XXXV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego. Szpital, Żmigród i coraz ostrzejsza wojna na słowa

XXXV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego pokazała, że konflikt pomiędzy większością tworzoną przez Samorządowców dla Powiatu Trzebnickiego i PiS a opozycyjną Koalicją Obywatelską nie tylko nie wygasa, ale coraz częściej schodzi na poziom osobisty. Tym razem kilka sporów nałożyło się na siebie: sytuacja szpitala, przesuwanie inwestycji drogowych, zarzuty o faworyzowanie Żmigrodu, sposób przygotowywania zmian w budżecie oraz aktywność starościny Małgorzaty Matusiak w mediach społecznościowych.

Opozycja mówiła wprost, że „w tym szpitalu bardzo źle się dzieje”, problem „to nie są tylko finanse”, a część informacji jej zdaniem należałoby „zgłosić wręcz do prokuratury”. Radni kwestionowali zasadność wyboru właśnie Żmigrodu na lokalizację terenowego biura Wydziału Komunikacji, pytając Zarząd o koszty i kryteria tej decyzji. Henryk Cymerman pytał z kolei o priorytety drogowe i sens kierowania kolejnych dużych pieniędzy na drogę Chodlewo–Garbce.

Borek: „konsultacja” czy tylko informacja?

Pierwszy zgrzyt pojawił się już przy przyjmowaniu protokołu z poprzedniej sesji.

Paweł Oleś wrócił do sprawy przesunięcia pieniędzy przeznaczonych wcześniej na drogę w Borku. W poprzedniej dyskusji padło stwierdzenie, że decyzja została z nim skonsultowana. Oleś stanowczo temu zaprzeczył.

Jak tłumaczył, rozmawiał ze starościną, ale nie była to żadna konsultacja ani uzgodnienie. Został jedynie poinformowany o podjętej decyzji.

Różnica, jego zdaniem, była zasadnicza, ponieważ mieszkańcy zaczęli odbierać wcześniejszą wypowiedź w taki sposób, jakby to również Oleś zgodził się na zabranie pieniędzy przeznaczonych na ich drogę.

Radny podkreślał, że może wnioskować, prosić i zabiegać o inwestycje, ale to nie on podejmuje decyzje o przesuwaniu pieniędzy w budżecie.

Przewodnicząca Anna Morawiecka wyjaśniła, że protokół odzwierciedla to, co rzeczywiście padło podczas poprzedniej sesji, więc nie można po prostu zmienić wypowiedzi starościny. Sprostowanie Olesia miało natomiast znaleźć się już w protokole z obecnego posiedzenia.

Do tej drogi radni wracali jeszcze wielokrotnie. Ostatecznie Małgorzata Matusiak zapewniała, że inwestycja w Borku zostanie zrealizowana, a zadanie znalazło się w wieloletniej prognozie finansowej.

Sprawozdanie starościny zamieniło się w polityczny pojedynek

Informacja Małgorzaty Matusiak z działalności Zarządu była bardzo obszerna. starościna mówiła między innymi o inwestycjach drogowych i działalności jednostek powiatowych, ale najwięcej emocji od początku budził szpital.

Matusiak przypominała o finansowej pomocy udzielanej placówce i przekonywała, że przedstawianie obecnego Zarządu jako tego, który doprowadził szpital do problemów, jest niesprawiedliwe.

Podkreślała, że kłopoty szpitali powiatowych są problemem ogólnopolskim i narastały od wielu lat. Przypomniała również wcześniejsze próby szukania rozwiązań, w tym rozmowy dotyczące możliwej konsolidacji trzebnickiej placówki ze szpitalem klinicznym przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu.

Zapowiedziała także konwent starostów województwa dolnośląskiego w Brzeźnie, podczas którego jednym z ważnych tematów miała być sytuacja szpitali powiatowych. Właśnie z tego powodu chciała przełożyć zaplanowaną wcześniej wewnętrzną debatę radnych o trzebnickim szpitalu.

W pewnym momencie sprawozdanie przestało jednak przypominać informację z pracy Zarządu.

starościna zaczęła odnosić się do komentarzy publikowanych w internecie. Mówiła o radnym, który publicznie sugerował jej odwołanie. Odpowiedziała krótko: skoro uważa, że starostę należy odwołać, powinien złożyć odpowiedni wniosek, a nie ograniczać się do mediów społecznościowych.

Następnie nawiązała do nieobecnego Roberta Borczyka, byłego sekretarza powiatu, którego określiła jako „radnego z przypadku”, zarzucając mu jednocześnie, że wiele czasu poświęca publikowaniu w mediach społecznościowych.

To wywołało reakcję z sali.

Robert Adach zwrócił uwagę, że atakowanie nieobecnego radnego jest niewłaściwe. Przypomniał też staroście, że trudno czynić komuś zarzut z aktywności w mediach społecznościowych, skoro sama Małgorzata Matusiak należy do najbardziej aktywnych samorządowców w tej przestrzeni.

