Rok 2020 nie był w gminie Wisznia Mała czasem zastoju. Pomimo pandemii budowano kanalizację, drogi, świetlice i cmentarz, wspierano szpital, przedsiębiorców oraz mieszkańców podłączających domy do sieci kanalizacyjnej. Część inwestycji była duża i potrzebna.
Ale liczby pokazują także drugą stronę roku. Gmina zaciągnęła 4,9 mln zł kredytu, a jej zadłużenie na koniec grudnia przekroczyło 32,8 mln zł. Jednocześnie budżet, w którym planowano ponad 3,1 mln zł niedoboru, zamknął się nadwyżką prawie 4,9 mln zł. Nie dlatego, że wszystkie potrzeby mieszkańców zostały zaspokojone. Część zaplanowanych wydatków, szczególnie inwestycyjnych, po prostu nie została wykonana. Te liczby pochodzą ze sprawozdania z wykonania budżetu przyjętego Zarządzeniem Nr 59/2021 Wójta Gminy Wisznia Mała z 22 marca 2021 r.
Rok 2020 jest też pierwszym, w którym do części protokołów możemy dołożyć transkrypcje rzeczywistych obrad. I właśnie wtedy szczególnie dobrze widać, jak dużo może zmieścić się pomiędzy kilkugodzinną sesją a jej kilkustronicowym urzędowym opisem.
Zanim przyszła pandemia: drogi, hale i problem ze śmieciami
Rok zaczął się jeszcze zupełnie normalnie. Podczas sesji VIII/XVII/20 z 29 stycznia 2020 r. naczelnik Sławomira Misiura-Hermann podsumowała inwestycje drogowe poprzedniego roku. Gmina wydała w 2019 r. na drogi około 3 mln zł, z czego około 1 mln zł pochodził ze środków zewnętrznych. Wśród wykonanych zadań wymieniono m.in. ulicę Przy Dębie w Wiszni Małej, Prostą i Sportową w Ligocie Pięknej, części ulic Jodłowej i Łąkowej w Ozorowicach oraz Łąkową w Krynicznie.
Już to podsumowanie dobrze pokazywało mechanizm, który przewijał się przez wcześniejsze lata i wróci jeszcze pod koniec 2020 roku. Około jedna trzecia pieniędzy wydanych na drogi pochodziła spoza budżetu gminy. Pozyskanie takiego wsparcia było sukcesem, ale zarazem pokazywało, jak mocno tempo inwestycji zależało od tego, na co akurat można było zdobyć dofinansowanie.
Na tej samej styczniowej sesji rozpoczęto zmianę studium i planu dla terenu PSARY PÓŁNOC II. Wójt Jakub Bronowicki, odpowiadając na pytanie o przyszłe zagospodarowanie, zapowiadał powstanie hal i zapewniał, że działalność nie będzie uciążliwa. Rada jednogłośnie podjęła uchwały nr VIII/XVII/198/20 i VIII/XVII/199/20.
Był też mniej reprezentacyjny temat — kolejny przetarg na odbiór odpadów. Bronowicki tłumaczył radnym, że firmy uczestniczące w poprzednim postępowaniu „pokłóciły się”, a jedna wykazała drugiej poświadczenie nieprawdy. Przetarg trzeba było więc powtórzyć. Śmieci już na początku roku zapowiadały się jako jeden z bardziej kłopotliwych tematów.
Miesiąc później, podczas sesji VIII/XVIII/20 z 26 lutego, pojawiło się coś, co wtedy mogło brzmieć jak jeden z wielu komunikatów zdrowotnych. Kierownik ośrodka zdrowia Bożena Kołpak mówiła radnym o zagrożeniu koronawirusem, środkach ochronnych, dezynfekcji i zasadach postępowania z osobami podejrzewającymi zakażenie.
Kilka dni później w Polsce potwierdzono pierwszy przypadek COVID-19.
Pandemia weszła do sali obrad
Jeszcze 31 marca, podczas nadzwyczajnej sesji VIII/XIX/20, radni spotkali się osobiście w sali Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji. Na sali było 11 z 15 radnych. Zmieniono budżet między innymi po to, aby kupić sprzęt medyczny i środki ochronne dla Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Sama uchwała budżetowa nr VIII/XIX/211/20 została przyjęta jednogłośnie.
Ze sprawozdania za cały rok wynika, że gmina przeznaczyła 14 882,40 zł na sprzęt medyczny dla szpitala, a kolejne 38 157 zł przekazała na uruchomienie pracowni biologii molekularnej PCR służącej między innymi diagnostyce COVID-19.
Pandemia postawiła też przed radą całkiem praktyczne pytanie: jak obradować, kiedy spotykanie się w jednej sali staje się zagrożeniem?
Rada postanowiła odpowiedzieć własnym prawem. Uchwałą nr VIII/XIX/217/20 z 31 marca zmieniła Statut Gminy, wpisując możliwość prowadzenia sesji i komisji zdalnie nie tylko podczas epidemii, ale także w innych sytuacjach „szczególnego zagrożenia życia lub zdrowia osób lub mienia znacznych rozmiarów”, w tym podczas klęski żywiołowej.
