Sprawa burmistrza Marka Długozimy… Co dalej?

W naszej gminie, podobnie jak w gminie Trzebnica, wójt Bronowicki sprawuje władzę na tyle długo, że większość mieszkańców z trudem przypomina sobie, kiedy zaczynał. To, co się teraz dzieje w Trzebnicy, powinno być przestrogą dla wszystkich włodarzy: im dłużej się rządzi, tym więcej zdobywa się przeciwników politycznych — a ci potrafią się zjednoczyć i znienacka wspólnie uderzyć. Z biegiem lat może pojawić się również pewne rozprzężenie w strukturze urzędu, które sprawi, że niektórzy podwładni zaczną sądzić, iż nikt nie patrzy im na ręce.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem dwukadencyjności wprowadzonej w 2018 roku — i z niepokojem obserwuję, że PSL konsekwentnie dąży do zniesienia tego ograniczenia, a projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego przeszedł już przez podkomisję sejmową i czeka na dalsze głosowania. Przez dwie kadencje można naprawdę wiele dobrego dla swojej gminy zrobić — a potem trzeba dać szansę innym. Niech też się wykażą. Moim zdaniem zarówno Bronowicki jak i Długozima rządzą za długo.

Mimo tego, nie potrafię zaakceptować sytuacji, w której człowiek kierujący Trzebnicą od 20 lat zostaje de facto osądzony przez część opinii publicznej i mediów — bez wyroku, bez procesu, wyłącznie na podstawie zarzutów. Dlatego postanowiłem kontynuować swój poprzedni artykuł: Burmistrz Trzebnicy z zarzutami. W poszukiwaniu rzetelnych informacji…. Opisałem w nim przebieg zatrzymania burmistrza Trzebnicy Marka Długozimy, przedstawione mu zarzuty, reakcje mediów i pierwsze komentarze prawników. Dziś wracam do tej sprawy — nie po to, by wydawać wyroki zanim zrobi to sąd, lecz by przyjrzeć się temu, o czym większość komentatorów milczy: mechanizmom prawnym, wątpliwościom proceduralnym i argumentom, które mogą działać na korzyść burmistrza. W medialnym szumie łatwo zagubić perspektywę, którą każdy obywatel — niezależnie od sympatii politycznych — powinien mieć na uwadze: że zarzuty to jeszcze nie wyrok, a domniemanie niewinności nie powinno być jedynie pustym frazesem.


Zawieszenie burmistrza — co mówi prawo

Jednym z najpoważniejszych skutków postawionych zarzutów jest zawieszenie Marka Długozimy w czynnościach służbowych burmistrza. Dla wielu mieszkańców Trzebnicy to sygnał, że sprawa jest przesądzona. Tymczasem z prawnego punktu widzenia sytuacja wygląda inaczej.

Zawieszenie w czynnościach służbowych to środek zapobiegawczy przewidziany w art. 276 Kodeksu postępowania karnego. Nie jest karą. Nie jest wyrokiem. Jest narzędziem tymczasowym, którego celem jest zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania — podobnie jak poręczenie majątkowe czy dozór policji. Co istotne, środek ten nie jest bezterminowy ani nieodwołalny — stosuje się go przez czas trwania postępowania, a sąd lub prokurator mogą go uchylić lub zmienić w każdej chwili, jeżeli ustaną przyczyny, które uzasadniały jego zastosowanie.

Warto w tym miejscu przytoczyć treść art. 253 k.p.k., który stanowi, że środek zapobiegawczy należy niezwłocznie uchylić lub zmienić, jeżeli ustaną przyczyny, wskutek których został zastosowany, lub powstaną przyczyny uzasadniające jego uchylenie albo zmianę. Zawieszenie nie jest więc „dożywotnie” ani nieodwołalne — jest to decyzja, która podlega ciągłej weryfikacji.

Czy można się odwołać?

Tak. Na postanowienie prokuratora o zastosowaniu środka zapobiegawczego — w tym zawieszenia w czynnościach służbowych — przysługuje zażalenie do sądu rejonowego, w którego okręgu prowadzi się postępowanie. Sam Marek Długozima podczas piątkowego briefingu prasowego potwierdził, że jego zespół prawny analizuje możliwość złożenia takiego zażalenia.