Dyskusja zrobiła się coraz mniej urzędowa.

Jeden z radnych skomentował w końcu długość i monotonię wystąpienia, mówiąc, że starościna mówi już od godziny i że zaczyna przy tym zasypiać.

Matusiak odpowiedziała, że w takim razie próbuje go „ożywić”.

Dopiero później starościna zarzuciła radnym, że bardzo boją się krytyki.

Było już jasne, że informacja z działalności Zarządu stała się tylko punktem wyjścia do kolejnej politycznej konfrontacji.

Matusiak kontra Oleś. Od dróg do byłego dyrektora i „problemów z prawem”

Jeszcze ostrzej zrobiło się chwilę później.

Starościna, wracając do sprawy Borku, mówiła o odpowiedzialności za podejmowane decyzje i skierowała osobistą uwagę do Pawła Olesia, wyrażając nadzieję, że kiedyś będzie na tyle odważny, aby nie bać się odpowiedzialności.

Oleś odpowiedział, że starościna myli odpowiedzialność z pośpiechem.

Przekonywał, że prawdziwa odpowiedzialność za powiat polega właśnie na podejmowaniu decyzji rozważnie i zgodnie z prawem. Zapewniał też, że nie brakuje mu odwagi i nadal będzie konsekwentnie pytał o rzeczy, które dzieją się w powiecie.

Przypomniał przy okazji, że również podczas kampanii wyborczej mieszkańcom składano obietnice dotyczące drogi w Borku i kiedy inwestycja jest odsuwana, ktoś będzie musiał mieszkańcom wyjaśnić dlaczego.

Następnie wrócił do sprawy zwolnienia byłego dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie oraz nawiązał do sprawy podsłuchów.

Matusiak odpowiedziała, że Oleś sam był członkiem Zarządu, który odwoływał dyrektora, i zarzuciła mu „amnezję”. Przypomniała, że głosował za tamtą decyzją.

Oleś nie zaprzeczał.

Przeciwnie – przypomniał, że po późniejszych rozstrzygnięciach sądowych publicznie przeprosił za swój głos w sprawie odwołania dyrektora.

Wtedy starościna poszła krok dalej, mówiąc Olesiowi, że jeszcze niedawno sam miał „problemy z prawem”.

Radny natychmiast zażądał wyjaśnienia, jakie konkretnie problemy starościna ma na myśli.

Matusiak nawiązała do sprawy związanej z tragiczną śmiercią mieszkanki Żmigrodu.

Oleś odpowiedział, że w tej sprawie nie był nawet przesłuchiwany.

Spór, który rozpoczął się od inwestycji drogowej w Borku, znalazł się więc bardzo daleko od dróg, wieloletniej prognozy finansowej i działalności Zarządu w okresie międzysesyjnym.

Żmigród.

Drugim wielkim tematem sesji stał się Żmigród.

Zarząd zamierza wyremontować należący do powiatu obiekt w Żmigrodzie, w którym obok filii urzędu pracy ma powstać terenowe biuro Wydziału Komunikacji.

Radni pytali Zarząd, czy dokładnie policzono koszty utworzenia biura i jakie przesłanki zdecydowały o wyborze Żmigrodu.

Wprost zestawiono Żmigród z Obornikami Śląskimi. Zwrócono uwagę, że Oborniki Śląskie są większą gminą i zadawano pytanie, dlaczego właśnie tam nie rozważono uruchomienia podobnego punktu.

Małgorzata Matusiak tłumaczyła, że powiat jest właścicielem budynku w Żmigrodzie, który i tak wymaga remontu, a samo biuro nie ma powodować zwiększenia zatrudnienia. Obsługa miałaby być zapewniona z obecnych zasobów kadrowych Wydziału Komunikacji.

Decydujące znaczenie ma mieć również położenie Żmigrodu – najbardziej oddalonej od Trzebnicy gminy powiatu – oraz możliwość obsługi mieszkańców północnej części powiatu, także części gminy Prusice.

Adach: czy powiat staje się powiatem żmigrodzkim?

Robert Adach rozwinął później ten sam wątek, nadając mu już znacznie ostrzejszy, polityczny charakter.

Pytał o rzeczywisty koszt remontu i przekonywał, że może on okazać się wyższy od przedstawianych szacunków. Zastanawiał się też, czy przeniesienie części pracowników Wydziału Komunikacji nie pogorszy obsługi mieszkańców przyjeżdżających do starostwa w Trzebnicy.

Ponownie zestawił Żmigród z większymi Obornikami Śląskimi. Zauważył, że gdyby zwrócono się do tamtejszego burmistrza, być może również udałoby się uzyskać lokal bez ponoszenia przez powiat tak znacznych kosztów.

