Gdy w Trzebnicy wraca dziś temat „odzyskania” statusu uzdrowiska, łatwo popaść w dwie skrajności. Jedni traktują to jak czystą fantazję, element lokalnej propagandy sukcesu i marketingowego opakowania. Inni mówią o czymś niemal oczywistym: przecież Trzebnica „zawsze była uzdrowiskiem”, więc wystarczy do tego wrócić. Prawda, jak to zwykle bywa, leży tam gdzie leży… Z jednej strony współczesna wizja uzdrowiskowej Trzebnicy nie może opierać się wyłącznie na sentymencie. Z drugiej jednak strony nie jest ona wyssana z palca. Historyczne źródła niemieckie pokazują jasno, że pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku Trebnitz rzeczywiście funkcjonowało jako miejscowość o ambicjach i cechach kuracyjnych, a samo Hedwigsbad (część zdrojowa w pobliżu Lasu Bukowego) nie było jedynie ozdobnym dodatkiem do miasta, lecz realnym ośrodkiem kąpielowo-leczniczym.
Już sam język epoki jest tu wymowny. W niemieckich materiałach Trzebnica występuje nie tylko jako zwykłe miasto powiatowe, ale jako „Bad Trebnitz”, a więc miejscowość zdrojowa lub kąpieliskowa. W rocznikach uzdrowiskowych i reklamach prasowych pojawiają się sformułowania „Moor- und Stahlbad” oraz „Stahl- und Moorbad Hedwigsbad”, czyli dosłownie kąpielisko borowinowo-żelaziste. To ważne, bo pokazuje, że nie chodziło wyłącznie o ładny park, hotel i modę na letniska, lecz o miejsce reklamowane i opisywane jako zakład leczniczy, oparty na konkretnych surowcach: torfie i wodach żelazistych.
Potwierdza to także syntetyczne hasło w niemieckim OME-Lexikon, z którego wynika, że Trzebnica zaczęła rozwijać funkcje kuracyjne pod koniec XIX wieku. Już około 1880 roku ziemianin Otto Müller wzniósł na swoich włościach dom zdrojowy Hedwigsbad, a uruchomienie połączenia kolejowego z Wrocławiem w 1886 roku wyraźnie wzmocniło rozwój miejscowego kurortu. W 1905 roku obiekt rozbudowano o nowe sanatorium z pięćdziesięcioma pokojami, a Las Bukowy przekształcono w park zdrojowy.
Jeszcze ciekawszy jest jednak artykuł Ferdinanda Paxa z 1921 roku, opublikowany w naukowym czasopiśmie „Archiv für Molluskenkunde”. Autor, badając faunę mięczaków w złożu torfowym przy Hedwigsbadzie, pisał wprost, że eksploatacja tego niewielkiego torfowiska w 1888 roku dała impuls do założenia Hedwigsbadu. Innymi słowy: geneza trzebnickiego uzdrowiska nie była legendą dopisaną po latach, ale wynikała z rzeczywistego wykorzystania lokalnego złoża.
Towarzystwo Upiększania Miasta i Magistrat Trzebnicy wydały w maju 1926 roku „Przewodnik po mieście i uzdrowisku Trebnitz na Śląsku”. Pokazuje on, jak ówczesna Trzebnica chciała widzieć samą siebie. Już we wstępie pada stwierdzenie, że miasto można „słusznie nazywać miejscowością kuracyjną i wypoczynkową”. W rozdziale autorstwa dr. Frickego, powiatowego radcy medycyny, Trebnitz przedstawiono jako miejsce o korzystnym klimacie, osłonięte od ostrych wiatrów, z dobrym nasłonecznieniem, rzadkimi mgłami i powietrzem wolnym od pyłu przemysłowego. To oczywiście język promocyjny, ale nie można go zbyć wzruszeniem ramion, bo podobne argumenty klimatyczne pojawiały się w ówczesnych opisach wielu uzdrowisk i letnisk.