Analogiczna sytuacja miała miejsce w 2011 roku w przypadku burmistrza Trzcianki, któremu prokuratura również postawiła zarzuty korupcyjne i zawiesiła go w czynnościach. Burmistrz zaskarżył postanowienie prokuratora — sąd rejonowy utrzymał jednak zawieszenie w mocy, zmieniając jedynie wysokość poręczenia majątkowego. Przykład ten pokazuje, że ścieżka odwoławcza istnieje i jest realnie wykorzystywana, choć nie gwarantuje automatycznego sukcesu. Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie, a sąd ocenia, czy przesłanki zawieszenia wciąż się utrzymują.

Kontrowersja ustrojowa — kto powinien zawieszać samorządowca?

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, który w debacie publicznej pojawia się rzadko, a ma fundamentalne znaczenie. Obecnie to prokurator — a nie sąd — decyduje o zawieszeniu burmistrza w czynnościach służbowych na etapie postępowania przygotowawczego. Oznacza to, że organ ścigania, będący stroną postępowania, jednocześnie podejmuje decyzję o odsunięciu od władzy osoby wybranej w wyborach powszechnych.

Problem ten dostrzegał Rzecznik Praw Obywatelskich, który publicznie poparł senacki projekt nowelizacji Kodeksu postępowania karnego (druk senacki nr 79, a następnie druk sejmowy nr 461), zakładający, że to sąd — a nie prokurator — powinien decydować o zawieszeniu w czynnościach służbowych podejrzanego wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. RPO argumentował, że w obecnym kształcie ustrojowym prokuratura nie korzysta w pełni z przymiotu niezależności od władzy wykonawczej. Projekt ten nie został dotąd uchwalony, ale sam fakt jego istnienia — oraz poparcie ze strony konstytucyjnego organu ochrony praw obywatelskich — pokazuje, że procedura zastosowana wobec Długozimy budzi wątpliwości systemowe. Nie tylko w kontekście tej konkretnej sprawy, lecz jako problem ogólnoustrojowy. Rzecznik Praw Obywatelskich napisał wprost (LINK):

Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny może ingerować w tok postępowania w celu usunięcia z samorządów konkurentów politycznych.


Dla zwolenników burmistrza to ważny argument: decyzja o odsunięciu demokratycznie wybranego samorządowca od władzy została podjęta przez prokuraturę, a nie przez niezawisły sąd. Choć jest to zgodne z obowiązującym prawem, sam standard tej procedury jest przedmiotem krytyki ze strony instytucji strzegących praw obywatelskich.


Przypadek Sutryka — dwa standardy?

W dniu zatrzymania Marka Długozimy w mediach i komentarzach mieszkańców natychmiast pojawiło się porównanie z sytuacją prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Pytanie brzmi prosto: dlaczego burmistrz Trzebnicy został zawieszony, a prezydent Wrocławia — mimo postawionych mu czterech zarzutów, w tym jednego o korupcję — nadal pełni swoją funkcję?

Na pytanie to odpowiedział na antenie Radia Wrocław mecenas Wojciech Kasprzyk, którego wypowiedź cytowałem w poprzednim artykule. Wskazał on na kluczową różnicę w charakterze zarzutów: Sutrykowi postawiono zarzuty związane przede wszystkim z aferą Collegium Humanum — posługiwaniem się dyplomem uczelni i korupcją związaną z jego uzyskaniem. Nie miały one bezpośredniego związku z zamówieniami publicznymi czy wydatkowaniem środków gminnych. Tymczasem zarzuty wobec Długozimy dotyczą wprost omijania procedur przetargowych i wydatkowania ponad 2 mln zł z budżetu gminy — a w takim przypadku, jak wyjaśniał mecenas, kodeks postępowania karnego wręcz obligatoryjnie nakazuje zawieszenie w czynnościach.

To wyjaśnienie jest merytorycznie poprawne, ale — patrząc z perspektywy mieszkańca — trudne do zaakceptowania bez poczucia niesprawiedliwości. Jacek Sutryk z zarzutami korupcyjnymi nadal rządzi ponadpółmilionowym miastem, a Marek Długozima z zarzutami o zlecanie prac drogowych bez przetargu jest odsuwany od zarządzania gminą liczącą kilkanaście tysięcy mieszkańców. Wobec Sutryka zastosowano jedynie poręczenie majątkowe (200 tys. zł) i dozór policji — ale nie zawieszenie w czynnościach. We Wrocławiu próba przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta zakończyła się porażką — zabrakło ponad 11 tysięcy podpisów.