Adach zobaczył jednak w kolejnych decyzjach Zarządu szerszy problem.

Wprost powiązał je z pogłoskami o możliwym starcie Małgorzaty Matusiak w przyszłych wyborach na burmistrza Żmigrodu.

Mówił o „nadreprezentatywności” decyzji sprzyjających tej gminie i apelował do pozostałych członków Zarządu, aby przy podejmowaniu decyzji patrzyli na cały powiat.

Jego zdaniem problem nie polegał na tym, że w Żmigrodzie nie powinno się inwestować. Każda z gmin potrzebuje inwestycji.

Chodziło o zachowanie proporcji i o to, aby o kolejności przedsięwzięć nie decydowała polityczna bliskość któregokolwiek z członków Zarządu z konkretną gminą.

W dalszej, momentami bardzo chaotycznej wymianie zdań z sali padło również zdanie, które dobrze podsumowywało zarzuty przeciwników takiej polityki:

Powiat trzebnicki nie jest tylko gminą Żmigród.

Do tego doszła ironiczna uwaga, że jeśli tak dalej pójdzie, powiat będzie tam otwierał jeszcze „kina, żłobki, markety”.

Niezależnie od autora tego wtrętu, kierunek krytyki był jasny – część radnych zaczęła coraz mocniej kwestionować proporcje pomiędzy wydatkami i aktywnością powiatu w poszczególnych gminach.

Chodlewo–Garbce. Henryk Cymerman pyta o „strategiczną” drogę

Szczególnie dużo emocji wywołała droga Chodlewo–Garbce.

To Henryk Cymerman zaczął dopytywać, dlaczego właśnie ten odcinek otrzymuje tak wysoki priorytet.

Zwracał uwagę, że w innych częściach powiatu również znajdują się drogi w bardzo złym stanie i nawiązał przy tym do planowanej dalszej przebudowy drogi w kierunku Piekar.

Cymerman użył przy tym trafnej metafory „krótkiej kołdry”.

Radni – jak mówił – mają świadomość, że pieniędzy nie wystarczy na wszystko. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy przy dzieleniu ograniczonych środków zaczyna obowiązywać zasada, że „koszula bliższa ciału”.

Małgorzata Matusiak odpowiedziała właśnie Cymermanowi.

– Heniu, jeździłeś, widziałeś? – pytała.

Broniła drogi Chodlewo–Garbce, podkreślając jej fatalny stan techniczny, znaczenie komunikacyjne i połączenie z sąsiednim powiatem. Argumentowała też, że z tej trasy korzystają osoby dojeżdżające między innymi do szpitala.

Najważniejszy argument był jednak finansowy.

Powiat otrzymał na realizację zadania dofinansowanie z Lasów Państwowych.

I właśnie w tym miejscu padło jedno z najbardziej interesujących zdań całej drogowej dyskusji.

Małgorzata Matusiak sama przyznała, że gdyby nie to zewnętrzne dofinansowanie, lobbowałaby za realizacją drogi w Borku.

To zdanie dużo mówi o mechanizmie ustalania kolejności powiatowych inwestycji.

Nie wystarczy bowiem, że droga znajduje się w złym stanie albo że jej remont został wcześniej obiecany. O kolejności realizacji w dużej mierze decyduje również pojawienie się możliwości pozyskania pieniędzy z zewnątrz.

W przypadku Chodlewa–Garbców powiat skorzystał z okazji, ponieważ dofinansowanie trzeba było rozliczyć.

Matusiak przekonywała, że nieracjonalne byłoby z niego zrezygnować.

Z punktu widzenia Zarządu jest to logiczne. Z punktu widzenia mieszkańców Borku może jednak wyglądać inaczej: ich droga miała być realizowana, ale pojawiły się zewnętrzne pieniądze na inną inwestycję i kolejność została zmieniona.

To właśnie ten mechanizm stał się później jednym z elementów znacznie poważniejszego zarzutu opozycji – braku trwałej strategii inwestycyjnej.

„Dryfujecie od kryzysu do kryzysu”

Ten zarzut wrócił z pełną siłą podczas zmian w budżecie.

Damian Sułkowski protestował przeciwko sposobowi dostarczania radnym materiałów.

Jak mówił, duży pakiet zmian otrzymał dopiero późnym popołudniem przed posiedzeniem komisji. Sam przygotował się wcześniej do dyskusji na podstawie innej wersji dokumentów, po czym okazało się, że część jego pytań jest już nieaktualna.

Sułkowski podkreślał, że radni podejmują decyzje dotyczące bardzo dużych pieniędzy i powinni mieć czas na spokojne przeanalizowanie materiałów.

Przypomniał, że o wcześniejsze przesyłanie dokumentów prosił już przy poprzednich sesjach.

Do krytyki dołączył Robert Adach.

