W poprzednim tekście opisałem problem mieszkanki Machnic, której posesja jest regularnie zalewana. Od lat prosi o udrożnienie rowów, poprawienie przepustu i wskazanie, kto właściwie odpowiada za problem. Po zalaniu w sierpniu 2024 roku straty oszacowano na około 22 tys. zł. Sama twierdzi, że podtopienia zdarzały się wcześniej, ale po wybudowaniu chodnika przez powiat sytuacja wyraźnie się pogorszyła.
Ten artykuł jest odpowiedzią na komentarze, według których sprawa nie należy do wójta gminy Wisznia Mała, lecz wyłącznie do Powiatu Trzebnickiego i Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Uzasadnieniem ma być to, że chodnik powstał przy drodze powiatowej, natomiast za rowy rzekomo odpowiadają Wody Polskie.
Kwestie utrzymania rowów melioracyjnych, reguluje z kolei art. 205 ustawy z dnia 20 lipca 2017r. Prawo wodne (Dz.U.2024.1087 t.j. ), w którym ustawodawca wskazał, że utrzymywanie urządzeń melioracji wodnych należy do zainteresowanych właścicieli gruntów, a jeżeli urządzenia te są objęte działalnością spółki wodnej działającej na terenie gminy lub związku spółek wodnych, w którym jest zrzeszona spółka wodna działająca na terenie gminy – do tej spółki lub tego związku spółek wodnych. Oznacza to, że administratorem rowów melioracyjnych są ich użytkownicy (najczęściej właściciele działki, przez którą rów przebiega), nie PGW Wody Polskie.
Co do braku odpowiedzialności władz gminy, nasuwa się hipoteza, która dobrze pasuje do opisu terenu i relacji mieszkanki a jednocześnie pokazuje, że władze gminy nie powinny przerzucać całej odpowiedzialności na innych.
Czy chodnik stał się barierą dla wody?
Bardzo prawdopodobny mechanizm może wyglądać następująco: woda od lat spływała z pól istniejącymi rowami. Podczas największych opadów rowy nie mieściły całej jej objętości, ale nadmiar mógł rozlewać się na pobocze i drogę.
Budowa chodnika podniosła i uszczelniła jedną stronę pasa drogowego, tworząc dla wody nową barierę. Jeżeli nie towarzyszyło temu odpowiednie powiększenie przepustów i poprawienie odpływu, woda zaczęła spiętrzać się w rowach i silniej zalewać położone obok posesje.
To wyjaśniałoby relację mieszkanki: wcześniej także dochodziło do podtopień, lecz po budowie chodnika sytuacja wyraźnie się pogorszyła.
To oczywiście tylko hipoteza.
Sprawa trafiła na sesję powiatu
Problem mieszkanki został poruszony na V sesji Rady Powiatu Trzebnickiego, w sierpniu 2024r. Radna Marzanna Jurzysta-Ziętek, zwróciła się do Zarządu Powiatu i dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych o przeprowadzenie wizji lokalnej w Machnicach oraz sporządzenie pisemnego protokołu wskazującego, co należy do obowiązków powiatu, mieszkańców i pozostałych podmiotów.
To pierwszy konkret, jaki pojawia się w tej sprawie: oględziny, protokół i rozdzielenie odpowiedzialności.
Pojawiła się argumentacja, że publikowane przez mieszkankę materiały wpływają na „wizerunek powiatu” i że sprawę należałoby wreszcie „skończyć”, aby nie wracała w kolejnych zdjęciach i pretensjach. Każda argumentacja jest oczywiście dobra jeżeli prowadzi do rozwiązania zakończenia sprawy. Problemem nie są jednak zdjęcia zalanej posesji. Problemem jest woda widoczna na tych zdjęciach.
Co znamienne, podczas tej samej sesji Machnice wymieniono jako przykład zakończonej inwestycji wartej ponad 2 mln zł. Inwestycja została odebrana i mogła zostać dopisana do listy powiatowych osiągnięć.
