o systemowość i „swoje osoby”
Paweł Oleś odpowiedział Rubaszewskiemu, że pieniądze do służby zdrowia dokładane są i za tego, i za poprzedniego rządu, a PiS, choć szedł do wyborów „ze sztandarami” reformy, jej nie przeprowadził — bo to proces na lata, wykraczający poza kadencje, którego nikt nie chce ruszyć w obawie o punkty procentowe. Zaproponował nawet referendum w sprawie prywatnej lub państwowej służby zdrowia. Rubaszewskiemu wytknął, że gdy on sam wnioskował o środki na remont oddziału ortopedycznego — gdzie warunki pobytu określił jako katastrofalne — koalicja głosowała przeciw. Zaapelował, by nie robić „wycieczek personalnych” i przejść do głosowania.
Daniel Buczak upomniał Olesia za sformułowanie o „swoich osobach” przebywających w szpitalu — wszyscy pacjenci to „nasi mieszkańcy” i nie należy dzielić na swoich i nie swoich. Adachowi zarzucił z kolei „bicie politycznej piany”: problemy trzebnickiego szpitala to w co najmniej 95 procentach problemy systemowe, których nie rozwiązał ani poprzedni, ani obecny rząd, więc obarczanie nimi koalicji jest nieuczciwe. Oleś sprostował, że mówiąc o „swoich osobach” miał na myśli krewnych radnych leczonych na ortopedii, i wyraził satysfakcję, że jego dawny wniosek o doposażenie oddziału — początkowo odrzucony — został w końcu zrealizowany. Buczak dodał jeszcze, że komisja polityki społecznej odbyła kilkugodzinne spotkanie z dyrektorem Maroszkiem i żałuje, że opozycja w takich spotkaniach nie uczestniczy, bo wiedziałaby, jaka jest sytuacja szpitala. Nie odmówił sobie też uwagi pod adresem Adacha w sprawie podwyżek dla pielęgniarek — pytał, czy te wynagrodzenia się nie należą przedstawicielkom tak wymagającego zawodu. Adach odpowiadał, że chodzi o ustawę nakładającą coroczne, kilkunastoprocentowe obligo bez pokrycia, aż przewodnicząca Morawiecka przywołała obu panów do porządku i zamknęła dyskusję.
Skokowa — Adach proponuje oddać zadanie gminie Prusice
Tuż przed głosowaniem Adach poruszył jeszcze sprawę pisma burmistrza Prusic, który wyraża gotowość przejęcia zadania poprawy bezpieczeństwa w Skokowej — budowy bezkolizyjnego, dwupoziomowego skrzyżowania kolejowo-drogowego. Przekonywał, że skoro gminie na tym zależy, powiat powinien przekazać zadanie wraz z zaplanowaną partycypacją finansową, tak jak oddawano wcześniej zadania gminom Wisznia Mała i Trzebnica: gmina ma determinację, odpowiada przed wyborcami i dysponuje dotacją PKP, a u powiatu sprawa mogłaby „się kitwasić”. Prosił, by zarząd przeanalizował wniosek przed kolejną sesją.
Uchwałę budżetową wraz z autopoprawką rada przyjęła jednogłośnie — za głosowało 19 radnych, co po zapowiedziach Adacha o poparciu dla ratowania szpitala potwierdziło rzadką na tej sali jednomyślność. Równie jednogłośnie przyjęto zmiany w wieloletniej prognozie finansowej na lata 2026–2041, które skarbnik przedstawiła jako konsekwencję zmian budżetowych.
Dotacje dla parafii i powracający spór o pałac w Rościsławicach
Przy uchwale o dotacji dla parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Krynicznie na renowację dwóch zabytkowych figur aniołów Adach — jak sam przyznał, „jak zawsze w takich punktach” — zapytał o pałac w Rościsławicach. Boli go, że powiatowi „wali się dach” własnego zabytku, a pieniądze idą na figury; zagłosuje za, bo to spuścizna kulturowa, ale w pierwszej kolejności ratować należy to, co niszczeje nieodwracalnie. Wicestarosta Szydłowski odpowiedział, że pomysłem zarządu jest sprzedaż nieruchomości — konserwator zabytków nie pozwoli „od tak sobie wygłaskać” pałacu, a koszty remontu byłyby ogromne; prywatny nabywca będzie musiał obiekt wyremontować. Adach ripostował, że pałac sprzedawany jest od kilkunastu lat bezskutecznie, a miesiąc wcześniej zarząd deklarował zabezpieczenie dachu — „to jest słabo”, gdy deklaracje się zmieniają. Wywiązała się przepychanka o przerywanie i udzielanie głosu, którą przewodnicząca Morawiecka próbowała uciąć przypomnieniem, że punkt dotyczy parafii w Krynicznie, nie Rościsławic.
Na prośbę starościny głos zabrała kierownik właściwego wydziału: po drugim nieudanym przetargu na działkę z pałacykiem wyznaczono rokowania na początek lipca, pierwszy przetarg na nieruchomości niezabudowane zakończył się wynikiem negatywnym, a krąg potencjalnych inwestorów zawęża przeznaczenie terenu — usługi rekreacji i turystyki w strefie ścisłej ochrony konserwatorskiej, gdzie deweloper szeregówek nie wybuduje. Powiat wystąpił do gminy Oborniki Śląskie o korzystniejsze ujęcie działek w planie ogólnym. Adach skwitował, że w sprzedaż nie wierzy, a słabe to świadectwo gospodarza, gdy własnego zabytku się nie ratuje, dając pieniądze na cudze. Uchwałę przyjęto jednak jednogłośnie, 19 głosami za.
Bez kontrowersji przeszła druga dotacja — dla parafii pw. Niepokalanego Serca NMP w Wysokim Kościele na remont elewacji południowej XV-wiecznego kościoła. Sławomira Misiura-Hermann wyjaśniła montaż finansowy: parafia pozyskała środki od marszałka i gminy, w ubiegłym roku wyremontowała elewację północną, a dotacja powiatu domyka finansowanie. Paweł Oleś dopytał o wcześniejsze dotacje dla parafii z gminy Wisznia Mała — przypomniano renowację obrazu ołtarzowego w Krynicznie i remont dachu kościoła w Ozorowicach — i pochwalił proboszczów za aktywne zabieganie o środki z różnych źródeł. Uchwała przeszła 20 głosami za, jednogłośnie.