Według niego problem nie polegał nawet na samych zmianach w budżecie, ale na sposobie działania Zarządu.

Przywołał historię pieniędzy na Borek i sugerował, że wystarczy publikacja radnego w mediach społecznościowych, aby Zarząd natychmiast próbował reagować zmianami w budżecie.

– Nie sprowadzajmy powiatu do Instagrama i Facebooka – apelował.

Zdaniem Adacha Zarząd stał się zbyt podatny na bieżące impulsy, zamiast realizować długofalową strategię.

Mówił o częstych sesjach, dokumentach dostarczanych w ostatniej chwili i kolejnych nagłych zmianach.

– To pokazuje chaos pracy, chaos, że nie macie strategii, że nie macie pomysłu i tylko dryfujecie od kryzysu do kryzysu – podsumował.

Przekonywał, że powiat zbyt często działa już w trybie gaszenia kolejnych pożarów: pojawia się problem, trzeba szybko zwołać radnych, dokonać zmian i znaleźć pieniądze.

Adach podkreślał, że nie krytykuje wszystkiego. Tam, gdzie dostrzega uporządkowane działanie, choćby przy przygotowywaniu strategii transportowej, jest gotów Zarząd pochwalić.

Problem widział w decyzjach podejmowanych pod wpływem pojedynczych wydarzeń.

Ponownie wrócił też do wątku potencjalnej kampanii wyborczej Małgorzaty Matusiak w Żmigrodzie.

To jedna z najważniejszych zmian w politycznym sporze tej kadencji.

Opozycja przestała punktować wyłącznie pojedyncze decyzje Zarządu. Coraz wyraźniej buduje narrację, według której problemem ma być cały sposób zarządzania powiatem: reaktywny, chaotyczny, podatny na presję mediów społecznościowych i potencjalnie podporządkowany przyszłym interesom wyborczym.

Szpital. Tym razem pytania nie tylko o pieniądze

Najpoważniejszy fragment sesji dotyczył jednak szpitala.

Przewodnicząca Anna Morawiecka poinformowała, że dotarły do niej informacje o nieprawidłowościach w placówce.

Wystąpiła do pełniącej obowiązki dyrektora Izabeli Nasiukiewicz o wyjaśnienia.

Morawiecka nie chciała publicznie ujawniać szczegółów przed otrzymaniem odpowiedzi, ale jej słowa były bardzo mocne.

– Tam się w tym szpitalu bardzo źle dzieje, bo to nie są tylko finanse – mówiła.

Dodała, że część informacji może dotyczyć zdarzeń, które jej zdaniem należałoby nawet zgłosić do prokuratury.

Starościna próbowała ostudzić tę dyskusję.

Poinformowała, że podobny anonim trafił także do niej i że również zwróciła się do dyrekcji szpitala o wyjaśnienia.

Ostrzegała jednak radnych przed zbyt głębokim wchodzeniem w kwestie personalne i medyczne, które nie należą bezpośrednio do kompetencji organu tworzącego szpital.

Morawiecka odpowiedziała, że nie chodzi wyłącznie o przypadki medyczne.

Jej zdaniem, jeśli Rada chce uczciwie rozmawiać o uzdrowieniu szpitala, nie może ograniczyć się wyłącznie do jego finansów.

To ważny moment, ponieważ w sprawie szpitala linia politycznego podziału wygląda już inaczej niż przy typowym sporze o budżet czy inwestycje drogowe.

Wątpliwości wobec sytuacji placówki zgłasza nie tylko opozycja.

Co więcej, Morawiecka sprzeciwiała się zbyt dalekiemu odkładaniu debaty o szpitalu. Podkreślała, że sprawa jest „ważna, a nawet bardzo ważna” i że naprawdę nie dzieje się tam dobrze – nie tylko finansowo.

Ostatecznie ustalono, że radni spotkają się 7 września o godzinie 14.00 na zamkniętym spotkaniu dotyczącym szpitala.

Ma w nim uczestniczyć również Izabela Nasiukiewicz.

Morawiecka przekonywała, że nie można dłużej odkładać tej rozmowy, ponieważ obecna dyrektor wkrótce zacznie ponosić odpowiedzialność również za problemy, których źródła mogą leżeć znacznie wcześniej.

Radni mają więc spotkać się bez kamer i spróbować ustalić, co rzeczywiście dzieje się w placówce.

Programy przyjmowane, ale jakość dokumentów pod lupą

Kilka kolejnych uchwał przeszło bez większych politycznych sporów, ale dwie wywołały dłuższe dyskusje.

Przy programie ochrony środowiska radni odkryli na dokumencie logo firmy, która rozpoczęła jego przygotowywanie.

Problem był tym bardziej skomplikowany, że współpraca z wykonawcą zaczęła się układać źle, część pracy wykonali później pracownicy starostwa, a wynagrodzenie dla wykonawcy zostało zdeponowane w sądzie.