Tylko że odbiór chodnika nie kończy odpowiedzialności za skutki jego funkcjonowania.
Droga jest powiatowa. Ale wójt nadal ma obowiązki
Argument, że droga nr 1337D jest drogą powiatową, jest prawdziwy, ale nie kończy sprawy.
Może przesądzać o tym, kto powinien ostatecznie przebudować odwodnienie, powiększyć przepust albo sfinansować roboty w pasie drogowym. Nie przesądza jednak, który organ powinien zbadać podejrzenie szkodliwej zmiany stosunków wodnych.
Artykuł 234 ust. 3 Prawa wodnego stanowi, że jeżeli spowodowana przez właściciela gruntu zmiana stanu wody szkodliwie wpływa na grunty sąsiednie, wójt, burmistrz albo prezydent miasta – z urzędu lub na wniosek – wydaje decyzję nakazującą przywrócenie poprzedniego stanu albo wykonanie urządzeń zapobiegających szkodom. Przepis nakazuje również ustalenie terminu wykonania tych czynności.
Wójt nie musi być właścicielem drogi. Nie musi też z góry wiedzieć, kto ponosi winę. Właśnie postępowanie administracyjne służy ustaleniu:
- czy rzeczywiście doszło do zmiany kierunku lub natężenia odpływu;
- na którym gruncie nastąpiła zmiana;
- czy ma ona związek z budową chodnika, przepustem, rowami albo innymi robotami;
- kto jest właścicielem gruntu lub urządzenia;
- jakie prace są konieczne, aby zapobiec dalszym szkodom.
Jeżeli okaże się, że problem powstał w pasie drogi powiatowej, adresatem działań może być powiat. Jeżeli przyczyną jest zasypany rów na prywatnym polu, odpowiedzialność może spoczywać na jego właścicielu. Jeżeli chodzi o urządzenie objęte działalnością spółki wodnej, pojawi się odpowiedzialność spółki. Możliwe jest również, że kilka zaniedbań nakłada się na siebie.
Ale ktoś musi to ustalić. Artykuł 234 nie oznacza bowiem, że wójt nie może ograniczyć się do stwierdzenia: „droga jest powiatowa” albo „rowami zajmuje się ktoś inny”.
To nie jest martwy przepis
Przykładem może być postępowanie prowadzone przez Wójta Gminy Santok w sprawie zalewania posesji wodą spływającą z terenu inwestycji deweloperskiej. Wójt prowadził je na podstawie art. 234 ust. 3 Prawa wodnego, który pozwala wójtowi nakazać właścicielowi gruntu, przywrócenie poprzedniego stanu albo wykonanie urządzeń zapobiegających szkodom na gruntach sąsiednich.
Najpierw wydał decyzję, w której uznał, że wystarczą obowiązki nałożone na inwestora przez nadzór budowlany. Po odwołaniu mieszkańca Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło jednak tę decyzję. Po ponownym rozpoznaniu sprawy wójt 30 grudnia 2021 r., działając już na podstawie art. 234 ust. 3 Prawa wodnego, wydał nową decyzję. Tym razem nakazał inwestorowi wykonanie konkretnych zabezpieczeń przed zalewaniem sąsiednich gruntów, w tym dokończenie betonowego cokołu, zagospodarowanie wód opadowych na własnym terenie oraz obniżenie poziomu części działek.
Ten przypadek pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, wójt może i powinien działać nawet wtedy, gdy inwestorem i właścicielem gruntu jest zupełnie inny podmiot.
Po drugie, takie postępowanie nie może polegać na pobieżnym obejrzeniu rowu. Wymaga zebrania dokumentacji, ustalenia rzędnych terenu, zbadania kierunków odpływu i – gdy sprawa jest skomplikowana – skorzystania z wiedzy biegłego.
