„Rok po roku — 16 lat pod rządami Bronowickiego” to subiektywna kronika gminy Wisznia Mała pisana na podstawie dokumentów: protokołów sesji Rady Gminy, uchwał, sprawozdań budżetowych i oficjalnych informacji. Nie jest to historia pisana z pamięci ani z gminnych laurek. To próba spokojnego odtworzenia, co naprawdę działo się w kolejnych latach: jakie decyzje podejmowano, kto za nimi głosował, ile kosztowały, co obiecywano, co wykonano, a co odkładano na później. Sukcesy opisuję wtedy, gdy są w dokumentach. Ale równie uważnie patrzę na sprawy niewygodne: zadłużenie, spory sądowe, likwidacje szkół, problemy z planami miejscowymi, opóźnione inwestycje, nierówne traktowanie wsi, kłopoty z infrastrukturą i decyzje, których skutki mieszkańcy odczuwali długo po zakończeniu sesji rady.
Zaczynam od roku 2011, gdyż był to pierwszy pełny rok rządów Jakuba Bronowickiego jako wójta gminy Wisznia Mała (pod koniec 2010 roku były wybory). W dokumentach widać gminę bardzo aktywną: budującą, remontującą, porządkującą plany, szukającą pieniędzy z zewnątrz i próbującą przygotować się na rozwój. Ale w tych samych dokumentach widać też drugą stronę: likwidację szkoły w Strzeszowie, kłopoty z komunikacją autobusową, problemy z miejscowymi planami, obligacje i odkładane inwestycje.
Dane finansowe pochodzą ze sprawozdania z wykonania budżetu za 2011 rok, przyjętego w następnym roku zarządzeniem wójta. Najprościej mówiąc: gmina dużo inwestowała, ale nie wszystko szło zgodnie z planem, a niektóre decyzje miały społeczną cenę, której nie da się pokazać w tabelce z dochodami i wydatkami.
Budżet z rozmachem, ale i z obligacjami
Sprawozdanie z wykonania budżetu za 2011 rok, stanowiące załącznik do Zarządzenia Nr 14/2012 Wójta Gminy Wisznia Mała z 26 marca 2012 roku, pokazuje dochody wykonane w kwocie 29 770 241 zł i wydatki wykonane w kwocie 30 416 089 zł. Krótko mówiąc gmina wydała więcej, niż do niej wpłynęło. Różnica wyniosła około 646 tys. zł.
Nie był to jednak budżet biernego administrowania. Wydatki majątkowe, czyli inwestycyjne, wyniosły 10 136 600 zł. To była mniej więcej jedna trzecia wszystkich wydatków. Wójt Bronowicki mówił o tym także podczas sesji VI/IX/11 z 29 czerwca 2011 roku, przy okazji zatwierdzania sprawozdania finansowego za rok poprzedni, podkreślając, że w 2010 roku jedną trzecią budżetu przeznaczono na inwestycje i że w kolejnych latach trudno będzie taki poziom utrzymać.
Ale inwestycyjny rozmach miał swoją cenę. Już przy sprawozdaniu na sesji VI/IX/11 wójt przypominał, że źródłem finansowania deficytu miały być przychody z emisji obligacji komunalnych. W sprawozdaniu za 2011 rok zapisano przychody z emisji obligacji komunalnych w wysokości 2 000 000 zł. To ważny szczegół, bo opowieść o inwestycjach nie kończy się na przecięciu wstęgi. Trzeba jeszcze zapytać, z czego inwestycje były finansowane i jakie zobowiązania zostawały na kolejne lata.
Zamknięcie szkoły w Strzeszowie
Najbardziej społecznie dotkliwą decyzją 2011 roku była likwidacja Szkoły Podstawowej w Strzeszowie. Sprawa formalnie ruszyła na sesji VI/V/11 z 23 lutego 2011 roku, gdy rada zajmowała się rozwiązaniem Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Strzeszowie i zamiarem likwidacji szkoły podstawowej.
Wójt Bronowicki argumentował wtedy, że wydatki na oświatę wynoszą 10,5 mln zł, a subwencja oświatowa, która miała wynieść 5,3 mln zł, będzie niższa o 250 tys. zł. Utrzymanie szkoły w Strzeszowie przedstawiono jako koszt 840 tys. zł, przy subwencji na tę szkołę w wysokości 194 tys. zł. W protokole zapisano też, że w szkole pracowało 15 nauczycieli, a uczyło się 45 dzieci, po feriach zaś miało ich być 41.