Jerzy Trela pytał, dlaczego powiat ma reklamować wykonawcę na swoim oficjalnym dokumencie.

Radni zgodzili się co do zasady, że logo prywatnego podmiotu na przyjmowanym przez Radę powiatowym programie wygląda co najmniej dziwnie.

Dyskusja szybko przeszła jednak w bardziej skomplikowane kwestie praw autorskich i wskazania autorstwa.

Robert Adach ostrzegał, że czym innym jest usunięcie logotypu, a czym innym wymazanie informacji o osobie, która rzeczywiście uczestniczyła w przygotowaniu dokumentu. Jeśli pomiędzy powiatem a wykonawcą powstanie spór, takie działanie mogłoby później niepotrzebnie komplikować sytuację procesową.

Radca prawny przyznał, że bez dokładnego przeanalizowania umowy trudno przesądzić, w jakim zakresie przeszły na powiat autorskie prawa majątkowe i jakie oznaczenia powinny pozostać na dokumencie.

Po dodatkowych konsultacjach radni wrócili do programu i ostatecznie go przyjęli. Z dyskusji jasno wynikało, że logotyp firmy budzi sprzeciw. Znacznie mniej jednoznaczna pozostawała kwestia sposobu oznaczenia współautorstwa dokumentu.

Znacznie mocniej Damian Sułkowski zaatakował program profilaktyczny dotyczący metod wychowawczych i dzieci zagrożonych przemocą domową.

Wyliczał błędy językowe, nieprecyzyjne sformułowania, słabą analizę zjawiska przemocy i brak konkretnych metod mierzenia efektów.

Zwracał uwagę między innymi na rozbieżności w datach, sposób przepisania podstawy prawnej, pobieżne potraktowanie cyberprzemocy i przemocy rówieśniczej oraz brak – jego zdaniem – odpowiedniego ujęcia dziecka jako świadka przemocy.

Szczególnie długo radni spierali się o określenie „małoletnie dziecko”.

Sułkowski przekonywał, że w takim kontekście jest ono niepoprawne i wystarczyłoby pojęcie „dziecko”. Inni radni uważali, że sformułowanie jest zrozumiałe i nie ma sensu budować wokół niego długiego sporu językowego.

Dyrektor PCPR tłumaczyła natomiast, że dokument nie jest szczegółowym planem działania, lecz szeroką ramą wymaganą między innymi przy ubieganiu się o środki na konkretne programy.

Nadmierne uszczegółowienie mogłoby wręcz utrudnić późniejsze korzystanie z różnych źródeł finansowania, ponieważ każde konkretne przedsięwzięcie będzie dopiero opisywane we wniosku o dofinansowanie.

Uchwała ostatecznie została przyjęta, ale Sułkowski pozostał przy opinii, że dokument jest po prostu słaby.

Skarga na starostę i granica między urzędem a reklamą

Kolejnym politycznym punktem była skarga dotycząca aktywności Małgorzaty Matusiak w mediach społecznościowych.

Chodziło o publikację przedstawiającą starostę z lekarzem trzebnickiego szpitala, przy której znalazło się również odesłanie do jego prywatnej działalności.

Komisja Skarg, Wniosków i Petycji uznała skargę za bezzasadną.

Nawet podczas dyskusji nad jej odrzuceniem pojawiło się jednak sporo głosów wskazujących, że problem jako taki istnieje.

Robert Adach stwierdził, że profil funkcjonujący pod nazwą „starosta” powinien mieć charakter znacznie bardziej urzędowy.

starościna nie jest bowiem wyłącznie prywatną osobą, lecz sprawuje urząd i wydaje decyzje administracyjne właśnie jako starościna powiatu, a nie jako osoba prywatna.

Jeśli Małgorzata Matusiak chce publikować bardziej prywatne materiały, może – zdaniem Adacha – robić to na osobnym profilu.

Radny apelował o wyraźne oddzielenie działalności publicznej od prywatnego biznesu.

– Ja się brzydzę mieszaniem biznesu prywatnego z biznesem publicznym – mówił w dalszej części dyskusji.

Podobnie wypowiedział się Damian Sułkowski.

Przywołał materiał dotyczący prywatnej lecznicy weterynaryjnej w Żmigrodzie, o którym podczas sesji również była mowa. Jego zdaniem tego rodzaju treści powinny trafiać na prywatny profil Małgorzaty Matusiak, a nie na profil eksponujący pełnioną przez nią funkcję starościny.

Formalnie skarga została uznana za bezzasadną.

Nikt nie głosował za jej uwzględnieniem, ale aż sześciu radnych wstrzymało się od głosu.

To interesujący wynik.

Nie wystarczyło głosów, by zakwestionować stanowisko komisji, ale jednocześnie znaczna część Rady nie chciała jednoznacznie stanąć po stronie starościny.