Nie chodzi tu o ocenę winy ani Sutryka, ani Długozimy — o tym zdecydują sądy. Chodzi o pytanie, czy stosowanie środków zapobiegawczych wobec samorządowców jest proporcjonalne i spójne. Pytanie to pozostaje otwarte i stanowi ważny element debaty publicznej, wykraczający daleko poza samą Trzebnicę.


Zatrzymanie o szóstej rano — konieczność czy demonstracja siły?

Marek Długozima został zatrzymany 26 marca 2026 roku o godzinie 6.00 rano w swoim domu przez funkcjonariuszy Wydziału do Walki z Korupcją. Prokuratura uzasadniała to koniecznością zabezpieczenia dowodów i przedstawienia zarzutów. Sam burmistrz — zarówno w oświadczeniu, jak i na konferencji prasowej — podkreślał, że stawiłby się dobrowolnie na każde wezwanie i nie było żadnego powodu, by go zatrzymywać w ten sposób.

Pytanie o proporcjonalność zatrzymania nie jest pytaniem o winę lub niewinność. Jest pytaniem o standardy postępowania organów ścigania wobec osoby publicznej, która nie ukrywała się, nie utrudniała postępowania i — co istotne — śledztwo w jej sprawie trwało od wielu lat. Marek Długozima nie został oskarżony nagle — prokuratura miała wystarczająco dużo czasu, by wezwać go na przesłuchanie w normalnym trybie.

Poranne zatrzymania o godzinie szóstej kojarzyły się dotąd z głośnymi sprawami najwyższej rangi — o tej samej porze prokuratura weszła wraz z ABW dokładnie dwa lata temu, 26 marca 2024 roku, do mieszkań Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Zastosowanie identycznej metody wobec burmistrza niewielkiej gminy, który ma stałe miejsce zamieszkania i od 20 lat pełni ten sam urząd, może budzić zdziwienie. Niezależnie od oceny samych zarzutów — poranne zatrzymanie wygląda bardziej jak działanie obliczone na efekt medialny niż na realne zabezpieczenie postępowania.


Wieloletnie śledztwo i zmiana prokuratur — sygnał siły czy słabości?

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów tej sprawy jest historia samego śledztwa. Jak podawała Nowa Gazeta Trzebnicka, postępowanie toczyło się od wielu lat — początkowo w Prokuraturze Rejonowej w Oławie, następnie zostało przeniesione do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. W 2022 roku, sprawa została przeniesiona do Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Przez kolejne lata zmieniali się prokuratorzy, powoływano biegłych, przesłuchiwano kolejnych świadków i modyfikowano zarzuty. Jeden z wątków trafił wreszcie do sądu — 11 marca 2026 roku dwie urzędniczki zostały skazane za wyprowadzanie pieniędzy z kasy gminy poprzez fikcyjne faktury.

Z perspektywy obrony taka historia śledztwa może być zarówno obciążająca, jak i korzystna. Z jednej strony pokazuje, że prokuratura rzeczywiście gromadziła materiał dowodowy przez lata. Z drugiej — rodzi pytanie, dlaczego potrzebowała na to tak dużo czasu, i czy wieloletnie przesuwanie sprawy między prokuraturami nie świadczy o tym, że materiał dowodowy był — i być może wciąż jest — niejednoznaczny. Gdyby dowody były mocne i klarowne, zarzuty mogły zostać postawione lata temu.


Wiarygodność kluczowych świadków

Według relacji medialnych jednym z fundamentów śledztwa, które doprowadziło do zatrzymania burmistrza, są zeznania skazanych za wyprowadzanie pieniędzy z kasy gminy urzędniczek. To istotna okoliczność, którą obrona z pewnością będzie podnosić.

Świadkowie, którzy sami zostali skazani za przestępstwa finansowe popełnione na szkodę tego samego urzędu, mogą mieć interes w obciążaniu swojego przełożonego. Motywacje mogą być różne — od chęci uzyskania łagodniejszego wyroku, przez przerzucenie odpowiedzialności, po zwykłą osobistą animozję.