Irena Leszczyńska patronką centrum w Obornikach Śląskich
Wzruszający akcent sesji stanowiło nadanie imienia patrona Centrum Opiekuńczo-Wychowawczemu w Obornikach Śląskich. Dyrektor placówki przedstawiła sylwetkę Ireny Leszczyńskiej — mieszkanki Obornik Śląskich od 1946 roku, zmarłej w wieku 103 lat honorowej obywatelki miasta. W czasie II wojny światowej Leszczyńska, żołnierz Armii Krajowej z placówki w Sędziszowie Małopolskim, obserwowała niemiecki poligon w Bliźnie, gdzie testowano broń typu V, ukrywała w piwnicy rodzinnego domu młodą Żydówkę, a przede wszystkim przewiozła do krakowskiego klasztoru kapucynów ukryty w warkoczu mikrofilm ze szczegółowymi danymi rakiet V2, który dotarł do naczelnego wodza i Winstona Churchilla w Londynie. Jest bohaterką filmu dokumentalnego „Szeblanka” i wystawy „Pokolenie Baczyńskiego” na Zamku Królewskim w Warszawie. Starościna Matusiak zaprosiła radnych na uroczyste nadanie imienia i otwarcie placówki po kilkuletnim remoncie i modernizacji. Uchwałę przyjęto jednogłośnie, 20 głosami za.
W sprawach różnych Agnieszka Brząkała nie omieszkała wbić szpilki Adachowi: skoro rada będzie teraz upamiętniać członków Armii Krajowej, opozycja ma „do tego przyczynek”. Adach odpowiedział, że o inicjatywie wiedział i bardzo się z niej cieszy — nigdy nie chciał, by żołnierze AK, formacji łączącej setki tysięcy Polaków i walczącej z dwoma okupantami, byli zapomniani, a w ostatnich latach pamięć o nich wypierali „żołnierze wyklęci”.
Kolejowy zgrzyt na koniec
W wolnych wnioskach Adach zgłosił pretensję o pominięcie go przy zaproszeniach na uroczystość przywrócenia ruchu na linii kolejowej Wrocław–Trzebnica. Przypomniał, że to on przejmował tę linię wraz z długami wobec skarbu państwa i „ubłagał” kolejnych marszałków o pieniądze na jej uruchomienie — a na imprezę, z którą czuje się osobiście związany, zaproszenia nie dostał, choć w instytucji marszałkowskiej miano mu wskazać, że za zapraszanie samorządowców odpowiadała starościna. Matusiak stanowczo zaprzeczyła: stroną zapraszającą był samorząd województwa dolnośląskiego, ona sama — podobnie jak burmistrzowie — otrzymała zaproszenie mailem, a drugi dzień wydarzenia był otwarty dla wszystkich mieszkańców, więc Adach mógł w nim uczestniczyć. Nie widzi powodu, by się z czegokolwiek tłumaczyć.
W tej atmosferze przewodnicząca Anna Morawiecka zamknęła XXXI sesję Rady Powiatu Trzebnickiego, a ostatnie, wygasające już przy mikrofonach docinki dotyczyły wciąż tego, kto kogo powinien był zaprosić.
—
XXXII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 18 czerwca 2026r.
Otwarcie sesji absolutoryjnej
XXXII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego — druga tego dnia, po zwołanej wcześniej sesji w trybie nadzwyczajnym — miała charakter absolutoryjny. Prowadzący obrady przewodniczący stwierdził kworum przy obecności 20 radnych, a następnie przedstawił porządek obrad, którego trzon stanowiły: rozpatrzenie raportu o stanie powiatu trzebnickiego za 2025 rok wraz z głosowaniem nad wotum zaufania dla zarządu, rozpatrzenie sprawozdania finansowego wraz ze sprawozdaniem z wykonania budżetu za 2025 rok oraz procedowanie absolutorium dla zarządu powiatu. Nikt nie wniósł poprawek do porządku obrad, przyjęto też bez uwag protokoły z poprzednich sesji.
Sprawozdanie starościny: lądowisko, Skokowa i szpital
Prowadzący obrady, udzielając głosu starościnie Małgorzacie Matusiak, poprosił o przedstawienie sprawozdania z prac zarządu „naprawdę w dużym skrócie”. Starościna zrelacjonowała rozmowy z dyrekcją Polskich Linii Kolejowych w sprawie bezkolizyjnego przejazdu w Skokowej, spotkania z wojewodą dolnośląską Anną Żabską i marszałkiem województwa w sprawach dofinansowania inwestycji, a także kwestię lądowiska przy szpitalu — powiat otrzymał na ten cel z programu ochrony ludności i obrony cywilnej kwotę, którą określiła jako niesatysfakcjonującą. Wspomniała również o wizycie delegacji z partnerskiego Goslar, o rozpoczętych i odebranych inwestycjach drogowych, o utrzymaniu przez szpital św. Jadwigi Śląskiej trzeciego miejsca w rankingu dolnośląskich porodówek oraz o pracach komisji konkursowej wyłaniającej dyrektora szpitala.
Do pierwszego spięcia doszło, gdy starościna zapowiedziała, że chce „sprostować wypowiedź pana Roberta Adacha” w sprawie konsolidacji szpitala. Adach odparł, że na tej sesji nic nie mówił, a prowadzący obrady upomniał starościnę, by nie wywoływała radnego, bo „zaraz będzie dyskusja”. Starościna przeprosiła za personalne wywołanie, po czym obszernie zreferowała historię rozmów konsolidacyjnych: prowadzonych jeszcze przez byłego dyrektora Jarosława Maroszka, kontynuowanych przez pełniącą obowiązki dyrektora Izabelę Nasiukiewicz, oraz koncepcji przedstawionej przez szpital milicki, która — jak podkreśliła — nie satysfakcjonuje ani personelu medycznego, ani p.o. dyrektor, gdyż szpital trzebnicki mógłby na niej „tylko stracić na znaczeniu”. Ujawniła, że rozmawiała z marszałkiem także o ewentualnej fuzji ze szpitalem wojewódzkim. Zaapelowała o „głos rozsądku, a nie upolitycznianie tematu szpitala”, zaznaczając, że ostateczna decyzja będzie należała do radnych, a dług szpitala nie został wygenerowany przez obecny personel czy zarząd, lecz sięga korzeniami połączenia szpitali za czasów starosty Kolińskiego.