Problem polegał na tym, że dokładnie tego dnia obowiązywał już przepis ustawowy pozwalający samorządom obradować zdalnie podczas stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii.
30 kwietnia wojewoda unieważnił całą uchwałę. W rozstrzygnięciu nadzorczym NK-N.4131.151.6.2020.MC2 stwierdził, że rada dokonała „nieuprawnionego rozszerzenia zakresu przedmiotowego” przepisu ustawowego. Innymi słowy: zamiast korzystać z podstawy prawnej ustanowionej przez ustawodawcę, rada próbowała stworzyć własną, szerszą.
Nie oznaczało to, że sesji zdalnych prowadzić nie wolno. Wręcz przeciwnie — pozwalała na to ustawa. Wadliwa była próba wpisania do statutu dodatkowych sytuacji, których ustawa nie przewidywała.
Była to pierwsza w 2020 roku wyraźna porażka legislacyjna rady. Jak się później okazało, nie ostatnia.
Lokalna tarcza i dziesięć litrów płynu
W kwietniu gmina zaczęła budować własną wersję pomocy dla przedsiębiorców.
Uchwałą nr VIII/XX/219/20 z 24 kwietnia 2020 r. przesunięto do 30 września terminy płatności rat podatku od nieruchomości za kwiecień, maj i czerwiec przedsiębiorcom, których sytuacja finansowa pogorszyła się wskutek pandemii. Miesiąc później uchwałą nr VIII/XXI/228/20 z 27 maja obniżono również stawki podatku od środków transportowych.
Na kwietniowej sesji VIII/XX/20 Bronowicki przedstawił także bilans środków ochronnych, które trafiły do gminy.
Wojewodzie podziękował za „hojne wsparcie”: 10 litrów płynu do dezynfekcji i jedno opakowanie stu rękawiczek. Stowarzyszenie Aglomeracja Wrocławska przekazało 50 litrów płynu, tysiąc rękawiczek, 200 maseczek i 50 kombinezonów. Sama gmina kupowała kolejne środki, między innymi koncentraty i żele dezynfekujące, 65 kombinezonów, 36 przyłbic, 2400 rękawic i maseczki.
Równolegle ruszyła akcja „Solidarna Wisznia Mała”. Wolontariusze szyli maseczki dla szpitali i mieszkańców, a gmina zapowiedziała zakup brakującej liczby i przekazanie maseczek wielokrotnego użytku mieszkańcom figurującym w deklaracjach śmieciowych.
Dziesięć litrów płynu brzmi dziś jak anegdota, ale dobrze oddaje realia pierwszych tygodni pandemii. Samorząd musiał organizować ochronę we własnym zakresie, podczas gdy pomoc docierająca z administracji państwowej bywała wręcz symboliczna.
Kredyt zaciągnięty, a na koniec prawie pięć milionów nadwyżki
Budżet na 2020 rok, przyjęty jeszcze uchwałą nr VIII/XVI/186/19 z 30 grudnia 2019 r., zakładał 61,52 mln zł dochodów i 63,50 mln zł wydatków. Wydatki miały więc przewyższyć wpływy o 1 984 200 zł. W ciągu roku planowany niedobór zwiększono do 3 133 729,16 zł.
Na sesji VIII/XXI/20 z 27 maja rada zgodziła się na zaciągnięcie długoterminowego kredytu. Pieniądze miały służyć finansowaniu planowanego deficytu oraz spłacie wcześniejszych zobowiązań.
Ostatecznie gmina zaciągnęła w Banku Spółdzielczym w Trzebnicy 4,9 mln zł kredytu.
Tymczasem końcowy wynik roku okazał się zupełnie inny od planowanego. Dochody wyniosły 68 805 306,06 zł, wydatki 63 951 045,33 zł, a zamiast ponad trzymilionowego niedoboru budżet zamknął się nadwyżką 4 854 260,73 zł.
Jedną z przyczyn były wydatki, które okazały się niższe od zakładanych. Na inwestycje planowano 13 011 561,45 zł, a wykonano 11 052 367,44 zł. To około 85 procent planu.
Na koniec roku gmina była zadłużona na 32 853 093,94 zł. Z tej kwoty 27,6 mln zł przypadało na obligacje, 4,9 mln zł na nowy kredyt, a 353 093,94 zł na pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. W 2020 roku spłacono jednocześnie 2,9158 mln zł wcześniejszego kapitału.
Puchacz zagląda do niewydanych milionów
Dyskusja o tym, czy oszczędności oznaczają gospodarność, czy raczej niewykonanie części zadań, pojawiła się jeszcze przed zakończeniem roku.
Podczas sesji VIII/XXIV/20 z 30 września Jerzy Puchacz analizował wykonanie budżetu za pierwsze półrocze. Według przedstawionych przez niego wyliczeń w gospodarce komunalnej pozostawało niewydane około 1,74 mln zł, w transporcie około 324 tys. zł, a w obsłudze długu ponad 211 tys. zł.
Część różnic łatwo było wytłumaczyć pandemią. Przez wiele tygodni szkoły były zamknięte, nie odbywały się imprezy, zmieniły się potrzeby transportowe. Puchacz pytał jednak, czy w innych działach niższe wykonanie nie oznacza po prostu, że gmina „mniej wydaje, bo być może mniej robi”.