Adach kontra ordynator. Kolejny front wojny wokół szpitala

Dyskusja o skardze bardzo szybko połączyła się z innym konfliktem – sporem części radnych z ordynatorem trzebnickiego szpitala.

Robert Adach przypomniał wcześniejsze publiczne wypowiedzi lekarza dotyczące polityków i radnych.

Według Adacha ordynator przedstawiał radnych w taki sposób, jakby nie znali się na leczeniu i bezpodstawnie wtrącali się w funkcjonowanie szpitala.

Radny miał do niego przede wszystkim jeden zarzut: ordynator nie przyszedł na posiedzenie, aby odpowiedzieć na pytania i skonfrontować się bezpośrednio z zastrzeżeniami Rady, natomiast nagrywał materiały, które Adach odbierał jako wymierzone w radnych.

Użył nawet bardzo ostrego określenia, mówiąc o filmikach, które jego zdaniem „szczuły na radnych”.

Inny uczestnik dyskusji prostował, że ordynator nie mówił dosłownie, iż „brzydzi się politykami”, lecz raczej podkreślał, że sam politykiem nie jest.

Adach podtrzymał jednak swoją ocenę całego przekazu.

Jego zdaniem sens wypowiedzi lekarza był taki, że źli politycy wtrącają się w sprawy, na których się nie znają, podczas gdy fachowcy wiedzą najlepiej i nie powinni być kontrolowani.

Radny uznał takie podejście za niewłaściwe.

To istotny nowy front konfliktu wokół szpitala.

Spór nie przebiega już wyłącznie pomiędzy Zarządem i opozycją ani pomiędzy Radą a dyrekcją. Część radnych zaczyna również kwestionować sposób, w jaki przedstawiciele środowiska lekarskiego reagują na polityczną i właścicielską kontrolę nad publiczną placówką.

Adach podkreślał, że radni mają prawo patrzeć szpitalowi na ręce i zadawać pytania, nawet jeśli lekarze uważają te pytania za niewygodne.

Jeszcze jedna skarga: dziewięć pism bez odpowiedzi

Przy okazji tej samej dyskusji Henryk Cymerman zwrócił uwagę na kolejną sprawę.

Poinformował, że do starostwa i komisji trafiło następne pismo od skarżącego – tym razem dotyczące bezczynności.

Według autora skargi dziewięć jego wcześniejszych pism miało pozostać bez odpowiedzi.

Cymerman podkreślał, że nie zna jeszcze wszystkich szczegółów i nie przesądza, czy zarzut jest zasadny. Prosił jednak, żeby takich sygnałów nie bagatelizować i jeśli pisma rzeczywiście wpływają, udzielać na nie odpowiedzi.

Członkowie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji wyjaśniali, że komisja zapoznała się już z przekazanymi materiałami, ale sprawa nie została jeszcze rozstrzygnięta. Miała być analizowana na kolejnym posiedzeniu.

Padła również informacja, że dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych przygotował odpowiedź odnoszącą się do części zgłaszanych kwestii.

Nie można więc przesądzać, że urząd rzeczywiście pozostawił dziewięć pism bez odpowiedzi.

Sam fakt pojawienia się kolejnej skargi jest jednak wymownym tłem dla sesji, podczas której Rada chwilę wcześniej uznała inną skargę na starostę za bezzasadną.

Szpitalny parking: kto powinien na nim zarabiać?

Do szpitala radni wrócili przy uchwale regulującej zasady gospodarowania jego majątkiem.

Bezpośrednim tłem była możliwość uruchomienia płatnego parkingu.

Robert Adach zakwestionował pomysł przekazania jego obsługi prywatnej firmie, która miałaby pobierać znaczną część przychodów.

Pytał, czy bardziej opłacalne nie byłoby kupienie przez szpital odpowiednich urządzeń i samodzielne prowadzenie parkingu.

Wskazywał na funkcjonujące w innych miejscach automatyczne systemy oparte na kamerach, biletach i płatnościach bezgotówkowych.

Jego zdaniem, jeżeli parking ma generować istotny przychód, warto rozważyć jednorazową inwestycję w urządzenia zamiast przez wiele lat oddawać część dochodu firmie zewnętrznej.

Damian Sułkowski również apelował najpierw o przygotowanie biznesplanu: policzenie liczby miejsc, kosztów oraz potencjalnych wpływów.

Zwracał uwagę, że dopiero wtedy będzie można odpowiedzialnie odpowiedzieć na pytanie, czy własna inwestycja się opłaci.

Daniel Buczak proponował bardziej ostrożne rozwiązanie – rozpoczęcie od krótszej współpracy z firmą zewnętrzną i sprawdzenie w praktyce, ilu kierowców będzie korzystać z płatnego parkingu.

Dopiero mając rzeczywiste dane, można byłoby zdecydować o zakupie własnego systemu.

