Dla mieszkańców Dolnego Śląska Wzgórza Trzebnickie to synonim spokoju, malowniczych widoków i bliskości natury. Taka właśnie wizja kusiła kupujących działki budowalne w północnej części gminy Wisznia Mała, gdy władze przekształcały kolejne tereny pod zabudowę jednorodzinną. Dziś, ponad dwadzieścia lat później, mieszkańcy osiedli położonych u podnóża stoków mają inny obraz: błoto wlewające się na podjazdy po każdej ulewie, lessowy pył osiadający na ulicach, drobiny, które po wyschnięciu unoszą się przy każdym przejeżdżającym samochodzie.
Decyzja podjęta a odpowiedzialnych brak
Władze gminy zgodziły się na przekształcenie gruntów rolnych w działki budowlane na terenie, który geolodzy i gleboznawcy od lat traktują jak modelowy przykład intensywnej erozji. Wzgórza Trzebnickie zbudowane są głównie z lessu — osadu eolicznego, który należy do najbardziej podatnych na rozmywanie na świecie. Każda ulewa potrafi przemieścić tony gleby ze stoków w doliny. Decyzja, by właśnie tam, w strefie naturalnej depozycji spływów, ulokować osiedla mieszkaniowe, bez zabezpieczenia tych terenów odpowiednimi urządzeniami hydrotechnicznymi, była z punktu widzenia nauki o glebie po prostu niedorzeczna.
Jedna z wysoko postawionych urzędniczek gminy, pani inżynier, na jednej z wizji lokalnych — po kolejnym zalaniu mojej piwnicy przez wody spływające z pól — stwierdziła, że moje osiedle w Wysokim Kościele nigdy nie powinno powstać właśnie ze względu na problemy z odprowadzaniem wody. Mówiła o tym, ale nikt jej nie słuchał. Może mówiła za cicho…
Dodała również, że to poprzedni wójt podjął taką decyzję, a teraz oni — czyli nowa władza — mają z tym problem. No trudno, tak to działa: nowa władza ponosi odpowiedzialność za decyzje swoich poprzedników. Nikt nikogo nie zmusza do tego, żeby był wójtem czy radnym.
Dwadzieścia dwa razy powyżej normy
Okolice Wysokiego Kościoła, zostały niedawno dokładnie przebadane przez zespół Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, w ramach rozprawy doktorskiej dr Aleksandry Loby p.t. Erozja i rozwój gleb w krajobrazie lessowym Wzgórz Trzebnickich w ujęciu badań izotopowych (10Be, 239+240Pu) i datowań OSL. Praca ukazała się drukiem. Może nasze władze powinny się z nią zapoznać.

W rozprawie Loby (2022) czytamy wprost:
„Tempo erozji długoterminowej w krajobrazie lessowym Wzgórz Trzebnickich wynosi od 0,45 do 0,85 t/ha/rok, a erozji krótkoterminowej jest do dziesięciu razy wyższe i oscyluje między 1,2 a 10,9 t/ha/rok.”
W przekładzie na język praktyczny: z każdego hektara pól na Wzgórzach Trzebnickich spływa rocznie od ponad tony do prawie jedenastu ton gleby. Dokąd? Naturalnie — w dół. W stronę zlewni. Czyli w stronę dolin, w których ulokowano osiedla. Często po prostu na drogi.
Autorka wskazuje też bezpośrednią przyczynę:
„Jest to przede wszystkim związane z intensyfikacją i mechanizacją rolnictwa oraz zmianami klimatycznymi.”
A czy te wartości mieszczą się w normie? Zdecydowanie nie:
„Wskaźniki erozji krótkoterminowej przekraczały dopuszczalne wskaźniki od 10 do 22 razy. W związku z tym obecne straty gleby znacząco przekraczają jej produkcję i będą prowadzić do jej silnego spłycania oraz zmniejszenia jej produktywności.”
Dziesięcio- do dwudziestodwukrotnie powyżej dopuszczalnych norm. I jeszcze obserwacja, która pomaga wyobrazić sobie skalę tej erozji:
„Podczas ulewnych deszczy materiał był erodowany na całej długości stoku, nawet ze stanowisk, gdzie nachylenie stoku było niewielkie.”
Innymi słowy — nawet łagodne fragmenty terenu, które na papierowych planach wyglądały na bezpieczne pod zabudowę, podczas ulewy oddają glebę. W lessie nawet łagodny stok nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Podczas ulewnych deszczy erozja może obejmować całą długość zbocza — także odcinki o niewielkim nachyleniu.