Atak na lokalne media i pierwsza wymiana ciosów
W końcowej części sprawozdania starościna ostro zaatakowała lokalne medium — DTR Trzebnickie — zarzucając mu rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, krytykowanie raportu o stanie powiatu bez jego przeczytania, a nawet „uśmiercanie” Roberta Adacha w publikacjach. Stwierdziła, że do zarządu docierają informacje, jakoby redaktor działał „na zlecenie sąsiednich gmin”, by dyskredytować powiat, i zapowiedziała, że dopóki jest przewodniczącą zarządu, nie będzie na to jej zgody. Gdy zaczęła wyrażać rozczarowanie wypowiedzią radnego Roberta Borczyka, prowadzący obrady przerwał jej stanowczo: sprawozdanie z obrad zarządu to sprawozdanie z obrad zarządu, a „obmówić wszystkich po kolei” będzie można w sprawach różnych.
Sam prowadzący obrady, zanim otworzył pytania, zaapelował do zarządu, by ten „nie szedł w tym roku na urlop na dwa miesiące”, tylko przeprowadził konkretne rozmowy i komisje w sprawie szpitala — rada musi podjąć decyzję o kierunku konsolidacji w ściśle określonym terminie, a robienie konsolidacji zewnętrznej tylko dla pieniędzy, na której straciłby szpital trzebnicki, nazwał złym wyborem.
Robert Adach zgodził się, że lądowisko to priorytet — bez niego szpital straci SOR — i w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej zadeklarował, że opozycja zagłosuje za dołożeniem środków, jeśli będzie trzeba. W sprawie konsolidacji ocenił, że zarządowi brakuje ekspertyzy prawnej, bo połączenie z Miliczem wymagałoby likwidacji tamtejszej spółki, a temat i tak upadł, skoro Milicz — który „pukał dziesięć tysięcy razy”, by spotkać się ze starościną — podjął negocjacje z Wołowem. Pochwalił natomiast kierunek rozmów ze szpitalami wojewódzkimi we Wrocławiu. Zarzucił też zarządowi, że „się miota”: najpierw ogłosił łączenie z Miliczem, po czym starosta milicki żalił się, że nie może się z nikim spotkać. Do polemiki włączył się członek zarządu Daniel Buczak, który — zaczynając „humorystycznie” — wypomniał Adachowi, że w północnej części Wrocławia jest jeszcze jeden szpital z prezesem doskonale zaznajomionym z sytuacją placówki trzebnickiej. Merytorycznie zażądał precyzji: zarząd powiatu nie wysyłał żadnych sprzecznych sygnałów, bo propozycja spółki milickiej nie była w ogóle przedmiotem żadnego posiedzenia zarządu, a wypowiedzi poszczególnych jego członków należy odróżniać od oficjalnego stanowiska. Adach ripostował, że na poprzedniej sesji i „na kolacji z Niemcami” zarząd ustami starościny ogłosił łączenie z Miliczem, na co Buczak odparł, że kolacja była nieoficjalna. Prowadzący obrady uciął wymianę, odsyłając temat na wtorkową sesję poświęconą szpitalowi.
Pytania radnych: dwanaście ton, konkursy i tryb 19a
Henryk Cymerman pytał, czy nie można odwołać się od nowych wymogów technicznych dla lądowiska — wojskowe śmigłowce lądują przecież na murawie, a wymóg zwiększonej nośności płyty mógł wymyślić urzędnik nieznający realiów. Podzielił się też osobistym doświadczeniem z SOR-u, który ocenił jako działający świetnie i zasługujący na szacunek bez względu na koszty. Przedstawicielka starostwa, relacjonując spotkanie u wojewody, wyjaśniła, że wniosek powiatu opiewał na znacznie wyższą kwotę niż przyznana, a opinia MON i MSWiA nakazuje zwiększenie nośności lądowiska do 12 ton — dlatego uzgodniono, że w tym roku powstanie zaktualizowany projekt, a o środki na budowę powiat wystąpi w przyszłym roku. Starościna dodała, że z opinią ministerialną trudno będzie polemizować, choć stanowisko zarządu można wyrazić. Prowadzący obrady poparł kierunek wzmocnienia płyty — lotnisko ma służyć nie tylko szpitalowi — i poprosił dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych o sprawdzenie parametrów drogi dojazdowej do lądowiska, „żeby nie było tak, że zaczniemy robić lądowisko i się okaże, że nie ma którędy dojechać”.
Paweł Oleś zadał serię pytań: o zagospodarowanie niewykorzystanej części środków z programu ochrony ludności, o pełnomocnictwo udzielone mecenasowi Mateuszowi Chlebowskiemu w sprawach odwołania dyrektora PCPR i powierzenia mu „innej pracy niż określona w umowie”, o stan konkursów na dyrektora szpitala i dyrektora szkoły oraz o zlecenie OSP w Złotowie zadania publicznego z pominięciem otwartego konkursu, w trybie art. 19a. Starościna wyjaśniła, że dotacja dla OSP dotyczyła obchodów organizowanych na rzecz dzieci z domu dziecka, a zarząd nie miał innych narzędzi wsparcia; konkurs na dyrektora szkoły ogłoszono, bo minęło pięć lat kadencji obecnej dyrektor. Przewodnicząca komisji konkursowej ds. wyboru dyrektora szpitala poinformowała, że pierwsze posiedzenie trzeba było odroczyć, gdyż jeden z członków komisji nie odebrał korespondencji, co groziło unieważnieniem całej procedury; kolejne posiedzenie z otwarciem kopert wyznaczono na 1 lipca. Wpłynęło pięć ofert, ale nazwisk — po konsultacji z obsługującym obrady radcą prawnym — postanowiono na tym etapie nie ujawniać. W sprawie pełnomocnictwa wyjaśniono, że dotyczy ono reprezentowania zarządu przed sądami, a dyrektor PCPR w ramach realizacji wyroku sądu został skierowany do innej pracy, na stanowisko koordynatora.
Półtoragodzinny raport i protest opozycji
Rozpatrzenie raportu o stanie powiatu za 2025 rok rozpoczęła obszerna prezentacja starościny, utrzymana w uroczystym tonie sesji absolutoryjnej, z podziękowaniami dla dyrektorów jednostek, pracowników i publiczności. Starościna mówiła o rosnącej liczbie mieszkańców i dodatnim saldzie migracji, o protokole Regionalnej Izby Obrachunkowej bez naruszeń finansowych, o rekordowych inwestycjach i pozyskanych środkach zewnętrznych, o awansie wniosku na bezkolizyjny przejazd w Skokowej z jedenastego na szóste miejsce listy, o utrzymanej akredytacji szpitala na unikatowe w skali kraju przeszczepy kończyny górnej, o edukacji, rynku pracy, pieczy zastępczej i przebudowie domu dziecka w Obornikach Śląskich. Nie obyło się bez kolejnych akcentów polemicznych: wypominając, że temat promocji „wzbudzał kontrowersje niektórych zasiadających w radzie”, starościna ponownie uderzyła w DTR — „pan redaktor najwyraźniej trzystustronicowego raportu nie czytał, albo zleceniodawca” — a mówiąc o tym, jak „w sposób diabelski wkracza się do jednostek” powiatu i podcina skrzydła, zwróciła się wprost do Roberta Adacha, pytając, „czy to pana bodło”. Prowadzący obrady musiał uspokajać salę.