Co ciekawe, zgodnie z wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z dnia 28 lutego 2024 r. II SA/Kr 1607/23, „Zmiana stanu wody na gruncie, może polegać na zmianie kierunku odpływu znajdującej się na gruncie wody opadowej i roztopowej bądź kierunku odpływu ze źródeł poprzez np. wykonanie przeszkody w odpływie wody opadowej z terenów sąsiednich zgodnie z naturalnym kierunkiem odpływu…
Ta sama osoba jednocześnie w gminie i w powiecie
W sprawie Machnic pojawia się wyjątkowa sytuacja organizacyjna. Sławomira Misiura-Hermann jest jednocześnie naczelnikiem gminnej komórki odpowiedzialnej za inwestycje i ochronę środowiska, radną Powiatu Trzebnickiego oraz członkinią Zarządu Powiatu, obecnie działa po obu stronach samorządowej granicy: zawodowo w Urzędzie Gminy Wisznia Mała, a politycznie i decyzyjnie w Powiecie Trzebnickim.
Ma to szczególne znaczenie, ponieważ spór o zalewanie Machnic dotyczy właśnie kompetencji rozłożonych pomiędzy gminę i powiat. Droga oraz chodnik są powiatowe, ale podejrzenie szkodliwej zmiany stosunków wodnych powinien zbadać wójt. Do tego dochodzą gminne rowy, urządzenia melioracyjne i obowiązki związane z ochroną środowiska. Oznacza to, że argument o rzekomym braku możliwości porozumienia między gminą a powiatem brzmi wyjątkowo słabo. Jedna z najważniejszych osób w tej sprawie jest równocześnie wysoką rangą urzędniczką gminy i członkinią Zarządu Powiatu.
Podczas sesji powiatu zaproponowano wizję lokalną w Machnicach oraz sporządzenie protokołu wskazującego, co należy do obowiązków powiatu, mieszkańców i innych podmiotów. Przy takim połączeniu funkcji nie powinno być problemu ze zorganizowaniem wspólnych oględzin gminy i powiatu, sprawdzeniem dokumentacji inwestycji oraz ustaleniem, czy chodnik zmienił sposób odpływu wód.
Gmina i powiat nie muszą szukać łączniczki. Od lat mają ją we własnych strukturach. Pozostaje pytanie, dlaczego mimo to zalewana mieszkanka nadal sama próbuje ustalić, kto powinien jej pomóc.
Co należałoby zrobić w Machnicach?
Najpierw powinno zostać formalnie wszczęte postępowanie dotyczące możliwej zmiany stosunków wodnych. Następnie należy przeprowadzić wspólną wizję lokalną z udziałem gminy, powiatu, Zarządu Dróg Powiatowych, Gminnej Spółki Wodnej oraz zainteresowanych właścicieli gruntów.
Nie chodzi o kolejne spotkanie zakończone zapewnieniem, że sprawa zostanie przekazana dalej. Potrzebny jest pisemny protokół, dokumentacja fotograficzna, pomiary i wskazanie dalszych czynności.
Trzeba porównać projekt chodnika z wykonaniem, ustalić rzędne sprzed i po inwestycji, sprawdzić średnicę i wysokość przepustów, drożność rowów oraz miejsca, w których podczas ulewy woda występuje z koryta. Należy również ustalić, dlaczego zapowiadane od lat powiększenie przepustu nie zostało wykonane i czy problem był znany projektantowi przed rozpoczęciem budowy.
Najlepsze oględziny należałoby przeprowadzić podczas większego deszczu albo bezpośrednio po nim. W suchy dzień niemal każdy rów wygląda na wystarczający.
Dopiero potem będzie można uczciwie odpowiedzieć, czy chodnik rzeczywiście pogorszył sytuację, czy zasadniczą przyczyną jest brak konserwacji rowów, niewystarczający przepust, zasypanie urządzeń melioracyjnych albo połączenie wszystkich tych czynników.
















