Sukcesy mają autora, problemy — zawsze przyczynę zewnętrzną.

W ciągu czterech ostatnich miesięcy portal GminaPolska opublikował trzy rozmowy z wójtem gminy Wisznia Mała Jakubem Bronowickim. Pierwsza, z 18 marca, dotyczyła zimy, wojny na Bliskim Wschodzie i rozpoczynających się inwestycji. Druga, z 12 maja, przedstawiała „samorządowy młyn”, który mimo biurokracji miał bez przerwy pracować dla mieszkańców. Trzecia, opublikowana 13 lipca, przyniosła podsumowanie dwóch piątych obecnej kadencji i pochwałę pragmatycznej współpracy wójta z Radą Gminy.

Czytane osobno są typowymi, bardzo życzliwymi rozmowami z samorządowcem. Zestawione ze sobą pokazują jednak konsekwentny sposób opowiadania o gminie.

Gdy inwestycja dochodzi do skutku, sukces ma konkretnych autorów: wójta, urząd, radę i sprawnie działający samorząd. Gdy pojawiają się opóźnienia, rosną koszty albo brakuje pieniędzy, przyczyna niemal zawsze przychodzi z zewnątrz. Winne są mróz, śnieg, wojna, inflacja, wykonawcy, papierologia, brak programów rządowych, zbyt mało środków unijnych albo prawo uchwalone przez polityków.

W tej opowieści władze gminy podejmują decyzje trafne. Problemy po prostu im się przydarzają.

Zima opóźnia, wojna podraża

Pierwszy z analizowanych tekstów ukazał się 18 marca pod tytułem „Reminiscencje pozimowe i całkiem globalne”. Już jego wstęp wyjaśniał, że samorządy będą musiały zapłacić za wyjątkowo mroźną zimę, a amerykańsko-izraelskie ataki na Iran spowodowały wzrost cen paliw, transportu i niemal wszystkiego.

Wójt mówił, że zima była najmroźniejsza od co najmniej kilkunastu, a być może nawet kilkudziesięciu lat. Miała opóźnić ukończenie hal sportowych Olimpia oraz prace przy sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. Faktury za odśnieżanie dopiero spływały, więc nie było jeszcze wiadomo, ile dokładnie kosztowała gminę zimowa akcja.

Mróz rzeczywiście mógł uniemożliwić część prac ziemnych i budowlanych. Nie ma również niczego nadzwyczajnego w tym, że długa zima zwiększa wydatki na utrzymanie dróg. Problem pojawia się wtedy, gdy opis nadzwyczajnych warunków zastępuje konkretną informację.

Nie dowiedzieliśmy się, jaki był pierwotny termin ukończenia hal, ile wyniosło opóźnienie, czy harmonogram przewidywał przerwę zimową i czy wykonawcy wystąpili o przedłużenie terminów. Nie podano też później kosztu odśnieżania, mimo że cały materiał rozpoczynała zapowiedź większych wydatków.

Wątpliwości budzi również przedstawienie całej zimy jako najzimniejszej od kilkudziesięciu lat. Według IMGW grudzień 2025 roku był bardzo ciepły — średnia temperatura w Polsce była o 2 stopnie wyższa od normy. Styczeń 2026 roku był rzeczywiście bardzo chłodny, ale w zestawieniu miesięcy od 1951 roku zajął 61. pozycję, a południowo-zachodnia Polska należała do najcieplejszych części kraju. We Wrocławiu średnia temperatura stycznia wyniosła minus 1,7 stopnia. Luty IMGW sklasyfikowało jako lekko chłodny. Bez lokalnych pomiarów trudno więc obronić kategoryczne stwierdzenie o najzimniejszej zimie od kilkudziesięciu lat.

Jeszcze większą rolę otrzymała wojna na Bliskim Wschodzie. W marcu miała podrożyć paliwa, transport i wszystkie inwestycje. W maju dziennikarz zapytał już wprost, czy konflikt wpłynął na ceny materiałów budowlanych w Polsce. Wójt odpowiedział, że w porównaniu z lutym masa asfaltowa podrożała kilkukrotnie i że odległa wojna negatywnie wpływa na budżet gminy.