Co więcej, trzecia z oskarżonych urzędniczek — Grażyna P. — od 2019 roku ukrywa się przed policją. Oznacza to, że jeden z potencjalnie kluczowych świadków jest nieobecny w postępowaniu, co może wpływać zarówno na kompletność materiału dowodowego, jak i na jego interpretację.

Nie twierdzę, że zeznania te są fałszywe — tego nie wiem i nie mi to oceniać. Podkreślam jedynie, że oparcie śledztwa w istotnej części na zeznaniach osób, które same miały powody do składania określonych wyjaśnień, stanowi element, który sąd będzie musiał bardzo starannie zweryfikować.


Utwardzanie dróg „na prywatnych nieruchomościach” — jak to wygląda w realiach gminy

Jednym z głównych zarzutów wobec burmistrza jest zlecanie utwardzania dróg na nieruchomościach stanowiących własność osób fizycznych. W przestrzeni medialnej brzmi to jednoznacznie — jako kierowanie publicznych pieniędzy na prywatne potrzeby. W realiach polskiej gminy wiejskiej sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana.

W wielu gminach sieć drogowa ma złożoną strukturę własnościową. Drogi dojazdowe do domów, pól czy obiektów użyteczności publicznej często przebiegają przez działki formalnie będące własnością osób prywatnych — niekiedy od pokoleń, bez uregulowanego statusu prawnego. Utwardzenie takiej drogi może służyć dziesiątkom, a nawet setkom mieszkańców, choć formalnie jest inwestycją na „prywatnym gruncie”.

Sam Długozima odniósł się do tego na konferencji prasowej, twierdząc, że zarzucane mu inwestycje — w tym sporny podjazd przy jego posesji — to w rzeczywistości ciągi pieszo-rowerowe i infrastruktura, z której korzysta wielu mieszkańców. Jeżeli obrona zdoła to udokumentować — mapami, projektami, zeznaniami użytkowników — ten wątek zarzutów może okazać się znacznie mniej jednoznaczny, niż sugeruje prokuratura.

Nie oznacza to oczywiście, że brak formalnych procedur jest akceptowalny. Ale różnica między „wydawaniem publicznych pieniędzy na prywatne cele” a „upraszczaniem procedur przy inwestycjach służących mieszkańcom” jest fundamentalna — i to sąd, a nie media, powinien tę różnicę zbadać.


Pominięcie procedur przetargowych — przestępstwo czy uchybienie administracyjne?

Prokuratura zarzuca burmistrzowi zlecanie robót drogowych i chodnikowych z pominięciem procedur zamówień publicznych, bez kosztorysów i bez weryfikacji wartości wykonanych prac. Łączna kwota — ponad 2 mln złotych — jest znacząca i trudno ją bagatelizować.

Warto jednak postawić pytanie, czy każde naruszenie procedury przetargowej jest automatycznie przestępstwem, czy też może być kwalifikowane jako naruszenie dyscypliny finansów publicznych — co podlega innym sankcjom (odpowiedzialność dyscyplinarna, a nie karna). W praktyce polskich samorządów zlecanie drobnych prac remontowych czy utrzymaniowych bez pełnej procedury przetargowej — choć nieprawidłowe — nie jest zjawiskiem wyjątkowym. Progi kwotowe, wymogi dokumentacyjne i interpretacja pojęcia „zamówienia publicznego” bywają w małych gminach stosowane z różnym stopniem rygoryzmu.

Mecenas Kasprzyk w swoim komentarzu dla Radia Wrocław słusznie zwracał uwagę, że przy zamówieniach przekraczających 130 tys. zł netto obowiązek organizacji przetargu jest jednoznaczny. Jeżeli prace na łączną kwotę ponad 2 mln zł były faktycznie zlecane bez żadnej procedury, to sytuacja jest poważna. Jednakże kluczowe będzie ustalenie, czy te 2 mln zł dotyczą jednego zamówienia czy wielu odrębnych, rozłożonych w czasie zleceń. Jeżeli były to liczne, niewielkie zlecenia, z których każde osobno nie przekraczało progów przetargowych, argumentacja obrony może wyglądać zupełnie inaczej.