Szczególnie interesował go OKSiR. Zwracał uwagę, że imprezy były bardzo ograniczone, podczas gdy wydatki jednostki nadal pozostawały znaczne. Zapowiedział więc wykorzystanie uprawnień radnego wynikających z art. 24 ustawy o samorządzie gminnym i sprawdzenie dokumentów.
Bronowicki odpowiadał, że półrocznego wykonania nie można traktować jak wyniku całego roku, bo wiele inwestycji i wydatków rozlicza się dopiero później. Podkreślał też, że budżet OKSiR był o około jedną czwartą niższy niż rok wcześniej.
Puchacz nie przesądzał wyniku kontroli: „ja nic nie przesądzam, ja tylko chcę to sprawdzić”. I właśnie to było w 2020 roku nowością. W radzie coraz częściej pojawiał się ktoś, kto nie ograniczał się do głosowania nad kolejną zmianą budżetu, ale próbował rozłożyć przedstawiane liczby na części.
Kanalizacja: największy sukces i największy koszt
Jeżeli wskazać najbardziej namacalny sukces inwestycyjny 2020 roku, trudno ominąć kanalizację.
W Psarach, Szymanowie i Krzyżanowicach wybudowano w ciągu roku 14,35 km sieci kanalizacyjnej o wartości 35 849 488,48 zł brutto. Wkład gminy Wisznia Mała wyniósł 2 428 000 zł. Całe przedsięwzięcie obejmowało znacznie większy projekt, którego efektem miało być podłączenie do kanalizacji ponad 2,5 tys. mieszkańców południowej części gminy.
Rozbudowano też wodociąg w Piotrkowiczkach oraz sieć wodociągową i kanalizacyjną w Ligocie Pięknej. Te prace miały wartość około 972 tys. zł.
Bardzo konkretną pomocą dla mieszkańców były dopłaty do przyłączy kanalizacyjnych. W 2020 roku gmina przeznaczyła na nie 1 066 026,13 zł, co pozwoliło dofinansować 237 przyłączy.
Sukces miał jednak swoją drugą stronę. Podczas nadzwyczajnej sesji VIII/XXV/20 z 3 listopada zmieniano wieloletni plan inwestycyjny PGK. Terminy kolejnych etapów rozbudowy kanalizacji w aglomeracji Wisznia Mała oraz budowy sieci w rejonie ulic Łąkowej, Orlikowej, Chabrowej, Kwiatowej, Różanej i Szkolnej zostały przesunięte „w związku z możliwością uzyskania dofinansowania w kolejnej perspektywie finansowej”. Uchwałę nr VIII/XXV/265/20 rada przyjęła jednogłośnie.
To model znany już z wcześniejszych lat. Zewnętrzne pieniądze pozwalały realizować inwestycje, na które samorząd prawdopodobnie długo nie byłby w stanie sobie pozwolić. Jednocześnie możliwość zdobycia dotacji zaczynała wpływać nie tylko na sposób finansowania, ale również na kolejność robót.
Drogi, świetlice i inwestycje, które dostały wsparcie
Na inwestycje majątkowe gmina wydała w 2020 roku ponad 11 mln zł. W wielu miejscowościach były to działania wyczekiwane od lat.
W Strzeszowie powstała nowa świetlica z salą wielofunkcyjną, pomieszczeniem szkoleniowym, kuchnią, zapleczem sanitarnym i zadaszeniem plenerowym. W samym 2020 roku wydano na nią 1 390 009,56 zł, a dofinansowanie z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich wyniosło 499 681 zł. Kolejne 87 740,36 zł kosztowało pierwsze wyposażenie.
Rozpoczęto budowę świetlicy w Pierwoszowie. Pierwszy etap infrastruktury rekreacyjnej w Piotrkowiczkach kosztował 193 612,60 zł, przy 95 357 zł dofinansowania unijnego.
Na budowę cmentarza komunalnego w Krynicznie wydano 677 206,87 zł. W pierwszym etapie wykonano odwodnienie, kanalizację deszczową, sieć wodociągową, nasypy i mur oporowy. Wydano jednak tylko 56,91 proc. kwoty zaplanowanej na to zadanie.
W Mienicach przebudowano 362-metrowy odcinek drogi dojazdowej do gruntów rolnych za 363 928,71 zł, z czego 63 tys. zł pochodziło z budżetu województwa. W Szymanowie za 212 047,31 zł wykonano zatokę autobusową, chodnik i pętlę przy ulicy Lotniczej.
Ruszyła też właściwa przebudowa alei Sosnowej i Brzozowej w Ligocie Pięknej, której przygotowania ciągnęły się od wcześniejszych lat.
Na oświetlenie ulic, placów i dróg przeznaczono 528 486,47 zł. W 2020 roku wykonano między innymi 29 nowych punktów oświetlenia LED oraz kolejne dokumentacje projektowe.
Lista jest długa i uczciwie trzeba powiedzieć: mimo pandemii gmina inwestowała.