A klimat ten proces tylko przyspiesza:
„Zmiany klimatyczne mogą być dodatkowym czynnikiem powodującym wzrost tempa erozji w ostatnich dekadach, ponieważ powodują one przesuszenie gleb, a także mniejszą liczbę zdarzeń opadowych, ale za to o dużo większej intensywności.”
Mniej deszczu, ale w skoncentrowanych, gwałtownych zdarzeniach. Czyli więcej błota naraz.

To nie jest zwykła ziemia. To jest ziemia z chemią.
Dotąd pisałem tylko o samej glebie. Gdyby tylko na tym problem się kończył, to władze gminy wciąż byłyby winne pozostawienia mieszkańców z błotem i pyłem na drogach, niestety, sprawa jest dużo poważniejsza.
Współczesne rolnictwo na Wzgórzach Trzebnickich to rolnictwo konwencjonalne — oparte o regularne stosowanie nawozów mineralnych i pestycydów. Każda uprawa pszenicy, rzepaku czy kukurydzy oznacza kilka, kilkanaście oprysków rocznie. Część substancji aktywnych pozostaje w glebie miesiącami, a niektóre — nawet latami.
Zespół Commelina (2022), pracujący na glebie lessowej podobnej do tej na Wzgórzach Trzebnickich, sprawdził, co dzieje się z pestycydami, gdy taka gleba spływa wraz z wodą po ulewie. Wyniki są wstrząsające:
„Stężenia pestycydów w fazie stałej, czyli w cząstkach gleby, były wyższe niż w fazie rozpuszczonej, w wodzie, z czynnikami od 12 do 3 700 razy.”
Zatrzymajmy się tutaj bo to ważne: pestycydy przyklejają się do drobnych ziarenek lessu. I tych pestycydów w samym osadzie jest do trzech tysięcy siedemset razy więcej niż w wodzie, która ten osad niesie. Skoncentrowane, zagęszczone na drobinkach gleby.
I jeszcze jedno:
„Stwierdzono wyraźną różnicę między fazą rozpuszczoną a stałą: w poszczególnych zdarzeniach wykrywano 0–5 substancji czynnych w wodzie, ale 8–18 różnych substancji w cząstkach gleby.”
Czyli osad spływający z pola u podnóża Wzgórz może zawierać jednocześnie nawet osiemnaście różnych pestycydów? Koktajl chemiczny.
A czy te stężenia są w granicach norm? Niestety:
„W 9 z 14 obserwowanych zdarzeń stężenia pojedynczych substancji oraz mieszanin przekraczały limity regulacyjne ustalone przez UE (0,1 i 0,5 µg/l).”
W blisko dwóch trzecich zdarzeń. To nie wyjątek. To reguła.
Pył, który ląduje w płucach
Gdy z pola spływa woda zmieszana z glebą, woda częściowo wsiąka w grunt, częściowo odparowuje. A gleba zostaje. Najpierw jako błoto. Potem — po wyschnięciu — jako pył. Lessowy pył, drobny, lekki, łatwo wzbijający się w powietrze pod kołami samochodów, przy zamiataniu, przy każdym podmuchu wiatru.
A w tym pyle — jak ustaliło badanie Commelina — pestycydy w stężeniach od kilkunastu do paru tysięcy razy wyższych niż w wodzie. Pył, który osiada na trawnikach. Pył, który leci na warzywa z przydomowych grządek. Pył, który wdychają mieszkańcy. Pył, w którym bawią się dzieci.
Niepokojące jest jeszcze jedno. Z pracy Commelina wynika, że transport pestycydów w cząstkach gleby trwa długo:
„Transport w fazie rozpuszczonej zachodzi głównie w pierwszych dniach po aplikacji (69% w ciągu 10 dni), natomiast transport w fazie stałej zachodzi długoterminowo — 90% masy transportowanej w ciągu 100 dni po aplikacji.”
Czyli woda spływająca tuż po oprysku, niesie pestycydy — ale przez krótki czas. Natomiast pył lessowy z przyklejonymi do siebie substancjami czynnymi spływa miesiącami. Trzy, cztery miesiące po oprysku to wciąż okno na transport.
A jak długo niektóre substancje mogą zalegać w glebie i być stamtąd uwalniane?
„Biksafen został zaaplikowany jednorazowo w 2019 i raz w 2018, ale był wykrywany na stabilnym poziomie ok. 50 µg/kg na polach uprawnych w tym badaniu.”
Substancja zaaplikowana raz w 2018 wciąż siedziała w glebie w 2020. I nadal mogła z niej spływać. To znaczy, że nawet jeśli rolnik z dnia na dzień zakończy stosowanie konkretnego preparatu, jego ślady będą docierać do osiedli przez kolejne lata.