Jerzy Trela zwrócił natomiast uwagę, że zanim radni zaczną dzielić przyszłe przychody, należałoby dokładnie przeanalizować samą organizację ruchu i możliwości dojazdu do szpitala.

Wskazywał, że część proponowanych wariantów dojazdu może w praktyce oznaczać skierowanie dużej liczby samochodów przez tereny zamieszkane, co z kolei może wywołać protest mieszkańców.

Sławomir Zarentowicz przypomniał z kolei, że powiat i szpital znajdują się w trudnej sytuacji finansowej i być może nie jest to najlepszy moment na finansowanie kolejnych kosztownych urządzeń.

Anna Morawiecka w końcu przerwała dyskusję, przypominając, że procedowana uchwała wcale nie dotyczy konkretnego sposobu prowadzenia parkingu, lecz ogólnych zasad dysponowania majątkiem szpitala.

Debata o parkingu pokazała jednak coś jeszcze.

Radni coraz częściej próbują patrzeć na szpital nie tylko jak na placówkę, do której trzeba dopłacać, ale również jak na podmiot posiadający majątek i potencjalne źródła własnych przychodów.

Medal, który gdzieś zaginął

W końcówce pojawił się jeszcze jeden wątek, który dobrze pokazał atmosferę tej sesji.

Henryk Cymerman wrócił do sprawy Medalu Komisji Edukacji Narodowej przyznanego jeszcze w 2018 roku śp. Ryszardowi Chwalińskiemu.

Od miesięcy próbował ustalić, co stało się z odznaczeniem, którego wyróżniony nigdy nie otrzymał.

Z dyskusji wynikało, że nikt nie potrafił nawet jednoznacznie odpowiedzieć, czy medal faktycznie dotarł do starostwa.

Pojawiła się możliwość, że mógł zostać przekazany inną drogą, na przykład za pośrednictwem wojewody.

Radni zastanawiali się, czy po tylu latach nie należałoby po prostu wystąpić do ministerstwa o duplikat.

Padł argument, że zamiast kolejny raz szukać dokumentów i odznaczenia po szufladach, można sprawę wreszcie formalnie zamknąć.

Dyskusja zrobiła się momentami groteskowa.

Ktoś z sali skwitował przeciągające się poszukiwania porównaniem do innych inwestycji i przedsięwzięć, które w powiecie ciągną się latami.

Nie sposób na podstawie samej transkrypcji z całkowitą pewnością przypisać tej wypowiedzi konkretnemu radnemu, ale sens komentarza był oczywisty: niewielka z pozoru sprawa przez lata nie może zostać doprowadzona do końca.

Jeszcze mocniejsze były słowa Anny Morawieckiej.

Stwierdziła, że gdyby po tylu latach jako żona zmarłego miała otrzymać taki medal, powiedziałaby urzędnikom, żeby go sobie „zjedli”.

W tym momencie nawet przewodnicząca Rady nie ukrywała już irytacji.

Historia medalu stała się drobnym, ale wyjątkowo plastycznym symbolem problemu, o którym przez całą sesję mówiła opozycja: rzeczy odkładanych, przeciąganych i pozostających przez lata bez ostatecznego załatwienia.

Konflikt wchodzi w kolejną fazę

XXXV sesja nie przyniosła jednego wielkiego głosowania, które zmieniłoby układ sił w Radzie.

Większość Samorządowców dla Powiatu Trzebnickiego i PiS nadal kontroluje decyzje Rady.

Znacznie ciekawsze jest jednak to, jak zmienia się sam charakter konfliktu.

Robert Adach, Paweł Oleś i Damian Sułkowski coraz rzadziej atakują wyłącznie pojedyncze uchwały. Budują szerszy zarzut dotyczący sposobu sprawowania władzy: chaosu organizacyjnego, gwałtownych zmian pod wpływem krytyki, nadmiernego znaczenia mediów społecznościowych i możliwego podporządkowywania części decyzji przyszłym planom wyborczym.

Małgorzata Matusiak odpowiada równie ostro, coraz częściej sięgając po argumenty personalne i przypominając swoim przeciwnikom ich wcześniejsze decyzje, funkcje czy sprawy z przeszłości.

Opozycja publicznie kwestionowała zasadność lokalizacji biura Wydziału Komunikacji w Żmigrodzie i bardzo wyraźnie domagała się szybkiej, poważnej rozmowy o problemach szpitala.

Henryk Cymerman podważał hierarchię priorytetów drogowych, pytając o wyjątkowe znaczenie Chodlewa–Garbców, a później sygnalizował kolejną skargę dotyczącą funkcjonowania urzędu.

Nad całą polityczną awanturą zaczyna dominować szpital. Po tej sesji nie można już sprowadzać go wyłącznie do kolejnych strat finansowych i pieniędzy przekazywanych przez powiat.