Problemy zaczynały się dopiero wtedy, gdy mieszkańcy pytali o inwestycje, które do żadnego atrakcyjnego programu finansowania się nie zmieściły.
160 tysięcy na kościoły i pytanie o kolejność potrzeb
Podczas sesji VIII/XXII/20 z 30 czerwca w zmianach budżetu pojawiło się dodatkowe 160 tys. zł.
Jerzy Puchacz zapytał wprost: „ostatnia wrzutka 160 tyś., co to jest?” Skarbnik Teresa Czaniecka odpowiedziała, że chodzi o dofinansowanie kościołów.
Puchacz dopytywał o wnioski i dokumentację, a przede wszystkim zestawił ten wydatek z innymi potrzebami: „Nie mamy pieniędzy na naprawę chodników, dróg, a dajemy tyle pieniędzy na kościoły”. Wskazywał, że zabytkowe parafie mogą korzystać także z pieniędzy Ministerstwa Kultury.
Skarbnik wyjaśniała, że gmina podpisuje z parafiami umowy, ma dostęp do dokumentacji, a po zakończeniu prac otrzymuje rozliczenia. Naczelnik Misiura-Hermann przypominała, że system dotacji do zabytków funkcjonuje w gminie od 2008 roku.
Ostatecznie pieniądze trafiły do trzech zabytkowych kościołów: w Piotrkowiczkach, Szewcach i Strzeszowie. Uchwały nr VIII/XXII/241/20, VIII/XXII/242/20 i VIII/XXII/243/20 zostały przyjęte każdorazowo 13 głosami za, przy jednym przeciw i jednym wstrzymującym się.
Nie był to spór o to, czy zabytki należy ratować. Był to spór o kolejność potrzeb. W roku, w którym mieszkańcy kolejnych miejscowości pytali o drogi i chodniki, rada znalazła 160 tys. zł na konkretny cel. Puchacz po prostu zapytał, dlaczego właśnie ten.
Kontrola świetlic, która trwała za długo
Także podczas czerwcowej sesji Puchacz wrócił do kontroli wydatków na świetlice. Komisja Rewizyjna miała ją rozpocząć wcześniej, ale pandemia pokrzyżowała plany.
Radny stwierdził, że kontrola trwa już zbyt długo i zapytał, czy komisja nie potrzebuje pomocy. Sekretarz Mariusz Fedzin odpowiadał, że kontrola miała ruszyć w marcu, została przesunięta na maj, obejmuje wszystkie świetlice, a członkowie komisji żądają kolejnych wyjaśnień i dokumentów. Rzetelnej kontroli nie da się — jak tłumaczył — przeprowadzić w trzy godziny.
Puchacz odpowiedział, że sam jest księgowym i wie, ile podobne czynności powinny zajmować, ale zaczeka na wynik.
Nie był to najważniejszy konflikt roku, ale dobrze pokazywał zmianę atmosfery w radzie. Coraz częściej pojawiały się pytania nie o to, co urząd zamierza zrobić, ale o to, jak wydaje pieniądze i jak można to sprawdzić.
Czy protokół wiernie odzwierciedlający przebieg sesji to już stenogram?
Na sierpniowej sesji VIII/XXIII/20 z 26 sierpnia 2020 r. pojawił się spór, który na pierwszy rzut oka dotyczył tylko technicznej kwestii sporządzania protokołów.
Jerzy Puchacz zwrócił uwagę, że protokół z poprzedniej sesji powinien być bardziej szczegółowy, dokładniej odzwierciedlać to, co rzeczywiście padło podczas obrad, i nie może być wybiórczy.
Odpowiedź sekretarza gminy Mariusza Fedzina była krótka: „protokół nie jest stenogramem”, a sesje są obecnie nagrywane, więc każdy mieszkaniec może obejrzeć i wysłuchać całych obrad. Ostatecznie wcześniejszy protokół przyjęto jednogłośnie, ale już „wraz z uwzględnionymi uwagami” Jerzego Puchacza, Agnieszki Dobrzańskiej i Janusza Papały.
Sama odpowiedź sekretarza brzmiała rozsądnie. Tyle że nikt nie domagał się stenogramu.
I właśnie tutaj zaczynał się problem, bo obowiązujący wówczas Statut Gminy Wisznia Mała, przyjęty uchwałą nr VIII/IV/41/19 z 30 stycznia 2019 r., bardzo konkretnie określał, czym ma być protokół. W § 56 ust. 1 zapisano: „Protokół z sesji musi wiernie odzwierciedlać jej przebieg”. Ustęp 2 precyzował, że powinien zawierać przebieg obrad, a w szczególności „treść wystąpień albo ich streszczenie”, teksty zgłoszonych wniosków oraz informacje o złożonych pisemnych wystąpieniach. Sam fakt przyjęcia Statutu uchwałą nr VIII/IV/41/19 potwierdza także późniejsze rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody dotyczące jego zmiany.
Różnica jest zasadnicza. Statut nie wymagał przepisywania wielominutowej wypowiedzi radnego słowo w słowo. Pozwalał ją streścić. Ale streszczenie powinno informować, o czym radny mówił, jaki problem podniósł, czego się domagał albo o co pytał.