Sam Długozima na konferencji prasowej podkreślał, że nigdy osobiście nie zajmował się organizacją przetargów — to nie należało do jego obowiązków jako burmistrza. Jego rolą było nadzorowanie pracy urzędu, a nie prowadzenie poszczególnych procedur zamówieniowych. To argument, który nie zwalnia automatycznie z odpowiedzialności, ale wskazuje na inny charakter ewentualnego zaniechania — nie bezpośrednie sprawstwo, lecz co najwyżej niedostateczny nadzór.

Nawiasem mówiąc, ostatni Raport Urzędu Zamówień Publicznych z oceny funkcjonowania systemu zamówień publicznych mówi wprost: zamawiający w całej Polsce często kierują się praktycznymi względami – takimi jak konieczność zmieszczenia się w budżecie czy uniknięcie unieważnienia postępowania – sięgając po bardziej elastyczne tryby udzielania zamówień. Wszyscy uczestnicy rynku zwracają uwagę na potrzebę dalszego upraszczania i odformalizowania procedur, a także na trudności interpretacyjne wynikające z samej konstrukcji przepisów.

Warto tu przypomnieć orzeczenie Głównej Komisji Orzekającej z 3 kwietnia 2025 r., sygn. BDF1.4800.14.2024, dotyczące Szefa i Zastępcy Szefa jednej z jednostek budżetowych, którym zarzucono niedozwolony podział zamówienia. Komisja uznała ich za niewinnych, uznając, że kluczowe znaczenie ma to, co zamawiający wiedział w chwili podejmowania pierwszej decyzji, a nie to, jak cała sprawa wygląda z perspektywy czasu. Dlatego, aby dziś — po kilku latach — rzetelnie oceniać postępowanie burmistrza, potrzebny jest dostęp do dokumentów i pełnej sekwencji zdarzeń. Taki materiał może zebrać jedynie prokurator, a ocenić go ostatecznie powinien sąd.


Zarzuty korupcyjne — 500 złotych, które mają zniszczyć karierę

Osobnym wątkiem są zarzuty dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych od pracownicy urzędu — kwot od 500 do 1500 złotych, w siedmiu przypadkach. Według prokuratury burmistrz miał uzależniać przyznanie nagrody uznaniowej od przekazania mu jej części.

Jeżeli te zarzuty się potwierdzą, będzie to poważne nadużycie — niezależnie od kwot. Niemniej z perspektywy obrony istnieje kilka punktów, które mogą komplikować ten obraz. Po pierwsze, kwoty są niewielkie — co rodzi pytanie o motywację. Czy samorządowiec z 20-letnim stażem, zarządzający budżetem liczonym w dziesiątkach milionów złotych, naprawdę ryzykowałby karierę i wolność dla kwot rzędu kilkuset złotych? Po drugie, źródłem tych zarzutów są prawdopodobnie zeznania pracownicy urzędu, której wiarygodność — w kontekście ewentualnych własnych problemów prawnych — podlega ocenie sądu. Po trzecie, nie można wykluczyć, że ewentualne przekazywanie pieniędzy miało inny charakter niż korupcyjny — drobne pożyczki, zwroty kosztów, rozliczenia koleżeńskie — co obrona z pewnością będzie próbowała wykazać.

Chciałbym kategorycznie podkreślić: nie przesądzam o niewinności burmistrza w tym zakresie. Zwracam jedynie uwagę, że korupcja na tak niewielkie kwoty wydają się po prostu mało prawdopodobna, choć oczywiście nie niemożliwa.


Moment postawienia zarzutów — zbieg okoliczności?

Na piątkowej konferencji prasowej Przewodniczący Rady Miejskiej Mateusz Stanisz wprost mówił o „ciekawej koincydencji” — zarzuty zostały postawione w okresie, gdy w Trzebnicy trwa zbiórka podpisów pod referendum w sprawie odwołania burmistrza. Inicjatorzy referendum — grupa łącząca polityków KO, PiS i osoby bezpartyjne — deklarowali, że do wymaganego progu brakowało im jeszcze kilkuset podpisów.

