Chodnik za 2,5 miliona, a mieszkańcy boją się o swój dobytek
W Machnicach 2 lata temu powstał długo oczekiwany chodnik wzdłuż drogi powiatowej nr 1337D. Inwestycja o wartości ponad 2,5 mln zł miała poprawić bezpieczeństwo i komfort życia mieszkańców. Powiat Trzebnicki otrzymał na jej realizację około 1,5 mln zł dofinansowania z Polskiego Ładu.
Na oficjalnych zdjęciach widzieliśmy przedstawicieli Zarządu Dróg Powiatowych, wykonawcę, projektanta i radną powiatową. Były podziękowania za cierpliwość oraz zapowiedzi, że po zakończeniu prac wszystkim będzie żyło się bezpieczniej i wygodniej.
Problem polega na tym, że nie wszystkim.
Woda nie wie o tym, że miało być bezpieczniej
Zgłosiła się do mnie mieszkanka Machnic, której posesja jest regularnie zalewana. Jak relacjonuje, od lat prosi o udrożnienie i właściwe utrzymanie rowów oraz o poprawienie przepustu przy swoim domu.
Według niej rów melioracyjny od około sześciu lat jest praktycznie zrównany z polem. Do tego dochodzi niewykoszony rów oraz problem z odwodnieniem drogi gminnej. Ostatnio miała usłyszeć, że należy czekać w kolejce na wykoszenie drogi i rowu.
2 sierpnia 2024 roku posesja została zalana. Mieszkanka oszacowała straty w sprzęcie domowym i ogrodniczym na około 22 tys. zł. Jak twierdzi, otrzymała 2 tys. zł pomocy, przy czym pozostałe zniszczone przedmioty miały zostać uznane za rzeczy, które nie służą zaspokajaniu pierwszych potrzeb.
Nie chodzi tylko o jedną osobę. W sąsiednich domach mieszkają osoby starsze, chore i mające trudności z poruszaniem się. Jedna z mieszkanek ma 94 lata, inna jest po udarze i pozostaje sparaliżowana. One również — według przekazanej mi relacji — są narażone na zalewanie.
Sama autorka zgłoszenia jest osobą z niepełnosprawnością i poważnymi problemami ze wzrokiem.
Czy po budowie chodnika jest lepiej?
Na pytanie, czy przed rozpoczęciem inwestycji sytuacja wyglądała lepiej, mieszkanka odpowiada, że obecnie jest gorzej.
Wskazuje między innymi na zamontowane bariery, które jej zdaniem utrudniają odpływ wody lub dostęp do rowu. Przez około półtora roku miała zabiegać w Zarządzie Dróg Powiatowych o usunięcie kilku elementów. Ostatecznie część barierek zmieniono, ale problem nie został rozwiązany.
Od około ośmiu lat ma być również zapowiadane powiększenie przepustu przy jej posesji. Do dzisiaj go nie wykonano.
Nie przesądzam na tym etapie, czy budowa chodnika rzeczywiście pogorszyła stosunki wodne. Do tego potrzebne byłyby projekt odwodnienia, dokumentacja powykonawcza, mapa przepustów i rowów oraz oględziny w terenie. Relacja mieszkanki powinna jednak wystarczyć, aby odpowiednie instytucje przestały przerzucać sprawę między sobą.
Droga jest powiatowa, ale część rowów i sąsiednich dróg należy do gminy. Mogą występować również urządzenia melioracyjne, za które odpowiadają inne podmioty albo właściciele gruntów.
Dla wody nie ma to znaczenia. Dla zalewanych mieszkańców również nie powinno mieć.
Gmina dwóch prędkości
Historia z Machnic dobrze pokazuje sposób zarządzania, który od lat można obserwować w gminie Wisznia Mała.
Jeżeli pojawia się możliwość zdobycia dużej dotacji, przygotowuje się inwestycję, organizuje przetarg i publikuje zdjęcia z rozpoczęcia budowy. Zadanie ma nazwę, kosztorys, termin oraz tablicę informującą o dofinansowaniu.
Znacznie trudniej jest doprosić się o sprawy mniej efektowne:
- wykoszenie i odtworzenie rowu,
- oczyszczenie przepustu,
- sprawdzenie odpływu wody,
- usunięcie lokalnej przeszkody,
- skoordynowanie działań gminy, powiatu i właścicieli urządzeń melioracyjnych.
Na takie działania zazwyczaj nie ma uroczystego otwarcia ani milionowej dotacji. Jest za to mieszkaniec, który przez sześć albo osiem lat powtarza ten sam problem kolejnym urzędnikom.
Przetargi zaczynają wówczas rządzić polityką inwestycyjną. Realizuje się przede wszystkim to, co da się ująć w duże zadanie i sfinansować z zewnętrznego programu. Codzienne utrzymanie infrastruktury schodzi na dalszy plan, choć dla mieszkańca zalewanego po każdym większym deszczu może być znacznie ważniejsze niż nowy chodnik.
Tak powstała gmina dwóch prędkości.
W jednej części działa wielomilionowa inwestycja, wykonawca i finansowanie z Polskiego Ładu. W drugiej starsze i chore osoby czekają, aż ktoś wykosi rów, sprawdzi przepust i ustali, dlaczego woda ponownie płynie w stronę ich domów.
Potrzebna jest jedna odpowiedzialna osoba
Mieszkanka Machnic nie powinna być odsyłana osobno do gminy, powiatu, Zarządu Dróg Powiatowych czy podmiotu odpowiedzialnego za urządzenia melioracyjne.
Gmina powinna zebrać wszystkie strony przy jednym stole, przeprowadzić oględziny podczas lub bezpośrednio po większych opadach i sporządzić pisemny plan działań. Należy ustalić:
- do kogo należą poszczególne rowy i przepusty,
- które urządzenia są niedrożne lub zlikwidowane,
- czy budowa chodnika zmieniła kierunek albo tempo odpływu wody,
- czy zamontowane bariery ograniczają możliwość utrzymania rowu,
- jakie prace trzeba wykonać przed kolejnymi ulewami.
Mieszkańcy nie potrzebują kolejnej informacji, że sprawa zostanie przekazana właściwej jednostce. Potrzebują konkretnych terminów oraz odpowiedzi, co zostanie zrobione, aby kolejny deszcz nie oznaczał kolejnych strat.
Chodnik w Machnicach miał poprawić komfort codziennego życia mieszkańców. Warto więc sprawdzić, czy przy okazji jego budowy nie pozostawiono części z nich z jeszcze większym problemem niż wcześniej.
Jeżeli naprawdę nie potraficie już nic zrobić, to przynajmniej nie drażnijcie ludzi kolejnymi komunikatami o sukcesach w uprzywilejowanych miejscowościach. Dla mieszkańców, którzy od lat bezskutecznie proszą o udrożnienie rowu, powiększenie przepustu i ochronę swoich domów przed zalaniem, takie przechwałki nie są promocją gminy. Są pokazem jej bezradności i nierównego traktowania mieszkańców.
