Zapis w rodzaju „radny zabrał głos, odpowiedzi udzielił wójt” nie jest stenogramem. Trudno jednak uznać go również za „treść wystąpienia albo jego streszczenie”. Jeszcze trudniej mówić wtedy o wiernym odzwierciedleniu przebiegu obrad.
Co więcej, argument o nagrywaniu sesji kłócił się z konstrukcją samego statutu. W następnym paragrafie, § 57, rada przewidziała możliwość zgłaszania przez radnych poprawek i uzupełnień do protokołu. Jeżeli przewodniczący miał rozstrzygnąć taki spór, powinien wysłuchać protokolanta i sprawdzić elektroniczny zapis nagrania sesji.
Nagranie nie zostało więc w statucie potraktowane jako usprawiedliwienie dla ubogiego protokołu. Przeciwnie — miało być materiałem, za pomocą którego można sprawdzić, czy protokół został sporządzony prawidłowo.
Można oczywiście powołać się na art. 19 ustawy o dostępie do informacji publicznej, który pozwala organowi zastąpić protokół lub stenogram pełnym, udostępnionym zapisem audiowizualnym. Tyle że Rada Gminy Wisznia Mała wybrała inną drogę: protokoły nadal sporządzała, przyjmowała je na kolejnych sesjach, a w swoim własnym statucie dokładnie określiła ich zawartość.
Skoro więc protokół powstawał jako oficjalny dokument rady, powinien odpowiadać zasadom, które sama rada dla niego ustanowiła.
Dlatego sierpniowa wymiana zdań była czymś więcej niż sporem o sposób redagowania dokumentów. Puchacz domagał się w istocie tego, co już wcześniej zapisano w gminnym prawie: żeby protokół nie był wybiórczy i oddawał treść wystąpień. Sekretarz odpowiedział, że protokół nie jest stenogramem i można obejrzeć nagranie.
Tyle że statut również nie wymagał stenogramu. Wymagał streszczenia.
Jak szybko okazało się, że nie jest to spór wyłącznie teoretyczny, pokazał protokół z nadzwyczajnej sesji VIII/XXV/20 z 3 listopada. Przy uchwale VIII/XXV/274/20 protokół prawidłowo zanotował wynik głosowania: 12 głosów za i 3 wstrzymujące się, po czym w następnym zdaniu stwierdził, że uchwałę przyjęto „jednogłośnie”.
Jeszcze bardziej wymowny był zapis dotyczący planu SZEWCE III-B. Czterech radnych wstrzymało się zarówno przy odrzuceniu uwagi Stowarzyszenia EkoSzewce, jak i przy uchwaleniu samego planu, lecz z protokołu nie można się dowiedzieć, czego właściwie dotyczył spór. Zapisano jedynie, że treść uwagi „została odczytana i wyjaśniona”. Nagranie pokazuje, że pytano między innymi o możliwość magazynowania złomu oraz o uciążliwości działalności produkcyjnej wykraczające poza teren nieruchomości.
Ligota Piękna: prawie 700 podpisów i „gnijący wrzód gminy”
Na tej samej sierpniowej sesji atmosfera zrobiła się znacznie bardziej gorąca.
Przedstawiciele Stowarzyszenia Ligota Piękna przyszli w sprawie fermy, której działalność od lat była źródłem konfliktu z mieszkańcami. Stowarzyszenie powstało — jak mówił Maciej Mizuro — z desperacji i obawy o zdrowie ludzi. Mieszkańcy skarżyli się na muchy, zapachy, zadymienie i niemożność normalnego korzystania z własnych ogrodów i tarasów. Pod wnioskiem zebrano prawie 700 podpisów.
Jedno z wystąpień było szczególnie emocjonalne. Andrzej Gajewski wspominał, że kiedy przeprowadzał się do Ligoty Pięknej, miejscowość uchodziła za atrakcyjne miejsce do życia. Teraz mówił o sytuacji, w której latem nie można spokojnie napić się kawy na tarasie ani zaprosić rodziny. Dawna „perełka” miała się — w jego ocenie — zmienić w „gnijący wrzód gminy Wisznia Mała”.
Padły także znacznie ostrzejsze słowa. Właścicieli fermy nazywano „terrorystami”, przywoływano krążące we wsi podejrzenia dotyczące instytucji i lokalnej władzy. Te oskarżenia trzeba jednak traktować dokładnie tak, jak zostały wypowiedziane: jako emocjonalne zarzuty mieszkańców, a nie fakty ustalone przez jakiekolwiek postępowanie.
Bronowicki stanowczo odcinał się od sugestii o powiązaniach z właścicielami fermy. Tłumaczył, że urząd od lat podejmuje działania, kontakt z właścicielami jest bardzo utrudniony, a sprawa trafiała do kolejnych służb i instytucji.
Rada jednogłośnie podjęła uchwałę nr VIII/XXIII/249/20 o rozpoczęciu zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tego fragmentu Ligoty Pięknej.
Był to konkretny krok w stronę mieszkańców. Nie oznaczał jeszcze jednak rozwiązania problemu, który zdążył już doprowadzić część społeczności do otwartego buntu.