Jeszcze ważniejszy jest opis samego Hedwigsbadu. Przewodnik mówi wyraźnie, że „właściwe życie kuracyjne i kąpieliskowe” skupiało się właśnie tam, przy Lesie Bukowym. Znajdowały się tam Kurhaus (dom zdrojowy), hotel, łazienki, park, staw gondolowy i cała infrastruktura pobytowo-zabiegowa. Oferowano kąpiele torfowe, żelaziste, kwasowęglowe, sosnowe, tlenowe i inne, a całość uzupełniały koncerty, odczyty i spokojny program pobytowy bardziej odpowiadający kameralnemu kurortowi niż wielkiemu, modnemu uzdrowisku.
To nie był zresztą pojedynczy opis. W „Roczniku śląskich uzdrowisk, miejsc leczniczych i kuracyjnych” z 1907 i 1908 roku Bad Trebnitz figuruje wśród śląskich miejscowości kuracyjnych. Roczniki te podają, że Hedwigsbad leżał malowniczo przy mieście, w pobliżu lasów, był łatwo dostępny z obu stacji kolejowych i dysponował żelazisto- i siarkowymi źródłami leczniczymi, kąpielami borowinowymi, kąpielami z dodatkami, inhalacjami, masażami oraz kuracją mleczną i kefirową. Wskazania lecznicze obejmowały m.in. reumatyzm, dnę, następstwa urazów i złamań, neuralgie, schorzenia nerwowe, niektóre choroby dróg oddechowych, choroby kobiece, a także anemię i skrofulozę. Krótko mówiąc: Trebnitz nie było tylko „ładnym miejscem spacerowym”, ale zostało wpisane w ówczesny system balneologiczny Śląska.
Te same wątki powtarza prasa uzdrowiskowa. W reklamach ze „Śląskiej Gazety Uzdrowiskowej” z 1929 roku Bad Trebnitz przedstawiano jako kąpielisko borowinowo-żelaziste, położone zaledwie godzinę od Wrocławia, skuteczne przy dnie, reumatyzmie, rwie kulszowej oraz dolegliwościach kobiecych i nerwowych. Reklamy bywają przesadzone, ale ich wartość polega na czym innym: pokazują, jak Trebnitz funkcjonowało w praktyce na mapie regionu. Nie jako anonimowa miejscowość, lecz jako rozpoznawalny produkt uzdrowiskowy kierowany do mieszkańców Wrocławia i innych części Śląska.
Istotnym elementem tej historii była komunikacja. Niemieckie źródła podkreślają, że połączenie kolejowe z Breslau uruchomiono w 1886 roku, a dodatkowo w pobliżu części zdrojowej funkcjonował przystanek wąskotorowy Trebnitz Hedwigsbad, później znany jako Trzebnica Zdrój. To nie jest detal. Uzdrowiska bez wygodnego dojazdu miały ograniczone szanse rozwoju. Trzebnica zyskała zaś atut, który do dziś byłby jednym z jej największych walorów: bliskość dużego miasta i możliwość szybkiego dojazdu. Już wtedy była to więc nie tylko miejscowość „na kurację”, ale także cel jednodniowych wycieczek i krótszego wypoczynku.
Ważne jest też to, że uzdrowiskowość Trzebnicy nie wyrastała w próżni. Miasto miało wcześniej rozwinięty ruch pielgrzymkowy związany z kultem św. Jadwigi, a od końca XIX wieku połączyło tę religijną rozpoznawalność z ofertą leczniczo-wypoczynkową. OME-Lexikon wskazuje wprost, że pielgrzymki stanowiły od wieków ważną podstawę gospodarczą miasta, a rozbudowa kurortu nastąpiła później, już w epoce nowoczesnej. To zestawienie jest bardzo ciekawe: Trzebnica nie była klasycznym uzdrowiskiem górskim czy zdrojem opartym wyłącznie na wodach mineralnych, ale miejscem, w którym nakładały się na siebie trzy funkcje: religijna, krajobrazowo-wypoczynkowa i lecznicza.
Nie znaczy to jednak, że należy bezkrytycznie powtarzać wszystkie dawne deklaracje. Przewodniki i reklamy z epoki miały charakter promocyjny. Ich autorzy eksponowali zalety klimatu, ciszy, parku, lasu, łazienek i opieki medycznej, a mniej mówili o ograniczeniach skali czy konkurencji ze strony silniejszych uzdrowisk sudeckich. Trzebnica nie była przecież Cieplicami, Dusznikami czy Kudową. Była raczej mniejszym, regionalnym kurortem o specyficznym profilu: blisko Wrocławia, z kameralnym charakterem, ofertą kąpielową i letniskową oraz zapleczem lekarsko-szpitalnym. To ważne rozróżnienie. Historyczna uzdrowiskowość Trzebnicy jest faktem, ale nie należy jej sztucznie pompować do rangi jednego z największych centrów leczniczych dawnego Śląska.