Same pasy zieleni mogą nie wystarczyć
Ktoś mógłby powiedzieć: „Dobrze, ale przecież obok zabudowy są drzewa, krzewy, miedze — one zatrzymują spływy”. Argentyńskie badanie z 2022 roku na temat tłumienia toksyczności herbicydu 2,4-D w spływach powierzchniowych przynosi raczej ponure rozstrzygnięcie:
„Nachylenie terenu było głównym czynnikiem powodującym wzrost toksyczności spływu.”
Kluczowe jest nachylenie — nie pas roślin. I co istotne:
„Różnice w tłumieniu toksyczności spływu między poletkami z roślinnością i bez niej były minimalne.”

Czyli pas trawy między polem a osiedlem nie zdaje egzaminu. Pas krzewów — też nie. Co działa? Płaski teren — który u podnóża Wzgórz Trzebnickich z definicji nie istnieje albo jest wykorzystywany na nowo osiedla i drogi. Na wypłaszczeniach jest największa toksyczność.
„Na obszarach o większym nachyleniu (2,1%) toksyczność 2,4-D obecna w spływie powierzchniowym docierającym do stref przybrzeżnych w scenariuszu po aplikacji była wyższa, a jej tłumienie wzdłuż tych stref — niższe.”
Warto podkreślić: badacze opisują jako „duże nachylenie” teren o spadku 2,1%. Tymczasem na Wzgórzach Trzebnickich, według pomiarów Loby, środkowe partie stoków mają nachylenie 12–13 stopni (to około 21–23% spadku) — czyli wielokrotnie większe. Skoro już przy 2,1% bufory roślinne praktycznie nie działają, to przy 23% nie ma o czym mówić, to nachylenie około dziesięciokrotnie większe od tego, które w badaniu już uznano za „duże”.
Efekt koktajlu — groźne nawet poniżej normy
Wciąż można by powiedzieć: każda substancja ma swoją normę dopuszczalną, jeżeli jest poniżej normy — to jest bezpieczna. Niedawny policy brief opublikowany w Science (Backhaus i in., 2025) bezlitośnie z tą naiwnością się rozprawia:
„Coraz więcej dowodów eksperymentalnych i epidemiologicznych wskazuje, że kombinacje substancji chemicznych mogą mieć szkodliwe skutki, nawet jeśli stężenie każdego pojedynczego składnika jest niższe od dopuszczalnego limitu.”
To kluczowy punkt. Normy regulacyjne ustala się dla pojedynczych substancji. Ale na podjazdy lub drogi mieszkańców osiedla pod Wzgórzami Trzebnickimi spływa nie jedna substancja, lecz — jak ustalił Commelin — od ośmiu do osiemnastu naraz. I nawet jeżeli każda z nich pojedynczo mieści się w normie, ich mieszanina może być szkodliwa. Tego nie kontroluje żaden inspektor sanitarny. Żadne badanie próbki nie zmierzy efektu synergii.
Błędne koło chemizacji
Można dodać jeszcze jedno. Sytuacja będzie się pogarszać, bo zachodzi mechanizm samowzmacniający. Im bardziej zdegradowana gleba, tym mniej żyzna. A mniej żyzna gleba wymaga większych dawek nawozów i ochrony chemicznej, by utrzymać plon:
„W miarę pogarszania się stanu gleby rolnicy często zwiększają stosowanie nawozów i pestycydów, aby zrekompensować spadek żyzności i kontrolować szkodniki.”
To błędne koło, w którym rolnicy nie są źródłem problemu — są też jego ofiarami. Coraz droższa chemia, coraz mniej produktywna gleba, coraz większe zapotrzebowanie na środki ochrony. A na końcu tego łańcucha — osiedla, na które trafia osad coraz bardziej nasycony substancjami obcymi dla organizmu człowieka.
Wina, której nikt nie rozliczy
Mieszkańcy osiedli pod Wzgórzami Trzebnickimi kupili działki w dobrej wierze. Często z oszczędności całego życia. Często z planem wychowania tam dzieci. Otrzymali zgody, prąd, wytyczone drogi — to wszystko były dla nich dowody, że gmina uznała ten teren za nadający się do zamieszkania.
A co dostali w pakiecie?