To mocne liczby. Pokazywały, że mała szkoła jest droga. Ale za tym rachunkiem stała bardzo konkretna decyzja: przeniesienie dzieci, zmiana codziennego rytmu mieszkańców wsi i utrata szkoły jako lokalnej instytucji. Uchwała nr VI/V/33/11 w sprawie rozwiązania Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Strzeszowie została przyjęta głosami 14 za, przy 1 wstrzymującym się. Uchwała nr VI/V/34/11 w sprawie zamiaru likwidacji Publicznej Szkoły Podstawowej w Strzeszowie przeszła głosami 13 za, przy 2 wstrzymujących się.
Ostateczna decyzja zapadła na sesji VI/VII/11 z 20 kwietnia 2011 roku. Rada przyjęła uchwałę nr VI/VII/50/11 w sprawie likwidacji Szkoły Podstawowej w Strzeszowie. Wynik głosowania: 12 za, 0 przeciw, 2 wstrzymujące się. Formalnego sprzeciwu nie było, ale pełnej jednomyślności także nie.
Na tej samej sesji pojawił się jeszcze jeden niewygodny wątek. Radny Tadeusz Czyż mówił, że podczas spotkania z rodzicami w Strzeszowie pojawiły się obawy dotyczące szkoły w Szewcach: są pogłoski o narkotykach, wymuszeniach itp. Wójt odpowiadał, że dzieci ze szkoły podstawowej będą uczyły się w osobnym budynku, a szkoła będzie monitorowana. To pokazuje, że likwidacja szkoły nie była tylko techniczną reorganizacją. Była decyzją, którą trzeba było społecznie tłumaczyć i oswajać.
Sprawę relacjonowała również Gazeta Nowa: w Strzeszowie — przy okazji wyboru sołtysa, na wypełnionym po brzegi szkolnym korytarzu — wójt po raz pierwszy publicznie przedstawił plan zamknięcia podstawówki, tłumacząc go arytmetyką: przy około 10,5 mln zł rocznych wydatków na oświatę i ponad 5 mln zł subwencji gminie i tak brakuje pieniędzy, a do tego dochodzą inwestycje — m.in. zapowiadana w samym Strzeszowie droga z chodnikiem i wielofunkcyjne boisko. Rodzice zareagowali natychmiast i ostro: nie godzili się, by małe dzieci dowozić do Szewc i posyłać do jednego budynku z gimnazjalistami, do których — jak mówili — wzywana bywa policja (to ta sama obawa, którą kilka tygodni później powtórzył na sesji radny Czyż). O planach dowiedzieli się 31 stycznia i w ciągu kilku godzin zebrali 300 podpisów; jeden z nich, Stanisław Ostapiuk, zapowiadał w rozmowie z telewizją, że jeśli będzie trzeba, rodzice będą nawet strajkować.
W sprawozdaniu za 2011 rok oświata nadal pozostała jednym z największych ciężarów budżetu. Łączne nakłady na zadania oświatowe wyniosły 10 111 937 zł, przy subwencji oświatowej 5 138 781 zł i środkach własnych gminy przekraczających 4,4 mln zł. Presja finansowa była więc realna. Nie zmienia to jednak faktu, że polityczna cena oszczędności spadła przede wszystkim na Strzeszów.
Przedszkola, ciąg dalszy tej samej decyzji
Władza mogła pokazywać pozytywną stronę zmian w Strzeszowie: budynek po szkole miał zostać przeznaczony na przedszkole. Na sesji VI/VII/11 wójt mówił o planie utworzenia w nim przedszkola z miejscami dla 100 dzieci. To ważne, bo gmina rzeczywiście mierzyła się z problemem dostępności wychowania przedszkolnego.
Na sesji VI/XIII/11 z 26 października 2011 roku podsumowano projekt wyrównywania dostępu do przedszkoli dla dzieci z terenów wiejskich, w tym po byłych PGR-ach. Punkty przedszkolne przy szkołach w Wiszni Małej i Strzeszowie rozpoczęły działalność już we wrześniu 2008 roku, a od 1 listopada 2009 roku do 31 października 2011 roku projekt był finansowany ze środków unijnych. Wzięło w nim udział łącznie 103 dzieci w wieku od 3 do 5 lat.