Jeszcze w trakcie prezentacji doszło do starcia o jej długość. Gdy po półtorej godziny zapowiedziano uzupełnienia pozostałych członków zarządu, Robert Adach zaprotestował: raport radni dostali na piśmie, a przedstawianie go przez trzy godziny jest „niegrzeczne wobec tych, co siedzą” — „to przecież jak na nudnym kazaniu”. Ostatecznie członkini zarządu skrótowo omówiła prace nad koncepcją transportu zbiorowego — wypracowano z gminami cztery uzupełniające linie i pilotaż planowany od września do grudnia, powstała też mapa wykluczenia komunikacyjnego — a wicestarosta Janusz Szydłowski podziękował dyrekcji Zarządu Dróg Powiatowych i zadeklarował gotowość odpowiedzi na szczegółowe pytania o poszczególne drogi. Prowadzący obrady podsumował, że w minionym roku przybyły 22 kilometry nowych dróg asfaltowych i 8 kilometrów chodników oraz ścieżek.
Debata: dług, dysproporcje i „polityczny przechył w stronę Żmigrodu”
Debatę otworzyła Jadwiga Głodowska, wskazując rozbieżność między kwotą inwestycji drogowych prezentowaną na sesji a niższą kwotą zapisaną w raporcie oraz niepełne wykonanie planu zadań majątkowych. Przede wszystkim jednak zwróciła uwagę wszystkich obecnych na rosnące zadłużenie powiatu: z ponad 31 milionów złotych w 2023 roku, przez 46 milionów w 2024, do ponad 53 milionów na koniec 2025 roku — wzrost o około 42 procent w dwa lata. W odpowiedzi wyjaśniano, że różnice w kwotach wynikają z ujęcia dokumentacji projektowych, rozliczeń inwestycji z Polskiego Ładu odbieranych ostatecznie w styczniu oraz środków niewygasających.
Najobszerniejsze wystąpienie opozycji wygłosił Robert Adach, zastrzegając, że rolą opozycji jest obiektywne podsumowanie raportu. Odrzucił tezę starościny o trudnej sytuacji gospodarczej — Polska notuje najwyższy od lat wzrost, a Dolny Śląsk rozwija się najszybciej po Mazowszu, co widać po dochodach powiatu, które w kilka lat wzrosły o kilkadziesiąt procent. Za niepokojący uznał natomiast szybki wzrost wydatków bieżących, w ogromnej większości osobowych, przy słabym wzroście wydatków inwestycyjnych: „rozwijacie administrację, a zwijacie inwestycje”. Zauważył, że niemal całość wydatków majątkowych pochłonęły drogi — powiat, który kiedyś budował hale sportowe i remontował szpitale, „zredukowaliśmy do budowy dróg”. W sprawie zapowiadanego zakupu karetki tłumaczył, że karetki systemowe i tak zapewnia pogotowie wojewódzkie, a powiat mógłby kupić jedynie karetkę do przewozów międzyszpitalnych, których opłacalność jest wysoce wątpliwa. Wypomniał zarządowi brak koncepcji konsolidacji szpitala mimo uciekającego terminu i przypomniał, że to opozycja po wizycie w szpitalu ustaliła, iż strata powstaje na oddziale chirurgii plastycznej, a nie — jak sądził wicestarosta — na porodówce; sam wolałby dopłacać do rozbudowy interny, na którą jest realna potrzeba. Najostrzejszy zarzut dotyczył podziału inwestycji między gminy: przy kilkunastu milionach wydanych w gminie Żmigród, Prusice i Oborniki Śląskie otrzymują od dwóch lat kwoty „śmieszne, śladowe”. Adach zasugerował, że ten „polityczny przechył w stronę Żmigrodu” może mieć związek z ewentualnymi planami startu starościny na burmistrza Żmigrodu, i nazwał rzecz wprost: „to jest ewidentnie wyżywanie się polityczne na opozycji”. Docenił natomiast jakość usług świadczonych przez jednostki powiatowe — zaznaczając, że część tej kadry sam dobierał — a wzrost liczby mieszkańców przypisał głównie gminom i położeniu w aglomeracji wrocławskiej. Zapowiedział, że klub KO nie zagłosuje przeciw, lecz wstrzyma się od głosu.
Odpowiedzi udzieliła członkini zarządu Sławomira Misiura-Hermann, która z tabelami Regionalnej Izby Obrachunkowej w ręku dowodziła, że na tle 26 dolnośląskich powiatów Trzebnica plasuje się w środku stawki pod względem udziału wydatków bieżących i wynagrodzeń, a pod względem wydatków majątkowych — w wyższej puli. Wzrost zadłużenia wiązała z koniecznością zapewnienia wkładów własnych do znacznych środków zewnętrznych pozyskanych w ostatnich latach. Adach replikował, że powiat jest jednak powyżej mediany i choć to nie katastrofa, „trzeba nad tym pracować”. Padł też głos, że porównania między powiatami muszą uwzględniać liczbę prowadzonych szkół, ośrodków i szpitala, bo to one generują wydatki bieżące niezależne od zarządu.
Jako ostatni w debacie wystąpił Robert Borczyk. Przyznał, że raport to „ciekawa historia”, która postronnemu widzowi każe myśleć, że jest fantastycznie, ale zarzucił zarządowi, że składa się z polityków — czego dowodem był wybór komisji do spraw szpitala bez przedstawicieli wszystkich klubów. Za alarmujące uznał stratę szpitala i znikome wykonanie jego planu inwestycyjnego, podczas gdy lekarze mówią wprost, że sale operacyjne są bardzo stare i nie będą czekać. Zwracając się do starościny, stwierdził, że zmieniła się w stosunku do czasów, gdy zasiadała w poprzednim zarządzie w innej opcji politycznej — „musi pani grać w jakąś grę, którą ktoś pani narzucił” — czego skutkiem są wydatki rzędu miliona złotych na prawników i sytuacja powiatu niewykonującego wyroków sądu, z podwójnymi dyrektorami w jednej jednostce i „totalnym etatyzmem”. Pytał wprost Sławomirę Misiurę-Hermann, „żelazną damę” poprzedniego zarządu, która nigdy nie pozwalała na niepotrzebne wydatki, czy naprawdę te wszystkie ruchy jej nie przeszkadzają — przypominając, że absolutorium rada udziela nie staroście, lecz całemu kolegialnemu zarządowi. Zaapelował o proporcjonalny podział budżetu między gminy, o regularne kolegium wójtów i burmistrzów oraz o to, by nadchodzący rok budżetowy skupił się na realnych problemach szpitala i finansów, „a nie takich, gdzie tym nie dajemy, bo ich nie lubimy”.