- toksyczny koktajl pod nogami
Zamiast zakończenia
Mieszkańcy Wysokiego Kościoła postanowili wczoraj przeznaczyć znaczną część swojego funduszu sołeckiego na stworzenie choćby zalążka systemu odwodnienia miejscowości. Chodzi o to, aby jak najszybciej zacząć przechwytywać spływy powierzchniowe z pól — spływy, które z dużym prawdopodobieństwem mogą nieść nie tylko lessowy osad, ale również pozostałości nawozów i środków ochrony roślin — i kierować je do rowów lub innych urządzeń hydrotechnicznych i dalej poza teren zabudowany. Za tydzień odbędzie się sesja Rady Gminy. Radni mogą ten wydatek wpisać do budżetu — albo go zablokować.
To jest moment, w którym dalszy brak działań władz gminy będzie miały wpływ nie na estetykę czy wygodę mieszkańców, lecz na to czy dalej będą poddawani regularnej, wieloletniej ekspozycji na mieszanki agrochamikaliów.
W planie urządzeniowo – rolnym naszej gminym z roku 2005 czytamy: w gminie Wisznia Mała zachodzi zjawisko erozji wietrznej i erozji wodnej. Procesy te spowodowane są czynnikami naturogenicznymi oraz antropogenicznymi i występują w północnej części gminy, na glebach lessowych (Wzgórza Trzebnickie). Obszary zagrożone erozją wykorzystywane są przeważnie jako grunty orne. Na niewielkich powierzchniach występują użytki zielone lub uprawy sadownicze, zapobiegające procesom erozyjnym. Nasileniu degradacji gleb sprzyja również niski stopień lesistości oraz zły układ działek w stosunku do spadku terenu, co ma miejsce w Piotrkowiczkach i Wysokim Kościele (działki rozmieszczone są równolegle do spadku terenu).
Tak więc urzędnicy doskonale zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństw. To nie jest wiedza, która pojawiła się wczoraj. To nie jest problem odkryty dopiero po kolejnej zalanej piwnicy. Już w 2005 roku w gminnych dokumentach zapisano czarno na białym, że w północnej części gminy, na glebach lessowych Wzgórz Trzebnickich, występuje erozja wodna i wietrzna, a układ działek w Wysokim Kościele sprzyja degradacji gleb.
A mimo to przez kolejne lata pozwalano ludziom budować domy u podnóża tych stoków. Sprzedawano im marzenie o spokojnym życiu pod Wzgórzami Trzebnickimi, choć z dokumentów wynikało, że ten teren wymaga szczególnej ostrożności, zabezpieczeń przeciwerozyjnych, odwodnienia i mądrego planowania.
Nie można więc dziś udawać zaskoczenia. Nie można mówić, że „tak wyszło”, że „woda płynie, bo pada deszcz”, albo że „mieszkańcy sami wybrali sobie takie miejsce”. Gmina wiedziała. Miała dokument. Miała ostrzeżenie. Miała ponad dwadzieścia lat, żeby przygotować infrastrukturę.
Nie zrobiła tego.
Dlatego dzisiejszy problem Wysokiego Kościoła nie jest skutkiem kaprysu natury. Jest skutkiem zaniechania. Najpierw pozwolono na zabudowę w miejscu szczególnie narażonym na spływy z pól, a potem pozostawiono mieszkańców z błotem, pyłem i ryzykiem, którego nikt nawet nie próbuje systemowo badać.
I właśnie dlatego odwodnienie nie jest tu żadnym „lokalnym życzeniem mieszkańców”. To minimum odpowiedzialności za decyzje, które gmina sama przez lata podejmowała.
Źródła
Loba A. (2022). Erozja i rozwój gleb w krajobrazie lessowym Wzgórz Trzebnickich w ujęciu badań izotopowych (10Be, 239+240Pu) i datowań OSL. Rozprawa doktorska, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu.
Commelin M.C., Baartman J.E.M., Zomer P., Riksen M., Geissen V. (2022). Pesticides are Substantially Transported in Particulate Phase, Driven by Land use, Rainfall Event and Pesticide Characteristics — A Runoff and Erosion Study in a Small Agricultural Catchment. Frontiers in Environmental Science, 10, 830589.
Yorlano M.F., Demetrio P.M., Rimoldi F. (2022). Riparian strips as attenuation zones for the toxicity of pesticides in agricultural surface runoff: Relative influence of herbaceous vegetation and terrain slope on toxicity attenuation of 2,4-D. Science of The Total Environment, 807, 150655.
Backhaus T. i in. (2025). Policy brief w Science — apel o uwzględnienie efektu mieszanin chemicznych w rozporządzeniu REACH. Uniwersytet w Göteborgu / RWTH Aachen.
KrakenSense (2024). Agricultural Runoff: Causes, Effects and Solutions.






