Zbieg terminów nie dowodzi oczywiście niewinności, ale dla niemałej części mieszkańców wpisuje się w obraz „nagonki” na burmistrza. Warto pamiętać, że Marek Długozima wygrał ostatnie wybory w sytuacji wyjątkowej — w pierwszej turze, ale jednym głosem, po czym sąd unieważnił wynik w jednym obwodzie i zarządził ponowne głosowanie, które Długozima ostatecznie wygrał. Kontekst polityczny jest więc naładowany — burmistrz ma tyleż zwolenników, co zaciekłych przeciwników, a sprawa karna wpada w sam środek tego konfliktu.

Prokuratura — zgodnie z zasadą niezależności — nie powinna kierować się kalendarzem politycznym. Ale pytanie o to, dlaczego śledztwo trwające wiele lat zakończyło się akurat teraz, jest pytaniem, które mieszkańcy mają prawo zadawać. I które — przynajmniej do czasu wyjaśnienia — powinno skłaniać do ostrożności w formułowaniu ostatecznych ocen.


Co dalej?

Sprawa Marka Długozimy jest na wczesnym etapie. Przed burmistrzem — i jego obrońcami — stoi szereg możliwości prawnych: zażalenie na zawieszenie, kwestionowanie materiału dowodowego, podważanie interpretacji poszczególnych zarzutów. Przed prokuraturą — konieczność udowodnienia swoich tez przed niezawisłym sądem.

Na ten moment najważniejsze wydają się następujące kwestie:

Zażalenie na zawieszenie. Jeżeli obrona złoży zażalenie, sąd będzie musiał ocenić, czy przesłanki zawieszenia — w tym ryzyko matactwa czy wpływania na świadków — są nadal aktualne. Po zabezpieczeniu dowodów i przedstawieniu zarzutów część tych przesłanek może być już nieaktualna.

Dalsze czynności prokuratorskie. Prokuratura może rozszerzyć zarzuty, przedstawić nowe wątki lub — jeżeli materiał się nie potwierdzi — zmodyfikować dotychczasowe. Na tym etapie nie wiadomo jeszcze, kiedy można spodziewać się aktu oskarżenia.

Referendum. Trwająca zbiórka podpisów wchodzi w nową fazę. Zatrzymanie burmistrza może zarówno przyspieszyć zbieranie brakujących podpisów, jak i — paradoksalnie — wzbudzić współczucie i opór u części niezdecydowanych mieszkańców. Każdy kryzys ma dwie strony.

Funkcjonowanie gminy. Wiceburmistrz Krystyna Haładaj zapewniła, że urząd pracuje normalnie. Ale długotrwałe zawieszenie burmistrza — jeżeli potrwa miesiące — może generować realne problemy decyzyjne, szczególnie w zakresie kluczowych inwestycji i dokumentów wymagających podpisu burmistrza.


Podsumowanie

Nie wiemy, czy Marek Długozima jest winny czy niewinny. Rozstrzygnie to dopiero sąd. Pewne jest jednak to, że w debacie publicznej wokół tej sprawy dominuje ton oskarżycielski, a argumenty, które mogą działać na korzyść burmistrza, są marginalizowane lub pomijane. Tymczasem mechanizm prawny, który pozwala prokuratorowi — a nie sądowi — odsunąć od władzy demokratycznie wybranego samorządowca, budzi uzasadnione wątpliwości ustrojowe. Wieloletnie ciągnięcie się śledztwa, zmiana prokuratur, oparcie się na zeznaniach skazanych urzędniczek i zbieżność terminów z kampanią referendalną tworzą obraz, w którym jednoznaczne oceny są co najmniej przedwczesne.

Każdy mieszkaniec Trzebnicy — i każdy obserwator tej sprawy — ma prawo zarówno do krytycznej oceny działań burmistrza, jak i do krytycznej oceny działań prokuratury. Obie te perspektywy są częścią demokracji. W tym artykule starałem się przedstawić tę drugą — dlatego, że uważam, iż rzetelna debata wymaga głosów z obu stron.


Artykuł powstał z wykorzystaniem AI

  • Andrzej Podrez

    Mieszkam w gminie Wisznia Mała od prawie 20 lat. Od lat obserwuję nierówne traktowanie mieszkańców mniejszych miejscowości, takich jak Wysoki Kościół. Brak realnego dialogu i perspektyw na zmianę, skłonił mnie do stworzenia tej kolejnej, nowej odsłony niniejszego portalu jako miejsca niezależnej analizy działań władz gminy.