Głosowania: wotum zaufania i absolutorium
Uchwałę w sprawie udzielenia zarządowi wotum zaufania rada podjęła głosami 15 radnych, przy 5 wstrzymujących się i braku głosów przeciwnych — przy wymaganej bezwzględnej większości 11 głosów. Sprawozdanie finansowe wraz ze sprawozdaniem z wykonania budżetu za 2025 rok, po skróconej prezentacji skarbnik powiatu i pozytywnych opiniach komisji stałych oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej, przyjęto 16 głosami za przy głosach wstrzymujących się. Skarbnik podkreślała, że mimo rekordowego planu inwestycyjnego i licznych zmian budżetu powiat utrzymał płynność, deficyt zamknął się niemal dokładnie w planowanej wysokości, a RIO nie wydała opinii negatywnych ani z uwagami.
W kulminacyjnym głosowaniu rada udzieliła zarządowi absolutorium za 2025 rok: 15 radnych było za, 5 wstrzymało się, nikt nie był przeciw — przy czym prowadzący obrady odnotował z sali, że rękę za podniósł również Paweł Oleś z opozycji. Po gratulacjach i oklaskach starościna Małgorzata Matusiak podziękowała prezydium rady, współpracownikom, zarządowi i dyrektorom jednostek, wyrażając przekonanie, że „może być teraz tylko lepiej” — i dziękując także „za krytykę”. Prowadzący obrady dodał, że krytyka powoduje rozwój, bo „nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej”.
Sprawy różne: Domanowice, konkurs i szkoła specjalna w Żmigrodzie
W sprawach różnych prowadzący obrady wyraził zadowolenie, że wraca sprawa chodnika w Domanowicach — inwestycji, która według niego była gotowa do realizacji, a została ściągnięta z planu przez poprzedni zarząd i radę. Odnosząc się do zarzutów o brak opozycji w komisji konkursowej, przypomniał, że w poprzedniej kadencji do konkursu na dyrektora również nikogo z ówczesnej opozycji nie zaproszono — ważne, by wybrać dobrego dyrektora, a w sprawie szpitala widzi, że radni zaczynają iść w tę samą stronę.
Rafał Zagórski, relacjonując wizytę komisji rewizyjnej w szkole specjalnej w Żmigrodzie, zwrócił uwagę zarządu na poważny problem lokalowy placówki: nauczyciele nie mają pokoju nauczycielskiego, przerwy i posiłki spędzają w klasach, a lista rezerwowa uczniów rośnie z roku na rok. Robert Adach podpowiedział jedyne jego zdaniem rozwiązanie: porozumieć się z gminą Żmigród i przejąć sąsiedni budynek, bo konserwator zabytków nie pozwoli niczego dobudować.
Po wyczerpaniu porządku obrad prowadzący zamknął XXXII sesję Rady Powiatu Trzebnickiego.
—
XXXIII sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 23 czerwca 2026r.
Sesja zwołana z dnia na dzień, na sali personel szpitala
Sesję zwołano w trybie pilnym — jak wypominali później radni opozycji, materiały trafiły do nich mailem poprzedniego dnia po godzinie piętnastej. Głównym tematem obrad, prowadzonych przez przewodniczącą Annę Morawiecką, było sprawozdanie finansowe Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy za 2025 rok i pokrycie jego straty. Na salę przybyła delegacja szpitala: pełniąca obowiązki dyrektora Izabela Nasiukiewicz, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa Witold Skrzypek, koordynator oddziału wewnętrznego Bogusław Paliszek, kierownik oddziału pediatrii Henryk Szymański, przełożona pielęgniarek Halina Mozalewska oraz pełnomocnik do spraw jakości Kinga Główka. Powitała ich pani skarbnik, podkreślając, że najważniejszym punktem posiedzenia będą sprawy szpitala i pokrycie straty.
Opozycja żąda omówienia sprawozdania
Po formalnym przedstawieniu projektu uchwały o zatwierdzeniu sprawozdania finansowego przewodnicząca chciała od razu otworzyć dyskusję, jednak Robert Adach zażądał, by ktoś sprawozdanie omówił — „musimy wiedzieć, na czym głosujemy”. Dyrektor Nasiukiewicz przedstawiła strukturę przychodów i kosztów placówki, kończąc na stracie, która brutto sięga 7,2 miliona złotych, a po odjęciu amortyzacji około 3,45 miliona. Adach dopytywał, które oddziały generują straty, przywołując publiczne oświadczenie koordynatora oddziału chirurgii plastycznej i chirurgii ręki. Dyrektor przyznała, że kieruje szpitalem dopiero od trzech miesięcy i szczegółowy obraz rentowności poszczególnych oddziałów przyniesie dopiero trwający audyt zewnętrzny. Dyrektor Skrzypek, przywołując dane o przychodach oddziału chirurgii ręki i plastycznej, przekonywał, że „czytając w ten sposób dane, ten oddział straty nie przynosi”.
Adach zastrzegał, że nie jest przeciwny chirurgii plastycznej, ale rdzeniem szpitala powiatowego powinny być interna, chirurgia i ortopedia, bo tam jest największe zapotrzebowanie populacyjne. Przypominał, że obok straty szpital ma około 11 milionów złotych przeterminowanych zobowiązań, i już na tym etapie zapowiedział wniosek, by powiat pokrył stratę w całości — bo częściowe pokrycie „załatwi sprawę tylko i wyłącznie na miesiąc”. Wypomniał też zarządowi, że gdyby nie dyskusja wywołana przez niego na poprzedniej sesji, szpitalowi proponowano by kredyt zamiast dotacji, oraz że na drogi w gminie Żmigród poszło 19 milionów złotych, podczas gdy o stracie szpitala mówi się w kategoriach kilku milionów.