Wymowne są także zachowane reklamy z epoki. Szczególnie dużo mówi ogłoszenie Hotelu Hedwigsbad, gdzie podkreślano nie tylko noclegi, ale też duży ogród, kolumnady, staw gondolowy, place zabaw oraz położenie bezpośrednio przy Lesie Bukowym. Jeszcze ważniejsze jest ogłoszenie Kurhausu Trebnitz, informujące o 50 pokojach z werandami, dużym parku, pensji i diecie według zaleceń lekarza oraz bezpośrednim sąsiedztwie łazienek. To już nie brzmi jak reklama zwykłego hotelu w małym mieście, lecz jak oferta pełnoprawnego ośrodka kuracyjnego. Z kolei reklama Schweizerei im Kurpark, położonej między kurhauzem a kąpieliskiem, dobrze pokazuje, że uzdrowisko było pomyślane jako całość: miejsce zabiegów, wypoczynku, spacerów i codziennej rekreacji. Razem te trzy ogłoszenia dobrze oddają skalę ambicji dawnego Bad Trebnitz i pokazują, że uzdrowiskowość miasta nie była tylko urzędową etykietą, ale realnie budowanym modelem funkcjonowania tej części Trzebnicy.

Na tym historia jednak się nie kończy
(Na podstawie pracy dr Barbary Kiełczawy z Wydziału Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej pt. „Możliwości balneologicznego zagospodarowania termalnych wód Trzebnicy”)
Po II wojnie światowej w Trzebnicy powołano Państwowe Uzdrowisko, podporządkowane początkowo dyrekcji w Szczawnie, a później w Warszawie. Choć do 1950 roku nie podjęto działalności uzdrowiskowej w dawnym sensie, miejscowość pełniła funkcje ośrodka rekonwalescencji dla dzieci po chorobie Heinego-Medina, a w latach 60. i 70. stała się ważnym ośrodkiem rehabilitacyjno-ortopedycznym. Co istotne, rozporządzeniem Rady Ministrów z 24 grudnia 1970 roku Trzebnica została objęta przepisami uzdrowiskowymi, dzięki czemu miejscowe zakłady lecznicze mogły być uznawane za obiekty lecznictwa uzdrowiskowego. W ten sposób Trzebnica uzyskała prawny status uzdrowiska.
To zmienia perspektywę. Jeśli ktoś dziś mówi, że „uzdrowiskowa Trzebnica” to tylko sentymentalny mit sprzed wojny, to ten argument nie wytrzymuje zderzenia z dokumentacją powojenną. Trzebnica miała nie tylko dziewiętnastowieczny epizod kąpieliskowy, ale również późniejszy, formalnie umocowany etap funkcjonowania w ramach polskiego systemu lecznictwa uzdrowiskowego. Problem polega na tym, że późniejsze zmiany prawne doprowadziły do utraty tego statusu. Dr Barbara Kiełczawa opisuje, że na mocy nowych przepisów miejscowość utraciła status uzdrowiska o charakterze publicznym, choć jednocześnie od kilku lat lokalne władze prowadzą starania o jego przywrócenie.
I tu pojawia się ważny argument: w 1974 roku wykonano odwiert Trzebnica IG-1, który potwierdził obecność dwóch poziomów ciepłych wód podziemnych. Jeden poziom znajduje się płycej — na głębokości ok. 618–863 metrów — i daje wodę o temperaturze około 31,7°C oraz niższej mineralizacji. Drugi zalega głębiej, na poziomie 1077–1259 metrów, i zawiera wodę cieplejszą — około 37°C — oraz wyraźniej zmineralizowaną. Artykuł podaje też ich wydajność: z płytszego poziomu można było uzyskać około 9,1 m³ wody na godzinę, a z głębszego około 6,0 m³ na godzinę. To oznacza, że Trzebnica ma nie tylko uzdrowiskową przeszłość, ale również udokumentowane zasoby wód, które potencjalnie mogłyby być wykorzystywane w lecznictwie i rekreacji.