To był realny sukces. Ale warto pamiętać, że w Strzeszowie sukces przedszkolny został wpisany w koszt likwidacji szkoły. Dla budżetu była to racjonalizacja. Dla miejscowości — zmiana statusu i utrata pełnej placówki szkolnej.
Drogi, Stacja Uzdatniania Wody, peron w Pierwoszowie
Rok 2011 przyniósł sporo inwestycji infrastrukturalnych. Jednym z najważniejszych zadań była przebudowa drogi Wisznia Mała–Strzeszów. Na sesji VI/VIII/11 z 25 maja 2011 roku wójt informował, że pierwszy przetarg nie został rozstrzygnięty: gmina przeznaczyła na zadanie 4,9 mln zł, a najniższa oferta wyniosła 6,2 mln zł. Inwestycję trzeba było „odchudzić”, zmienić rozwiązania i szukać sposobu, by zmieścić się w możliwościach finansowych.
Miesiąc później, na sesji VI/IX/11 z 29 czerwca 2011 roku, pojawiła się już informacja o kolejnym przetargu i wykonawcy za około 4,25 mln zł. W protokole sesji VI/XIII/11 z 26 października 2011 roku zapisano natomiast, że wartość zadania trzeba było zwiększyć o 77 500 zł, bo inwestycja była rozliczana kosztorysem powykonawczym, a po drodze mogły pojawić się niezinwentaryzowane drenaże odprowadzające wodę z dachów starych domów.
Symboliczne są też losy peronu w Pierwoszowie. Na sesji VI/V/11 z 23 lutego 2011 roku mówiono o projekcie peronu długości 100 metrów, z wiatą, oświetlonym przejazdem, podjazdem dla osób niepełnosprawnych i parkingiem dla samochodów oraz rowerów. Przedstawiony koszt wynosił 500 tys. zł, co wójt uznał za kwotę nie do przyjęcia. W czerwcu, na sesji VI/IX/11, pojawiła się wersja za około 300 tys. zł, z finansowaniem po połowie przez gminę i województwo. W październiku, na sesji VI/XIII/11, zadanie przeniesiono jednak na lata 2012–2013.
Podobnie pod koniec roku przesunięto część innych zadań. Na sesji VI/XV/11 z 28 grudnia 2011 roku Sławomira Hermann mówiła, że odczuwalny jest zastój w gospodarce nieruchomościami, dlatego zmniejszono plan dochodów majątkowych o 232 tys. zł, a środki na budowę peronu w Pierwoszowie i chodnika w Szewcach przeniesiono na rok 2012. Inwestycje nie znikały, ale kalendarz znowu okazywał się bardziej optymistyczny niż rzeczywistość.
W gospodarce wodnej ważnym zadaniem była Stacja Uzdatniania Wody w Machnicach. Na sesji VI/VII/11 z 20 kwietnia 2011 roku wójt mówił o postępie prac, a na sesji VI/XIII/11 Sławomira Hermann informowała, że SUW została odebrana i woda płynie już przez nową stację uzdatniania. Jednocześnie protokoły pokazują, że problemy z wodą były bardziej złożone: mówiono o zanieczyszczonych filtrach, potrzebie połączenia wodociągowego Kryniczno–Malin, zaostrzonych normach dotyczących manganu i konieczności remontów urządzeń.
Na sesji VI/IX/11 pojawił się też mniej efektowny, ale bardzo ważny temat oczyszczalni ścieków w Strzeszowie. Inspekcja Ochrony Środowiska stwierdziła przekroczenia norm, a gmina musiała rozpocząć działania naprawcze. Pod koniec roku, na sesji VI/XIV/11 z 30 listopada 2011 roku, wskazano już wprost, że gmina modernizuje oczyszczalnię w Strzeszowie, bo nałożono na nią karę, której można będzie uniknąć, inwestując i modernizując obiekt.
Komunikacja autobusowa
W 2011 roku mocno wybrzmiał problem komunikacji autobusowej. Na sesji VI/IV/11 z 26 stycznia 2011 roku Sławomira Hermann informowała, że od 1 marca zmieni się kursowanie komunikacji gminnej. Kursy miały rozpoczynać się o 4:40, kończyć o 20:00, a gmina miała być obsługiwana trzema liniami: 601, 602 i 603.