Starcie Adacha ze starościną
Odpowiedź starościny Małgorzaty Matusiak była ostra i osobista. Ironizowała, że nie będzie przekonywać „pana Roberta Adacha, który jak słychać na wszystkim się zna i zapewne na chirurgii plastycznej też”, i zarzuciła opozycji mylenie chirurgii plastycznej z estetyczną. Przypominała, że o stratach szpitala mówiło się od lat, a dług ciążący na placówce nie powstał za obecnej kadencji. Wypominała Adachowi czasy, gdy sam był starostą — rzeszę personelu medycznego protestującego pod starostwem — i utrzymywała, że w przeszłości Rada Powiatu strat nie pokrywała, a wielomilionowe pokrycie w poprzedniej kadencji wynikało z nakazu ustawowego. Odpierała też zarzut, jakoby zarząd nie zajmował się konsolidacją szpitali: sama dzwoniła do starosty wołowskiego i prezesa tamtejszej spółki medycznej, którzy — jak relacjonowała — są gotowi rozmawiać. Przedstawiła własny cel: przekształcenie placówki „od szpitala powiatowego do regionalnego lidera opieki zdrowotnej północnego Dolnego Śląska”. Adach przerywał, że to ataki ad personam i uprawianie polityki, przewodnicząca kilkakrotnie musiała uspokajać obie strony.
Głos dyrekcji: historia długu i obrona chirurgii ręki
Emocje na chwilę ostudziło obszerne wystąpienie dyrektora Skrzypka. Przypomniał, że szpital powstał z konsolidacji trzech niezależnych ośrodków i do dziś ciąży na nim dług przejęty przy tamtym połączeniu — gdyby nie on, placówka być może nie notowałaby dzisiejszej straty. Opisał zapaść chirurgii około 2020 roku i jej odbudowę: ściągnięcie doktora Janusza Orzechowskiego, powrót doktora Ahmeda do publicznej służby zdrowia — jak przyznał, wynegocjowany „na poziomie rozmowy towarzyskiej” — i odtworzenie chirurgii ręki, dziś jedynego w Polsce ośrodka akredytowanego w replantacji kończyn. Chirurgia plastyczna, przekonywał, nie konsumuje ryczałtu, lecz dołożyła szpitalowi dodatkowy przychód. Apelował, by troskę o szpital wyrażać bez medialnej destabilizacji i dyskredytowania ludzi, chwalił „mrówczą robotę” dyrektor Nasiukiewicz przy porządkowaniu finansów i wskazał, że strategiczny kierunek — z kim i jak się łączyć — musi wyznaczyć organ właścicielski, czyli rada.
Skąd ta strata? Pytania Damiana Sułkowskiego
Damian Sułkowski zaczął od żądania, by starościna „nie szczuła ludzi na radnych” wpisami w mediach społecznościowych sugerującymi, że Robert Borczyk i Robert Adach chcą zamykać szpital, skoro jedynie mieli odwagę pytać, co się w nim dzieje. Następnie domagał się od starościny konkretnego wytłumaczenia, dlaczego po zbilansowanym roku 2023 szpital drugi rok z rzędu notuje wielomilionową stratę i traci płynność. Starościna wskazywała na ustawowe podwyżki wynagrodzeń, niewykorzystaną bazę łóżkową i niedoszacowane kontrakty, co Sułkowski uznał za odpowiedź wymijającą. Merytorycznie odpowiedział mu doktor Paliszek: w latach, gdy za pacjentem szedł pieniądz i płacono za nadwykonania, szpital się bilansował; dziś NFZ nadwykonań w praktyce nie płaci, choć oddziały — zwłaszcza interna — przyjmują niemal wyłącznie pacjentów ostrych. Nadwykonania trzeba jednak traktować jako inwestycję w wyższy kontrakt na kolejne lata, co ilustrował historią oddziału intensywnej opieki, do którego stworzenia przekonał przed laty radę powiatu oleśnickiego.
Paweł Oleś, zastrzegając, że jest laikiem, docenił obecność merytorycznych przedstawicieli szpitala — wbił przy tym szpilę nieobecnemu kierownikowi chirurgii ręki, który „na Facebooku potrafi oświadczenie napisać, a tu przyjść i powiedzieć już nie” — i pytał o zatrudnienie oraz o strukturę usług obcych. Daniel Buczak odpowiedział, że wydatki osobowe pochłaniają około trzech czwartych budżetu placówki, po czym zaapelował, by temat szpitala wyjąć poza nawias politycznego sporu: stratę i tak trzeba pokryć, a rolą rady jest powołać może doraźną komisję i na spokojnie rozmawiać o przyszłości placówki — zaczynając od wyboru dyrektora. Zauważył przy tym, że skoro ostatnio „polityczną pianę” bił Robert Adach, nie powinno dziwić, że starościna odpowiada tym samym.
Wniosek Borczyka: pokryć całą stratę
Robert Borczyk wyraził żal, że personel szpitala w ogóle musi siedzieć na sesji zamiast przy pacjentach, i zgodził się z Buczakiem, że o kierunkach rozwoju placówki należy rozmawiać niekoniecznie przy włączonych kamerach. Najbardziej — mówił — boli go to, że lekarz przy stole operacyjnym musi się zastanawiać, którą metodę leczenia wybrać, bo faktury są niezapłacone. Skoro szpital musi zadłużać się w parabankach, a powiat ma większą zdolność kredytową, złożył wniosek formalny, by rada jeszcze na tej sesji pokryła stratę w całości, w kwocie 7,2 miliona złotych.
Marzanna Jurzysta-Ziętek, choć zasiada po stronie opozycji, tonowała spór: przypominała, że gdy sama była radną, ludzie wychodzili na ulicę z taczkami i trumnami, a rada również musiała pokrywać wielomilionowe straty szpitala — „myśmy też rządzili i też mieliśmy długi w szpitalu”. Broniła też szpitalnych zbiórek charytatywnych wyśmiewanych w internecie i chwaliła dyrektor Nasiukiewicz po wizycie w placówce, apelując, by radni zamiast kłócić się na sesji zaczęli wspólnie szukać rozwiązań.
Spór o źródło finansowania
Starościna zapowiedziała, że zarząd stratę pokryje, ale według własnego planu, i zażądała od wnioskodawcy wskazania źródła finansowania. Borczyk odparł, że od wskazywania źródeł jest zarząd, a pani skarbnik — której doświadczenie chwalił — „w piętnaście minut znajdzie pieniądze”, skoro co chwilę w budżecie pojawia się nowa nadwyżka. Wicestarosta Janusz Szydłowski wyliczał kwoty przekazane szpitalowi w tym roku, przypominał, że w innych powiatach zamyka się porodówki, a winę za sytuację szpitali powiatowych przypisał rządowej reformie wynagrodzeń — była minister zdrowia wybrała najkosztowniejszy wariant podwyżek. Docinał też Borczykowi, że na następnej sesji ten znów będzie wskazywał drogi do zrobienia w swojej gminie. Borczyk ripostował, że skoro zarząd nie potrafi znaleźć środków na pokrycie straty szpitala, „to po prostu nie nadajecie się do zarządzania tym powiatem”, a żale do minister należy kierować do Warszawy. Agnieszka Brząkała przekonywała, że adresatem pretensji powinno być Ministerstwo Zdrowia — wszystkie szpitale powiatowe są w podobnej sytuacji, a Związek Powiatów Polskich apeluje o zmianę finansowania — i dziękowała personelowi za obecność: „kiedy okręt tonie, to trzeba nie uciekać, tylko go ratować”. Adach dopowiedział zgryźliwie, że okręt rzeczywiście ma dziurę, „a kapitanowie tego nie widzą”.