    Related Posts

    Pięć pytań do wójta Jakuba Bronowickiego

    Do wójta gminy Wisznia Mała trafił interesujący wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Fundacja Sieć Obywatelska „Razem dla mieszkańców” pyta o pięć spraw, które mogą zainteresować wielu mieszkańców: dalsze losy budowy…

    Czytaj dalej
    Dzwony Pokoju dla Europy – do Polski powróci około 50 zabytkowych dzwonów

    W ostatnim artykule pt. „Zabytkowe dzwony wracają do Bazyliki w Trzebnicy” tylko krótko wspomniałem o projekcie „Dzwony Pokoju dla Europy”, choć to właśnie on umożliwił ten historyczny powrót. Dziś chciałbym…

    Czytaj dalej

    Historia

    Dzwony Pokoju dla Europy – do Polski powróci około 50 zabytkowych dzwonów

    Dzwony Pokoju dla Europy – do Polski powróci około 50 zabytkowych dzwonów

    Zabytkowe dzwony wracają do Bazyliki w Trzebnicy

    Zabytkowe dzwony wracają do Bazyliki w Trzebnicy

    Dzieje Polski na dziesięciu mapach Lucjana Tatomira

    Dzieje Polski na dziesięciu mapach Lucjana Tatomira

    Trzebnica i Wrocław w Kronice Norymberskiej

    Trzebnica i Wrocław w Kronice Norymberskiej

    Henryk Brodaty — najbardziej zasłużony dla Ziemi Trzebnickiej władca z rodu Piastów

    Henryk Brodaty — najbardziej zasłużony dla Ziemi Trzebnickiej władca z rodu Piastów

    Historia polityczna Ziemi Trzebnickiej: Od pierwszych Piastów do odrodzenia samorządu

    Historia polityczna Ziemi Trzebnickiej: Od pierwszych Piastów do odrodzenia samorządu

    Życie świętej Jadwigi, księżnej Śląska

    Życie świętej Jadwigi, księżnej Śląska

    Śląsk na mapie Homanna — Księstwo Oleśnickie na rozdrożu epok

    Śląsk na mapie Homanna — Księstwo Oleśnickie na rozdrożu epok

    Trzeba nic? O pochodzeniu nazwy Trzebnicy – między językiem a legendą

    Trzeba nic? O pochodzeniu nazwy Trzebnicy – między językiem a legendą

    Opowieści z Cerekwicy jako zwierciadło losów mieszkańców powiatu trzebnickiego

    Opowieści z Cerekwicy jako zwierciadło losów mieszkańców powiatu trzebnickiego

    Mapy świadkami historii. Wisznia Mała 1887 i 1937 – od Cesarstwa do III Rzeszy

    Mapy świadkami historii. Wisznia Mała 1887 i 1937 – od Cesarstwa do III Rzeszy

    Historia powiatu trzebnickiego i Ziemi Trzebnickiej 1138-1945r.

    Historia powiatu trzebnickiego i Ziemi Trzebnickiej 1138-1945r.

    Pod naszymi stopami: geologiczna mapa Wiszni Małej z 1926 roku

    Pod naszymi stopami: geologiczna mapa Wiszni Małej z 1926 roku

    Ponad 3000 lat osadnictwa na terenie Gminy Wisznia Mała

    Ponad 3000 lat osadnictwa na terenie Gminy Wisznia Mała

    Opowieść o Wysokim Kościele – wsi zapisanej w krajobrazie

    Opowieść o Wysokim Kościele – wsi zapisanej w krajobrazie

    Piotrkowiczki – od owalnicy do wielodrożnicy

    Piotrkowiczki – od owalnicy do wielodrożnicy

    Między krzyżem a rzeką. Historia Krzyżanowic

    Między krzyżem a rzeką. Historia Krzyżanowic

    Wisznia Mała – historia zapisana w codzienności

    Wisznia Mała – historia zapisana w codzienności

    Tam, gdzie historia nie potrzebuje pomnika – Szewce

    Tam, gdzie historia nie potrzebuje pomnika – Szewce