Trzy razy wojewoda i raz RIO
Sierpień przyniósł jeszcze jedną uchwałę, która później wróciła do gminy z poprawką organu nadzoru.
Rada jednogłośnie uchwaliła MPZP MALIN VI — uchwałę nr VIII/XXIII/256/20 z 26 sierpnia. Wojewoda stwierdził później nieważność fragmentów dwóch zapisów dotyczących scalania i podziału nieruchomości.
Powód wyglądał drobnie: rada określiła minimalną powierzchnię i szerokość frontu „działki budowlanej”, podczas gdy przepisy wymagają w tym miejscu parametrów „działki”. Problem polegał na tym, że w prawie planistycznym nie są to pojęcia tożsame. Wojewoda uznał więc, że naruszono zasady sporządzania planu.
Jeszcze bardziej czytelny błąd znalazł się miesiąc później w uchwale nr VIII/XXIV/261/20 z 30 września dotyczącej planu WISZNIA MAŁA III.
W tekście uchwały zapisano nieprzekraczalną linię zabudowy w odległości 20 metrów. Na rysunku planu było 8 metrów.
W rozstrzygnięciu nadzorczym NK-N.4131.151.11.2020.MC2 z 5 listopada wojewoda stwierdził, że tekst uchwały jest niezgodny z jej załącznikiem graficznym i unieważnił wadliwy przepis.
Gmina sama przyznała w postępowaniu nadzorczym, że prawidłowa wartość znajduje się na rysunku i zwróciła się o wykreślenie błędnego zapisu.
Do tego dochodziło marcowe unieważnienie w całości uchwały zmieniającej statut.
W listopadzie do tej listy doszła jeszcze Regionalna Izba Obrachunkowa. Na sesji VIII/XXV/20 z 3 listopada rada jednogłośnie, 15 głosami za, przyjęła uchwałę nr VIII/XXV/268/20 w sprawie stawek podatku od środków transportowych na 2021 rok. Kilka tygodni później skarbnik poinformowała, że RIO wskazała nieścisłości w trzech punktach uchwały i zasugerowała uchylenie całego aktu oraz wprowadzenie prawidłowych zapisów. Dlatego na sesji VIII/XXVI/20 z 30 listopada rada uchyliła wcześniejszą uchwałę i przyjęła nową — nr VIII/XXVI/277/20. Także tym razem jednogłośnie.
Każdą z tych spraw można oddzielnie nazwać pomyłką. Raz źle dobrano pojęcie, raz wpisano inną odległość niż na rysunku, raz zbyt szeroko przepisano do statutu możliwość zdalnego obradowania, raz RIO znalazła nieścisłości w uchwale podatkowej.
Ale wszystkie wydarzyły się w jednym roku.
I wszystkie dotyczyły aktów prawa przyjmowanych przez radę, a nie roboczych notatek.
Odpady: system znowu się nie bilansował
Rok zaczął się od problemów z przetargiem śmieciowym, a skończył niedoborem pieniędzy w systemie.
Od mieszkańców zebrano z tytułu gospodarowania odpadami 2 568 089,94 zł. Funkcjonowanie systemu kosztowało 2 778 101,44 zł.
Brakowało więc 210 011,50 zł.
Pod koniec grudnia trzeba było jeszcze zwiększyć plan wydatków na odbiór odpadów o 198 505,57 zł, ponieważ wzrosły faktury za końcówkę roku.
Na listopadowej sesji VIII/XXVI/20 rada ponownie zmieniała zasady gospodarowania odpadami. Uchwała nr VIII/XXVI/281/20 nie była już jednomyślna: zagłosowało za nią 12 radnych, jeden był przeciw, a dwóch się wstrzymało.
W dyskusji przewijał się szczególnie koszt bioodpadów, które trzeba było wozić do odległej instalacji. Rosnąca ilość zielonych odpadów zaczynała mieć bardzo wymierny wpływ na rachunek całego systemu.
Szkoły: najpierw „działanie we mgle”
Oświata kosztowała gminę w 2020 roku 16 250 626,52 zł. Sama część oświatowa subwencji wyniosła 8 859 379 zł. Nie można mechanicznie odjąć jednej liczby od drugiej i nazwać różnicy „dopłatą gminy”, bo szkoły miały również inne dochody i dotacje, ale skala obciążenia budżetu jest widoczna.
Pandemia zmieniła przede wszystkim sposób działania szkół.
Podczas zdalnej sesji VIII/XXVI/20 z 30 listopada jedna z dyrektorek opisywała rok szkolny jako mający dwa oblicza. Do 11 marca szkoła funkcjonowała normalnie. Potem nastąpił okres, który określiła jako „kompletne działanie we mgle”, następnie eksperymentowanie, aż mniej więcej od połowy maja placówka była już przygotowana do systematycznej nauki zdalnej.
W sprawozdaniu budżetowym widać także inwestycje. W Szkole Podstawowej w Krynicznie za 351 803,12 zł zaadaptowano pomieszczenia na oddział przedszkolny dla 35 dzieci. Rozpoczęto też przygotowania do budowy nowej szkoły w Wiszni Małej — w 2020 roku wyłoniono projektanta.