Sułkowski wypomniał koalicji, że gdy niedawno tworzono komisję do wyboru nowego dyrektora szpitala, opozycji nie wpuszczono do niej wcale — trudno więc teraz mówić o wspólnej pracy — i pytał starościnę wprost, czy o nadchodzącej stracie nie wiedziała od pół roku, skoro „wolną ręką” rozdawano nadwyżkę na inwestycje. Jako źródło finansowania pełnego pokrycia wskazał emisję obligacji. Sławomir Błażewski zwrócił dyskusję ku rozwiązaniom systemowym: proponował, by przez konwent starostów zabiegać o złagodzenie wymogów kredytowych Banku Gospodarstwa Krajowego, bo obecnie zobowiązania wobec ZUS i urzędu skarbowego blokują szpitalom dostęp do tańszego kredytu i napędzają spiralę parabanków. Starościna odpowiedziała, że rozmowy o refinansowaniu i konsolidacji zadłużenia z BGK zarząd już podjął. Doktor Szymański, żegnając się z radnymi, zostawił ich z gorzką diagnozą: system został tak skonstruowany, że szpitale powiatowe „zostawiono na wykrwawienie” i przetrwają tylko te, które będą miały sprytne rady. Dyrektor Skrzypek dodał, że na trzebnickich oddziałach leżą w kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procentach pacjenci z sąsiednich powiatów — Trzebnica bierze więc na siebie ciężar zadań, których na przykład powiat wołowski, pozbawiony szpitala, dźwigać nie musi.
Wątek rady społecznej i burmistrza Trzebnicy
Przy okazji sporu o nadzór nad szpitalem wybuchła osobna utarczka o radę społeczną placówki. Adach zauważył, że przez blisko rok się nie zbierała, a Sułkowski pytał, czy burmistrz Trzebnicy Marek Długozima, który — jak mówiono na sesji — nie uczestniczy w jej posiedzeniach, powinien pozostawać jej członkiem. W tle pojawił się wątek ograniczeń nałożonych na burmistrza przez prokuraturę; radni spierali się, czego formalnie dotyczą, a Adach zastrzegał, że sam pisma nie widział i jedynie pyta, czy istnieje formalna przeszkoda. Wicestarosta Szydłowski bronił burmistrza, przypominając coroczne umorzenia podatku od nieruchomości wobec szpitala, na co Adach odparował, że szpital poprzez udział w podatku dochodowym od wynagrodzeń pracowników i tak jest jednym z większych płatników gminy. Sułkowski konkludował, że w radzie społecznej powinien zasiadać przedstawiciel gminy Trzebnica, który faktycznie może działać. Do tematu wróciła pod koniec obrad Sławomira Misiura-Hermann, wnioskując o rozszerzenie rady społecznej o Sławomira Zarentowicza, od lat działającego na rzecz szpitala; jeden z radnych ze Żmigrodu upomniał się przy tym o reprezentanta swojej gminy w tym gremium.
Głosowanie po przerwie — wniosek opozycji przepada
Zanim doszło do głosowania, głos rozsądku i lojalności wobec zarządu zabrał Rafał Zagórski: łatwo składać wniosek, siedząc po drugiej stronie stołu i nie martwiąc się o źródło finansowania — dlatego zagłosuje przeciw, choć wsparciu szpitala nie jest przeciwny. Bogusław Rubaszewski nazwał wniosek Borczyka „typowo populistycznym” i wypomniał opozycji zarzuty wobec chirurgii ręki z poprzedniej sesji. Borczyk odpowiadał, że opozycja opierała się na liczbach otrzymanych od dyrekcji, a dziś dyskusja nie dotyczy rentowności oddziałów, tylko lawinowo rosnących zobowiązań wymagalnych. Adach dorzucił, że skoro nadwyżka budżetowa rośnie z sesji na sesję, to nie czary, tylko rezerwy, które skarbnik potrafi uruchomić — i wyliczał dysproporcje w wydatkach drogowych między gminami. Starosta Szydłowski odpierał to jako manipulację, wskazując, że drogi w gminie Żmigród finansowano głównie ze środków zewnętrznych.
Po zarządzonej przez przewodniczącą przerwie Borczyk powtórzył wniosek — złożony, jak podkreślił, w imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej, choć „odpowiedzialność za ten szpital powinna być taka sama, czy siedzimy po lewej, czy po prawej stronie”. Starościna do końca przekonywała, że stanowisko opozycji jest „wyłącznie polityczne”: „mieliście znieść limity, miały zniknąć wszystkie problemy w służbie zdrowia”. Sułkowski zdążył jeszcze upomnieć się o wznowienie transmisji wideo, „żeby mieszkańcy mogli zobaczyć, jak głosowanie teraz się odbędzie”. W głosowaniu przez podniesienie ręki wniosek o pokrycie pełnej straty poparło siedmiu radnych, dziewięciu było przeciw — wniosek przepadł. Borczyk skomentował, że odrzucona propozycja miała charakter intencyjny, a koalicja „nie posunęła się o centymetr”, by choć zadeklarować pokrycie całości w tym roku.
Samo sprawozdanie finansowe szpitala oraz uchwałę o ocenie jego sytuacji ekonomiczno-finansowej rada przyjęła już jednogłośnie. Z raportu wynika, że sytuacja placówki jest trudna, a do końca października szpital musi sporządzić kolejny program naprawczy.