Sama zmiana wyglądała jak próba uporządkowania systemu. Ale pytania radnych i sołtysów pokazywały, dlaczego była potrzebna. Mówiono o przystankach przy drodze krajowej nr 5 bez rozkładów jazdy i ławek, a także o złej widoczności — pasażer stojący pod zadaszeniem nie widział autobusu, a kierowca nie widział pasażera.
Najmocniejszy był jednak wątek Strzeszowa. Radna Grażyna Jarema pytała na sesji VI/IV/11, czy są przymiarki do nowych rozwiązań komunikacyjnych, bo młodzież dojeżdżająca do Trzebnicy stała na przystanku, gimbus nie mógł jej zabrać, a dojście pieszo do Wiszni Małej było długie i niebezpieczne. Odpowiedź Sławomiry Hermann była bardzo trzeźwa: na terenie gminy działali przewoźnicy PKS Wołów i PKS Wrocław, ale obaj wycofywali się z obsługi bocznych miejscowości. Gmina przygotowywała więc przetarg na komunikację wewnętrzną.
Tak wyglądała lokalna rzeczywistość: z jednej strony nowe trasy, linie i przetargi, z drugiej — młodzież stojąca na przystanku, boczne miejscowości wypychane z siatki połączeń i gimbus, który zgodnie z przepisami nie mógł zabierać zwykłych pasażerów.
Nowy ośrodek zdrowia i niewygodne pytanie o lekarza
Nowy Ośrodek Zdrowia w Wiszni Małej był jedną z inwestycyjnych wizytówek gminy. Na sesji VI/XIII/11 z 26 października 2011 roku rada przyjęła uchwałę nr VI/XIII/107/11 w sprawie zatwierdzenia zmiany statutu Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej — Ośrodek Zdrowia w Wiszni Małej. Wójt wyjaśniał, że ośrodek ma siedzibę w nowym budynku, a do statutu dodawany jest między innymi gabinet profilaktyki zdrowotnej i pomocy przedlekarskiej.
Ale pod koniec roku pojawił się cień na tej inwestycji. Na sesji VI/XIV/11 z 30 listopada 2011 roku radny Tadeusz Czyż pytał o utrzymywanie ośrodka i zwracał uwagę, że w Ośrodku Zdrowia nie pracuje żaden lekarz posiadający obecnie praktykę kliniczną. To zdanie warto zapamiętać. Nowy budynek mógł być sukcesem inwestycyjnym, ale dla mieszkańca najważniejsze jest pytanie prostsze: czy jest lekarz, do którego można pójść.
Na tej samej sesji wyjaśniano też, że gmina, jako beneficjent dofinansowania modernizacji ośrodka, była związana pięcioletnim okresem zarządzania i zabezpieczeniami związanymi z projektem. Innymi słowy: budynek nie był tylko lokalną inwestycją, ale także elementem rozliczeń unijnych, wskaźników i kontroli.
Plany miejscowe
Jeżeli w 2011 roku jakiś temat wracał uparcie przez cały rok, były to miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Już na sesji VI/IV/11 z 26 stycznia 2011 roku rada przyjmowała uchwały w sprawie odpowiedzi na skargi wniesione do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Dotyczyły one planów: Kryniczno-Południe — uchwała nr VI/IV/25/11, Szymanów — uchwała nr VI/IV/26/11, oraz Krzyżanowice — uchwała nr VI/IV/27/11. Wszystkie przeszły jednogłośnie.
W lutym doszedł wątek firmy Budnest. Na sesji VI/V/11 z 23 lutego 2011 roku architekt Joanna Mierzejewska mówiła o wezwaniu do usunięcia naruszenia prawa dotyczącym działek 148/1 i 148/2. Firma chciała możliwości zabudowy, a w protokole zapisano, że złożyła wniosek o odszkodowanie w wysokości 600 tys. zł za zmianę wartości gruntu. To był moment, w którym plan miejscowy przestawał być abstrakcyjną mapą, a stawał się potencjalnym rachunkiem dla gminy.
Na sesji VI/VII/11 z 20 kwietnia 2011 roku rada uruchomiła całą serię nowych procedur planistycznych: Psary I, Psary II, Psary III, Szymanów, Krzyżanowice I, Krzyżanowice II, Kryniczno-Południe I, Golf, Rogoż, Szewce I, Ozorowice I. Tłumaczono to koniecznością dostosowania planów do studium, nowych przepisów telekomunikacyjnych i decyzji ministra rolnictwa w sprawie odrolnień.