To już nie jest historia o dawnych werandach i koncertach zdrojowych, ale o konkretnych parametrach, które można analizować pod kątem lecznictwa. Autorka podkreśla, że zgodnie z podziałem balneologicznym wody trzebnickie można traktować jako przydatne przede wszystkim do kuracji kąpielowych, a w zależności od składu także do inhalacji i kuracji pitnych — choć w niektórych przypadkach wymagałoby to odpowiedniego rozcieńczenia i ostrożności. W przypadku solanek z poziomu pstrego piaskowca wskazuje m.in. możliwość wykorzystania w leczeniu schorzeń dróg oddechowych, zatok, chorób reumatycznych, reumatoidalnych zapaleń stawów, stanów obniżonej odporności, rekonwalescencji, a także niektórych dolegliwości skórnych. U dorosłych takie kąpiele mogą dawać pozytywne efekty także w leczeniu nadciśnienia, nerwic i dolegliwości układu nerwowego.
Równie interesujący jest opis wód z poziomu wapienia muszlowego. Artykuł wskazuje, że są to wody siarczanowo-wapniowe z niewielką zawartością siarkowodoru, które mogłyby znaleźć zastosowanie przede wszystkim w kąpielach letnich, inhalacjach po częściowym odgazowaniu oraz kuracjach pitnych. Wskazywane są tu potencjalne zastosowania w leczeniu narządów ruchu, chorób reumatycznych, zwyrodnień stawów i kręgosłupa, dny moczanowej, a także niektórych schorzeń przewodu pokarmowego, przemiany materii czy dróg oddechowych.
W praktyce oznacza to jedno: współczesna Trzebnica nie musiałaby być prostą rekonstrukcją dawnego Hedwigsbadu. Wręcz przeciwnie — gdyby projekt uzdrowiskowy miał kiedyś wrócić do realnej fazy wykonawczej, jego profil leczniczy byłby zapewne szerszy i inny niż sto lat temu. Sama autorka pisze, że dziewiętnastowieczne kuracje opierały się głównie na borowinie, natomiast przyszłe uzdrowisko dysponowałoby przede wszystkim hipotermalnymi solankami i wodami siarczanowymi, a więc prawdopodobnie rozwijałoby inne rodzaje zabiegów i leczyło szerszy zakres dolegliwości.
To prowadzi do wniosku, który dobrze domyka spór o „mrzonki” i „historycznie uzasadnioną wizję”. Z artykułu Kiełczawy wynika bowiem jasno, że starania o odzyskanie statusu uzdrowiska „zdają się być słuszne”, ale pod jednym warunkiem: muszą się wiązać z odbudową i rozbudową infrastruktury uzdrowiskowej oraz — przede wszystkim — z szerokim zespołem badań nad możliwością włączenia do eksploatacji odwiertu IG-1. Innymi słowy, historia daje Trzebnicy mocny argument, geologia daje argument jeszcze mocniejszy, ale o wszystkim i tak zdecyduje to, czy za opowieścią pójdą realne badania, inwestycje i konsekwencja.
Na koniec warto też wspomnieć, że w 2025 roku rozpoczęto kolejny ważny etap tej opowieści — przygotowania do realizacji odwiertu geotermalnego „Jadwiga T-1”. Według zapowiedzi ma on służyć nie tylko pozyskiwaniu ekologicznej energii cieplnej dla budynków publicznych, ale także otworzyć drogę do rozwoju nowych funkcji rekreacyjnych i prozdrowotnych, w tym basenów termalnych. Jeśli te plany zostaną zrealizowane, Trzebnica będzie mogła oprzeć swoją uzdrowiskową markę już nie tylko na tradycji i zasobach odwiertu IG-1, ale również na nowoczesnej geotermii i infrastrukturze przyszłości. Wtedy dyskusja o uzdrowiskowej Trzebnicy przestałaby być wyłącznie rozmową o przeszłości, a stałaby się realnym sporem o przyszłość miasta. To jednak jest już temat na osobny artykuł.
—
Artykuł powstał z wykorzystaniem AI





