Częściowe pokrycie straty i drugi odrzucony wniosek
Przy uchwale o pokryciu ujemnego wyniku finansowego zarząd zaproponował kwotę niespełna 2,7 miliona złotych, z zapowiedzią przekazania kolejnej transzy do końca roku — łącznie do wysokości straty netto. Sułkowski złożył wniosek formalny, by z uchwały wykreślić słowo „częściowo” i od razu pokryć pełną stratę netto, czyli około 3,45 miliona: „skoro państwo uważacie, że tyle wystarczy, to pokryjmy tę część od razu, już nie kombinujmy”. Wniosek przepadł stosunkiem głosów siedem do ośmiu przy jednym wstrzymującym się. Borczyk nie krył irytacji: tym razem chodziło już tylko o siedemset tysięcy złotych różnicy „i nawet tego nie jesteście państwo w stanie zrobić dla szpitala” — okrągłe słowa o trosce nazwał demagogią. Buczak odpowiedział, że nie zamierza „ścigać się na populizmy”, a gdy padło pytanie, gdzie szukać oszczędności, opozycja wskazała wydatki na obsługę prawną starostwa. W tle odżył też spór historyczny: Szydłowski utrzymywał, że Adach jako starosta mawiał „nie spłacajmy strat szpitala, budujmy drogi”, na co Adach odparł, że ówczesne pokrycie straty netto było obowiązkiem ustawowym, z którego powiat się wywiązał — „a jeśli nie, to proszę mnie zgłosić do prokuratury”. Błażewski studził emocje przypomnieniem, że zobowiązania wymagalne szpital wykazywał zawsze, także w latach bez straty. Ostatecznie uchwałę o częściowym pokryciu straty przyjęto jednogłośnie — opozycja, mimo przegranych wniosków, nie zagłosowała przeciw pieniądzom dla szpitala.
Delegacja szpitala pożegnała się z radnymi w trakcie kolejnego punktu; Sułkowski podziękował jeszcze personelowi SOR-u za ciężką pracę, którą miał okazję zobaczyć od środka.
Dotacja dla parafii w Złotowie i powiatowy transport w budżecie
Bez dyskusji i jednogłośnie rada przyznała dotację parafii rzymskokatolickiej pw. św. Jadwigi Śląskiej w Złotowie na drugi etap prac konserwatorskich i restauratorskich ołtarza głównego w kościele pw. św. Józefa Oblubieńca NMP w Złotowie.
Więcej emocji wywołały zmiany w budżecie powiatu na 2026 rok. Poza środkami na częściowe pokrycie straty szpitala i dołożonymi przez gminę Oborniki Śląskie pieniędzmi na chodnik w Paniowicach i pobocze przy ulicy Polnej w Osoli, skarbnik wprowadziła nowe zadanie: lokalny transport zbiorowy. Powiat zabezpiecza środki na przetarg dla pilotażu czterech linii powiatowych, które od września mają dowozić mieszkańców z miejscowości wykluczonych komunikacyjnie, z widokami na rządowe dofinansowanie od nowego roku. Oleś protestował, że ma głosować „in blanco”, znając jedynie dwie kartki załącznika, a Sułkowski dopytywał o pominięte miejscowości gminy Żmigród — Niezgodę, Korzeńsko, Osiek — i zapowiedział, że poprosi o opinię swoją gminę. Starościna tłumaczyła, że trasy wypracowano w cyklicznych warsztatach z udziałem wszystkich gmin, na podstawie ankiet i konsultacji, tak by nie wchodzić w istniejące linie gminne. Adach sugerował sięgnięcie po nowocześniejsze narzędzia — anonimowe dane o przemieszczaniu się od operatorów komórkowych, jakimi posłużyła się Warszawa — bo ankiety bywają projekcją oczekiwań, a nie realnych potrzeb. Uzgodniono, że temat wróci na komisję, i uchwałę — podobnie jak następującą po niej zmianę wieloletniej prognozy finansowej — przyjęto jednogłośnie.
Tytuły honorowe przez aklamację
W rzadkim na tej sesji momencie pełnej zgody rada nadała dwa tytuły honorowe za zasługi dla rozwoju powiatu trzebnickiego. Pierwszy otrzymał Stanisław Hurkasiewicz — wieloletni komendant gminny OSP gminy Oborniki Śląskie, koordynator ochrony przeciwpowodziowej w nadodrzańskim Urazie, uczestnik gaszenia pożaru lasów w Kuźni Raciborskiej, radny gminny, a w kadencji 2019–2024 radny powiatu i członek zarządu. Drugi — Zygmunt Wojciechowski, współtwórca rodzinnej piekarni „Jul-Ka” z Kryniczna, wieloletni członek zarządu powiatu, znany z działalności charytatywnej, m.in. na rzecz Fundacji im. Brata Alberta. Ciepłe słowa o obu uhonorowanych dorzucili radni z ich gmin — Marzanna Jurzysta-Ziętek o Wojciechowskim i Henryk Cymerman o Hurkasiewiczu, podkreślając zgodnie, że to ludzie, którzy nigdy nikomu nie odmówili pomocy. Na wniosek Borczyka obie uchwały przyjęto przez aklamację; medale mają zostać wręczone na osobnym wydarzeniu, na które radni otrzymają zaproszenia.
Zapytania radnych i objazd dróg
W punkcie zapytań Cymerman upomniał się o zawieruszony medal przyznany kilka lat temu świętej pamięci Ryszardowi Chwalińskiemu — tak, by można go było przekazać wdowie. Sułkowski zgłosił trzy uwagi porządkowe: uchwały honorowe powinny otwierać porządek obrad, póki na sali jest publiczność; radni powinni otrzymać pełne materiały o pilotażu transportowym; wreszcie — zwoływanie sesji mailem wysłanym poprzedniego dnia po piętnastej i ignorowanie próśb kierowanych do biura rady jest „trochę niepoważne”. W odpowiedzi usłyszał, że termin sesji zapowiedziano już na sesji absolutoryjnej, a zwłoka wynikała z oczekiwania na opinię biegłego rewidenta; Brząkała dodała wcześniej, że planowanej na piątek sesji nie było sensu zwoływać bez gotowego bilansu — na co Adach odparował, że bilansu nie było, bo zarząd spóźnił się z wyborem biegłego rewidenta. Ze strony zarządu zapowiedziano też objazd dróg powiatowych rozłożony na trzy tygodnie: w pierwszym gminy Trzebnica i Zawonia — zbiórka w najbliższy czwartek o dziewiątej w Nowym Dworze, przy drodze Nowy Dwór–Brzyków–Domanowice — w kolejnych Oborniki Śląskie z Wisznią Małą oraz Prusice ze Żmigrodem. Na koniec, w lżejszym tonie, dopytano dyrektora jednostki drogowej, czy ma już operatora koparko-ładowarki do ścinania poboczy — ma. Po wyczerpaniu porządku obrad przewodnicząca Anna Morawiecka zamknęła sesję.