To bardzo poważna informacja. Kilkukrotny wzrost ceny masy asfaltowej powinien zostać przedstawiony na konkretnych liczbach: ile kosztowała tona w lutym, ile kosztowała w maju, którego kontraktu dotyczyła podwyżka i jak zmieniła wartość zadania. W rozmowie żadnych takich danych jednak nie ma.

Wojna staje się uniwersalnym wytłumaczeniem, ale czytelnik nie dostaje narzędzi pozwalających sprawdzić, jaki był jej rzeczywisty wpływ na konkretny gminny budżet.

Papierologia i wykonawcy

W maju do listy czynników zewnętrznych dołączyły procedury zamówień publicznych. Wójt określił papierologię jako „koszmar” i wyjaśnił, że pytania wykonawców do dokumentacji przygotowanej przez projektanta opóźniają otwarcie ofert w przetargu na budowę ścieżki rowerowej.

Znów nie wiadomo jednak, czy problem wynikał z przesadnie skomplikowanych przepisów, czy może z niejasności lub błędów w dokumentacji. Skoro wykonawcy zadawali pytania dotyczące materiałów opracowanych przez projektanta działającego na zlecenie gminy, warto byłoby zapytać, czego dokładnie dotyczyły wątpliwości i czy dokumentację można było przygotować lepiej. Takiego pytania nie zadano.

Podobnie przedstawiono oczekiwanie na rozpoczęcie robót przy parkingu Park & Ride i ścieżce w kierunku Malina. Przetargi udało się rozstrzygnąć, ale wykonawcy mieli jeszcze kończyć wcześniejsze zadania. To możliwe i zapewne często spotykane. Pozostaje jednak pytanie, jakie terminy zapisano w umowach i czy oczekiwanie na wejście wykonawców na plac budowy mieściło się w przyjętym harmonogramie.

W analizowanych rozmowach przyczyny problemów są zwykle nazywane, ale rzadko mierzone. Nie poznajemy liczby dni opóźnienia, wartości wzrostu kosztów ani odpowiedzialności poszczególnych stron.

Gdy się udaje, „udało nam się”

Zupełnie inaczej brzmią fragmenty poświęcone osiągnięciom. Wtedy pojawiają się sformułowania: „udało nam się rozstrzygnąć przetargi”, „pozyskaliśmy środki”, „przebudowaliśmy”, „kontynuujemy”, „kładziemy nacisk” i „konsekwentnie realizujemy”.

W marcu wójt wymieniał termomodernizacje, parking Park & Ride w Krynicznie oraz przygotowywane ścieżki rowerowe. W maju mówił o kompleksie szkolno-przedszkolno-społecznym, przebudowie ulicy Szkolnej, Cyklostradzie, modernizacji Orlika i rozbudowie infrastruktury sportowej w Piotrkowiczkach. W lipcu podsumował, że w poprzednim roku gmina podpisała umowy na ponad 30 mln zł dofinansowania, a wcześniej z samego Polskiego Ładu pozyskała około 30 mln zł na oświatę, drogi i ochronę zabytków.

Te inwestycje są realne i nie ma powodu umniejszać znaczenia pozyskanych pieniędzy. Samorząd, który nie składa wniosków o dofinansowanie, skazuje mieszkańców na wolniejszy rozwój albo znacznie większe obciążenie lokalnego budżetu.

Jednak uczciwy bilans powinien działać w obie strony. Jeżeli wójt i urząd są autorami sukcesów, powinni być również uczestnikami rozmowy o błędach, nietrafionych decyzjach i zaniechaniach. Tymczasem w trzech tekstach nie pojawia się ani jeden konkretny przypadek, w którym władze gminy przyznałyby: źle oszacowaliśmy koszt, wybraliśmy niewłaściwą kolejność, przygotowaliśmy wadliwą dokumentację, zareagowaliśmy zbyt późno albo nie dopilnowaliśmy wykonawcy.

W lipcowej rozmowie Jakub Bronowicki mówi wprawdzie, że rada i wójt wspólnie przeżywają sukcesy, a czasami także niepowodzenia. Żadne z tych niepowodzeń nie zostaje jednak nazwane.

Niepowodzenie istnieje więc jako ogólne pojęcie, ale nie jako konkretne wydarzenie, za które ktoś ponosi odpowiedzialność.