Pojawiły się pytania o sposób zarządzania placówką, relacje z personelem, granice kompetencji organu tworzącego, publiczne wystąpienia lekarzy, gospodarowanie majątkiem i wreszcie informacje o nieprawidłowościach, które zdaniem przewodniczącej Rady mogą być na tyle poważne, że należałoby rozważyć zainteresowanie nimi organów ścigania.

Skąd wziąć pieniądze dla szpitala?

Pytanie brzmi również:

Co właściwie dzieje się wewnątrz tej placówki?

Odpowiedzi radni będą szukać 7 września podczas zamkniętego spotkania z udziałem dyrekcji szpitala.


Od autora

To nie jest klasyczne sprawozdanie z sesji tak jak w przypadku gminy Wisznia Mała. Ten tekst jest kolejną częścią cyklu „Geneza konfliktu”, w którym śledzę rozwój politycznego sporu w Radzie Powiatu VII kadencji — sesja po sesji.

Nie interesuje mnie więc szczegółowe odnotowywanie każdej uchwały, kwoty czy technicznego punktu porządku obrad. Skupiam się przede wszystkim na tym, kto co powiedział, kto komu odpowiedział, gdzie pojawiały się różnice zdań i jak zmieniał się układ relacji pomiędzy większością a opozycją. Szczególną uwagę zwracam również na momenty, w których krytyka Zarządu pojawia się poza tym podstawowym podziałem.

Podstawą opracowania jest zapis transmisji z sesji oraz przygotowana na jego podstawie transkrypcja. Trzeba jednak pamiętać, że automatyczny zapis mowy nie jest stenogramem i może zawierać błędy: przekręcone nazwiska i nazwy miejscowości, pominięte słowa, nieprawidłowe przypisanie wypowiedzi albo zniekształcone fragmenty zdań. Dlatego tam, gdzie to możliwe, sens wypowiedzi odtwarzam z kontekstu, a w miejscach budzących wątpliwości unikam kategorycznego przypisywania słów konkretnej osobie.

Celem cyklu nie jest odtworzenie sesji minuta po minucie, lecz pokazanie jak powstawał i rozwija się konflikt polityczny w Radzie Powiatu Trzebnickiego oraz jakie sprawy z czasem stawały się jego kolejnymi punktami zapalnymi.

  • Andrzej Podrez

    Mieszkam w gminie Wisznia Mała od prawie 20 lat. Od lat obserwuję nierówne traktowanie mieszkańców mniejszych miejscowości, takich jak Wysoki Kościół. Brak realnego dialogu i perspektyw na zmianę, skłonił mnie do stworzenia tej kolejnej, nowej odsłony niniejszego portalu jako miejsca niezależnej analizy działań władz gminy.

    Related Posts

    Powiat trzebnicki i Trzebnica

    XXXV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego. Szpital, Żmigród i coraz ostrzejsza wojna na słowa

    XXXV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego. Szpital, Żmigród i coraz ostrzejsza wojna na słowa

    XXXIV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 3 sierpnia 2026r

    XXXIV sesja Rady Powiatu Trzebnickiego VII kadencji 2024-2029 — 3 sierpnia 2026r

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VII (kwiecień-czerwiec 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VII (kwiecień-czerwiec 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VI (styczeń-kwiecień 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część VI (styczeń-kwiecień 2026r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część V (sierpień-grudzień 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część V (sierpień-grudzień 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część IV (czerwiec-lipiec 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część IV (czerwiec-lipiec 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część III (styczeń-maj 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część III (styczeń-maj 2025r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część II (wrzesień-grudzień 2024r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część II (wrzesień-grudzień 2024r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część I (maj-sierpień 2024r.)

    Powiat trzebnicki: anatomia konfliktu dla początkujących – część I (maj-sierpień 2024r.)

    Odwiert geotermalny Jadwiga T-1 w Trzebnicy — naukowe fundamenty ambitnego projektu

    Odwiert geotermalny Jadwiga T-1 w Trzebnicy — naukowe fundamenty ambitnego projektu

    Referendum się nie odbędzie. Wygrała demokracja, wygrali mieszkańcy Trzebnicy

    Referendum się nie odbędzie. Wygrała demokracja, wygrali mieszkańcy Trzebnicy

    Sprawa burmistrza Marka Długozimy… Co dalej?

    Sprawa burmistrza Marka Długozimy… Co dalej?

    Uzdrowisko Trzebnica. Mrzonka czy historycznie i naukowo uzasadniona wizja rozwoju miasta?

    Uzdrowisko Trzebnica. Mrzonka czy historycznie i naukowo uzasadniona wizja rozwoju miasta?

    Burmistrz Trzebnicy z zarzutami. W poszukiwaniu rzetelnych informacji…

    Burmistrz Trzebnicy z zarzutami. W poszukiwaniu rzetelnych informacji…