W protokołach widać jednak, że nie było to tylko spokojne planowanie przyszłości. Było to także porządkowanie skutków wcześniejszych uchwał, skarg i wątpliwości proceduralnych. Przy planie Psar na sesji VI/VII/11 mówiono wprost o skardze do WSA i o tym, że społeczne skutki unieważnienia planu byłyby bardzo niekorzystne dla inwestorów i gminy. Dlatego gmina wnosiła o oddalenie skargi i równolegle podejmowała prace nad zmianą planu.
Jesienią problem wrócił jeszcze mocniej. Na sesji VI/XIII/11 z 26 października 2011 roku rozpatrywano wezwania do usunięcia naruszenia prawa dotyczące planów dla Szewc, Ozorowic oraz studium. Architekt gminny Waldemar Bardian wyjaśniał, że uwagi do planów były wcześniej omawiane na roboczych posiedzeniach, a na sesji głosowano całość wraz z załącznikiem. Skarżący zwracał uwagę, że zgodnie z wyrokiem sądu z 4 października 2011 roku uwagi powinny być rozpatrywane przez radnych na sesji, a nie na wewnętrznych spotkaniach.
Uchwały nr VI/XIII/108/11, nr VI/XIII/109/11 i nr VI/XIII/110/11 przeszły głosami 12 za, 0 przeciw, 2 wstrzymujące się. Tu znowu nie było formalnego sprzeciwu, ale nie było też pełnej zgody.
Warto przyjrzeć się serii wyroków Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, które w pierwszej połowie 2011 r. unieważniły — każdy w części — aż cztery miejscowe plany gminy Wisznia Mała, wszystkie uchwalone tego samego dnia, 28 kwietnia 2010 r. Sąd kolejno stwierdził nieważność fragmentów planu dla obrębu Krzyżanowice (wyrok z 14 marca 2011 r., sygn. II SA/Wr 18/11, uchwała nr V/XXXVII/205/10), planu „Kryniczno-Południe” obejmującego Kryniczno i Malin (28 marca 2011 r., II SA/Wr 61/11, uchwała V/XXXVII/204/10), planu dla Rogoża (28 marca 2011 r., II SA/Wr 677/10, uchwała V/XXXVII/209/10) oraz planu dla Szymanowa (14 czerwca 2011 r., II SA/Wr 60/11, uchwała V/XXXVII/207/10).
We wszystkich skargę wnosił Wojewoda Dolnośląski jako organ nadzoru i wszędzie powtarzały się te same błędy: gmina pozwalała zmieniać ustalenia planu — przesuwać tereny, zarurowywać i likwidować rowy melioracyjne, rezygnować z zaplanowanych ulic czy „korygować” ich szerokość — bez wymaganej ustawą procedury zmiany planu, przez co granice działek stawały się niepewne; regulowała w planie sprawy zastrzeżone dla odrębnych decyzji o warunkach zabudowy i pozwoleń na budowę; a w Krzyżanowicach, Krynicznie i Rogożu nadawała terenom funkcje sprzeczne z własnym, wiążącym studium — m.in. wpisując zabudowę mieszkaniową tam, gdzie studium przewidywało grunty rolne, na których odrolnienie gmina nie miała nawet zgody ministra rolnictwa.
Wymowne jest, że w sprawie Szymanowa gmina nawet nie próbowała się bronić — w odpowiedzi na skargę przyznała, że zgadza się z zarzutami wojewody — a w pozostałych broniła się połowicznie i przegrywała, choć zdążyła już wcześniej przystąpić do poprawiania swoich planów (uchwała nr VI/III/13/10 z 29 grudnia 2010 r. o zmianie planu dla Krzyżanowic).
Za każdy z czterech przegranych procesów gmina zapłaciła wojewodzie po 240 zł kosztów, a w jednym z uzasadnień sąd nie krył zdziwienia, dlaczego wójt wydaje decyzje o warunkach zabudowy sprzeczne z polityką przestrzenną gminy, skoro rada ma to potem naprawiać, uchwalając plany niezgodne ze studium.