Dotacje nie tylko finansują. One wybierają

Najważniejszy wniosek z trzech rozmów dotyczy jednak nie pogody ani wojny, lecz sposobu wybierania inwestycji.

W marcu wprost napisano, że realizowane będą zadania, na które pozyskano zewnętrzne dotacje. W tym samym materiale wójt przyznał, że gmina czeka na możliwość zdobycia pieniędzy na kanalizację i nowe drogi.

W maju ponownie wymieniono przede wszystkim inwestycje powiązane ze środkami zewnętrznymi: Park & Ride, ścieżki rowerowe, infrastrukturę sportową i kolejne etapy dużych przedsięwzięć. Wójt wyjaśniał jednocześnie, że z własnych dochodów samorządy nie są w stanie finansować dróg, kanalizacji oraz infrastruktury oświatowej, sportowej i rekreacyjnej.

W lipcu ten model został przedstawiony jako uporządkowana metoda działania: najpierw planowanie, później zdobycie zewnętrznych pieniędzy, a następnie realizacja i rozliczenie inwestycji. Nowa szkoła nadal potrzebuje kolejnych źródeł finansowania, a dalsza kanalizacja ma zależeć od możliwości, jakie pojawią się w następnej perspektywie unijnej na lata 2028–2034.

Nie ma niczego złego w przygotowywaniu projektów i oczekiwaniu na odpowiedni konkurs. Problem zaczyna się wtedy, gdy dostępność dofinansowania nie tylko pomaga zrealizować wybrane zadanie, lecz coraz wyraźniej decyduje o kolejności wszystkich zadań.

W takim modelu nie zawsze w pierwszej kolejności realizuje się to, czego mieszkańcy potrzebują najbardziej. Pierwszeństwo może otrzymać przedsięwzięcie, do którego właśnie pojawił się program pomocowy.

Ścieżka rowerowa, bo są środki na mobilność.

Boisko, bo dostępny jest program sportowy.

Termomodernizacja, bo można otrzymać dotację energetyczną.

Parking przesiadkowy, bo pasuje do warunków konkursu.

Tymczasem lokalna droga, przepust, odwodnienie lub niewielka inwestycja w małej miejscowości może czekać, ponieważ nie istnieje dla niej atrakcyjne źródło finansowania.

To właśnie w ten sposób powstaje gmina dwóch prędkości. Nie dlatego, że duże inwestycje są niepotrzebne, lecz dlatego, że potrzeby mieszkańców zaczynają być oceniane przez filtr aktualnych programów dotacyjnych.

30 milionów, drugie 30 milionów i „setki milionów”

Lipiec przyniósł także imponujące kwoty. Najpierw wójt poinformował, że w 2025 roku podpisano umowy na ponad 30 mln zł dofinansowania. Kilka akapitów później powiedział, że gmina pozyskała około 30 mln zł z Polskiego Ładu.

Nie wiadomo, czy chodzi o tę samą pulę pieniędzy, jej część, czy o dwie odrębne kwoty. Dziennikarz nie poprosił o wyjaśnienie.

Nie zapytał również, ile wynosi wkład własny gminy, jaka jest całkowita wartość dofinansowanych inwestycji i które wydatki nie są objęte pomocą. Nie dowiedzieliśmy się, czy zapewnienie wkładu własnego wymagało rezygnacji z innych zadań, przesunięcia ich w czasie albo zwiększenia zadłużenia.

Jeszcze bardziej ogólne było stwierdzenie o „setkach unijnych milionów” dobrze zainwestowanych w infrastrukturę gminy. Nie wiadomo, czy chodzi o wartość samych dotacji, pełny koszt projektów z udziałem środków europejskich, cały okres członkostwa Polski w Unii czy również inwestycje prowadzone przez gminne spółki i inne instytucje.

Podobnie przedstawiono koszt kanalizacji Szymanowa, Psar i Krzyżanowic, która miała pochłonąć prawie 100 mln zł. Kwota nie została podzielona na dotację, środki własne, pożyczki, kredyty ani wydatki mieszkańców.

Duża liczba robi wrażenie. Bez takiego rozbicia nie pozwala jednak ocenić ani rzeczywistej skuteczności w zdobywaniu pieniędzy, ani obciążenia lokalnego budżetu.