I właśnie oświata jest jednym z przykładów pokazujących różnicę pomiędzy protokołem a transkrypcją. W protokole wielominutowe prezentacje i wypowiedzi dyrektorów dało się streścić w kilku zdaniach. Nagranie zachowało znacznie pełniejszy obraz: nie tylko tabelę uczniów i remontów, ale także niepewność pierwszych tygodni pandemii.
Kryniczno: „wykiwani i oszukani” oraz widmo „Kozanowa”
Jedna z najostrzejszych dyskusji końcówki roku dotyczyła osiedla Toya i rozpoczętej procedury planistycznej KRYNICZNO VI.
Na sesji VIII/XXVI/20 z 30 listopada rozpatrywano skargę mieszkańców dotyczącą działań wójta przy rozpoczynaniu zmiany planu.
Jerzy Puchacz przyznał, że sam wcześniej głosował za przystąpieniem do sporządzania planu, ale — jak mówił — radni nie wiedzieli wówczas, jak daleko idą oczekiwania nowego właściciela terenu.
W transkrypcji zachowały się słowa znacznie mocniejsze niż typowy język protokołu. Radny mówił, że radni czują się „w pewnym sensie wykiwani i oszukani” i ostrzegał, że może powstać „Kozanów wrocławski”. Przywoływał możliwość budynków do 17 metrów wysokości, zabudowy szeregowej i zniesienia części ograniczeń.
Puchacz próbował również oszacować możliwą liczbę mieszkań. Podawał bardzo szeroki przedział — od 500 do 2000 lokali — zależny od powierzchni i ostatecznych parametrów zabudowy. Przy wariancie około tysiąca mieszkań mówił o kilku tysiącach nowych mieszkańców.
Trzeba to podkreślić: nie były to liczby z gotowego projektu planu ani wyliczenia urzędu. Były to szacunki radnego, który próbował pokazać potencjalną skalę problemu.
Jego pytanie było jednak zasadne niezależnie od tego, czy ostatecznie powstałoby 500, 1000 czy jeszcze mniej mieszkań: kto zapłaci za drogi, komunikację, szkoły, przedszkola i inne usługi potrzebne nowym mieszkańcom?
Bronowicki odpowiadał, że oczekiwania inwestora nie są jeszcze decyzją gminy, plan dopiero powstaje, a przedstawiane przez Puchacza liczby nie wynikają z gotowego dokumentu. Zwracał też uwagę, że nowy plan może dopuścić dodatkowe usługi, w tym przedszkola i żłobki.
Ostatecznie Rada Gminy uchwałą nr VIII/XXVI/285/20 uznała skargę za bezzasadną. Za takim rozstrzygnięciem zagłosowało 13 radnych, przeciw było dwóch.
Formalnie rozstrzygano skargę na sposób rozpoczęcia procedury, a nie gotową skalę zabudowy. Politycznie dyskusja ujawniła jednak coś więcej: radni zaczynali pytać nie tylko o to, czy inwestor może budować, ale również o koszty, które rozwój mieszkaniowy przerzuca później na samorząd.
„Drogi, drogi, drogi” — a na Ozorowice pięć tysięcy
Pod koniec roku wrócił problem znany z całej dotychczasowej kroniki: potrzeb jest więcej niż pieniędzy.
Podczas sesji VIII/XXVII/20 z 30 grudnia radna Agnieszka Dobrzańska zapytała o chodnik przy drodze powiatowej w Ozorowicach. W projekcie budżetu na 2021 rok na chodniki przy drogach powiatowych zapisano po stronie gminy zaledwie 5 tys. zł.
Radna zestawiła tę kwotę z budżetem gminy zbliżającym się do 70 mln zł. Podkreślała, że chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców, a przede wszystkim dzieci idących pieszo na przystanek.
Odpowiedź naczelnik Misiury-Hermann była szczególnie interesująca w kontekście całej historii gminnych inwestycji.
Wyjaśniła, że podczas budowania budżetu w pierwszej kolejności zabezpieczano zadania własne gminy oraz zadania dofinansowane. Powiat miał przeznaczyć na chodniki 550 tys. zł w formule pół na pół. Gmina liczyła, że swoją część będzie mogła uzupełniać po przetargach, gdy pojawią się oszczędności. Nie było jednak wiadomo, kiedy i ile pieniędzy przypadnie właśnie Ozorowicom.
Transkrypcja zachowała szerszy fragment wypowiedzi, którego znaczenie wykracza poza jeden chodnik.
Naczelnik mówiła, że gdyby zapytać radnych o najważniejsze potrzeby, jedni odpowiedzieliby „drogi, drogi, drogi”, a inni „świetlica, świetlica, świetlica”. Zaraz potem wyjaśniała, że gmina wchodzi w okres przygotowywania nowych strategii, szczególnie z uwzględnieniem możliwości finansowania w kolejnej perspektywie.
To właściwie gotowe podsumowanie modelu inwestycyjnego.
Potrzeby mieszkańców trafiają do strategii. Potem sprawdza się, na które pojawi się program. Jeśli jest dofinansowanie — zadanie ma dużą szansę przyspieszyć. Jeśli go nie ma, trzeba czekać na oszczędności, kolejne przesunięcia albo następną perspektywę.