Dofinansowania z Unii Europejskiej
W 2011 roku gmina korzystała z pieniędzy zewnętrznych i unijnych. Dotyczyło to między innymi przedszkoli, „Radosnej szkoły”, świetlic, programów wiejskich, gospodarki wodnej i inwestycji infrastrukturalnych. To była realna umiejętność samorządu: nie opierać się wyłącznie na własnych dochodach.
Ale pieniądze unijne mają swoją drugą stronę: wskaźniki, kontrole, audyty i ryzyko zwrotu środków. Na sesji VI/XIV/11 z 30 listopada 2011 roku Sławomira Hermann informowała, że dla Stacji Uzdatniania Wody w Machnicach gmina ma już pozwolenie na użytkowanie i złożyła wniosek do RPO o zwrot środków. Zaraz potem padła informacja o spodziewanej kontroli realizacji budowy Ośrodka Zdrowia.
W protokole zapisano, że gmina spełniła zakładane wskaźniki, ale zdarza się, że kontrolerzy mają swoje zdanie i chcą zwrotu dotacji. Wspomniano również, że po realizacji inwestycji przychodzi audyt, często prowadzony przez Urząd Kontroli Skarbowej. To nie jest jeszcze informacja o definitywnym wstrzymaniu dotacji. To raczej sygnał ryzyka, które wisiało nad inwestycjami finansowanymi ze środków zewnętrznych. Sukces inwestycyjny mógł więc jeszcze przejść przez sito kontroli.
OSP, place zabaw i codzienne sprawy
Obok dużych sporów i inwestycji były też działania bardziej codzienne. Sprawozdanie za 2011 rok pokazuje wydatki na bezpieczeństwo publiczne i ochronę przeciwpożarową w wysokości 178 860 zł, z czego na Ochotniczą Straż Pożarną 174 037 zł. W dokumentach opisano wyposażenie OSP, szkolenia druhów, udział w zabezpieczaniu imprez i działaniach ratowniczych.
Na sesji VI/VIII/11 z 25 maja 2011 roku mówiono o dotacji w ramach programu „Radosna szkoła” na zakup pomocy dydaktycznych i tworzenie lub modernizację szkolnych placów zabaw. W Szewcach stare urządzenia miały zostać przeniesione do parku, a przy szkole miały pojawić się nowe. Pod koniec roku, na sesji VI/XIII/11, Sławomira Hermann mówiła już jednak, że gmina nie jest zadowolona z dostawcy zabawek, bo trudno było wymusić odpowiednią jakość i terminowość mimo kar.
To drobny, ale charakterystyczny szczegół. Nawet prosta inwestycja w plac zabaw potrafiła zamienić się w spór z wykonawcą o jakość i terminy.
Bilans roku 2011
Rok 2011 nie był rokiem stagnacji. Był rokiem działania: inwestycji, remontów, reorganizacji oświaty, modernizacji infrastruktury wodnej, przygotowań do kanalizacji, projektów unijnych, przedszkoli, komunikacji wewnętrznej i planów miejscowych. Gmina inwestowała dużo i często w sprawy potrzebne.
Ale nie był to też prosty rok sukcesu. Szkoła w Strzeszowie została zlikwidowana w imię oszczędności. Oświata nadal wymagała ogromnego dokładania z budżetu. Komunikacja autobusowa wymagała ratowania, bo przewoźnicy wycofywali się z bocznych miejscowości. Nowy ośrodek zdrowia rodził pytania o faktyczną dostępność lekarza. Oczyszczalnia w Strzeszowie wymagała modernizacji pod presją kary. Część inwestycji przesuwano na kolejne lata. Nad projektami unijnymi wisiało ryzyko kontroli i zwrotu dotacji. A miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego zaczęły wracać do gminy w postaci skarg, wezwań i niepewności prawnej.
Dlatego 2011 rok najlepiej opisać jako rok ambitnego startu, ale też pierwszych poważnych kosztów rządzenia. Bronowicki wszedł w kadencję z inwestycyjnym rozmachem. Jednocześnie bardzo szybko okazało się, że rozwój gminy to nie tylko nowe drogi, place zabaw i stacje uzdatniania wody. To także decyzje, które bolą konkretne wsie, ryzyka zapisane drobnym drukiem w umowach o dotacje i plany miejscowe, które na papierze porządkują przestrzeń, ale w praktyce potrafią otworzyć wieloletni spór.