Dziennikarz nie dociska. Dziennikarz podpowiada

Nie jest przypadkiem, że te pytania nie padają. Rozmowy prowadzone przez Sławomira Grymina mają charakter zdecydowanie życzliwy. Dziennikarz nie tylko pyta, lecz często sam buduje korzystną interpretację odpowiedzi.

W lipcu podsumowuje sposób działania gminy jako właściwą kolejność: planowanie, pozyskiwanie pieniędzy, realizacja i rozliczanie. Następnie podpowiada, że dobrze byłoby, gdyby pojawiły się programy pomocowe, stwierdza, że środki z Polskiego Ładu były raczej dostępne, oraz ubolewa, że obecnie podobnego programu nie ma.

W rozmowie o funduszach europejskich krytycy tych środków zostają określeni jako „psioczący”. Zamiast zapytać o koszty, wkład własny lub kryteria wyboru inwestycji, dziennikarz sam formułuje obronę unijnego finansowania.

W maju pyta, czy wojna wpłynęła na ceny materiałów budowlanych, jakby oczekiwał potwierdzenia postawionej już tezy. Później zauważa, że wielu samorządowcom brakuje entuzjazmu, dając wójtowi możliwość wyjaśnienia, że problemem są niewidoczne perspektywy inwestycyjne.

Nie jest to ukryte. Portal GminaPolska deklaruje w swojej misji, że chce wspierać prezydentów, burmistrzów i wójtów w budowaniu lepszej Polski.

Nie oznacza to automatycznie, że analizowane materiały zostały opłacone przez gminę. Bez umowy, faktury lub rejestru wydatków nie wolno wysuwać takiego wniosku. Oznacza jednak, że nie należy traktować tych tekstów jak niezależnych wywiadów kontrolnych. Są raczej miejscem prezentowania stanowiska władz samorządowych.

Dlatego nie pojawiają się pytania o to, co się nie udało. Nie ma rozmowy o inwestycjach oczekiwanych przez mieszkańców, ale pozbawionych dotacji. Nie pyta się o przekroczenia kosztów, wadliwe projekty, przegrane postępowania, skargi, spory ani alternatywy odrzucone przez władze.

Rada współpracuje, ale czy kontroluje?

Lipiec kończy pytanie o współpracę wójta z Radą Gminy, której przewodniczy Małgorzata Ottenbreit. Odpowiedź jest zgodna z całą konstrukcją wywiadu: samorząd działa pragmatycznie, sukcesy wynikają z pracy zespołowej, a wszyscy wspólnie dążą do wytyczonych celów.

Dobra współpraca między radą a wójtem może być wartością. Permanentny konflikt nie służy mieszkańcom i potrafi sparaliżować nawet potrzebne inwestycje.

Rada Gminy nie jest jednak wyłącznie zespołem wspierającym wójta. Ma również kontrolować władzę wykonawczą, analizować wydatki, pytać o alternatywy i reprezentować interesy miejscowości, których potrzeby nie zawsze mieszczą się w głównym nurcie gminnych inwestycji.

Dziennikarz nie pyta, w jakich ważnych sprawach rada miała inne zdanie niż wójt. Nie interesuje go, jakie propozycje radnych zostały odrzucone, które decyzje wywołały spór ani jak rada kontroluje realizację największych inwestycji.

Na koniec pada zdanie, że nie ma spraw ważnych i mniej ważnych, lecz są „ważne i ważniejsze”.

To brzmi zręcznie, ale pozostawia najważniejsze pytanie bez odpowiedzi: kto i według jakich kryteriów decyduje, które sprawy mieszkańców są ważniejsze?

Czy decyduje rzeczywista pilność problemu? Liczba mieszkańców? Długość oczekiwania? Zagrożenie dla bezpieczeństwa? A może przede wszystkim możliwość zdobycia dofinansowania?

Samorząd zawsze ma rację, tylko świat przeszkadza

Z trzech rozmów wyłania się samorząd aktywny, dobrze przygotowany i skutecznie zabiegający o środki zewnętrzne. Ten obraz nie musi być fałszywy. Gmina rzeczywiście prowadzi duże inwestycje, buduje szkołę, obiekty sportowe, ścieżki rowerowe i infrastrukturę transportową. Zdobycie dziesiątek milionów złotych dofinansowania jest osiągnięciem.