Nie ma nic nieracjonalnego w korzystaniu z dotacji. Byłoby nierozsądne z nich rezygnować.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy kolejność potrzeb mieszkańców coraz bardziej pokrywa się z kolejnością ogłaszanych programów pomocowych.
Dla dużej wsi, dużej szkoły, kanalizacji czy strategicznej drogi częściej można znaleźć zewnętrzny program. Dla kilku setek metrów chodnika w mniejszej miejscowości — znacznie trudniej.
Tak powstaje gmina dwóch prędkości.
Nagranie mówi więcej niż protokół
Rok 2020 daje też pierwszy wyraźny przykład, dlaczego sierpniowy spór o protokoły nie był kwestią czysto formalną.
Pierwsza zdalna sesja, VIII/XXV/20 z 3 listopada, zaczęła się od problemów typowych dla początków zdalnego obradowania. Trzeba było ustalać połączenia, mikrofony, obecność i sposób głosowania. Protokół oddaje istotę posiedzenia, ale nie daje pełnego obrazu tego, jak wyglądała nowa rzeczywistość.
Jeszcze większą różnicę widać w listopadzie i grudniu.
W protokole można przeczytać, że przedstawiono informacje o oświacie, omówiono inwestycje czy udzielono odpowiedzi radnym. Transkrypcja zachowuje to, co pomiędzy tymi punktami: „działanie we mgle” w szkołach, „Kozanów wrocławski”, poczucie bycia „wykiwanym i oszukanym”, a w grudniu charakterystyczne „drogi, drogi, drogi” i bezpośrednie połączenie strategii gminy z przyszłymi możliwościami finansowania.
To właśnie są słowa, dzięki którym można zrozumieć nie tylko co rada uchwaliła, ale także dlaczego, z jakimi wątpliwościami i przy jakich argumentach.
Sekretarz miał rację w jednym: protokół nie jest stenogramem.
Tyle że rok 2020 bardzo dobrze pokazał, dlaczego nie powinien być również spisem punktów porządku obrad z dopiskiem, że ktoś zabrał głos.
Bilans roku
Rok 2020 był dla gminy Wisznia Mała trudny, ale nie można go sprowadzić do pandemii.
Gmina nie zatrzymała inwestycji. W południowej części powstało 14,35 km kanalizacji, 237 właścicieli nieruchomości dostało pomoc przy budowie przyłączy, zakończono dużą część świetlicy w Strzeszowie, inwestowano w drogi, oświetlenie, cmentarz i szkoły. Samorząd wsparł trzebnicki szpital i lokalnych przedsiębiorców. Są to realne osiągnięcia udokumentowane w sprawozdaniu z wykonania budżetu przyjętym Zarządzeniem Nr 59/2021.
Ale był to również rok 4,9 mln zł nowego kredytu i 32,85 mln zł długu. Rok, w którym system śmieciowy wymagał dopłaty, część inwestycji nie osiągnęła zaplanowanego wykonania, a kolejne zadania kanalizacyjne przesuwano, czekając na następną perspektywę finansową.
Był to rok, w którym wojewoda trzy razy musiał korygować prawo przyjęte przez Radę Gminy: najpierw całkowicie unieważnił zmianę statutu, później zakwestionował fragment planu MALIN VI, a następnie usunął z planu WISZNIA MAŁA III zapis, w którym tekst mówił o 20 metrach, a rysunek o ośmiu. Do tego RIO zwróciła uwagę na nieścisłości w uchwale podatkowej.
Był to wreszcie rok coraz wyraźniejszych sporów. O 160 tys. zł dla zabytkowych kościołów. O kontrolę świetlic. O fermę w Ligocie Pięknej. O skalę możliwej zabudowy w Krynicznie. O chodnik w Ozorowicach. O to, czy nadwyżka w budżecie jest dowodem oszczędności, czy także śladem niewykonanych zadań.
I o protokoły.
Ten ostatni spór może wydawać się najmniejszy, ale dobrze pasuje do całego roku. Kilka miesięcy wcześniej rada próbowała zmienić statut w sposób wykraczający poza ustawę i wojewoda uchwałę unieważnił. W sierpniu radny domagał się natomiast, aby protokół odpowiadał temu, co już znajdowało się w tym samym statucie.
Nie żądał stenogramu.
Żądał streszczenia.
Najważniejszy mechanizm inwestycyjny również został pod koniec roku nazwany niemal wprost. Najpierw zabezpieczano zadania własne i te, które miały dofinansowanie. Reszta miała czekać na oszczędności albo przyszłe możliwości finansowania.
To racjonalny sposób maksymalizowania zewnętrznych pieniędzy. Dzięki niemu powstało wiele potrzebnych inwestycji.
Jego ukrytym kosztem jest jednak utrwalanie gminy dwóch prędkości. Tam, gdzie potrzeba mieszkańców spotyka się z odpowiednim programem, inwestycja może ruszyć szybko. Tam, gdzie takiego programu nie ma, nawet chodnik służący dzieciom idącym na przystanek może dostać 5 tys. zł i obietnicę, że może coś uda się przesunąć później.

