Ale obraz jest niepełny.

Wójt mówi o pogodzie, wojnie, inflacji, wykonawcach, procedurach, braku programów pomocowych, nowej perspektywie unijnej i politykach wprowadzających ograniczenie liczby kadencji. Wszystkie te czynniki mogą rzeczywiście wpływać na działanie gminy.

W trzech kolejnych rozmowach nie znalazło się jednak miejsce na jeden równie ważny czynnik: decyzje samych władz Wiszni Małej.

Nie dowiadujemy się, czy coś źle zaplanowano. Czy należało wcześniej przygotować dokumentację. Czy można było inaczej rozłożyć wydatki. Czy jakaś inwestycja okazała się droższa lub mniej potrzebna, niż zakładano. Czy mieszkańcom którejś miejscowości kazano czekać, ponieważ ich problem nie pasował do żadnego programu.

Sukcesy mają więc autora. Są wynikiem przygotowania, skuteczności, konsekwencji i zespołowej pracy.

Problemy mają przyczyny zewnętrzne. Przynosi je zima, wojna, inflacja, biurokracja, brak dotacji albo ustawodawca.

Tak powstaje bardzo wygodna opowieść o władzy: wszystko, co dobre, potwierdza jej kompetencje, a wszystko, co trudne, potwierdza jedynie, jak niesprzyjające są warunki, w których musi działać.

Prawdziwy pragmatyzm powinien oznaczać coś więcej niż skuteczne korzystanie z dostępnych konkursów. Powinien obejmować także uczciwe wskazanie własnych błędów, przejrzyste przedstawianie kosztów oraz gotowość do finansowania spraw, do których nikt z zewnątrz nie chce dopłacić.

Bez tego pozostaje nam promocyjna kronika sukcesów — i długa lista problemów, za które zawsze odpowiada ktoś lub coś poza urzędem i na których rozwiązanie zawsze trzeba długo czekać.

  • Andrzej Podrez

    Mieszkam w gminie Wisznia Mała od prawie 20 lat. Od lat obserwuję nierówne traktowanie mieszkańców mniejszych miejscowości, takich jak Wysoki Kościół. Brak realnego dialogu i perspektyw na zmianę, skłonił mnie do stworzenia tej kolejnej, nowej odsłony niniejszego portalu jako miejsca niezależnej analizy działań władz gminy.

    Related Posts

    Powiat trzebnicki i Trzebnica

    XXXIV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 3 sierpnia 2026r

    XXXIV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 3 sierpnia 2026r

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VII (kwiecień-czerwiec 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VII (kwiecień-czerwiec 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VI (styczeń-kwiecień 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VI (styczeń-kwiecień 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część V (sierpień-grudzień 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część V (sierpień-grudzień 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część IV (czerwiec-lipiec 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część IV (czerwiec-lipiec 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część III (styczeń-maj 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część III (styczeń-maj 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część II (wrzesień-grudzień 2024r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część II (wrzesień-grudzień 2024r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część I (maj-sierpień 2024r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część I (maj-sierpień 2024r.)

    Odwiert geotermalny Jadwiga T-1 w Trzebnicy — naukowe fundamenty ambitnego projektu

    Odwiert geotermalny Jadwiga T-1 w Trzebnicy — naukowe fundamenty ambitnego projektu

    Referendum się nie odbędzie. Wygrała demokracja, wygrali mieszkańcy Trzebnicy

    Referendum się nie odbędzie. Wygrała demokracja, wygrali mieszkańcy Trzebnicy

    Sprawa burmistrza Marka Długozimy… Co dalej?

    Sprawa burmistrza Marka Długozimy… Co dalej?

    Uzdrowisko Trzebnica. Mrzonka czy historycznie i naukowo uzasadniona wizja rozwoju miasta?

    Uzdrowisko Trzebnica. Mrzonka czy historycznie i naukowo uzasadniona wizja rozwoju miasta?

    Burmistrz Trzebnicy z zarzutami. W poszukiwaniu rzetelnych informacji…

    Burmistrz Trzebnicy z zarzutami. W poszukiwaniu rzetelnych informacji…